Tańcząca rewolucja

Tańcząca rewolucja

Od kilku tygodni galerie handlowe w Brazylii nawiedzają tłumy młodych ludzi o ciemnym kolorze skóry. Młodzież tańczy i hałasuje, chcąc w ten sposób zwrócić uwagę na poważne problemy społeczne.

Wyborcza.biz pisze, że rolezinho (spacer, impreza), bo tak nazywane jest to nowe zjawisko, po raz pierwszy odbyło się 7 grudnia, gdy kilka tysięcy nastolatków z biednych dzielnic Sao Paulo umówiło się przez Internet na imprezę w jednym z centrów handlowych. Ciemnoskóra młodzież spacerowała po galerii, śpiewając i krzycząc. Zarządcy centrum wezwali policję, która zatrzymała kilkadziesiąt osób. Po kilku dniach podobną imprezę czarni nastolatkowie zorganizowali w galerii w Guarulhos, gdzie policja zatrzymała 22 osoby. Wszyscy zostali jednak zwolnieni, bo nikt niczego nie ukradł.

Rolezinhos szybko rozprzestrzeniły się na inne galerie handlowe w Sao Paulo i Rio de Janeiro. Z czasem policja zaczęła obstawiać centra, żeby młodzi ludzie nie mogli do nich wejść.

Podczas styczniowego pikniku, który młodzi ludzie zorganizowali, gdy nie wpuszczono ich do galerii Shopping Leblon w Rio de Janeiro, widoczne były transparenty: „Dość brazylijskiego apartheidu!” i „Precz z mundialem!”. Uczestnicy rolezinhos tłumaczą, że swoim działaniem chcą zwrócić uwagę na trudną sytuację biednych mieszkańców Brazylii oraz na zjawisko instytucjonalnego rasizmu.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Wielka ucieczka

Wielka ucieczka

W zeszłym roku wyjechało z Polski nawet ponad pół miliona osób – wynika z badań prof. Krystyny Iglickiej, demografa, ekonomisty i rektora Uczelni Łazarskiego. Nasi krajanie najczęściej uciekają do Wielkiej Brytanii, Niemiec, Holandii i Norwegii.

W grudniu w urzędach pracy na jedną ofertę zatrudnienia przypadało 70 osób, a bez zajęcia pozostawało 2,1 mln obywateli. Gdyby Polacy nie wyjeżdżali, prawdopodobnie liczba bezrobotnych zwiększyłaby się do 2,7 mln – podaje „Dziennik Gazeta Prawna”.

– „Polacy przebywający za granicą dochodzą do wniosku, że nie ma sensu utrzymywać dłużej fikcji nawet w postaci adresu w naszym kraju. Nie jest im to już potrzebne do życia” – komentuje wysoką falę wyjazdów prof. Iglicka. Po wielu latach przebywania na obczyźnie ci, którzy wyjechali, ściągają do siebie małżonków czy dzieci. – „Ponadto teraz częściej wyjeżdżają całe rodziny, w przeciwieństwie do lat 2005–2009, gdy na rekonesans jechali wydelegowani ich przedstawiciele” – ocenia prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny z Uniwersytetu Warszawskiego. Dodaje, że decydują się na emigrację m.in. dlatego, by zapobiegać rozpadowi związków małżeńskich i rodzinnych. Przybywa też Polaków, którzy w nowym państwie zamieszkania zakładają rodziny i rodzą im się dzieci.

Co istotne, co najmniej 36 tys. obywateli wymeldowało się na stałe z Polski. W ostatnim ćwierćwieczu gorzej było tylko w 2006 r., gdy takich osób było blisko 47 tys. Według ekspertów cytowane liczby będą wzrastały. W tej chwili za granicą przebywa ponad 1,6 mln Polaków, a im dłużej pozostają poza krajem, tym trudniej liczyć na ich powrót – zwłaszcza, że brak jakichkolwiek udogodnień, które by do niego zachęcały.

Nie będzie nas – będzie las?

Nie będzie nas – będzie las?

Nowelizacja ustawy o lasach czeka na podpis prezydenta. Jeśli wejdzie w życie, spowoduje łańcuch negatywnych konsekwencji, np. w kasie Lasów Państwowych może zabraknąć środków na ochronę przyrody. Już jutro (12 lutego) o godzinie 9:07 będziemy o tym rozmawiać w kolejnej audycji z cyklu „Głos Obywatela”.

