Ktoś tu nie lubi jawności

Ktoś tu nie lubi jawności

Dwa lata temu koalicja rządowa próbowała ograniczyć dostęp do informacji publicznej ze względu na „ochronę ważnego interesu gospodarczego państwa”. Teraz próbuje przemycić restrykcje pod pozorem „ochrony prywatności osoby fizycznej”.

„Nasz Dziennik” pisze, że sprawa wyszła na jaw w trakcie posiedzenia sejmowej Komisji ds. Administracji i Cyfryzacji. Posłowie rozpatrywali poprawkę zgłoszoną w drugim czytaniu projektu noweli ustawy o dostępie do informacji publicznej. Przez dwa miesiące prace zawieszono ze względu na zdjęcie z porządku obrad, niedawno Sejm wrócił do drugiego czytania, ale z jedną poprawką, zaproponowaną przez rząd. Mówi ona, że „przepisów ustawy w zakresie przekazywania informacji publicznej do centralnego repozytorium oraz jej udostępniania w tym repozytorium nie stosuje się do informacji publicznej zawierającej dane podlegające ograniczeniu ze względu na ochronę prywatności osoby fizycznej, gromadzonej oraz udostępnianej w rejestrach publicznych”.

Posłowie opozycji zwracają uwagę, że uchwalając ten przepis, bez podania konkretnych kryteriów, de facto wprowadzi się możliwość ograniczenia dostępu do informacji publicznej. Proponowane zmiany skrytykowali także uczestniczący w posiedzeniu komisji: Wojciech Wiewiórowski, generalny inspektor ochrony danych osobowych, oraz Wojciech Ulitko, zastępca dyrektora Departamentu Prawa Karnego Ministerstwa Sprawiedliwości. Wiewiórowski oświadczył wręcz, że naruszają ona konstrukcję ustawy. – „Ustawa skonstruowana jest w ten sposób, że w art. 1 wyjaśnione jest, co jest informacją publiczną. W art. 5 wyjaśnione jest, jakie informacje publiczne podlegają ograniczeniu, jeżeli chodzi o ujawnienie ze względu na ochronę prywatności” – argumentował.

Co więcej, Bogdan Pękalski, główny specjalista w Departamencie Informatyzacji i Rejestrów Sądowych Ministerstwa Sprawiedliwości, zwrócił uwagę, że osoba, która jest zobowiązana prawem do ujawnienia informacji, musi w pewnym sensie zrezygnować ze swojej prywatności, a w szczególności dotyczy to właśnie jej danych osobowych. – „Musi je ujawnić. Czyli nie może się zasłaniać swoją prywatnością, skoro prawo nakłada na nią obowiązek ujawnienia w jawnym rejestrze jej danych osobowych. A w poprawce czytamy, że mają to być dane podlegające ograniczeniu z uwagi na prywatność” – tłumaczył sędzia.

Wojciech Ulitko nie potrafił wyjaśnić, skąd i dlaczego wzięła się kontrowersyjna poprawka. Przyznał też, że nie wiadomo, jak należałoby stosować wspomniany przepis np. w odniesieniu do Krajowego Rejestru Sądowego, gdzie jest mowa o przedsiębiorcach, ale również stowarzyszeniach, fundacjach i osobach prawnych. – „Czy mielibyśmy przekazywać częściowo te informacje? Naprawdę, proszę nas zrozumieć, nie wiedzielibyśmy, jak de facto realizować ten przepis w obecnym kształcie” – mówił Ulitko.

„Ostatecznie posłowie Platformy nie zarekomendowali kontrowersyjnej poprawki. Ale niedługo ustawa będzie głosowana w Sejmie. Jej ewentualne przyjęcie będzie oznaczało nie tylko, że rząd idzie w zaparte (…), ale też, że są informacje, które chce ukryć” – pisze gazeta.

Dziennik przypomina ponadto próby wprowadzenia możliwości ograniczenia dostępu do informacji publicznej ze względu na „ochronę ważnego interesu gospodarczego państwa”. Po protestach organizacji pozarządowych i biura legislacyjnego Sejmu przepis usunięto. Wrócił jednak w trakcie prac w Senacie i ostatecznie został przez koalicyjną większość przegłosowany. Trybunał Konstytucyjny uznał go za niezgodny z ustawą zasadniczą.

