Neoliberalizm prawie jak Luftwaffe

Neoliberalizm prawie jak Luftwaffe

W Wielkiej Brytanii co najmniej 3,5 mln dzieci – więcej niż 15 lat po wojnie, tj. w 1960 r. – żyje w ubóstwie, a strefa biedy nadal rośnie.

Takie wnioski płyną z raportu „Wielkie nadzieje”, do którego dotarł brytyjski „Guardian”. W najbliższych dniach zostanie on wydany przez Krajowe Biuro Dziecka z okazji 50-lecia istnienia tej organizacji charytatywnej. Głównym celem opracowania jest zbadanie wpływu nierówności społecznych na życie dzieci i młodzieży przez blisko pięć dekad od czasu opublikowania pierwszej edycji dokumentu.

Z raportu wynika, że liczba dzieci żyjących w ubóstwie wzrosła od 1969 r. o blisko 1,5 mln, a dzieci takie są o wiele bardziej narażone na otyłość, cierpią z powodu przypadkowych urazów, osiągają słabsze wyniki w szkole oraz mają ograniczony dostęp do placów zabaw. Autorzy wskazują też, że wysiłki brytyjskiego rządu w walce z wykluczeniem wśród dzieci były do tej pory niewystarczające.

Obecny stan rzeczy, zdaniem Biura, doprowadził do podziału na dwie kategorie („my” i „oni”), który leżał u podstaw choćby zamieszek w lecie 2011 r. w kilku miastach Wielkiej Brytanii, i grozi dalszym „pękaniem” społeczeństwa. Tym bardziej, że autorzy raportu na podstawie analizy zmian w systemie podatkowym przewidują, że w 2020 r. łączna liczba dzieci żyjących w biedzie wzrośnie do 4,7 mln.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Czas na nowe parki narodowe

Czas na nowe parki narodowe

Już w najbliższą środę (28 sierpnia) o 9:07 odbędzie się kolejna audycja stanowiąca radiowe przedłużenie naszego czasopisma. Tym razem rozmawiać będziemy o parkach narodowych, które jeszcze nie powstały.

W Polsce mamy 23 parki narodowe, które łącznie zajmują ok. 1% powierzchni Polski. By w pełni reprezentowały wszystkie najważniejsze typy ojczystej przyrody, powinny powstać minimum trzy kolejne: Jurajski (w pobliżu Częstochowy), Turnicki (na Pogórzu Karpackim) i Mazurski. Inne, jak Białowieski, powinny być poszerzone. Niestety, po 1997 r. tworzenie i powiększanie obszarów chronionych właściwie ustało. O przyczynach takiego stanu rzeczy porozmawiamy z prof. Ludwikiem Tomiałojciem, światowej sławy ornitologiem z Uniwersytetu Wrocławskiego i ministrem ochrony środowiska i przyrody w naszym gabinecie cieni, oraz z Radosławem Ślusarczykiem, przedstawicielem Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.

Audycji będzie można słuchać tutaj. Tradycyjnie będzie można zadawać pytania naszym gościom, listownie pod adresem malec@nowyobywatel.pl lub za pośrednictwem Facebooka.

O problemach z powołaniem kolejnych parków narodowych pisaliśmy w numerze 3(41)/2008 „Obywatela” (tekst ten można przeczytać tutaj), zaś w numerze 1/2011 „Nowego Obywatela” przypominaliśmy polskich społeczników i naukowców walczących o ochronę rodzimej przyrody. Wydaliśmy także książkę Jana Gwalberta Pawlikowskiego „Kultura a natura”, poświęconą ochronie m.in. Tatr.

Niż, czyli tłok

Niż, czyli tłok

W polskich szkołach dzieci coraz mniej, ale w klasach coraz ciaśniej, przede wszystkim w dużych miastach.

„Gazeta Wyborcza” przypomina, że samorządy dostają pieniądze z budżetu państwa według liczby uczniów. Mniej dzieci znaczy mniej pieniędzy, gminy oszczędzają więc, ile się da – np. zwiększając liczebność klas. Uniemożliwia to skuteczne przekazywanie oraz przyswajanie wiedzy. – „W ławkach przede mną 28 trzecioklasistów. Temat lekcji: dialog »W sklepie«. Ćwiczą w parach. Jak ich nadzorować? Ja głuchnę, oni i tak nic nie łapią” – opowiada Michał, anglista w jednej z gorzowskich podstawówek.

Gazeta przytacza też opowieść Agnieszki, historyczki w gimnazjum na Śląsku. – „Wykładam temat, dyktuję wnioski, zadaję wypisanie notatki z podręcznika. Uczniowie dopiero w domu zabierają się do pracy, często z korepetytorem. Czasem myślę, że dobrze, że mają internet i portale ze ściągawkami” – mówi nauczycielka, która posiada aż 36 uczniów w klasie.

Ok. 400 szkół ma iść do likwidacji, tyle samo zlikwidowano w ubiegłym roku. Od września zabraknie pracy dla ok. 7 tys. nauczycieli. Uzasadnieniem dla cięć jest niż demograficzny: w polskich szkołach uczy się teraz o ponad milion mniej uczniów niż w roku 2005 r. Zdaniem m.in. nauczycielskich związków zawodowych niż jest okazją, by zmniejszyć wielkość klas, co zwiększyłoby możliwości skutecznej nauki i wychowania.

Bo pracowniczy czas to pieniądz

Bo pracowniczy czas to pieniądz

11 złotych brutto na godzinę, niezależnie od formy zatrudnienia – taką minimalną stawkę dla polskich pracowników postuluje Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych.

To nowy pomysł związku na walkę ze złymi skutkami umów cywilnoprawnych. Przewodniczący centrali, Jan Guz wyjaśnia, że godzinową płacę minimalną stosuje się między innymi za naszą zachodnią granicą. Godzinowa stawka obowiązywałaby zarówno w odniesieniu do umów o pracę, jak i cywilnoprawnych. Guz w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową zgłosił postulat, żeby wymóg takiej stawki zapisać także we wszystkich przetargach przeprowadzanych przez państwowe firmy oraz instytucje.

Członek zarządu TMS Brokers Marek Wołos chwali pomysł związków zawodowych, ale zastrzega, że zaproponowana przez OPZZ stawka wydaje mu się nieco wygórowana. Przyznaje, że podobne rozwiązania obowiązują w wielu krajach na świecie i sprawdzają się.

Minimalne wynagrodzenie powinno zdaniem Porozumienia wynosić połowę średniej pensji – dziś byłoby to ponad 1900 zł. Według szacunków związkowców miesięcznie pracujemy średnio 170 godzin.