Bitwa o Anglię

Bitwa o Anglię

Rząd Davida Camerona zapowiada rewolucję na rynku tzw. chwilówek. W pułapce szybkich kredytów tkwi już bowiem ok. 7 mln Brytyjczyków.

„Gazeta Wyborcza” pisze, że na Wyspach aż połowa zysków lichwiarzy pochodzi od osób, które nie radzą sobie ze spłatami. Oprocentowanie pierwszej pożyczki wynosi zwykle 4-5 proc., ale drastycznie rośnie, jeśli klient nie dotrzymuje terminów. W grę wchodzą też dodatkowe prowizje, z powodu których niektórzy muszą zwrócić nawet 6 tys. proc. wartości pożyczki! Jak wynika z rządowych badań, aż połowa spośród tych, którzy mają problemy ze spłatą i którym oferuje się zamianę kredytu, nie zdaje sobie sprawy z dodatkowych kosztów.

Nadzieja m.in. w Urzędzie ds. Praktyk Finansowych (FCA), który od kwietnia 2014 r. przejmie nadzór nad kredytami konsumenckimi. Już teraz ogłosił on plany wielu reform, z których większość wejdzie w życie właśnie w kwietniu, reszta zaś trzy miesiące później. W efekcie zmian pożyczkodawcy będą musieli umieszczać w reklamach ostrzeżenia o ryzyku i informacje o pomocy dla dłużników; urząd będzie też pilnować, by nie wprowadzali klientów w błąd. Po drugie, zamiany kredytu będzie można dokonać maksymalnie dwukrotnie. Po trzecie, ograniczone zostanie prawo firm lichwiarskich do pobierania pieniędzy bezpośrednio z konta dłużnika (co prawda obecnie klient musi wyrazić na to zgodę, ale w praktyce często jest ona warunkiem uzyskania kredytu). Zgodnie z nowymi przepisami firma będzie mogła sama ściągnąć pieniądze z konta najwyżej dwa razy.

Zmiany mają zmieść z rynku nawet jedną trzecią cwaniackich firm oraz ucywilizować działalność pozostałych. Jednocześnie nie brak głosów, że należałoby jeszcze bardziej przykręcić śrubę. Carl Packman, znany bloger, komentator i autor książki o szybkich kredytach jest zdania, że prawdziwa rewolucja polegałaby na wprowadzeniu limitu całkowitych kosztów pożyczek. Packman postuluje też stworzenie internetowej bazy danych, aktualizowanej w czasie rzeczywistym i uniemożliwiającej uzyskanie kilku pożyczek w różnych punktach tego samego dnia (podobne rozwiązanie funkcjonuje m.in. na Florydzie). Ponadto, bloger jest zdania, że państwo powinno zapewnić darmowe porady dla dłużników i szerzej informować o alternatywnych produktach, np. kredytach udzielanych przez kasy pożyczkowe.

Tę ostatnią receptę już teraz ostro promuje Kościół anglikański. W lipcu abp Justin Welby zapowiedział stworzenie sieci kościelnych kas pożyczkowych, które wypchną z rynku nieuczciwe firmy. Lokalni pożyczkodawcy będą mogli korzystać z kościelnych pomieszczeń, duchowni będą też zachęcać wiernych z odpowiednimi kwalifikacjami, by służyli w kasach jako wolontariusze. – „Potrzebujemy spółdzielni kredytowych, które są zakorzenione w lokalnych społecznościach, a do tego bardziej profesjonalne. Ważne również jest, by wiedziało o nich więcej ludzi. To plan na wiele dekad, w którym postanowiliśmy wziąć udział. Mamy 16 tys. ośrodków w 9 tys. społeczności. To więcej niż banki” – mówił Welby, który na początek utworzył spółdzielnię finansową dla księży i swoich świeckich pracowników.

