Trwa protest szczecińskich rolników

Trwa protest szczecińskich rolników

Arogancja rządzących i brak woli do rozmów spowodowały, że we wtorek rolnicy weszli do szczecińskiej siedziby Agencji Nieruchomości Rolnych, domagając się spotkania z dyrektorem oddziału terenowego oraz niezwłocznego przyjazdu Ministra Rolnictwa Stanisława Kalemby.

Edward Kosmal, przewodniczący NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność” Województwa Zachodniopomorskiego i jednocześnie przewodniczący Komitetu Protestacyjnego, wystosował list do Prezesa Agencji Nieruchomości Rolnych Leszka Świętochowskiego, w którym sprzeciwia się unieważnieniu rozstrzygniętych na rzecz rolników indywidualnych przetargów, które zostały przeprowadzone z wyeliminowaniem tzw. słupów.

Rolnicy podkreślają, że wielokrotnie już apelowali o ochronę polskiej ziemi i nieblokowanie dalszego rozwoju młodych ludzi z gospodarstw rolnych, a także o wyeliminowanie nieprawidłowości związanych z wyprzedażą polskiej ziemi. Apele nie wywołały jednak żadnej reakcji ze strony rządzących.

Protest ma potrwać 10 dni.

Więcej na solidarnosc.szczecin.pl

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Nasz wywiad poświęcony m.in. obronie polskiej własności gruntów rolnych przeczytać można tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Miasta znikające z rozkładów

Miasta znikające z rozkładów

Zaczyna zwyciężać pogląd, by pociągi TLK zatrzymywały się tylko w większych miastach.

W przypadku stacji Szydłowiec średnia liczba pasażerów nie przekraczała granicy błędu statystycznego – przekonuje Beata Czemerajda z PKP Intercity.

Szydłowiec to jedna ze stacji kolejowych, na których 15 grudnia 2013 r., a więc wraz z wejściem w życie rozkładu jazdy 2013/2014, przestały zatrzymywać się pociągi dalekobieżne. Powiat szydłowiecki z dnia na dzień stracił więc wszystkie bezpośrednie połączenia kolejowe z Bydgoszczą, Katowicami, Krakowem, Lublinem, Opolem, Toruniem, Wrocławiem czy Trójmiastem.

Lokalne władze są zdania, że decyzja o wycofaniu postojów i odcięciu Szydłowca od ruchu dalekobieżnego przyniosła pogorszenie dostępności komunikacyjnej. – Nasz powiat i większe miasta w okolicy dotknięte są problemem dużego bezrobocia – w związku z tym dojazdy do pracy wykraczają poza relacje zasięgu typowo regionalnego – mówi Krzysztof Bernatek, sekretarz powiatu szydłowieckiego. – Brak postojów utrudnił również życie studentom, którzy uczelnie wybierali między innymi pod kątem możliwości dojazdu, by teraz nagle stanąć w obliczu konieczności porzucenia sprawdzonej drogi między domem rodzinnym a miastem, w którym studiują. Zmniejszenie liczby pociągów w pewnym stopniu kłóci się też z naszymi planami przejęcia od PKP terenu przy stacji kolejowej w celu zorganizowania tam strzeżonego parkingu „Parkuj i jedź”, który poprawi warunki dojazdu mieszkańców do pociągów.

Nierentowne stacje

Jak poinformowano nas w centrali PKP Intercity, likwidację postojów pociągów dalekobieżnych na stacji Szydłowiec zaakceptowało Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju. Resort ten pełni funkcję organizatora kolejowych przewozów międzywojewódzkich, przekazując spółce PKP Intercity dofinansowanie do sieci TLK, co teoretycznie ma gwarantować funkcjonowanie tych połączeń nie tylko w relacjach między największymi miastami. Dotacja za 2013 r. wyniosła 330,8 mln zł.

Przygotowując oraz realizując siatkę połączeń TLK jesteśmy w stałym kontakcie z organem zlecającym nam wykonywanie zadań w ramach służby publicznej. W związku z tym informacja o wycofaniu postojów była znana ministerstwu – zapewnia Beata Czemerajda z PKP Intercity.

