Towar niezgodny z sumieniem

Towar niezgodny z sumieniem

Clean Clothes Polska, część globalnej kampanii na rzecz lepszych warunków pracy w przemyśle odzieżowym (zwłaszcza w krajach rozwijających się), zorganizowała nietypową akcję konsumencką, adresowaną do właściciela marek Cropp, Reserved, House oraz Mohito.

Za pośrednictwem specjalnego formularza internetowego można zgłosić firmie nietypową reklamację. Dokument jest niezwykle podobny do standardowego druku reklamacji, jednak za jego pomocą informuje się o niezgodności zakupionego towaru nie z jego opisem czy warunkami umowy, ale… z naszym sumieniem. Niniejszym oświadczam, iż na podstawie punktu 3 art. 23 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela w sprawie prawa do odpowiedniego i zadowalającego wynagrodzenia, zapewniającego pracownikowi i jego rodzinie egzystencję odpowiadającą godności ludzkiej oraz na podstawie 17 Konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy z dnia 10 czerwca 1925 r. w sprawie odszkodowania za wypadki przy pracy, zgłaszam niezgodność zakupionego przeze mnie towaru z wyznawanymi przeze mnie wartościami i zasadami moralnymi. Przypomnijmy, że polskie przedsiębiorstwo szyje swoje ubrania w Trzecim Świecie, a jego metki odnaleziono w ruinach bangladeskiego kompleksu fabryk Rana Plaza, który zawalił się w bezpośrednim następstwie skrajnego oszczędzania na BHP.

Z kolei wśród oczekiwań, które wymienia się dokonując reklamacji, mamy do wyboru przystąpienie firmy LPP S.A. do Porozumienia na rzecz bezpieczeństwa w fabrykach w Bangladeszu czy zapewnienie przez nią godnych płac w całym łańcuchu dostaw.

We wspomnianej akcji internetowej można wziąć udział tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Warszawa Społeczna w obronie edukacji!

Warszawa Społeczna w obronie edukacji!

Rodzice, pracownice i pracownicy oświaty oraz mieszkańcy zrzeszeni w Warszawie Społecznej rozpoczynają zbiórkę podpisów pod obywatelską inicjatywą uchwałodawczą.

– Nie pozwolimy na to, by władze Warszawy traktowały stołeczną edukację jak masę upadłościową przeznaczoną do likwidacji. Aby projekt trafił pod obrady rady miasta musimy zebrać co najmniej 15 tys. podpisów – mówią członkowie i członkinie stowarzyszenia.

Projekt uchwały Warszawy Społecznej zakłada:

1. Powrót do normalności, czyli do maksymalnych limitów liczebności przedszkolnych oddziałów i szkolnych klas z poprzedniego roku szkolnego: maksymalnie 25 dzieci w oddziale przedszkolnym i grupie wychowawczej w świetlicy, 26 uczniów w szkole podstawowej i 28 w gimnazjum.
Uważamy również, że w szkołach ponadgimnazjalnych rodzice lub pełnoletni uczniowie także powinni mieć prawo do wnioskowania o zmniejszenie liczebności klasy, jeśli przekroczy, w zależności od typu szkoły, 28-32 osoby.

2. Inwestycje w bazę przedszkolną i zagwarantowanie miejsc w przedszkolach dla wszystkich dzieci najpóźniej od września 2014 roku.
Miasto ma obowiązek zapewnienia miejsc w przedszkolach wszystkim dzieciom.

3. Powrót publicznych szkolnych stołówek (przy jednoczesnej gwarancji zatrudnienia w nich dla obecnie pracujących u ajentów pań). Posiłki powinny być pożywne i tanie: dzieci zasługują na dobre żywienie, a rodzice powinni mieć możliwość wykupienia posiłków po normalnej cenie.

4. Zagwarantowanie możliwości nauki dwóch języków obcych w każdej szkole podstawowej w klasach IV-VI.
Obecnie jest tak, że w niektórych szkołach dzieci mogą uczęszczać na 2 języki, a w innych nie mają takiej możliwości. Chcemy, żeby dzieci miały równe szanse!

5. Powrót do zeszłorocznego pensum specjalistów.
Nie może być tak, że miasto zwiększa liczbę godzin pracy bez podwyższania wynagrodzenia. To czysty wyzysk.

6. Powrót do normalności w prowadzeniu terapii i zajęć dla dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych.
15 min. na terapię to stanowczo za mało, tym bardziej, że miasto dostaje na prowadzenie tych zajęć specjalne fundusze z budżetu państwa. Chcemy powrotu do zasad z zeszłego roku. Uważamy ponadto, że każde dziecko z problemami logopedycznymi powinno mieć możliwość uczęszczania na zajęcia z logopedą.

