Niekontrolowany monitoring

Niekontrolowany monitoring

„Ustawa przeciwko Wielkiemu Bratu”, hucznie zapowiadana przez MSW jako rozwiązanie problemu niekontrolowanego rozwoju monitoringu wizyjnego w Polsce, miała ujrzeć światło dzienne w grudniu minionego roku. I rzeczywiście, MSW przedstawiło projekt, ale nie ustawy, tylko założeń do ustawy. I nie „przeciwko” Wielkiemu Bratu, a co najwyżej „w sprawie”. Projekt jest bardzo potrzebny, ale MSW czeka dużo pracy, jeśli chce pójść za głosem własnych obietnic i okiełznać monitoringową wolną amerykankę – ocenia Fundacja Panoptykon.

Fundacja zwraca uwagę, że ciągły wzrost popularności monitoringu niesie realne koszty, zarówno społeczne, jak i finansowe. Realny wpływ monitoringu na powszechne bezpieczeństwo jest bardzo ograniczony. Tymczasem wszechobecność kamer ogranicza wolność i narusza prywatność, może wpływać na relacje społeczne, podkopując wzajemne zaufanie i pogłębiając znieczulicę. Nie można zapominać również o gigantycznych kosztach finansowych, które ponoszone są przez całe społeczeństwo.

Mimo to wciąż nie doczekaliśmy się kompleksowych ram prawnych działania monitoringu. MSW wreszcie zrobiło pierwszy krok w tym kierunku, publikując pod koniec roku projekt założeń do ustawy i poddając je konsultacjom społecznym. Fundacja Panoptykon przekazała ministerstwu swoją opinię. Podkreśla w niej, że przedstawiony projekt zawiera kilka zasługujących na poparcie rozwiązań (np. obowiązek informowania o obecności kamer, ograniczenie monitoringu dźwiękowego i korzystania z atrap), jest jednak daleki od doskonałości, a nawet od zapowiedzi samego ministerstwa. Regulacja, która w założeniu miała być kompleksowa, zawiera tyle luk i wyjątków, że ostatecznie tylko część przypadków i aspektów działania monitoringu ma zostać nią objęta.

– „Regulacja w przedstawionym kształcie nie wpłynie znacząco na ochronę praw osób monitorowanych: zawiera wprawdzie obowiązek informowania o obecności kamer i zakaz wykorzystywania monitoringu »godzącego w godność«, nie daje jednak narzędzi dochodzenia swoich praw. Chociaż w projekcie jest mowa o ochronie wizerunku osób monitorowanych, same nagrania nie mają zostać objęte ochroną. Przy takiej konstrukcji trudno liczyć na ograniczenie drugiego życia nagrań w mediach i w sieci” – komentuje Małgorzata Szumańska, wiceprezeska Fundacji Panoptykon.

Kolejną wadą propozycji jest brak pomysłu na egzekwowanie zakazów:
– „Zamiast organu kontrolnego i odczuwalnych kar finansowych projekt proponuje sankcje karne, które odnoszą się do osób fizycznych, a nie prawnych, które to najczęściej administrują systemami monitoringu” – tłumaczy Wojciech Klicki, prawnik Fundacji Panoptykon.

Projekt nie stwarza również gwarancji, że skuteczność monitoringu będzie w praktyce weryfikowana. Nie daje odpowiedzi na wyzwania związane ze stosowaniem coraz bardziej zaawansowanych technicznie narzędzi czy wykorzystywaniem monitoringu w miejscach, gdzie ludzie poddani są stałemu nadzorowi, np. w pracy czy w szkole. Co więcej, na horyzoncie widać nowe problemy: projekt zakłada przyznanie policji i innym służbom właściwie niekontrolowanego dostępu do nagrań i systemów monitoringu, również prywatnych.

Na problem braku kompleksowych ram prawnych działania monitoringu od lat zwracają uwagę zarówno instytucje publiczne (RPO, GIODO), jak i społeczne, w tym Fundacja Panoptykon. Według badań zleconych przez MSW regulacji prawnej oczekuje aż 91% Polaków.

_____

Informacja prasowa Fundacji Panoptykon. Treść dostępna na licencji CC BY-SA 3.0 PL.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Wspólnym głosem w ważnej sprawie

Wspólnym głosem w ważnej sprawie

Dziś w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego został złożony wspólny apel ambitnych czasopism różnych opcji ideowych, które łączy pogłębione animowanie debaty publicznej. List, pod którym widniał także podpis redakcji „Nowego Obywatela”, stanowi głos sprzeciwu wobec nieprzejrzystej polityki państwa w zakresie wspierania czytelnictwa.

Apel w całości zamieszczamy poniżej.

* * *

Apel redakcji do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Sz. P. Bogdan Zdrojewski,
Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Szanowny Panie Ministrze,
Po zapoznaniu się z wynikami tegorocznego konkursu na dofinansowanie dla czasopism z ministerialnego programu promocji literatury i czytelnictwa, my, redaktorzy niżej podpisanych czasopism ideowych, przekraczając dzielące nas granice światopoglądowe oraz fakt otrzymania lub nieotrzymania dotacji, łączymy się w proteście przeciwko nieprzejrzystemu sposobowi przyznawania dofinansowań.

