Czas pracy już dłuższy – jak działają nowe przepisy?

Czas pracy już dłuższy – jak działają nowe przepisy?

Potwierdzają się obawy związkowców, że zmiany wprowadzone niedawno w rozliczaniu czasu pracy oznaczać będą przede wszystkim wydłużenie okresów rozliczeniowych czasu pracy do 12 miesięcy.

Jak wynika z danych Państwowej Inspekcji Pracy, zaprezentowanych przez „Dziennik Gazetę Prawną”, właśnie takie zapisy znajdują się w aż 109 ze 122 porozumień zgłoszonych do PIP. Wydłużenia czasu pracy na krótszy okres dotyczą sporadyczne przypadki – 2 do 8 miesięcy, 1 na 7 miesięcy, 8 na 6 miesięcy i 2 na 5 miesięcy.

Najwięcej porozumień wydłużających czas pracy zawarto w przedsiębiorstwach zatrudniających od 50 do 250 pracowników (34 przypadki) oraz od 10 do 50 pracowników (21). Dziennik nie podał, w ilu przypadkach pracodawcy zawarli porozumienia z przedstawicielami związków zawodowych, a w ilu z innymi reprezentantami pracowników. Wiadomo jednak, że 4 porozumienia zostały zakwestionowane przez inspektorów pracy jako zawarte niezgodnie z prawem i te przypadki dotyczyły firm, w których nie działają związki zawodowe, a pracodawcy zawarli porozumienia tylko z jednym przedstawicielem załogi.

Przypomnijmy, że jeszcze przed wejściem w życie nowelizacji Kodeksu pracy związkowi eksperci przekonywali, że pracodawcy mogą wykorzystać nowe przepisy do wydłużenia czasu pracy do 12 miesięcy, w efekcie czego pracownicy zostaną pozbawieni płatnych nadgodzin, a ich wynagrodzenia w dłuższym okresie czasu realnie spadną. Według szacunków dla pracodawców może to oznaczać oszczędności rzędu 10 mld zł, które nie trafią do portfeli i kieszeni pracowników.

_____

Przedruk za stroną Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

To nie jest kraj dla dojrzałych ludzi

To nie jest kraj dla dojrzałych ludzi

W zleconym przez ONZ pierwszym w historii badaniu jakości życia seniorów Polska zajęła 7. miejsce od końca w Europie i 62. wśród 91 zbadanych krajów.

Przy tworzeniu indeksu dobrostanu seniorów (Global AgeWatch Index) porównano siłę nabywczą ich dochodów, sytuację zdrowotną, wykształcenie czy możliwości zatrudnienia, ale także deklarowane samopoczucie. „Gazeta Wyborcza” pisze, że osobom dojrzałym – co nie jest chyba zaskoczeniem – najlepiej żyje się w Szwecji, Norwegii, Niemczech, Holandii i Kanadzie. USA znalazły się na 8. miejscu, Chiny na 31. Polska wyprzedziła przede wszystkim kraje afrykańskie i południowoazjatyckie oraz niektóre państwa Ameryki Środkowej; w Europie za nami znalazły się tylko Czarnogóra, Mołdawia, Rosja, Serbia, Turcja i Ukraina.

Najgorzej na świecie wypadamy w kategorii samopoczucia psychicznego (poczucia sensu własnego życia) osób 50+ w porównaniu z tymi w wieku 35-49 lat. W Polsce stosowny wskaźnik wynosi 60,4 proc., a w Niemczech 100 proc., co oznacza, że za Odrą seniorzy czują się równie dobrze jak młodsi. Węgry mają współczynnik 81,3 proc., Słowacja – 87 proc., a Czechy – 88,4 proc. – „Większość seniorów ma poczucie, że na emeryturze żyje na niskim poziomie, choć przecież ciężko pracowali, poświęcali się karierze i rodzinie” – tłumaczy dr Andrzej Jóźwiak, ordynator oddziału geriatrii w szpitalu w Gnieźnie. Dodaje, że złe samopoczucie może wynikać ze złego ogólnego stanu zdrowia. – „Na 10 tys. mieszkańców przypada jeden geriatra, podczas gdy w innych krajach UE ten wskaźnik to od 2,5 do nawet 6 lekarzy. U nas jest pod tym względem daleko choćby do przyzwoitości, bo oddziały geriatryczne mają w sumie zaledwie 750 łóżek” – mówi.

Statystyczny polski 60-latek będzie żył jeszcze 21 lat, ale w dobrym zdrowiu już tylko 16,2 roku. Tymczasem Brytyjczyk, Niemiec czy Szwed będzie cieszył się zdrowiem jeszcze przez jakieś 18 lat, a Japończyk – ponad 20. Słabo jest też nad Wisłą z wykształceniem i zatrudnieniem osób w wieku 55-64 lat: pracuje zaledwie 34 proc. z nich, a średnie lub wyższe wykształcenie ma 60,7 proc. W obu kategoriach jesteśmy w tyle za Czechami, Słowacją, Litwą, a nawet Ukrainą.

