Chcieli – to mają

Chcieli – to mają

Od Nowego Roku w wielkopolskim Gostyniu zniesione są opłat za przejazdy komunikacją miejską. To efekt wcześniejszej decyzji mieszkańców, podjętej w ramach budżetu obywatelskiego.

TVN24 informuje, że z bezpłatnych przejazdów mogą korzystać zarówno mieszkańcy, jak i goście. W zeszłym roku ci pierwsi mieli po raz pierwszy możliwość zgłaszania propozycji inwestycji i zadań do zrealizowania w ramach budżetu obywatelskiego. Wpłynęły 24 wnioski, a w roku 2014 uda się łącznie zrealizować 7 z nich, w tym właśnie rezygnację z biletów. – „Głosowanie na projekty budżetu obywatelskiego nie było jeszcze powszechne, niemniej o ich wyborze nie decydowali urzędnicy, a przedstawiciele organizacji pozarządowych, środowisk seniorów i młodzieży. Bezpłatna komunikacja miejska uzyskała 100 procent głosów »za«” – mówi burmistrz Gostynia, Jerzy Kulak.

– „Linie autobusowe nie są w naszym mieście rozbudowane. To raczej kursy dopasowane do potrzeb mieszkańców Gostynia. Obejmują między innymi strefę gospodarczą w Czachorowie, czy też ścisłe centrum miasta, jak np. dworzec autobusowy. Jest też specjalny kurs poranny, tzw. kurs szkolny, skierowany do uczniów gostyńskich szkół. W niedziele i święta jeżdżą też autobusy, którymi mieszkańcy mogą dotrzeć do Bazyliki Świętogórskiej” – mówi Kulak.

Dodaje on, że w ciągu 10 dni liczba osób korzystających z komunikacji wzrosła trzykrotnie. – „Trzeba pamiętać, że jeszcze nie wszyscy wiedzą o takiej możliwości. Dla Gostynia jest to może i większy wydatek na sam transport, wszystko rekompensuje się jednak w innych miejscach. Oznacza to bowiem mniejszy ruch samochodowy w centrum miasta, a co za tym idzie mniej zatłoczony Gostyń i mniej eksploatowane drogi. Są to jednak plusy niemierzalne” – wskazuje burmistrz, wyrażając nadzieję, że w przyszłym roku przejazdy dalej będą darmowe, tym razem dzięki specjalnie zarezerwowanym na ten cel pieniądzom z budżetu.

Łączny koszt wprowadzenia rocznej darmowej komunikacji miejskiej w Gostyniu to ok. 190 000 zł.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Rodzina rolą silna

Rodzina rolą silna

Organizacja Narodów Zjednoczonych ogłosiła rok 2014 Międzynarodowym Rokiem Rolnictwa Rodzinnego. Celem jest zwrócenie uwagi na znaczenie małych gospodarstw dla redukcji głodu, niedożywienia i ubóstwa.

Farmer.pl pisze, że zapotrzebowanie na żywność na świecie ma do roku 2050 zwiększyć się o 60 proc. 842 mln mieszkańców Ziemi – co ósmy – cierpi głód. To jeden z kluczowych powodów, dla których należy poprawić sytuację gospodarstw rodzinnych.

COPA-COGECA, międzynarodowa organizacja zrzeszająca rolnicze związki zawodowe i spółdzielcze, zorganizowała w połowie grudnia konferencję, podczas której nakreślono najważniejsze instrumenty, dzięki którym małe gospodarstwa będą mogły sprostać wzrastającemu zapotrzebowaniu na żywność. Gerd Sonnleitner, Ambasador Dobrej Woli ds. rolnictwa rodzinnego FAO, powiedział: „Moje gospodarstwo było przekazywane z pokolenia na pokolenie od XIII w. Gospodarstwa rodzinne mogą wyżywić świat. Zmagają się one jednak z wyzwaniami jak wahania na rynkach, zmiany klimatu, brak równowagi w łańcuchu żywnościowym. Należy rozwiązać te problemy. Trzeba zwiększyć inwestycje w sektorze oraz zachęcać do prowadzenia badań i innowacji. Należy również umożliwić korzystanie ze szkoleń i kursów. Trzeba także rozwiązać problem nieuczciwych praktyk i nadużyć w łańcuchu żywnościowym, by rolnicy mogli uzyskać wyższe przychody z rynku. Niedawno zlecono niezależnemu konsultantowi przeprowadzenie badań odnośnie do skutków nieuczciwych praktyk sektora dystrybucji na sektor rolno-spożywczy. Okazało się, że ze względu na nieuczciwe praktyki roczne obroty spadły o 10,9 mld euro. Musimy razem pracować na rzecz wyżywienia ludzkości”.