7. Nie można zabierać dzieciom zajęć dodatkowych i równać w dół.
Jeśli słowa o wyrównywaniu szans to dla miasta nie puste frazesy, ale podstawa społecznego rozwoju, władze Warszawy powinny zrobić wszystko, aby zajęcia dodatkowe były dla dzieci dostępne w możliwie najbardziej zbliżonej liczbie do ilości zajęć w zeszłym roku. Dlatego uważamy, że każde dziecko powinno mieć prawo do zajęć dodatkowych w wymiarze 150 min. tygodniowo, czyli np. 5 zajęć po 30 min., finansowanych przez miasto.

Obywatelski projekt uchwały można znaleźć w tym miejscu.

_____

Przedruk za stroną Polski Społecznej

Bo najłatwiej jest winić imigrantów

Bo najłatwiej jest winić imigrantów

Skala tzw. turystyki zasiłkowej jest wyolbrzymiana przez media i polityków, a zdecydowana większość migrantów przeprowadza się do innego kraju członkowskiego UE z powodu pracy – wynika z raportu przygotowanego na zlecenie Komisji Europejskiej.

Opracowanie, sporządzone przez firmę konsultingową ICF–GHK, jest odpowiedzią na wezwania Austrii, Holandii, Niemiec i Wielkiej Brytanii do walki ze zjawiskiem przenoszenia się do krajów oferujących wyższy poziom świadczeń socjalnych bez podejmowania w nich pracy – informuje „Dziennik Gazeta Prawna”. Niepracujący i nieszukający pracy imigranci z państw unijnych stanowią zaledwie 1 proc. populacji całej Wspólnoty. Co prawda w ciągu ostatnich 10 lat liczba nieaktywnych zawodowo wewnątrzunijnych imigrantów zwiększyła się zarówno w liczbach bezwzględnych, jak i procentowo (z 0,7 proc. w 2003 r. do 1 proc. w 2012 r.), ale i tak ten wzrost był mniejszy niż całkowity wzrost migracji między państwami członkowskimi. Obywatele mieszkający w innym państwie członkowskim niż ojczyste stanowią tylko 2,6 proc. całej ludności UE. W ciągu ostatnich 10 lat, czyli w okresie obejmującym rozszerzenie Wspólnoty na wschód i kryzys gospodarczy, odsetek imigrantów z UE nieaktywnych zawodowo spadł z 47 do 33 proc.

Co więcej, w owej niepracującej grupie aż 71 proc. stanowią emeryci, studenci i osoby szukające pracy. Prawie 2/3 imigrantów nieaktywnych zawodowo w przeszłości pracowało w swoim obecnym kraju zamieszkania, przy czym prawie 1/3 pracowała w ciągu ostatniego roku. Raport nie podaje, jak dużą grupę wśród imigrantów stanowią osoby szukające pracy, które w sporej części są uprawnione do otrzymywania zasiłków.

Według autorów raportu nie ma dowodów na istnienie turystyki zasiłkowej, występuje jedynie wyraźnie widoczne zjawisko przenoszenia się za pracą: ze wschodu na zachód, a ostatnio coraz częściej także z południa na północ. „Spada liczba migrantów z pozostałych krajów UE przenoszących się do pogrążonych w kryzysie Hiszpanii czy Irlandii, wzrasta zaś napływ do Niemiec, Austrii czy Danii. W efekcie według raportu odsetek imigrantów z UE nieaktywnych zawodowo jest niższy niż w przypadku obywateli danego kraju” – pisze dziennik.

Stażyści wstają z kolan

Stażyści wstają z kolan

Bunt młodych pracowników wobec bezpłatnych staży i praktyk, który zaowocował falą pozwów w USA, stopniowo ogarnia także Europę.

„The New York Times” pisze, że wszystko zaczęło się od dramatycznej historii 21-letniego Niemca Moritza Erhardta: stażysta w londyńskim oddziale banku Merrill Lynch zmarł po 72 godzinach nieprzerwanej pracy. Gazeta pisze, że przyjmowanie młodych na wymagające dużego wysiłku, a jednocześnie nieopłacane staże, staje się plagą. Wymowny jest tytuł książki Rossa Perlina, poświęconej krytyce tego zjawiska w Ameryce: „Naród stażystów: Jak nie zarobić nic i nie nauczyć się wiele w nowej, wspaniałej ekonomicznej rzeczywistości”.

NYT opisuje historię Saxona Bairda, 29-letniego dziennikarza z Nowego Jorku, który odbył już sześć staży. Wspomina m.in. swoją pracę w redakcji prestiżowego „Vogue”, w której otrzymywał symboliczne 12 dolarów dziennie, pracując do 30 godzin tygodniowo i zastępując w wielu sprawach etatowych pracowników. Zdaniem dziennika doświadczenia Bairda świetnie obrazują los całego pokolenia absolwentów, którzy próbują przebić się na rynku pracy w Europie czy w Stanach Zjednoczonych.

