Wykluczeni za dobre serce

Wykluczeni za dobre serce

Donald Tusk podniósł świadczenia dla rodziców niepełnosprawnych dzieci, zaś opiekunom niesamodzielnych dorosłych je przywrócił. Są powody do radości? Skądże znowu! Będziemy o tym mówić w jutrzejszej (środa, 26 marca) audycji „Nowego Obywatela” w Radiu WNET.

Z czego żyje człowiek, który zrezygnował z pracy zawodowej, by móc zapewnić właściwą opiekę niepełnosprawnemu małżonkowi czy rodzicowi? Z zasiłku. Ile on wynosi? 520 zł. No chyba, że chory ma emeryturę lub rentę, która po podzieleniu na obie osoby da kwotę większą niż 623 zł – wówczas opiekun nie dostanie nic. Tak niewielkie kwoty mają wystarczyć nie tylko na opłacenie rachunków i kupienie jedzenia, ale też na leczenie, rehabilitację, wózki inwalidzkie itd.

O życiu opiekunów dorosłych osób niepełnosprawnych oraz ich walce o godne życie porozmawiamy w „Głosie Obywatela” z Rafałem Bakalarczykiem z Uniwersytetu Warszawskiego oraz Piotrem Wąsikiem, łodzianinem opiekującym się chorą mamą. Program rozpocznie się o godz. 9:07.

Jeśli macie pytania do gości audycji, możecie je zadać za pośrednictwem jej profilu na Facebooku lub pod adresem malec@nowyobywatel.pl. Warto też zapoznać się z wideozapisem spotkania z udziałem opiekunów, które miało miejsce podczas IX Festiwalu Obywatela, oraz z artykułem na temat ich problemów.

Radia WNET słuchać można tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Za chlebem i bezpieczeństwem

Za chlebem i bezpieczeństwem

Tylko 17 na 100 dorosłych Polaków nie zastanawia się nad emigracją. Wyjeżdżają nawet ci, którzy mają w ojczyźnie tzw. dobrą pracę.

„Newsweek” pisze, że jeszcze niedawno emigracja zarobkowa wyglądała następująco: w Anglii, Francji czy Norwegii zarabiałeś, a tutaj wydawałeś. Wyjazdy na stałe były raczej rzadkością, większość wracała np. po roku. Ten schemat jest już jednak nieaktualny, bo po pierwszej fali emigrantów, która nastąpiła tuż po wejściu Polski do Unii Europejskiej, mamy kolejną. Teraz, idąc za przykładem „tych, którym się udało”, wyjeżdżają wszyscy – nie tylko ci, którzy muszą. Co gorsza już zostają, bo życie w Polsce nie spełnia ich oczekiwań.

„Praca w Polsce przestaje być już podstawowym wyborem. Z najnowszych badań, które instytut Millward Brown przeprowadził na zlecenie Work Service, wynika, że jedynie 17 na 100 dorosłych Polaków nie rozważa emigracji. Myślą o niej już nie tylko ci, którzy ani się nie uczą, ani nie pracują. Także ci, którzy mają etat, a ci, którzy zarabiają powyżej 5 tys. złotych, też nie wykluczają wyjazdu” – opisuje tygodnik. Podaje przykład lekarzy, nie tylko młodych, ale także tych doświadczonych. – „Emigracja zasadniczo obniża poziom kadry medycznej w Polsce” – przyznaje wiceprezes Naczelnej Izby Lekarskiej Romuald Krajewski.

Sami emigranci w rozmowach z gazetą zaznaczają, że nie planują powrotu. Niezależnie od wykonywanego zawodu, na Zachodzie czy Północy kontynentu mogą z jego wykonywania „lepiej żyć”, przez co rozumieją nie tylko wyższe zarobki. – „Dominują młodzi, do 35. roku życia. Znajdują tam pierwszą legalną, etatową pracę. Część, jeśli pracowała w Polsce, to dorywczo, najwyżej na umowy-zlecenia. Tam znajdują stabilizację, założą rodzinę i do tamtejszych szkół będą zapisywać swoje dzieci” – analizuje socjolog prof. Marek Okólski. – „Dostrzegają zalety systemu świadczeń socjalnych i społecznych” – dodaje prof. Romuald Jończy z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.

