POdejrzana koncesja

POdejrzana koncesja

Ministerstwo Środowiska oddało w niejasnych okolicznościach warte miliard dolarów złoże miedzi w ręce kanadyjskiej firmy reprezentowanej przez byłego prezesa KGHM.

Złoże Bytom Odrzański znajduje się pod powierzchnią Głogowa, okolicznych wałów przeciwpowodziowych i terenów miejscowej huty i sumie obejmuje teren o wymiarach 9 na 19 km. Zawiera 8 mln ton miedzi wartej nawet ponad miliard dolarów. Już w latach 70. państwo wykonało tam odwierty, które potwierdziły, że pod ziemią jest prawdziwe bogactwo, co więcej na sąsiednich działkach KGHM od lat prowadzi wydobycie – Bytom Odrzański jest więc naturalnym kierunkiem ekspansji tej spółki Skarbu Państwa. Kiedy jednak 10 kwietnia 2012 r. firma złożyła w Ministerstwie Środowiska wniosek o koncesję na poszukiwanie miedzi, bardzo długo – niezgodnie z gwarantowanymi prawem terminami – nie otrzymywała odpowiedzi.

Tymczasem w sierpniu konkurencyjny wniosek złożyła firma Leszno Copper, kontrolowana przez kanadyjski fundusz Lumina Capital Limited Partnership i zarejestrowana w Luksemburgu. Jej dyrektorem generalnym jest Stanisław Speczik, do 2004 r. prezes KGHM. Z dokumentów, do których dotarł „Wprost”, wynika, że Leszno Copper chciało poszukiwać miedzi dokładnie na tej samej działce, co KGHM. Oba wnioski leżały w szufladach do grudnia 2012 r., kiedy została zarządzona tzw. rozprawa administracyjna przed pracownikami ministerstwa. W jej trakcie obie strony miały dowieść swoich racji i ewentualnie dojść do porozumienia. Do rozstrzygnięcia nie doszło, w związku z czym resort zdecydował się zasięgnąć opinii swoich ekspertów z Komisji Zasobów Kopalin, którą otrzymał w maju ubiegłego roku. Choć była jednoznacznie korzystna dla KGHM, resort pod koniec stycznia tego roku wydał decyzję korzystną dla Kanadyjczyków.

Władze KGHM postanowiły powiadomić o sprawie Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, w związku z podejrzeniem działania na szkodę interesu państwa.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Małego kina już nie ma?

Małego kina już nie ma?

Serwis mojapolis.pl policzył, że w latach 2000-12 liczba kin zmniejszyła się o jedną trzecią, pozamykały się przede wszystkim kina w małych miastach. Jest jedna optymistyczna wiadomość: filmy na dużym ekranie ogląda coraz więcej widzów. Przy czym filmy zagraniczne cieszą się niezmiennie większą popularnością niż krajowe produkcje.

Zmiany najbardziej uderzyły w miasta średniej i małej wielkości, gdzie pozamykały się jedyne działające w najbliższej okolicy kina. Liczba kin zmniejszyła się dramatycznie: w 2000 roku działało w całym kraju 675 kin w 479 gminach, zaś w 2012 roku 447 kin w 308 gminach. Innymi słowy: mieszkańcy 171 gmin w Polsce zostali pozbawieni bliskiego dostępu do kina.

Stare kina niekiedy zrównano z ziemią, jak Kino Pionier w Strzelcach Opolskich, które musiało ustąpić miejsca kompleksowi handlowo-usługowemu. Nie lepsze losy spotkały Kino „PAW” w Strzemieszycach – obecnie dzielnicy Dąbrowy Górniczej, gdzie dorastał Krzysztof Kieślowski i oglądał swoje pierwsze filmy; budynek wprawdzie jeszcze stoi, ale opuszczony i popada w ruinę. Inne obiekty zaadaptowano do pełnienia nowych funkcji, np. domów kultury, w których czasem organizowane są wieczory z filmem. Tak zrobiono z Kinem Zdrój w Ciechocinku, które działa obecnie przy Miejskim Centrum Kultury.

– „W czasach ciężkich dla kina małego i lokalnego kultura audiowizualna wkroczyła pod strzechy za sprawą szerokopasmowego internetu. Społeczna wymiana treści ożywia kulturę filmową i może zachęcać do pójścia do kina, pod warunkiem oczywiście, że dotarcie do najbliższego kina nie będzie zajmować za wiele czasu” – uważa Piotr Teisseyre z serwisu mojapolis.pl.

Wyrok śmierci na kina małe i lokalne nie jest oczywisty. Okazuje się, że jest miejsce na nowe małe kina i mogą one liczyć na niezbyt liczną, ale wierną grupę widzów. W 2011 roku powstało w Warszawie Kino KC, z salą na ok. 120 osób. Na razie wszystko wskazuje na to, że radzi sobie bardzo dobrze i kto wie, czy nie jest zapowiedzią może jeszcze nie renesansu małych kin, ale przynajmniej znakiem, że mogą funkcjonować obok multipleksów.