O obywatelskiej walce o dostęp do informacji publicznej pisaliśmy tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

O bezpieczeństwo pacjentów i godność osobistą

O bezpieczeństwo pacjentów i godność osobistą

Ponad 140 lekarzy z częstochowskich szpitali na Parkitce i Tysiącleciu, które od niedawna razem tworzą Wojewódzki Szpital Specjalistyczny, wypowiedziało umowy. Nie mają żadnych żądań płacowych, domagają się serwisowania sprzętu, pieniędzy na leki i środki jednorazowe oraz odejścia ze stanowisk dwóch wicedyrektorów.

Radio Jura podało, że większa część aparatury medycznej, na której pracuje szpital na Parkitce, nie spełnia podstawowych norm bezpieczeństwa z powodu braku aktualnych przeglądów technicznych. Lekarze skarżą się, że oszczędności w placówce zostały doprowadzone do absurdu, w związku z czym nie mogą wykonywać swoich zadań. Za to oraz za „skandaliczną atmosferę” obwiniają zarząd szpitala. Medycy zawiązali Komitet Negocjacyjny Porozumienia Lekarzy i swoje postulaty przedstawili dyrekcji; jedynie w przypadku ich spełnienia skłonni są wycofać złożone wypowiedzenia. Zapowiadają, że wrócą do pracy wszyscy – albo żaden z nich.

Wcześniejsze rozmowy niewiele przyniosły. Już połowa lekarzy chce się zwolnić, a wypowiedzeń będzie jeszcze więcej. – „Złożone są te, które miały 3-miesięczny okres wypowiedzenia. Wypowiedzenia, które mają krótszy okres wypowiedzenia będą składane w ustalonych terminach, ponieważ my lekarze chcemy odejść w jednym terminie” – powiedział rozgłośni dr Piotr Przech, lekarz z Parkitki.

Lekarze podkreślają, że praca na sprzęcie medycznym, który nie ma aktualnego przeglądu technicznego, jest narażaniem pacjentów na utratę życia, oraz że w placówce zastraszane są wszystkie grupy zawodowe.

Do kolejnych negocjacji z dyrekcją ma dojść w najbliższych dniach. Szpital na razie normalnie działa i przyjmuje pacjentów.

„Sukces” polskiego rządu w walce z bhp

„Sukces” polskiego rządu w walce z bhp

Komisja Europejska zablokowała przedstawioną przez związki zawodowe i pracodawców propozycję wzmocnienia unijnych standardów bezpieczeństwa pracy fryzjerów. Stało się tak m.in. na skutek protestu polskiego rządu.

Podpisane w 2012 roku porozumienie unijnych partnerów społecznych UNI Europa Hair&Beauty oraz Coiffure EU miało być ważnym krokiem w kierunku zapewnienia bezpiecznych warunków pracy dla ponad 1 mln europejskich pracowników salonów fryzjerskich. W niektórych państwach unijnych w tej branży poziom narażenia na choroby skórne jest 10 razy wyższy od średniej krajowej. W przypadku chorób mięśniowo-szkieletowych jest to zagrożenie dwukrotnie wyższe.

Przekształcenie porozumienia w dyrektywę zapewniłoby powszechność jego stosowania. Z tego powodu unijne organizacje pracodawców i związków zawodowych w oparciu o zapisy Traktatu z Lizbony zwróciły się do KE o podjęcie takiego działania. Przeciwko temu zaprotestowało jednak 9 rządów państw członkowskich (Estonia, Finlandia, Niemcy, Polska, Wielka Brytania, Rumunia, Szwecja, Słowenia oraz Holandia). Po kilkunastu miesiącach wahania Komisja ugięła się pod presją rządów, informując, że odkłada sprawę co najmniej do 2015 r.

– „To niebezpieczny precedens z punktu widzenia Europy Socjalnej” – mówi Sławomir Adamczyk, ekspert Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” i członek Europejskiego Komitetu Dialogu Społecznego. – „Okazuje się nagle, że traktatowe gwarancje uznawania rezultatów unijnego dialogu autonomicznego przestają działać, gdy narusza to interesy niektórych państw. Dla nas dodatkowo gorzki jest polski wątek. Po raz kolejny lekceważy się partnerów społecznych. Przy formułowaniu swojego stanowiska rząd nawet nie podjął próby konsultacji ze Związkiem Rzemiosła Polskiego, który uczestniczy w pracach Komisji Trójstronnej i jest głównym reprezentantem branży fryzjerskiej w naszym kraju” – tłumaczy Adamczyk.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Bitwa o Anglię

Bitwa o Anglię

Rząd Davida Camerona zapowiada rewolucję na rynku tzw. chwilówek. W pułapce szybkich kredytów tkwi już bowiem ok. 7 mln Brytyjczyków.