Z raportu opublikowanego w 2011 r. przez Komisję ds. Petycji Parlamentu Europejskiego wynika, że tylko we Francji i Niemczech co roku staż lub praktykę rozpoczyna około 1,5 mln młodych ludzi. Z kolei z ankiety Europejskiego Forum Młodzieży dowiadujemy się, że mniej więcej połowa staży oferowanych przez europejskich pracodawców jest bezpłatnych, a 45 proc. zakłada płacę tak niską, że stażysta nie jest w stanie się z niej utrzymać.

Rządy państw UE zachęcają młodych do podejmowania staży, wspierają także organizujących je pracodawców – ma to być jeden z elementów walki z bezrobociem w tej grupie wiekowej. Niestety, staże często nie podlegają żadnym regulacjom, także w kwestii płac, w związku z czym stażyści nagminnie padają ofiarą wykorzystywania. Nie mają też żadnej gwarancji, że zdobyte doświadczenie pomoże im znaleźć płatną pracę. W 2011 r. aż 37 proc. respondentów ankiety Europejskiego Forum Młodzieży miało za sobą trzy lub więcej staży. Z badań Krajowego Związku Studentów w Wielkiej Brytanii wynika, że aż 43 proc. respondentów w wieku 18-24 lat stwierdziło, że bezpłatne staże są główną przeszkodą w znalezieniu stałego zatrudnienia. Z kolei z badań zleconych przez Narodowe Stowarzyszenie Szkół Wyższych i Pracodawców w USA wyszło, że aż 61 proc. studentów, którzy w trakcie nauki odbyli płatny staż, znalazło po zakończeniu edukacji pracę, tymczasem wśród stażystów pracujących za darmo odsetek ten był znacznie mniejszy i wynosił 38 proc.

W konsekwencji absolwenci amerykańskich uczelni coraz częściej kwestionują pogląd, że darmowe staże i praktyki pomagają w odnalezieniu się na rynku pracy. Zmianę nastrojów dobrze odzwierciedlają pozwy zbiorowe skierowane ostatnimi czasy przeciwko wielkim korporacjom, jak wytwórnia filmowa Fox Searchlight. W czerwcu br. sąd federalny w Nowym Jorku orzekł, że naruszyła ona przepisy dotyczące płacy minimalnej, nie wypłacając wynagrodzenia stażystom zatrudnionym przy produkcji filmu „Czarny łabędź”. Wytyczne Departamentu Pracy stanowią bowiem, że staż musi przede wszystkim wiązać się z korzyściami dla stażysty, a dopiero w dalszej kolejności dla pracodawcy.

Perlin uważa, że wspomniane orzeczenie i późniejsze analogiczne wyroki w podobnych sprawach mogą zwiastować przełom. – „Ponad dwadzieścia spraw sądowych, precedensowa decyzja sądu federalnego, nagłośnienie tych spraw w mediach, zmiana nastawienia w firmach i na uczelniach, kampanie organizowane przez młodych ludzi – wszystko to sprawia, że kultura pracy bez płacy i gospodarki stojącej stażem zaczyna się przeobrażać” – mówi.

Fala protestów przeciwko bezpłatnym stażom wzbiera także w Europie. W Wielkiej Brytanii, Francji czy Włoszech powstają organizacje, które gromadzą świadectwa pochodzące od niezadowolonych stażystów, oferują im pomoc prawną, organizują akcje protestacyjne i zwracają na problem uwagę mediów. Tymczasem, co ciekawe, nawet Parlament Europejski oferuje liczne bezpłatne staże, co w lipcu wywołało protesty. Z kolei Komisja Europejska płaci swoim stażystom mniej niż wynosi płaca minimalna w Belgii, gdzie znajduje się jej główna siedziba.

Protesty nierzadko odnoszą skutek. Ben Lyons, współprzewodniczący organizacji Intern Aware, wspólnie z panelem prawników pracuje już nad kształtem indywidualnych porozumień, jakie mieliby zawierać stażyści zatrudnieni w znanych brytyjskich firmach ze swoimi pracodawcami. We Francji w ub. roku weszła w życie tzw. ustawa Cherpion, w myśl której stażysta zatrudniony na dłużej niż dwa miesiące musi otrzymać wynagrodzenie minimalne. – „W dobie walki z kryzysem przekonanie, że bezpłatne staże nie powinny być integralną częścią gospodarki, staje się coraz silniejsze” – mówi Lyons.

Polskie Ramy Jakości Staży i Praktyk, przygotowane przez Polskie Stowarzyszenie Zarządzania Kadrami, znaleźć można tutaj.

„Nie robię tego za darmo”  – kampania społeczna przeciwko pracy młodych bez wynagrodzenia