Kolej-na katastrofa?

Kolej-na katastrofa?

Trwają przymiarki do prywatyzacji PKP Cargo, ostatniej dochodowej spółki kolejowej, będącej drugim przewoźnikiem towarowym w Europie.

– „Normalnie prywatyzacja ma służyć podniesieniu wartości spółki, lepszej obsłudze klientów, pozyskaniu środków na inwestycje. Tutaj jedynym celem prywatyzacji jest jak najszybsza sprzedaż i pozyskanie środków na bieżące zapłaty długów, które ma PKP. Chodzi o 4,3 mld zł. Dlatego jeszcze w tym roku mniejszościowy pakiet akcji ma wejść na giełdę. Z tego co wiem, żadne koleje w Europie nie są notowane na giełdzie” – skomentował na antenie Radia WNET Czesław Warsewicz, redaktor portalu nakolei.pl, były prezes PKP Intercity.

Zwłaszcza w tym momencie prywatyzacja PKP Cargo nie jest dobrym rozwiązaniem. Po pierwsze, na giełdzie nie ma koniunktury, dlatego spodziewana cena 2 mld zł jest zdaniem Warsewicza wartością zaniżoną. Tym bardziej, że wyliczenia nie obejmują wartości rynku i jego dochodowości, a to jest kluczowe w tego typu firmach – sam majątek można dosyć szybko odtworzyć. Po drugie, po sprzedaży zostaniemy tylko z obciążeniami, tzn. utrzymaniem infrastruktury i przewozami pasażerskimi. Zdaniem rozmówcy WNET w naszym kraju nie ma długofalowej strategii rozwoju kolejnictwa. Przykładem jest sprawa Pendolino: zakupiono nowoczesne pociągi, a nie ma infrastruktury do ich obsługi.

Zapowiedź sprzedaży PKP Cargo zaniepokoiła związkowców, którzy wystosowali list do Donalda Tuska. Apelują w nim o kontrolę procesu przygotowań spółki do prywatyzacji i uratowanie Skarbu Państwa przed ogromnymi szkodami finansowymi, jakie wynikną z półdarmowej i prowadzonej w sposób nieprzejrzysty prywatyzacji. Piszą również, że premier może się przyczynić do uratowania miejsc pracy na polskiej kolei.

Tutaj można odsłuchać wspomnianego wywiadu radiowego.

Obszerny tekst o kolejnictwie przeczytać można w numerze z lata 2013.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Jest rząd do odwołania.

Jest rząd do odwołania.

Związkowcy z „Solidarności” ruszyli z akcją zbierania podpisów w sprawie skrócenia kadencji Sejmu. Nawołują o wsparcie w tej sprawie.

Poniżej przedrukowujemy list w tej sprawie, opublikowany na stronie NSZZ „Solidarność” przez przewodniczącego związku.

* * *

Koleżanki i Koledzy! Manifestacja pokazała nie tylko naszą siłę i determinację, ale również – a może przede wszystkim – ogromne poparcie i zaufanie społeczeństwa, które oczekuje zmian. To pokazuje, że „Solidarność” i pozostałe związki zawodowe są dzisiaj jedyną realną siłą zdolną do przeciwstawienia się złej polityce prowadzonej w Warszawie na ulicy Wiejskiej.

To duże zobowiązanie. Nie wolno nam go zawieść.

Podczas finału akcji „Dość lekceważenia społeczeństwa” 14 września ogłosiliśmy na Placu Zamkowym, że będziemy zbierać podpisy pod petycją o skrócenie kadencji Sejmu, potocznie nazywaną też petycją o samorozwiązanie Sejmu. Nadszedł czas, aby z całą mocą uruchomić tę akcję.

Petycja z formalnego punktu widzenia nie ma mocy prawnej. To znaczy, że nie jest dla posłów wiążąca. Ale jeśli uda nam się zebrać znaczącą liczbę podpisów, politycy nie będą mogli zignorować tego głosu. Dlatego warto zaangażować się w to przedsięwzięcie, bo będzie to ważny środek nacisku na władzę, która prędzej czy później musi zacząć słuchać swoich obywateli.

Zwracam się do wszystkich struktur naszego Związku, naszych sympatyków, do organizacji, stowarzyszeń, inicjatyw obywatelskich oraz do wszystkich, którzy chcą zmiany obecnej władzy, o poparcie naszej akcji. Petycję z listą na podpisy można pobrać ze strony głównej (http://www.solidarnosc.org.pl/zbieramy-podpisy.html) w formie elektronicznej lub bezpośrednio w Zarządach Regionów NSZZ „Solidarność”.

Piotr Duda

Nie ma za co

Nie ma za co

Dane Głównego Urzędu Statystycznego potwierdzają kiepską sytuację oraz „samopoczucie finansowe” Polaków.

Portal Bankier.pl pisze, że ubywa rodaków oceniających swoją sytuację materialną jako bardzo dobrą lub raczej dobrą. Z badań GUS wynika, że w porównaniu z 2011 r. odsetek gospodarstw domowych bez problemu radzących sobie z zarządzaniem finansami spadł o 1 punkt procentowy. W szczególnie słabej kondycji są gospodarstwa domowe rencistów, gdzie ponad 41 proc. ocenia swoją sytuację źle lub bardzo źle. O ile za bardzo dobrą lub raczej dobrą uznało swoją sytuację 31 proc. gospodarstw w miastach powyżej 500 tys. mieszkańców, na wsi ten odsetek był niemal o połowę mniejszy i wyniósł 17,9 proc.

