Farewell, niedzielo?

Farewell, niedzielo?

Platforma Obywatelska forsuje wyłączenie pracowników sektora usług biznesowych spod zakazu pracy w niedziele i święta. W ten sposób zagraniczne firmy przy wyznaczaniu harmonogramu pracy nie byłyby ograniczone polskim kalendarzem dni wolnych

„Dziennik Polski” pisze, że w takim przypadku np. pracownicy wykonujący zlecenia dla amerykańskich spółek nie mieliby wolnego w polskie święta narodowe, ale odpoczywaliby w te dni, w które do pracy nie chodzą Amerykanie. Z kolei osoby dostarczające usługi dla korporacji z kraju, w którym możliwa jest praca np. od niedzieli do czwartku, też pracowałyby w takim systemie. W tej chwili centra usług biznesowych omijają zakaz pracy w niedziele i święta, wynajdując luki prawne. Najczęściej albo wykorzystują do tego umowy-zlecenia i umowy o dzieło, albo wprowadzają ciągły system zmianowy.

W Polsce funkcjonuje ok. 400 centrów usług biznesowych, które dają zatrudnienie ponad 100 tys. osób. W samej Małopolsce, a zwłaszcza w Krakowie, nazywanym outsourcingową stolicą Polski, w międzynarodowych korporacjach pracuje do 30 tys. osób, a według Małopolskiego Obserwatorium Rynku Pracy w ciągu 10 lat liczba pracowników sektora może wzrosnąć nawet do 50 tys. – „Takie firmy dają szanse na pierwszą i to całkiem dobrą pracę młodym i wykształconym ludziom. Nie możemy więc utrzymywać niepotrzebnych barier, jeżeli bez nich jest szansa na nowe miejsca zatrudnienia” – uważa Dorota Staniewicz z Business Centre Club, a podobne opinie zgłaszają (co nie dziwi) przedstawiciele branży. Są jednak także inne głosy w sprawie planowanych zmian. – „Przepisy są sformułowane bardzo ogólnie. Dlatego istnieje obawa, że korporacje nawet bez szczególnej konieczności pracy w niedziele będą zmuszać do niej swoich pracowników, aby tylko podnieść swoją wydajność” – mówi Marek Jabłoński, analityk rynku pracy.

Pełni zrozumiałych obaw są też sami pracownicy usług biznesowych. – „W tej chwili za pracę w niektóre niedziele i święta otrzymuję dodatkowe wynagrodzenie. Teraz boję się, że to się skończy” – mówi Mateusz, zatrudniony w jednej z firm outsourcingowych w Krakowie.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Polska neokolonią Zachodu?

Polska neokolonią Zachodu?

Próbie odpowiedzi na powyższe pytanie poświęcona jest debata, która odbędzie się w najbliższy czwartek (12 grudnia) w Warszawie, z udziałem m.in. naszego reprezentanta.

Dyskusja rozpocznie się o godz. 18.00 w kluboksięgarni Tarabuk (ul. Browarna 6). Udział wezmą: Marcin Celiński („Liberte!”), Bartłomiej Radziejewski („Nowa Konfederacja”), Marceli Sommer („Nowy Obywatel” i Nowe Peryferie), prof. Jadwiga Staniszkis (Polska Akademia Nauk), a poprowadzi Bronisław Wildstein (Telewizja Republika). Dyskusja koncentrować się będzie wokół tez zarysowanych w tekście otwierającym pierwszy numer tygodnika internetowego „Nowa Konfederacja”.

Wydarzenie zostało objęte patronatem przez Telewizję Republika, „Teologię Polityczną” i Blogpress.pl.

Wydarzenie na Facebooku

Polska bije rekordy w zatrudnianiu na czas określony

Polska bije rekordy w zatrudnianiu na czas określony

Problemem polskiego rynku pracy jest duża liczba osób zatrudnionych na czas określony – to aż 27% pracowników, czyli niemal dwa razy więcej niż średnia unijna – 14,2%.