O solidarność i niepodległość

O solidarność i niepodległość

Dziś w Poznaniu odbędzie się dyskusja panelowa pt. „Między solidaryzmem a niepodległością. Myśl polityczno-społeczna i działalność Solidarności Walczącej”, zorganizowana przez tamtejszy oddział Instytutu Pamięci Narodowej we współpracy z Instytutem Filozofii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza.

Dyskusja odbędzie się w czwartek 3 października 2013 r. w godzinach 14.00–18.00 w sali 117-118 DS „Jowita” przy ul. Zwierzynieckiej 7 w Poznaniu.

Szczegółowy program dyskusji panelowej:
14.00–14.20
dr Grzegorz Waligóra (IPN Wrocław) – „Działalność Solidarności Walczącej we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku”
14.20–14.40
Włodzimierz Domagalski – „Ogólnopolska działalność Solidarności Walczącej”
14.40–15.00
Przemysław Zwiernik (IPN Poznań) – „Działalność Solidarności Walczącej w Poznaniu i Wielkopolsce”
15.00–15.20
dr Marek Golińczak (UWr) – „Jak rozbić sowieckie imperium? Koncepcje polityki zagranicznej Solidarności Walczącej”
15.20–15.40 PRZERWA
15.40–16.00
dr Kornel Morawiecki – „Solidarność Walcząca wobec Okrągłego Stołu i transformacji komunizmu”
16.00–16.20
prof. Krzysztof Brzechczyn (IPN/UAM) – „Myśl polityczna Solidarności Walczącej”
16.20–16.40
prof. Zdzisław Krasnodębski (Uniwersytet w Bremie) – „Republikańskie przesłanie programu Solidarności Walczącej”
16.40–18.00 DYSKUSJA
Moderacja panelu: dr Agnieszka Łuczak i prof. Krzysztof Brzechczyn.

Bo kasa się musi zgadzać

Bo kasa się musi zgadzać

Czynsze w poznańskiej kamienicy należącej do OPZZ i NSZZ „Solidarność” drastycznie wzrosły.

Budynek przy ul. Św. Wojciecha został wybudowany w 1894 roku i przed wojną należał do związku pracowników kupieckich i biurowych. Po 1945 r. nie miał właściciela, przez wiele lat zarządzało nim miasto. Pod koniec ub. roku urzędnicy miejscy napisali wniosek do sądu o zasiedzenie; w tym samym czasie do ksiąg wieczystych trafił też wpis o tym, że właścicielami domu są OPZZ i NSZZ „S”, które decyzją sądu przejęły kamienicę. Obecnie miasto procesuje się z właścicielami, którzy do czasu wyroku nie mogą sprzedać budynku. Nie mając do wyboru wspomnianej możliwości razie skupili się oni na podwyżkach czynszów.

– „Dotychczas za metr kwadratowy płaciłam 4,50 zł miesięcznie. Teraz podnieśli stawkę do 10 złotych” – żali się „Głosowi Wielkopolskiemu” jedna z mieszkanek kamienicy. Inna lokatorka dodaje, że zgodnie z zapowiedziami podwyżek miało nie być. – „Jeśli będą kolejne podwyżki, to nie wykluczam tego, że będę musiał zmienić mieszkanie na tańsze. Dla niektórych tak drastyczne podwyżki to tragedia” – podkreśla Jarosław Czub, który w kamienicy mieszka już kilkanaście lat.

W odpowiedzi na skargi związkowi kamienicznicy umywają ręce. Jarosław Lange, przewodniczący wielkopolskiej „Solidarności”, twierdzi, że jest bezradny. – „Decyzje w sprawie kamienicy są podejmowane na prezydium komisji krajowej. Nie jestem w tę sprawę bezpośrednio zaangażowany i nie jestem osobą decyzyjną” – zapewnia. Podobnie tłumaczy się Bolesław Stanikowski z regionalnych struktur OPZZ.

Andrzej Radzikowski, wiceprzewodniczący OPZZ, broni swojej centrali. – „W naszym imieniu obiektem zarządza pełnomocnik. Dostał od nas polecenie, żeby zadbać o budynek i mieszkańców” – mówi. Związkowiec zapewnia, że organizacja na budynku nie zarabia i nie zamierza zarabiać, ale nie może do niego dopłacać – i odsyła do pełnomocnika. – „Poznańską kamienicę przy ul. Św. Wojciecha dopiero co odzyskaliśmy” – wyjaśnia z kolei Marek Lewandowski, rzecznik NSZZ „Solidarność” i dodaje, że decyzje o jej przyszłości są jeszcze przed związkiem.

– „Do momentu wyroku nie będzie następnych podwyżek” – uspokaja pełnomocnik właścicieli, Jacek Masiota. – „Mecenas już raz mówił, że podwyżek nie będzie” – komentuje Czub.