Ofensywa FCA i Kościoła to niejedyne złe wiadomości dla niemoralnych chciwców. Ich działalności bacznie przygląda się urząd ds. konkurencji (Competition Commission), który może nakładać kary na poszczególne firmy i administracyjnie ograniczać oprocentowanie kredytów. Wstępne wnioski pokontrolne zostaną ogłoszone na początku lata, pełny raport – do końca przyszłego roku.

Lichwiarzom nie zostaje nic innego, jak robić dobrą minę do złej gry. Zrzeszająca je organizacja zapowiedziała, że będzie w pełni współpracować przy wprowadzaniu zapowiedzianych reform, które będą konsultowane do grudnia.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Edukować, ale gdzie i jak?

Edukować, ale gdzie i jak?

14 października obchodzimy Dzień Nauczyciela. Z tej okazji najbliższy „Głos Obywatela”, czyli audycja naszego pisma emitowana w Radiu WNET, będzie poświęcony systemowi edukacji oraz negatywnym trendom, jakie w nim zachodzą. „Na żywo” programu można będzie wysłuchać 9 października (wtorek) o godzinie 9:07.

Stare żydowskie przysłowie mówi, że jeśli nie zapewnisz synowi edukacji, uczynisz zeń złodzieja. Niestety, mądrość zawarta w tym porzekadle najwidoczniej nie jest znana polskim władzom centralnym i samorządowym. Od lat oszczędza się na edukacji, zamykając szkoły i obniżając poziom nauczania. Patologiczny charakter przybiera zwiększanie liczebności klas – dochodzi nawet do tego, że część uczniów siedzi na podłogach, ponieważ do sal nie da się dostawić kolejnych ławek. Coraz częściej zamykane są szkolne stołówki, a obiady, droższe i gorszej jakości, dowożą zewnętrzne firmy. Wszystkim tym negatywnym tendencjom próbują się przeciwstawiać związki zawodowe oraz oddolne stowarzyszenia, w szczególności te zrzeszające rodziców uczniów.

Na antenie będziemy gościli Halinę KrupińskąSekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” oraz Dorotę Korczyńską ze Stowarzyszenia Rodzice dla Szczecina. Zapraszamy do słuchania (można to zrobić pod tym adresem) i zadawania pytań naszym gościom, za pośrednictwem adresu malec@nowyobywatel.pl lub naszego profilu na Facebooku.

Pani Dorota Korczyńska będzie jedną z prelegentek podczas tegorocznego Festiwalu Obywatela, na który również serdecznie zapraszamy!

O ograniczeniach w dostępie do edukacji i podziałach społecznych, jakie z tego wynikają: ciekawy wywiad z prof. Tomaszem Szkudlarkiem.

Pomyśl zanim zwolnisz

Pomyśl zanim zwolnisz

Francuski parlament przyjął ustawę nakładającą kary 
na spółki zamykające fabryki bez uzasadnienia ekonomicznego.

Spółka zatrudniająca co najmniej 1 tys. pracowników będzie musiała udowodnić, że przed zamknięciem zakładu szukała na niego kupca. Jeśli nie uda się jej przedstawić dowodów w tej sprawie, sąd może jej nakazać zapłatę kary wynoszącej 20-krotność pensji minimalnej pomnożonej przez liczbę zwolnionych pracowników – informuje „Rzeczpospolita”.

Ustawa została przeforsowana przez rządzących socjalistów i cieszy się poparciem lewicowego prezydenta François Hollande’a. Została nazwana „prawem Florange”, od nazwy miejscowości w północnej Francji, w której istniały do niedawna zakłady koncernu ArcelorMittal. W 2012 r. Hollande na wiecu wyborczym w tym miasteczku obiecywał miejscowym, że po zdobyciu władzy doprowadzi do przyjęcia prawa chroniącego ich zakłady przed zamknięciem. Nie zdążył jednak spełnić tej obietnicy, gdyż w lipcu ArcellorMittal zamknął stalownię.