Co dziesiąte gospodarstwo domowe w Polsce nie musi oszczędzać realizując swoje zakupowe plany. Ponad połowa deklaruje, że musi gromadzić środki na poważniejsze zakupy. Dla jednej trzeciej wiązanie końca z końcem stanowi wyzwanie. Zaledwie co setny badany deklarował, że może sobie pozwolić na zbytek.

W domowych budżetach nadal najważniejszą pozycję stanowią wydatki na żywność i napoje bezalkoholowe, które dla przeciętnego Polaka stanowią jedną czwartą całości ponoszonych kosztów życia. Przypomnijmy, że udział wydatków na żywność w wydatkach konsumpcyjnych bywa stosowany jako syntetyczny miernik zamożności społeczeństwa, jako że tzw. prawo Engla mówi, że maleje on w ślad za rosnącymi dochodami. I tak, w Niemczech wydatki na żywność stanowiły w 2011 r. 10,73 proc. całości wydatków gospodarstw domowych, w Grecji 16,90 proc., a w Czechach – 14,47 (dane za 2010 r.). Jednocyfrowymi liczbami mogą pochwalić się Wielka Brytania (9,30 proc.), Irlandia (9,90 proc.) i Szwajcaria (9,27 proc.).

Dane GUS pokazują, że coraz poważniejszym obciążeniem dla budżetów domowych Polaków stają się koszty związane z utrzymaniem mieszkania i nośnikami energii. W przypadku rencistów pochłaniają one ponad 26 proc. całości wydatków. Przeciętne gospodarstwo poświęca jedną piątą całości wydawanych pieniędzy na zaspokojenie podstawowych potrzeb związanych z miejscem zamieszkania, a udział takich wydatków wzrósł w stosunku do zeszłego roku o 0,5 pp. Wzrost obciążeń związanych z mieszkaniem odczuły wszystkie typy gospodarstw.

NIK o przeciwdziałaniu narkomanii w szkołach

NIK o przeciwdziałaniu narkomanii w szkołach

W większości skontrolowanych szkół profilaktyka narkotykowa ogranicza się do poruszania tematu podczas lekcji wychowawczych, prowadzonych często przez nieprzygotowanych do tego nauczycieli. Krajowe Programy Przeciwdziałania Narkomanii w przypadku szkół są zbyt ogólnikowe i sformułowane w sposób, który nie pozwala na ocenę stopnia ich wykonania i skuteczności.

Z danych uzyskanych na podstawie 11,5 tys. ankiet wynika, że ponad 31 proc. uczniów było świadkiem zażywania narkotyków na terenie szkoły lub słyszało o tym z wiarygodnego źródła. Aż 17 proc. było świadkiem sprzedaży narkotyków na terenie szkoły lub o tym słyszało. Ponad 28 proc. ankietowanych nauczycieli przyznaje, że w ich szkołach istnieje problem zażywania narkotyków przez uczniów. Tylko w czasie objętym kontrolą w prawie jednej trzeciej szkół wystąpiły incydenty związane z narkotykami, przy których – zgodnie z procedurami – konieczne było wezwanie rodziców i Policji.

Zdaniem NIK z powodu niedoceniania wagi problemu przez dyrektorów szkół prowadzona na terenie kierowanych przez nich placówek profilaktyka narkotykowa jest nieskuteczna. W większości skontrolowanych placówek ogranicza się ona do poruszania tematu w trakcie zajęć dydaktycznych i wychowawczych. Jednak jedna trzecia nauczycieli i wychowawców prowadzących lekcje profilaktyczne nie uczestniczyła w żadnych szkoleniach przygotowujących do prowadzenia tego typu zajęć. W dodatku szkolne programy profilaktyki są niekiedy powierzchowne, opracowane bez dogłębnego rozpoznania problemu i sformułowane w sposób, który uniemożliwia ocenę ich skuteczności. Najbardziej niepokojące jest jednak to, że nawet w szkołach, w których przy wdrażaniu programu zdiagnozowano podwyższone ryzyko sięgania przez uczniów po narkotyki, dyrektorzy nie podjęli bardziej zdecydowanych działań, np. nie wdrożyli programów wobec konkretnych uczniów zagrożonych narkomanią, nie zbudowali strategii działań wychowawczych i interwencyjnych. W wielu miejscach strach przed nadszarpnięciem wizerunku placówki lub niedocenianie wagi problemu powstrzymują skuteczną profilaktykę antynarkotykową.

Krajowe Programy Przeciwdziałania Narkomanii na lata 2006-2010 oraz 2011-2016, które w założeniu miały być podstawą do odpowiednich działań, w przypadku szkół nie do końca spełniają swoją rolę. Są zbyt ogólnikowe i sformułowane w sposób, który nie pozwala na ocenę stopnia ich wykonania i skuteczności. Ponadto rozwiązania w nich przyjęte są w części nierealne, gdyż nakładają na niektóre instytucje (np. Policję) zadania, które nie należą do ich kompetencji.

NIK zwraca uwagę, że szkoły nie wykorzystują skutecznych i sprawdzonych programów profilaktycznych, rekomendowanych w europejskiej bazie programów EDDRA (Exchange on Drug Demand Reduction Action) czy krajowym Systemie Rekomendacji Programów Profilaktycznych i Promocji Zdrowia Psychicznego. Dyrektorzy często nie mają o nich wiedzy. Z kolei ani Krajowe Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii, ani resort edukacji nie promują skutecznie w szkołach tych programów.

NIK o przeciwdziałaniu narkomanii w szkołach – informacje szczegółowe (plik PDF)

_____

Przedruk za stroną Najwyższej Izby Kontroli