Przewodniczący organizacji Christian Peès, który również prowadzi gospodarstwo rodzinne, przypomniał o znaczeniu organizacji producentów, np. spółdzielni, dla małych gospodarstw. Kooperatywy stanowią świetny model wspierający działalność drobnych rolników na całym świecie. Pozwalają im na skuteczniejszą sprzedaż ich produktów oraz dodawanie do nich wartości, w celu uzyskania większych zysków. Pomagają im również w lepszym radzeniu sobie z ekstremalnymi wahaniami na rynkach rolnych oraz wzmacniają ich pozycję w łańcuchu żywnościowym poprzez koncentrację produktów wytwarzanych przez członków.

Niedawne badania zlecone przez Komisję Europejska wykazały, że w krajach UE, w których działa więcej spółdzielni w sektorze mleczarskim, rolnicy uzyskują za mleko wyższe ceny (o ok. 5-10 proc.) niż w państwach, w których liczba takich kooperatyw jest niewielka.

10 nowych organizacji związkowych

10 nowych organizacji związkowych

W ostatnich tygodniach starego roku i na początku obecnego powstało 10 nowych organizacji zakładowych „Solidarności”. Jak widać pracownicy borykający się z wieloma problemami oraz niepewni zmian, jakie może przynieś nowy rok, organizują się w związek zawodowy niezależnie od branży czy regionu Polski.

Taka sytuacja miała miejsce w Regionie Śląsko-Dąbrowskim, gdzie w ostatnim czasie powstały aż trzy nowe organizacje zakładowe. Pracownicy organizowali się w Straży Pożarnej w Piekarach Śląskich, Liberty Polska w Chorzowie (należąca do Grupy Kapitałowej Polkomtel Sp. z o.o.) oraz Johnson Controls Foam w Żorach (branża motoryzacyjna). Główne problemy występujące w tych zakładach pracy, na które wskazywali pracownicy to niskie zarobki, nieprzestrzeganie norm czasu pracy czy niesprawiedliwe premiowanie pracowników. To one stały się motywem, że pracownicy postanowili zorganizować się w związek zawodowy.

Inna sytuacja wystąpiła we Włoszczowskim Zakładzie Wodociągów i Kanalizacji Sp. z o.o. w Regionie Świętokrzyskim. Tutaj pracownicy zorganizowali się, by bronić dotychczasowych warunków pracy, mieć wpływ na zmiany wprowadzane do regulaminów pracy, wynagradzania i świadczeń socjalnych.

W każdym z tych przypadków pracownikom pomagali organizatorzy związkowi z Regionów oraz koordynatorzy ds. rozwoju z Komisji Krajowej. – „Na ogół to my inicjujemy kampanie organizowania w zakładach pracy, ale często zdarza się, że z inicjatywą wyjdą sami pracownicy. Wówczas organizujemy spotkania z ludźmi, doradzamy w całym procesie organizowania, szukamy liderów i pomagamy im rekrutować załogę” – mówi Marek Rozkosz, koordynator ds. rozwoju z Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność. – „Niezależnie czy my wyjdziemy do pracowników, czy oni zgłoszą się do nas, najważniejsze, aby w konsekwencji mieli najlepsze narzędzie do rozwiązywania problemów, jakim jest związek zawodowy” – dodaje Rozkosz.