„Gazeta Wyborcza” pisze, że na Wyspach aż połowa zysków lichwiarzy pochodzi od osób, które nie radzą sobie ze spłatami. Oprocentowanie pierwszej pożyczki wynosi zwykle 4-5 proc., ale drastycznie rośnie, jeśli klient nie dotrzymuje terminów. W grę wchodzą też dodatkowe prowizje, z powodu których niektórzy muszą zwrócić nawet 6 tys. proc. wartości pożyczki! Jak wynika z rządowych badań, aż połowa spośród tych, którzy mają problemy ze spłatą i którym oferuje się zamianę kredytu, nie zdaje sobie sprawy z dodatkowych kosztów.

Nadzieja m.in. w Urzędzie ds. Praktyk Finansowych (FCA), który od kwietnia 2014 r. przejmie nadzór nad kredytami konsumenckimi. Już teraz ogłosił on plany wielu reform, z których większość wejdzie w życie właśnie w kwietniu, reszta zaś trzy miesiące później. W efekcie zmian pożyczkodawcy będą musieli umieszczać w reklamach ostrzeżenia o ryzyku i informacje o pomocy dla dłużników; urząd będzie też pilnować, by nie wprowadzali klientów w błąd. Po drugie, zamiany kredytu będzie można dokonać maksymalnie dwukrotnie. Po trzecie, ograniczone zostanie prawo firm lichwiarskich do pobierania pieniędzy bezpośrednio z konta dłużnika (co prawda obecnie klient musi wyrazić na to zgodę, ale w praktyce często jest ona warunkiem uzyskania kredytu). Zgodnie z nowymi przepisami firma będzie mogła sama ściągnąć pieniądze z konta najwyżej dwa razy.

Zmiany mają zmieść z rynku nawet jedną trzecią cwaniackich firm oraz ucywilizować działalność pozostałych. Jednocześnie nie brak głosów, że należałoby jeszcze bardziej przykręcić śrubę. Carl Packman, znany bloger, komentator i autor książki o szybkich kredytach jest zdania, że prawdziwa rewolucja polegałaby na wprowadzeniu limitu całkowitych kosztów pożyczek. Packman postuluje też stworzenie internetowej bazy danych, aktualizowanej w czasie rzeczywistym i uniemożliwiającej uzyskanie kilku pożyczek w różnych punktach tego samego dnia (podobne rozwiązanie funkcjonuje m.in. na Florydzie). Ponadto, bloger jest zdania, że państwo powinno zapewnić darmowe porady dla dłużników i szerzej informować o alternatywnych produktach, np. kredytach udzielanych przez kasy pożyczkowe.

Tę ostatnią receptę już teraz ostro promuje Kościół anglikański. W lipcu abp Justin Welby zapowiedział stworzenie sieci kościelnych kas pożyczkowych, które wypchną z rynku nieuczciwe firmy. Lokalni pożyczkodawcy będą mogli korzystać z kościelnych pomieszczeń, duchowni będą też zachęcać wiernych z odpowiednimi kwalifikacjami, by służyli w kasach jako wolontariusze. – „Potrzebujemy spółdzielni kredytowych, które są zakorzenione w lokalnych społecznościach, a do tego bardziej profesjonalne. Ważne również jest, by wiedziało o nich więcej ludzi. To plan na wiele dekad, w którym postanowiliśmy wziąć udział. Mamy 16 tys. ośrodków w 9 tys. społeczności. To więcej niż banki” – mówił Welby, który na początek utworzył spółdzielnię finansową dla księży i swoich świeckich pracowników.

Ofensywa FCA i Kościoła to niejedyne złe wiadomości dla niemoralnych chciwców. Ich działalności bacznie przygląda się urząd ds. konkurencji (Competition Commission), który może nakładać kary na poszczególne firmy i administracyjnie ograniczać oprocentowanie kredytów. Wstępne wnioski pokontrolne zostaną ogłoszone na początku lata, pełny raport – do końca przyszłego roku.

Lichwiarzom nie zostaje nic innego, jak robić dobrą minę do złej gry. Zrzeszająca je organizacja zapowiedziała, że będzie w pełni współpracować przy wprowadzaniu zapowiedzianych reform, które będą konsultowane do grudnia.