Dr Michał Beim, adiunkt na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu i ekspert ds. transportu w Instytucie Sobieskiego, uważa, że celem służby publicznej powinno być zapewnienie dostępu do kolei mieszkańcom i gościom małych miast. – Państwo polskie finansując połączenia TLK, nie przedstawiło jednak jakichkolwiek zasad, na jakich mają być organizowane subsydiowane połączenia. Nie poddano dyskusji, na co i jak mają być przeznaczone pieniądze podatników. Brak publicznie ogłoszonych uregulowań uniemożliwia dyskusję nad zasadami obsługi kolejowej – mówi Michał Beim. – Takie sytuacje jak w Szydłowcu będą się powtarzać. Przewoźnik będzie dążył do ograniczania zatrzymań na „nierentownych stacjach”.

W ogóle się nie zatrzymają

Kolejną położoną w województwie mazowieckim stacją, na której od połowy grudnia 2013 r. nie zatrzymują się pociągi dalekobieżne, jest Nowy Dwór Mazowiecki. Spółka PKP Intercity postanowiła, że w granicach miasta leżącego u ujścia Narwi do Wisły pociągi będą stawać tylko raz – nie w centrum, lecz na stacji Modlin, z myślą o pasażerach zmierzających na lotnisko tanich linii lotniczych. – Przewiduję niestety, że ruch lotniskowy dla PKP Intercity będzie marginalny ze względu na zerową reklamę czy to na lotnisku, czy to w mediach i pociągi dalekobieżne za rok, dwa w ogóle się u nas nie zatrzymają – mówi Kacper Pawelczyk z Nowodworskiej Inicjatywy Komunikacyjnej NOVIkom.

Od 15 grudnia 2013 r. pociągi TLK nie zatrzymują się również na stacji Knyszyn położonej w województwie podlaskim.

Wszystko wskazuje na to, że z rozkładów pociągów dalekobieżnych znikać będą kolejne postoje. Nie bez znaczenia jest wzrost opłat za zatrzymania na stacjach i przystankach, jakie pobiera od przewoźników spółka PKP Polskie Linie Kolejowe. Przykładowo postój w Szydłowcu czy Knyszynie do 14 grudnia 2013 r. kosztował 1,29 zł. Od 15 grudnia 2013 r. stawka wzrosła ponad dwukrotnie – do 3,03 zł. W przypadku części stacji opłaty za postój wzrosły nawet około pięciokrotnie.

Weryfikacja postojów

Dodajmy, że naciski na zmniejszanie liczby postojów pociągów TLK płyną z resortu transportu. „Należy dokonać weryfikacji postojów pociągów” – przekonywali urzędnicy ministerstwa w jednym z pism do spółki PKP Intercity. W dalszej korespondencji znalazła się nawet konkretna sugestia, by „w celu skrócenia czasu przejazdu przeanalizować zasadność postojów pociągów TLK na stacjach Odolanów, Międzybórz Sycowski, Twardogóra Sycowska”.

Zgodnie z tymi sugestiami wyznaczone zostały postoje nocnego pociągu TLK „Karkonosze” łączącego Warszawę z Wrocławiem i Jelenią Górą, który od 15 grudnia 2013 r. kursuje nową trasą przez Łódź Kaliską i Ostrów Wielkopolski. W kolejnych etapach prac nad ofertą przewozową na sezon 2013/2014 z rozkładu jazdy „Karkonoszy” wypadły postoje nie tylko w Odolanowie, Międzyborzu i Twardogórze, ale również w Zgierzu oraz Pabianicach. Pociągi TLK kursujące w porze dziennej jak na razie na tych stacjach wciąż się zatrzymują.

Karol Trammer

Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn” nr 1/69 (styczeń-luty 2014), www.zbs.net.pl

Wnioski w sprawie bezdomnych zwierząt

Wnioski w sprawie bezdomnych zwierząt

W ubiegłym roku NIK sprawdziła, jak gminy wywiązują się z zadań związanych z ochroną zwierząt. Chodziło głównie o bezdomne psy i koty, które powinny mieć zapewnioną opiekę w schroniskach. Kontrola wykazała, że poprawa losu bezdomnych zwierząt wymaga m.in. zmian w prawie. NIK zgłosiła szereg wniosków de lege ferenda, o których prezes Izby Krzysztof Kwiatkowski poinformował posłów i senatorów. Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt kończy właśnie pracę nad nowelizacją szeregu ustaw i rozporządzeń, w której chce wykorzystać m.in. wszystkie kluczowe wnioski NIK dotyczące opieki nad bezdomnymi zwierzętami.