Optymistycznie wyglądają dane o wzroście liczby widzów w ostatnich kilkunastu latach. W 2000 roku kina w całym kraju zanotowały blisko 21 mln odwiedzin, w 2012 roku – 37,5 mln. Chociaż zdarzały się lata z nieco słabszą frekwencją – wyraźny spadek w 2005 roku (24,8 mln odwiedzin) w porównaniu do roku wcześniejszego (33,2 mln) – to trend od 2000 roku ma charakter wzrostowy.

– „Nie wiadomo tylko, czy więcej osób zaczęło chodzić do kina, czy ci, którzy chodzą, zaczęli odwiedzać kina częściej?” – komentuje Agata Miazga z serwisu mojapolis.pl.

W poszczególnych latach zmieniała się proporcja widzów filmów polskich i zagranicznych. Z punktu widzenia rodzimej produkcji najbardziej korzystny był 2001 rok – 36% wizyt w kinach wypracowało polskie kino. Wówczas na ekranach królowały trzy „superprodukcje”: „Quo vadis” (łącznie 4,3 mln widzów), „W pustyni i w puszczy” (2,27 mln) i „Przedwiośnie” (1,74 mln). Ten sukces frekwencyjny z pewnością zapewniły wycieczki szkolne.

Najmniej widzów przyciągnęły polskie filmy w 2005 roku – zaledwie 6,3% ogólnej liczby wizyt w kinach. Wówczas kinowym hitem okazał się „Karol. Człowiek, który został papieżem” (łącznie 1,88 mln widzów) – film ten powstał we współpracy polsko-francusko-kanadyjsko-niemiecko-włoskiej i nie jest w statystykach traktowany jako polska produkcja.

Bilety do kin drożały w latach 1999-2012 średnio o 12% rocznie. Jeśli przyjrzeć się podawanemu przez GUS wskaźnikowi cen towarów i dóbr konsumpcyjnych, to okazuje się, że wzrost cen biletów do kina był w każdym roku nieco niższy na tle ogółu wydatków na rekreację i kulturę.

Pełna wersja artykułu

(informacja prasowa serwisu mojapolis.pl, prowadzonego przez Stowarzyszenie Klon/Jawor i gromadzącego dane o społeczno-ekonomicznej kondycji gmin, powiatów i województw w Polsce)

Europa nie chce genetycznej ruletki

Europa nie chce genetycznej ruletki

Podczas głosowania Rady ds. Ogólnych Unii Europejskiej w dniu 11 lutego zdecydowana większość państw członkowskich sprzeciwiła się planom Komisji Europejskiej, by dopuścić uprawy genetycznie modyfikowanej kukurydzy 1507. Greenpeace ostrzega, że w razie udzielenia przez Komisję takiej zgody – mimo sprzeciwu ogromnej większości członków Rady i potencjalnego zagrożenia dla środowiska – byłoby to działanie bezprawne.

Transgeniczna kukurydza 1507 [1] – produkt koncernu DuPont Pioneer – zawiera dwa rodzaje modyfikacji genetycznych: odporność na herbicyd i odporność na owady. Roślina ta jest odporna na działanie glufosynatu (substancji aktywnej niektórych środków chwastobójczych) oraz na niektóre szkodniki z rzędu łuskoskrzydłych (dzięki temu, że produkuje owadobójczą toksynę Cry1F). W 2001 roku firma Pioneer Hi-Bred złożyła wniosek o dopuszczenie kukurydzy 1507 do uprawy na terenie Unii Europejskiej. W 2009 roku firma pozwała Komisję Europejską, jako powód wskazując brak działań w celu wydania zezwolenia na prowadzenie upraw kukurydzy 1507. W 2013 roku Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł, że KE opóźniła proces prawny związany z autoryzacją [2]. W wyniku decyzji sądu KE skierowała propozycję dotyczącą dopuszczenia do uprawy kukurydzy 1507 pod głosowanie do Rady ds. Ogólnych, które odbyło się 11 lutego 2014 roku. Choć 19 krajów członkowskich sprzeciwiło się autoryzacji (za było 5, wstrzymały się 4), nie osiągnięto kwalifikowanej większości, co pozostawia ostateczną decyzję w rękach Komisji. Podjęty przez nią dotychczasowy tryb procedowania propozycji dopuszczenia do uprawy kukurydzy 1507 obarczony jest takimi samymi błędami proceduralnymi, które KE popełniła już w procesie autoryzacji uprawy ziemniaka Amflora, a które wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości UE z 13 grudnia 2013 r. doprowadziły do jej unieważnienia.

Ocena ryzyka związanego z uprawą kukurydzy 1507 jest niepełna oraz posiada szereg błędów, które uniemożliwiają właściwe oszacowanie skutków wprowadzenia tej odmiany do środowiska naturalnego.