Rzeź tysiąca „tysiąclatek”

Rzeź tysiąca „tysiąclatek”

W latach 2007-2012 gminy zlikwidowały blisko tysiąc szkół podstawowych – wynika z najnowszych danych Instytutu Badań Edukacyjnych.

Portal Samorządowy pisze, że podawaną przyczyną są zmiany demograficzne, a problem braku uczniów dotyczy zwłaszcza terenów wiejskich. W analizowanym okresie liczba uczniów szkół podstawowych zmalała o 9,1 proc., a liczba uczniów gimnazjów aż o ponad 20 proc. Znalazło to odzwierciedlenie w sieci szkolnej: zamknięto 954 szkoły podstawowe (90 proc. z nich to placówki zlikwidowane przez samorządy). Najczęściej likwidowano te z oddziałami łączonymi, działające jako filie lub prowadzące wyłącznie nauczanie początkowe. Co ciekawe, na gimnazja demografia nie miała takiego wpływu. Gminy nie tylko ich nie zamykały, ale otwierały nowe, w efekcie średnia wielkość gimnazjum spadła o jedną piątą.

Badacze zwracają uwagę na to, że wielkość szkół podstawowych wciąż odzwierciedla dawne granice rozbiorowe. Inaczej jest z gimnazjami – ich ukształtowana w 1999 roku sieć nie odzwierciedla historycznych granic. Dawna Kongresówka i ziemie dawnego zaboru austriackiego to tereny, na których szkoły są zdecydowanie mniejsze. – „Na tych terenach nie powstawały PGR-y, nie było konsolidacji” – tłumaczy Jan Herczyński z IBE. – „A inna sieć osiedleńcza była na ziemiach odzyskanych, dlatego szkoły są tam większe”.

Wymowne są dane Instytutu na temat czasowego rozkładu likwidacji szkół. W 2010 r. w Polsce przeprowadzono wybory samorządowe i właśnie w tym roku gminy zamknęły zdecydowanie mniej placówek. W raporcie przytoczono dane GUS z poprzednich lat. Na ich podstawie można zauważyć, że mniej szkół zamykano również w okresach poprzednich wyborów samorządowych (2002, 2006).

Sejm odrzucił zakaz handlu w niedzielę

Sejm odrzucił zakaz handlu w niedzielę

Sejm odrzucił w pierwszym czytaniu dwa projekty ustaw dotyczące zakazu handlu w niedzielę – obywatelski i poselski. Oba zakładają zmianę przepisów Kodeksu pracy, który przewiduje obecnie, że praca w placówkach handlowych jest zakazana jedynie w święta.

Przedstawiając projekt poselski Robert Telus (PiS) podkreślił, że niedziela powinna być przeznaczona na odpoczynek i życie rodzinne. W handlu zatrudnione są głównie kobiety, które pełnią ważne funkcje w życiu rodzinnym. W podobnym tonie wypowiadał się pełnomocnik Komitetu „Wolna Niedziela” Krzysztof Steckiewicz. Prezentując projekt obywatelski zwrócił uwagę, że ustawowe gwarancje otrzymywania za pracę w niedzielę innego dnia wolnego nie zapewniają pracownikom zatrudnionym w handlu możliwości integracji z rodziną. Poza tym nie można uzasadniać działalności placówek handlowych w niedzielę potrzebą zaspokajania codziennych potrzeb ludności.

Obaj wnioskodawcy argumentowali też, że wprowadzenie zakazu pracy w handlu w niedzielę pozwoli zmienić sposób spędzania wolnego czasu. Zamiast zakupów będą wycieczki czy udział w imprezach kulturalnych.

Przeciw odrzuceniu projektu opowiedziało się 159 posłów – 128 z PiS, 13 z SP, 10 z PSL (w tym minister rolnictwa Marek Sawicki i b. minister Stanisław Kalemba), po jednym z PO i SLD oraz 6 niezależnych. Od głosu wstrzymało się 8 osób.

Odrzucenie projektu poselskiego poparło 250 posłów, przeciw było 168, od głosu wstrzymało się 7.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”