Zeszłoroczny raport NIK pokazał, jak bardzo ułomny w Polsce jest system opieki nad bezdomnymi zwierzętami. Wiele psów i kotów znika po odłowieniu przez hycli. Nikt nie jest w stanie powiedzieć, gdzie się podziały, bo brak skutecznego systemu identyfikacji zwierząt. Istniejące schroniska są przepełnione i umiera w nich co czwarty zwierzak. Aż w 86 proc. skontrolowanych przez NIK miejsc przetrzymywania psów i kotów nie zapewniono im właściwych warunków.

Odławianie zwierząt i tworzenie pseudoschronisk stało się dla niektórych intratnym biznesem. Wskazują na to zarówno doniesienia prasowe, jak i raporty organizacji pozarządowych. Samorządy płacą prywatnym firmom za opiekę nad bezdomnymi psami i kotami, ale – jak  wykazała NIK –  połowa ze skontrolowanych gmin w ogóle nie sprawdzała, co się działo z dostarczonymi do schroniska zwierzętami. Samorządy zainteresowane były głównie wyłapywaniem bezdomnych psów i kotów. Wydały na to 80 proc. wszystkich pieniędzy przeznaczonych na opiekę nad zwierzętami. W następstwie takiego postępowania ponad 60 proc. skontrolowanych gmin zlecało wyłapywanie psów i kotów „donikąd” (bez zapewnienia im miejsc w schroniskach, na które zabrakło pieniędzy). Przy braku znakowania (czipowania) psów otwierało to drogę do ich uśmiercania albo umieszczania w przepełnionych i nie zawsze zapewniających właściwe warunki schroniskach.

NIK wskazała w swoim raporcie na konieczne zmiany w prawie. Wśród wniosków de lege ferenda znalazły się:

  • ustawowy obowiązek rejestracji i znakowania psów (tzw. czipowanie), które pozwoli na śledzenie losów wyłapywanych zwierząt, a także sprawdzenie, czy trafiły do schroniska oraz kiedy oddano je do adopcji. Brak znakowania umożliwiał nieuczciwym przedsiębiorcom pozbywanie się (uśmiercanie) wyłapanych psów przed oddaniem ich do schroniska albo pozbywanie się ich (uśmiercanie) na terenie schroniska;
  • prawny wymóg umożliwiający prowadzenie schroniska pod warunkiem wydania przez inspekcję weterynaryjną decyzji stwierdzającej spełnienie przez wszystkich niezbędnych warunków;
  • zobligowanie gmin do określenia w umowach z hyclami schronisk, do których mają trafić wyłapane zwierzęta, a w umowach ze schroniskami do formułowania precyzyjnych wymagań dotyczących opieki nad nimi. Gminy muszą też gwarantować sobie w umowach możliwości prowadzenia w schroniskach kontroli w oparciu o wskazane dokumenty do prowadzenia których schronisko w umowie zostanie zobowiązane;
  • wprowadzenie w ustawie obowiązku opieki nad bezdomnymi zwierzętami (co uczyni z wyłapywania tylko pierwszy etap w procesie zapewnienia opieki, którego następstwem będzie umieszczenie bezdomnego zwierzęcia w schronisku i przeprowadzenie adopcji), zamiast dotychczasowego obowiązku ochrony przed nimi (co prowadziło do wyłapywania psów i kotów, dla których nie było miejsc w schroniskach);
  • ustanowienie gminnych programów opieki nad bezdomnymi zwierzętami aktami prawa miejscowego (dzięki czemu zyskają moc prawną, równocześnie umożliwi to rozliczanie władz samorządowych z realizacji prawa).

Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt kończy właśnie pracę nad nowelizacją ustaw i rozporządzeń, w której chce wykorzystać m.in. wszystkie kluczowe wnioski NIK. Stojący na czele Zespołu poseł Paweł Suski poinformował o tym prezesa Najwyższej Izby Kontroli Krzysztofa Kwiatkowskiego. Przed kilkoma miesiącami prezes NIK przedstawił w Sejmie najważniejsze ustalenia Izby dotyczące systemu opieki nad bezdomnymi zwierzętami w Polsce. W sprawie realizacji wniosków de lege ferenda prezes Izby rozmawiał z marszałkami Sejmu i Senatu oraz szefami kilku kluczowych komisji parlamentarnych. Nowelizacja przepisów zaproponowana przez NIK stwarza szansę na lepszą opiekę nad bezdomnymi zwierzętami.

_____

Przedruk za stroną Najwyższej Izby Kontroli

Nasz tekst o funkcjonowaniu schronisk przeczytać można tutaj.

Lato z salmonellą?

Lato z salmonellą?

Czy lato upłynie w Polsce pod znakiem np. salmonelli? Tym może się skończyć prowadzona na masową skalę likwidacja laboratoriów przy powiatowych stacjach sanitarno-epidemiologicznych.

Od stycznia 2014 r. nie będzie już laboratorium w Zakopanem. Ani w Kołobrzegu, co oznacza, że 200 kilometrów polskiego wybrzeża, w sezonie gęstego od turystów, zostanie bez zaplecza laboratoryjnego. Na Podkarpaciu z 11 laboratoriów zostanie jedno, przy Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej, z trzema oddziałami przy stacjach powiatowych (województwo ma 21 powiatów). Laboratoria likwidują wojewodowie, powód – szukanie oszczędności. – „Ich działania są niezgodne z rozporządzeniem ministra zdrowia w sprawie wykazu stacji sanitarno-epidemiologicznych wykonujących badania laboratoryjne i pomiary ze wskazaniem obszaru. A więc zmiany nie są możliwe bez zmiany tego aktu prawnego. Wojewodowie wnioskują do ministra o zmianę rozporządzenia, jednocześnie »zawieszając działalność« laboratoriów, ale dla nas to jednoznaczne z ich likwidacją. W 7 województwach pracownicy otrzymali wypowiedzenia stosunku pracy, a laboratoria nie będą funkcjonowały od 1 stycznia 2014 r. I stało się tak przy wsparciu wojewódzkich inspektorów sanitarnych” – mówi Elżbieta Pisarczyk, przewodnicząca Sekcji Krajowej Pracowników Stacji Sanitarno-Epidemiologicznych NSZZ „Solidarność”. Co na to minister zdrowia, któremu sanepidy podlegają merytorycznie? Ograniczył się do pisma do ministra administracji i cyfryzacji i nie zgodził się na dokonanie zmiany w przywołanym wyżej rozporządzeniu.

Ze związkowcami nie chce się spotkać (na ich pismo wystosował standardową odpowiedź, iż miejscem takich rozmów jest martwa komisja trójstronna), a na posiedzenie sejmowej Komisji Zdrowia, na forum której miano dyskutować o sytuacji Państwowej Komisji Sanitarnej, wydelegował wiceministra. Zaproszonych gości i partnerów społecznych nie dopuszczono do głosu, wiceminister nie potrafił kompetentnie odpowiedzieć na pytania posłów, więc posiedzenie komisji przerwano. – „Wojewodowie, nie patrząc na zdrowie publiczne, posuwają się do kłamstw, niektórzy mówią, że laboratoria mają stary sprzęt. To nieprawda. Akredytowane placówki dysponują najnowocześniejszym sprzętem, zresztą były na to środki unijne. Pracowali w nich wysokiej klasy fachowcy, którzy często rezygnowali z podwyżek, by ich laboratorium akredytację uzyskało. Teraz idą na bruk” – mówi Pisarczyk.

Sekcja Krajowa Pracowników Stacji Sanitarno-Epidemiologicznych o likwidacji laboratoriów informowała pisemnie premiera, ministra zdrowia, Głównego Inspektora Sanitarnego, ministra administracji i cyfryzacji, przewodniczących klubów parlamentarnych itd. I chociaż nie tylko ona, bo np. także Rada Sanitarno-Epidemiologiczna uważa, że likwidacja akredytowanych laboratoriów ogranicza bezpieczeństwo zdrowotne, nic się w tej materii nie zmienia. Naprawdę musi wybuchnąć zaraza?

Ewa Zarzycka

_____

Przedruk za stroną „Tygodnika Solidarność”