Dla porównania w Niemczech umowy terminowe to jedynie 9% wszystkich umów. Te dane to wnioski płynące z pracy badawczej przygotowanej w ramach finansowanego przez Komisję Europejską projektu Ochrona pracowników przed nadużywaniem atypowych form zatrudnienia w Polsce i w wybranych krajach EU. Badania przeprowadzili eksperci NSZZ „Solidarność” we współpracy z partnerami z innych państw UE.

Uczestnicy projektu zastanawiali się, jak – na podstawie pozytywnych doświadczeń innych państw – można poradzić sobie z problemem nadużywania umów terminowych, niekorzystnych z punktu widzenia pracowników. Takie umowy nie mogą zagwarantować pracownikom stabilnej sytuacji zawodowej, co szczególnie w przypadku osób młodych stanowi poważne utrudnienie.

Eksperci przyjrzeli się też zatrudnianiu w niepełnym wymiarze czasu pracy. Okazuje się, że w Niemczech, Szwecji i we Włoszech zdecydowanie częściej aniżeli w Polsce wykorzystuje się tę możliwość. „Takie zatrudnienie pozwala pracodawcom na bardziej racjonalne i efektywniejsze wykorzystanie pracownika w procesie pracy, zaś pracownikom na godzenie pracy zawodowej z obowiązkami pozazawodowymi takimi jak wychowywanie dzieci czy kształcenie. Jego upowszechnienie pozwala również osiągnąć efekt w postaci ograniczenia poziomu bezrobocia” – wynika z raportu.

Pełną treść pracy badawczej można znaleźć tutaj, a skrócone wnioski z raportu – tutaj.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Bez znieczulenia

Bez znieczulenia

Narodowy Fundusz Zdrowia ostro tnie wydatki. W związku z tym w przyszłym roku w trudnej sytuacji będą m.in. osoby obłożnie chore i pacjenci oddziałów ratunkowych.

„Metro” pisze, że w liczbach wydatki na służbę zdrowia w 2014 r. będą podobne jak w tym roku: ok. 63,3 mld zł. NFZ zamierza jednak kupić za te same pieniądze leczenie większej liczby pacjentów, dlatego za część usług chce mniej zapłacić szpitalom i przychodniom.

Niżej wyceniana będzie m.in. praca pielęgniarek, które przychodzą do domów obłożnie chorych (takich pacjentów jest w Polsce 40 tys.). Do tej pory NFZ płacił 21-26 zł za dzień opieki, teraz zróżnicuje stawki: 21-26 zł za czynności medyczne (np. zastrzyki) i 8,5-12,5 zł za zabiegi pielęgnacyjne. Zdaniem gazety przy tak niskich stawkach możliwe jest rezygnowanie z „mniej dochodowych” pacjentów.

NFZ chce też oszczędzać na opiece nad pacjentami korzystającymi w domu z respiratora (np. chorych na stwardnienie rozsiane): zapłaci 40 proc. mniej. Żeby zarobić tyle co do tej pory, także szpitalne oddziały ratunkowe będą musiały przyjąć więcej pacjentów. Tymczasem już dziś nie wyrabiają one z przyjmowaniem chorych.

Dziennik pisze, że w 2012 r. (uznawanym za jeden z trudniejszych w służbie zdrowia) Fundusz tak oszczędzał (przede wszystkim na refundacji leków), że nie wydał niemal 2 mld zł z ponad 60 mld zł budżetu. Chociaż co roku na nowotwory zapada 160 tys. osób, to w zeszłym roku NFZ wydał na leki stosowane w chemioterapii zaledwie 60 proc. z zaplanowanej kwoty. Mimo takich niepokojących sygnałów, minister Bartosz Arłukowicz nie zabiera głosu i w ogóle od kilku miesięcy nie pokazuje się publicznie.

„Metro” ubolewa także, że Fundusz będzie płacił o ponad jedną trzecią mniej za operacje usunięcia zaćmy. Warto jednak zwrócić uwagę, że ta procedura medyczna wymieniana jest jako przykład patologii w służbie zdrowia – jako podatnicy dużo za nią przepłacamy (więcej na ten temat dowiedzieć się można tutaj).