W ostatnich tygodniach kampanie organizowania i inicjatywy oddolne, w których brali udział organizatorzy regionalni i koordynatorzy krajowi, przyniosły także nowe organizacje w Hotelu Hilton, Porcie Lotniczym Modlin, Instytucie Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk, firmie telekomunikacyjnej Exatel (Region Mazowsze), kościerskim Petrolinvest (Region Gdański) czy Zespole Szkół z Unisławia (Region Toruńsko-Włocławski).

– „Organizacje zakładowe powstają w firmach prywatnych, ale i sferze budżetowej, a coraz częściej w nowych sektorach usług biznesowych. Tworzą one nową wartość Związku oraz wypełniają lukę w nieuzwiązkowionych jeszcze sektorach gospodarki” – mówi Kacper Stachowski, kierownik Działu Rozwoju Związku Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. – „Potrzeba organizowania wynika z zepsutego polskiego rynku pracy, ale zbiega się także z działaniami Związku. Nowo powstałym organizacjom życzymy samych sukcesów, ale przede wszystkim realnego dialogu z pracodawcami” – dodaje Stachowski.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Spoko, może Owsiak dorzuci…

Spoko, może Owsiak dorzuci…

NFZ drastycznie zmienia zasady finansowania oddziałów neonatologii, na których lekarze ratują życie i zdrowie m.in. wcześniakom.

Gazeta.pl informuje, że od 1 stycznia spora część chorych noworodków nie ma już opłacanych przez NFZ badań czynności serca, oddechu, ciśnienia krwi, ciepłoty ciała. Publiczny ubezpieczyciel nie opłaca też dla części dzieci fototerapii, która jest jedyną skuteczną metodą leczenia ciężkiej żółtaczki.

Lekarze szacują, że cięcia mogą dotknąć nawet co piąte dziecko na oddziale neonatologii. Nowe przepisy dotyczą przedwcześnie urodzonych noworodków, ale też tych z zagrożonych patologicznych ciąż, w których dochodziło do niedotlenienia, zakażeń wewnątrzmacicznych, wad płodu. – „Fundusz uznał te dzieci za zdrowe” – mówi prof. Janusz Gadzinowski, konsultant ds. neonatologii w Wielkopolsce. – „Zamiast 15 tys. zł na leczenie takiego noworodka, dostaniemy 1 tys. zł” – policzyli już lekarze z warszawskiego szpitala przy Karowej.

W uniwersyteckim szpitalu przy Polnej w Poznaniu w ciągu roku ponad dwa tysiące noworodków z całego regionu otrzymuje opiekę na oddziale neonatologii. Dyrekcja już przesłała do ministra zdrowia swój sprzeciw, protestują także inni lekarze w całej Polsce. „Po raz kolejny Narodowy Fundusz Zdrowia przedkłada swoje nieprzemyślane decyzje na sumienia lekarzy” – napisała do ministra i prezesa NFZ prof. Maria K. Borszewska-Kornacka, prezes Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego. – „Inkubator to nie skrzynka, która zapewnia dziecku jedynie ciepło” – mówi. – „Takiemu dziecku trzeba podać m.in. tlen, trzeba go żywić pozajelitowo, stale obserwować czynności życiowe. I taki noworodek jest zdrowy? Mam przestać mu pomagać?”. Portal dodaje, że cięcia objęły też inne oddziały – ginekologiczne i położnicze.

Fundusz twierdzi, że sytuacja wcale nie jest czarno-biała. Przykładowo, jego zdaniem szpitale często klasyfikowały żółtaczkę fizjologiczną (przechodzi ją każdy noworodek) jako stan patologiczny, i w ten sposób dodatkowo zarabiały. Wycofał się jednak z niektórych decyzji, m.in. przywrócił finansowanie fototerapii u dzieci wymagających wzmożonego nadzoru (wciąż nie przysługuje ona tym, które określa się jako „wymagające intensywnej i szczególnej opieki”).

NFZ twierdzi, że nadal porządkuje przepisy, oraz zapowiada spotkania z lekarzami w tej sprawie.