Lasy Państwowe spełniają liczne zadania związane z ochroną przyrody i ochroną środowiska. Ustawa o zmianie ustawy o lasach, która w ekspresowym tempie przeszła drogę legislacyjną w parlamencie, zakłada, że w ciągu dwóch lat Lasy przekażą do budżetu 1,6 mld zł, a potem co roku po 100 mln. Rodzi to podejrzenie, że rządzący chcą z nich uczynić maszynkę do łatania dziury budżetowej, bez oglądania się na skutki uboczne dla środowiska i społeczeństwa. Kontrowersji związanych z ustawą jest więcej, np. pominięcie konsultacji społecznych.

Gośćmi naszego programu w Radiu WNET będą Paweł Pawlaczyk z Klubu Przyrodników i Marek Styczyński – leśnik i założyciel zespołu Karpaty Magiczne. Opowiedzą oni o tym, jak obecnie funkcjonują Lasy Państwowe, jak sytuacja może się zmienić pod rządami nowej ustawy oraz o tym, w jakim kierunku rzeczywiście powinniśmy pójść. Przypominamy, że Radia WNET można słuchać także w Internecie.

Polecamy także nasz wywiad Pawłem Pawlaczykiem.

Komu szpital, komu?

Komu szpital, komu?

To już prawie trzy lata od wejścia w życie ustawy o działalności leczniczej, której zasadniczym celem było przekształcanie zadłużonych publicznych szpitali w spółki prawa handlowego. Wbrew zapewnieniom jej autorów ustawa nie poprawiła trudnej sytuacji służby zdrowia, jest za to źródłem patologii.

„Tygodnik Solidarność” przypomina, że pod koniec stycznia Centralne Biuro Antykorupcyjne poinformowało o rozpoczęciu kontroli dokumentów dotyczących sprzedaży przez mysłowicki samorząd udziałów w dawnym szpitalu nr 1. W 2009 r. został on przekształcony w samorządową spółkę Mysłowickie Centrum Zdrowia, a w ubiegłym roku udziały w MCZ odkupiło od miasta za… 135 tys. zł Mysłowickie Konsorcjum Medyczne powiązane z radnymi Platformy Obywatelskiej Kajetanem Gornigiem oraz Joanną Charchułą. Władze Mysłowic argumentują, że szpital był zadłużony, a miasto nadal jest właścicielem gruntów i budynków, które Mysłowickie Konsorcjum Medyczne będzie dzierżawiło. Miesięczny koszt dzierżawy wynosi jednak zaledwie 20 tys. zł, a placówka ma kontrakt z NFZ na 7 mln zł.

W dalszym ciągu nie wiadomo natomiast, co czeka dawny Wojewódzki Szpital Specjalistyczny nr 1 w Tychach. Ze względu na ogromne długi radni sejmiku w maju 2013 r. zarządzanie nim przekazali spółce Megrez, która w 100 proc. należy do samorządu woj. śląskiego. W grudniu marszałek Mirosław Sekuła poinformował jednak, że zarząd województwa zamierza sprzedać udziały w Megrezie, a są nimi zainteresowane „grupy biznesowe działające na rynku usług medycznych”. Zadłużenie tyskiego szpitala sięgało 68 mln zł. Pod koniec ubiegłego roku województwo spłaciło ok. 35 mln zł.

Jedyny szpital w powiecie częstochowskim – placówka w Blachowni – pod koniec 2013 r. przestał przyjmować pacjentów. Kilka tygodni wcześniej wygasła bowiem pięcioletnia umowa, którą starostwo podpisało na dzierżawę tej placówki. Na początku grudnia przyszedł nowy dzierżawca, ale nie może świadczyć usług medycznych. Poprzedni zabrał bowiem sprzęt oraz łóżka i NFZ zapowiedział, że nie podpisze kontraktu ze szpitalem na 2014 r. Związkowcy zawiadomili prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez władze powiatu, których obowiązkiem było zapewnienie mieszkańcom dostępu do usług medycznych. W bardzo trudnej sytuacji znalazł się też personel placówki. Z pracownikami podpisano umowy na czas określony na kwotę 700 zł netto.