Nie jest tajemnicą, że bez pomocy Ministerstwa liczne czasopisma ideowe, działające zazwyczaj na zasadzie non-profit i redagowane pro bono, będą zmuszone do znacznego ograniczenia swojej działalności lub całkowitego jej zawieszenia. Nie jest również tajemnicą, że taki stan rzeczy odbije się negatywnie na jakości polskiej debaty publicznej, od lat z powodzeniem pobudzanej właśnie przez tego rodzaju publikacje. Z tego powodu zależy nam na stworzeniu jak najbardziej przejrzystego systemu ocen, pozwalającego wybrać pisma najbardziej zasługujące na wsparcie, niezależnie od ich profilu ideowego. Niestety, system taki od lat – mimo zapowiedzi – nie został stworzony.

Za szczególnie destruktywny dla jakości procesu przyznawania dotacji uznajemy brak szczegółowej informacji zwrotnej i uzasadnienia ocen wystawianych przez ekspertów. Kryteria, jakimi kieruje się komisja pozostają niejasne, a niedostateczna komunikacja pomiędzy Ministerstwem i redakcjami potęguje wrażenie nieprzewidywalności wyników konkursu.

Ponieważ zależy nam wszystkim na jak najlepszej współpracy z Ministerstwem, postulujemy zmiany w opisie kryteriów, poprawę jakości informacji zwrotnej dotyczącej ocen, zagwarantowanie dostępu do sprawozdań ekspertów oraz rozszerzenie możliwości uzasadnienia odwołania, dziś sprowadzającego się niemal wyłącznie do kliknięcia w stosowny przycisk na stronie internetowej Ministerstwa.

Z wyrazami szacunku,
Christianitas
Kontakt
Krytyka Polityczna
Kultura Liberalna
Liberté!
Nowa Europa Wschodnia
Nowy Obywatel
Praktyka Teoretyczna
Pressje
Więź
Zagłada Żydów
Znak

* * *

Jednocześnie przypominamy, że nawet ministerialne wsparcie w jego przeciętnej wysokości (kilkadziesiąt tysięcy złotych) to za mało, żeby móc dostarczać Wam w skali roku kilkaset stron czasopisma na wysokim poziomie redakcyjnym i wizualnym, prowadzić rozbudowany portal internetowy, organizować spotkania dyskusyjne i inne działania towarzyszące. Jak można nas wspomóc – w tym nie wydając ani złotówki, jak w przypadku wskazania nas jako odbiorcy 1% swojego podatku – szczegółowo wyjaśniamy pod tym adresem.

POdejrzana koncesja

POdejrzana koncesja

Ministerstwo Środowiska oddało w niejasnych okolicznościach warte miliard dolarów złoże miedzi w ręce kanadyjskiej firmy reprezentowanej przez byłego prezesa KGHM.

Złoże Bytom Odrzański znajduje się pod powierzchnią Głogowa, okolicznych wałów przeciwpowodziowych i terenów miejscowej huty i sumie obejmuje teren o wymiarach 9 na 19 km. Zawiera 8 mln ton miedzi wartej nawet ponad miliard dolarów. Już w latach 70. państwo wykonało tam odwierty, które potwierdziły, że pod ziemią jest prawdziwe bogactwo, co więcej na sąsiednich działkach KGHM od lat prowadzi wydobycie – Bytom Odrzański jest więc naturalnym kierunkiem ekspansji tej spółki Skarbu Państwa. Kiedy jednak 10 kwietnia 2012 r. firma złożyła w Ministerstwie Środowiska wniosek o koncesję na poszukiwanie miedzi, bardzo długo – niezgodnie z gwarantowanymi prawem terminami – nie otrzymywała odpowiedzi.

Tymczasem w sierpniu konkurencyjny wniosek złożyła firma Leszno Copper, kontrolowana przez kanadyjski fundusz Lumina Capital Limited Partnership i zarejestrowana w Luksemburgu. Jej dyrektorem generalnym jest Stanisław Speczik, do 2004 r. prezes KGHM. Z dokumentów, do których dotarł „Wprost”, wynika, że Leszno Copper chciało poszukiwać miedzi dokładnie na tej samej działce, co KGHM. Oba wnioski leżały w szufladach do grudnia 2012 r., kiedy została zarządzona tzw. rozprawa administracyjna przed pracownikami ministerstwa. W jej trakcie obie strony miały dowieść swoich racji i ewentualnie dojść do porozumienia. Do rozstrzygnięcia nie doszło, w związku z czym resort zdecydował się zasięgnąć opinii swoich ekspertów z Komisji Zasobów Kopalin, którą otrzymał w maju ubiegłego roku. Choć była jednoznacznie korzystna dla KGHM, resort pod koniec stycznia tego roku wydał decyzję korzystną dla Kanadyjczyków.