Ustawa wywołuje duże zastrzeżenia przedsiębiorców, co zrozumiałe, ale także AMP, czyli francuskiego urzędu nadzoru rynków finansowych. Instytucja listownie zwróciła ministrowi finansów Pierre’owi Moscovici uwagę na to, że jednym ze skutków tego aktu legislacyjnego będzie jej zdaniem przedłużanie się fuzji i przejęć, jako że potencjalni nabywcy będą musieli w większym niż dotychczas stopniu brać pod uwagę zdanie związków zawodowych w przejmowanym zakładzie.

Samoobrona walutowa

Samoobrona walutowa

Klienci banków, którzy wpadli w pułapkę kredytową, jednoczą siły. Tomasz Sadlik, który niedawno pozwał bank za kredyt walutowy, tworzy stowarzyszenie osób, które czują się poszkodowane hipotekami.

„Tworzymy grupę, która wraz z polskimi sądami, które już zaczęły przyznawać rację poszkodowanym, wynegocjuje ugody, restrukturyzacje i umorzenia. Nie jesteśmy sami. Razem tworzymy siłę, której nie oprą się ani banki, ani zbyt leniwi politycy” – piszą w swojej odezwie założyciele stowarzyszenia, cytowani przez Wyborcza.biz. – „Chcemy tylko powrotu do normalności. To banki wywołały kryzys i one powinny ponosić konsekwencje” – przekonuje Sadlik, który niedawno sam pozwał do sądu Raiffeisen Bank, domagając się unieważnienia umowy kredytowej.

Mieszkaniec Krakowa wziął kredyt mieszkaniowy we frankach we wrześniu 2007 r. Przekonuje, że pracownica banku zapewniała go, że jedyne ryzyko to ewentualna utrata kredytowanej nieruchomości. Tymczasem gdy jej wartość spadła poniżej wysokości zadłużenia, bank w styczniu wypowiedział mu umowę i wszczął egzekucję nie tylko z hipoteki, ale też z pensji małżonki. Sadlik przekonuje również, że nie został precyzyjnie poinformowany o ryzyku walutowym.

Założyciel stowarzyszenia twierdzi, że próbował negocjować z bankiem, ale bez żadnych efektów. – „Nie jestem jedyny w takiej sytuacji. Usiłowałem zainteresować posłów, osoby publiczne, różne instytucje, że z problemami osób mających kredyty we frankach trzeba coś zacząć robić. Nie było żadnego odzewu” – mówi. Kiedy zaczęli zgłaszać się kolejni zadłużeni, po tym jak media nagłośniły jego pozew, postanowił powołać Stowarzyszenie Obrony Poszkodowanych Hipotekami „Pro Futuris”. W najbliższych dniach chce też zaprosić do Krakowa szefową hiszpańskiego Stowarzyszenia Poszkodowanych przez Hipoteki.

Wśród postulatów organizacji znajdzie się lepsza ochrona kredytobiorców i zmiany w prawie wzorem Hiszpanii czy Chorwacji, gdzie zadłużeni we frankach wygrali w sądach z bankami. Już teraz Sadlik doradza innym dłużnikom, jak negocjować z bankami, by wstrzymywały egzekucje i naliczanie karnych odsetek. Nie wyklucza, że jeśli banki nie wyjdą naprzeciw klientom, stowarzyszenie złoży przeciwko nim pozew zbiorowy.

Przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego Andrzej Jakubiak wyraził sceptycyzm wobec argumentów i postulatów buntujących się klientów banków. – „Nie zdarzyło się nic, co uzasadniałoby podejmowanie jakichś nadzwyczajnych kroków. W Polsce od 2006 r. mamy Rekomendację S przyjętą przez nadzór bankowy, w której wyraźnie określiliśmy m.in., że klient musi potwierdzić, iż zdaje sobie sprawę z ryzyka walutowego i świadomie podejmuje decyzję dotyczącą zaciągnięcia zobowiązania w innej walucie niż złoty. To oznacza, że podstawa prawna roszczeń o unieważnienie kredytu czy przewalutowanie go po kursie z dnia zawarcia umowy jest w polskich warunkach nader wątpliwa” – stwierdził w niedawnym wywiadzie.