Błędy te to m.in.:
1. Opinia Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) nie zawiera oceny ryzyka odporności kukurydzy 1507 na stosowanie glufosynatu. Nie przewidziano także przeprowadzenia badań nad wzrostem odporności chwastów na glufosynat. Ponadto Komisja Europejska usunęła z propozycji skierowanej do Rady zapisy dotyczące odporności kukurydzy 1507 na tę substancję, przyjmując, że skoro nowe przepisy dotyczące użycia glufosynatu zabraniają stosowania go w uprawach kukurydzy (od kwietnia br. dozwolone jest tylko użycie pasmowe i punktowe), rolnicy będą ich przestrzegać. Jednak wielu z nich może nawet nie wiedzieć, że użycie glufosynatu w tym przypadku jest niedozwolone.
2. Opinia EFSA nie uwzględnia oceny ryzyka wpływu uprawy kukurydzy 1507 na organizmy niecelowe.
3. Opinia EFSA potwierdza potencjalne ryzyko dla motyli dziennych i ciem, jednak w konkluzjach zlekceważono zagrożenie, jakie niosą uprawy kukurydzy 1507 dla tych owadów. Zaleca się natomiast przeprowadzenie dalszych badań już po autoryzacji upraw kukurydzy 1507.
4. Zaproponowane przez EFSA środki zaradcze i metody zarządzania ryzykiem są niewystarczające.
5. Plan monitorowania upraw kukurydzy 1507 nie spełnia podstawowych standardów niezbędnych do przeprowadzenia takich działań, np. nie określono odpowiedzialnych jednostek nadzorujących ani zasad współpracy pomiędzy nimi.
6. Projekt propozycji nie zawiera „warunków ochrony poszczególnych ekosystemów/środowisk i/lub regionów geograficznych”, do których określenia zobowiązuje pkt 3 art. 19 dyr. 2001/18.

[1] W streszczeniu wykorzystano m.in. materiały przygotowane przez Friends of the Earth Europe: http://www.foeeurope.org/sites/default/files/news/foee_background_maize1507_short.pdf

[2] http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=COM:2013:0758:FIN:PL:HTML

_____

Przedruk za stroną Greenpeace Polska. Tytuł pochodzi od redakcji „Nowego Obywatela”.

Rozmawiajmy o Polsce!

Rozmawiajmy o Polsce!

W czwartek i piątek (2021 lutego) w Warszawie odbędą się dwie interesujące debaty współorganizowane przez naszą redakcję, poświęcone odpowiednio nowoczesnemu patriotyzmowi oraz podmiotowości Polski.

W piątek 21 lutego o godz. 17:00 w kluboksięgarni Tarabuk przy ul. Browarnej 6 odbędzie się debata pod hasłem „Czy Polskę stać na podmiotowość?”, zorganizowana przez „Nowego Obywatela” wspólnie z internetowym tygodnikiem idei „Nowa Konfederacja”. Gośćmi specjalnymi będą prof. Witold Kieżun, znany z krytycznych analiz polskiej transformacji oraz diagnoz o neokolonialnym statusie naszego kraju, oraz ceniony ekonomista i polityk socjaldemokratyczny prof. Ryszard Bugaj, zasiadający w naszej Radzie Honorowej. Udział wezmą również Bartłomiej Radziejewski („Nowa Konfederacja”) oraz Michał Sobczyk („Nowy Obywatel”), zaś debatę poprowadzi Michał Rachoń z TV Republika.

Spotkanie zostało objęte patronatem przez Telewizję Republika, „Uważam Rze Historia”, Frondę.pl, Rebelyę.pl, serwisy Pitu Pitu i Blogpress oraz Wydawnictwo Rambler.

Wydarzenie na Facebooku: kliknij tutaj

Dzień wcześniej, czyli w czwartek, w Stacji Muranów (ul. Gen. Andersa 13) odbędzie się natomiast kolejna wspólna debata redakcji „Nowego Obywatela”, Nowych Peryferii i magazynu „Kontakt”. Tym razem głównym organizatorem jest to ostatnie czasopismo, które postanowiło zaprosić wszystkich do dyskusji, czy w roku 2014, w którym czeka nas m.in. dwudziestopięciolecie obrad Okrągłego Stołu i siedemdziesięciolecie powstania warszawskiego, możliwe jest stworzenie modelu patriotyzmu zaspokajającego potrzebę przynależności do wspólnoty, ale zarazem samokrytycznego i inkluzywnego. Debata, która rozpocznie się o godz. 19:00, będzie połączona z premierą 24. numeru „Kontaktu”, zatytułowanego „Pols-kość niezgody”, a panelistami będą socjolożka i publicystka Aleksandra Bilewicz, jeden z liderów polskich Zielonych dr Adam Ostolski oraz David Wildstein – zastępca redaktora naczelnego „Frondy”. Spotkanie poprowadzi Jan Mencwel z „Kontaktu”.

Wydarzenie na Facebooku: kliknij tutaj

Na oba spotkania serdecznie zapraszamy!