Władze KGHM postanowiły powiadomić o sprawie Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, w związku z podejrzeniem działania na szkodę interesu państwa.

Małego kina już nie ma?

Małego kina już nie ma?

Serwis mojapolis.pl policzył, że w latach 2000-12 liczba kin zmniejszyła się o jedną trzecią, pozamykały się przede wszystkim kina w małych miastach. Jest jedna optymistyczna wiadomość: filmy na dużym ekranie ogląda coraz więcej widzów. Przy czym filmy zagraniczne cieszą się niezmiennie większą popularnością niż krajowe produkcje.

Zmiany najbardziej uderzyły w miasta średniej i małej wielkości, gdzie pozamykały się jedyne działające w najbliższej okolicy kina. Liczba kin zmniejszyła się dramatycznie: w 2000 roku działało w całym kraju 675 kin w 479 gminach, zaś w 2012 roku 447 kin w 308 gminach. Innymi słowy: mieszkańcy 171 gmin w Polsce zostali pozbawieni bliskiego dostępu do kina.

Stare kina niekiedy zrównano z ziemią, jak Kino Pionier w Strzelcach Opolskich, które musiało ustąpić miejsca kompleksowi handlowo-usługowemu. Nie lepsze losy spotkały Kino „PAW” w Strzemieszycach – obecnie dzielnicy Dąbrowy Górniczej, gdzie dorastał Krzysztof Kieślowski i oglądał swoje pierwsze filmy; budynek wprawdzie jeszcze stoi, ale opuszczony i popada w ruinę. Inne obiekty zaadaptowano do pełnienia nowych funkcji, np. domów kultury, w których czasem organizowane są wieczory z filmem. Tak zrobiono z Kinem Zdrój w Ciechocinku, które działa obecnie przy Miejskim Centrum Kultury.

– „W czasach ciężkich dla kina małego i lokalnego kultura audiowizualna wkroczyła pod strzechy za sprawą szerokopasmowego internetu. Społeczna wymiana treści ożywia kulturę filmową i może zachęcać do pójścia do kina, pod warunkiem oczywiście, że dotarcie do najbliższego kina nie będzie zajmować za wiele czasu” – uważa Piotr Teisseyre z serwisu mojapolis.pl.

Wyrok śmierci na kina małe i lokalne nie jest oczywisty. Okazuje się, że jest miejsce na nowe małe kina i mogą one liczyć na niezbyt liczną, ale wierną grupę widzów. W 2011 roku powstało w Warszawie Kino KC, z salą na ok. 120 osób. Na razie wszystko wskazuje na to, że radzi sobie bardzo dobrze i kto wie, czy nie jest zapowiedzią może jeszcze nie renesansu małych kin, ale przynajmniej znakiem, że mogą funkcjonować obok multipleksów.

Optymistycznie wyglądają dane o wzroście liczby widzów w ostatnich kilkunastu latach. W 2000 roku kina w całym kraju zanotowały blisko 21 mln odwiedzin, w 2012 roku – 37,5 mln. Chociaż zdarzały się lata z nieco słabszą frekwencją – wyraźny spadek w 2005 roku (24,8 mln odwiedzin) w porównaniu do roku wcześniejszego (33,2 mln) – to trend od 2000 roku ma charakter wzrostowy.

– „Nie wiadomo tylko, czy więcej osób zaczęło chodzić do kina, czy ci, którzy chodzą, zaczęli odwiedzać kina częściej?” – komentuje Agata Miazga z serwisu mojapolis.pl.

W poszczególnych latach zmieniała się proporcja widzów filmów polskich i zagranicznych. Z punktu widzenia rodzimej produkcji najbardziej korzystny był 2001 rok – 36% wizyt w kinach wypracowało polskie kino. Wówczas na ekranach królowały trzy „superprodukcje”: „Quo vadis” (łącznie 4,3 mln widzów), „W pustyni i w puszczy” (2,27 mln) i „Przedwiośnie” (1,74 mln). Ten sukces frekwencyjny z pewnością zapewniły wycieczki szkolne.

Najmniej widzów przyciągnęły polskie filmy w 2005 roku – zaledwie 6,3% ogólnej liczby wizyt w kinach. Wówczas kinowym hitem okazał się „Karol. Człowiek, który został papieżem” (łącznie 1,88 mln widzów) – film ten powstał we współpracy polsko-francusko-kanadyjsko-niemiecko-włoskiej i nie jest w statystykach traktowany jako polska produkcja.

Bilety do kin drożały w latach 1999-2012 średnio o 12% rocznie. Jeśli przyjrzeć się podawanemu przez GUS wskaźnikowi cen towarów i dóbr konsumpcyjnych, to okazuje się, że wzrost cen biletów do kina był w każdym roku nieco niższy na tle ogółu wydatków na rekreację i kulturę.

Pełna wersja artykułu

(informacja prasowa serwisu mojapolis.pl, prowadzonego przez Stowarzyszenie Klon/Jawor i gromadzącego dane o społeczno-ekonomicznej kondycji gmin, powiatów i województw w Polsce)