Czy jedzie z nami ratownik?

Czy jedzie z nami ratownik?

Coraz częściej trzyosobowe zespoły ratowników w karetkach zastępowane są dwuosobowymi. Dużo trudniej ratować wtedy życie – przekonują ratownicy.

Jak informuje RynekZdrowia.pl, ustawa o Państwowym Ratownictwie Medycznym dopuszcza wprawdzie dwuosobowe zespoły ratownicze, ale Społeczny Komitet Ratowników Medycznych (SKRM) przedstawia wady takiego rozwiązania i wzywa do „zaprzestania redukcji składu zespołów ratownictwa medycznego i wprowadzenia w całym kraju jednolitego modelu trzyosobowych zespołów ratownictwa medycznego”.

Najważniejszym argumentem, od którego SKRM rozpoczyna swój raport, jest problem obniżenia jakości zabiegów resuscytacyjnych. Ratownicy powołują się na badania przeprowadzone w pogotowiu ratunkowym w Edynburgu, gdzie okazało się, że w zespole dwuosobowym resuscytacja jest nawet o 60 proc. gorsza niż w trzyosobowym. „Brak rąk do pracy” istotnie zmniejsza więc szanse pacjenta na przeżycie.

Zdaniem SKRM liczba ambulansów w Polsce wyposażonych w urządzenia do automatycznej resuscytacji jest ciągle znikoma. Dlatego tak ważna jest odpowiednia liczba ratowników. Poza tym wspomniane urządzenia nie są uniwersalne i mają swoje ograniczenia – wiek pacjenta, obwód jego klatki piersiowej czy temperatura otoczenia. „Urządzenia do automatycznej kompresji klatki piersiowej mogą zatem jedynie wspomagać działanie zespołu ratownictwa, ale nie są w stanie zastąpić personelu medycznego” – argumentuje SKRM.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Weterynarze zamiast inspektorów sanitarnych

Weterynarze zamiast inspektorów sanitarnych

Wejście w życie projektów ustaw o utworzeniu Państwowej Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności i Weterynaryjnej zniszczy system nadzoru nad produkcją żywności, a konsumentów pozbawi poczucia bezpieczeństwa – ostrzegają związkowcy z „Solidarności” Inspekcji Sanitarnej.

Przygotowane przez rząd oraz posłów PO dwa projekty ustaw zakładają utworzenie w 2015 roku instytucji pod nazwą Państwowa Inspekcja Bezpieczeństwa Żywności i Weterynarii na bazie trzech inspekcji nadzorowanych do tej pory przez Ministra Rolnictwa: Inspekcji Weterynaryjnej, Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa. Nowy podmiot ma również przejąć część zadań pozostającej pod nadzorem Ministra Zdrowia Państwowej Inspekcji Sanitarnej, odpowiedzialnej za sprawowanie kontroli nad produkcją żywności. Dominującą rolę w PIBŻiW miałaby pełnić Inspekcja Weterynaryjna. W nowej instytucji wszystkie funkcje kierownicze sprawowaliby lekarze weterynarii. Im też miałaby zostać powierzona odpowiedzialność za zdrowie publiczne. Natomiast pracownicy PIS legitymujący się wykształceniem medycznym mieliby być przejmowani do nowego podmiotu na podstawie umów cywilnoprawnych wyłącznie jako personel pomocniczy.

W ocenie związkowców z Inspekcji Sanitarnej takie zapisy projektów prowadzą wprost do zawłaszczenia zadań tej instytucji i pozbawią jej pracowników kompetencji w zakresie kontroli żywności oraz prawa do merytorycznej oceny zdrowia publicznego. – „Tu chodzi o aż 30 proc. ludzi z naszej inspekcji. To znakomici fachowcy z ogromnym doświadczeniem. Teraz bez względu na swoją wiedzę mają być tylko dodatkiem do weterynarzy, którzy w ogóle nie są przygotowani do zajmowania się kontrolowaniem żywności” – uważa Piotr Kaczmarczyk, przewodniczący Regionalnej Sekcji Pracowników Stacji Sanitarno-Epidemiologicznych NSZZ „Solidarność”.

Argumenty autorów projektów, że ujednolicenie systemu kontroli żywności pozwoli m.in. na ograniczenie kosztów, to według związkowców mydlenie oczu. W ich ocenie przejęcie całego systemu kontroli żywności przez jedną instytucję podległą Ministerstwu Rolnictwa stworzy zagrożenie dla konsumentów. – „Obawiamy się, że może to doprowadzić do przypadków tuszowania nieprawidłowości w hodowlach i uprawach. Praktycznie niemożliwe będzie wykrycie takich sytuacji. Nie dowiemy się, gdzie stosuje się sterydy, hormony, antybiotyki i pestycydy. Inspekcja Sanitarna nie będzie już miała wpływu na to, jaka żywność będzie trafiała do konsumentów” – mówi Piotr Kaczmarczyk.

Krytyczne uwagi do obu projektów zgłosił też Główny Inspektorat Sanitarny. Zdaniem tej instytucji próby pozbawienia PIS części bardzo istotnych kompetencji mogą postawić pod znakiem zapytania dalsze funkcjonowanie inspekcji. – „A korzyści z konsolidacji tak wielu podmiotów są wątpliwe ze względu na wysokie koszty ich połączenia oraz odległy w czasie pozytywny skutek, którego dodatni efekt może nigdy nie przewyższyć kosztów reformy” – oceniają w opinii specjaliści z GIS. Projekty o utworzeniu PIBŻiW oczekują w Sejmie na procedowanie. Z szacunków Ministerstwa Rolnictwa wynika, że konsolidacja inspekcji i związane z nią działania restrukturyzacyjne kosztować będą ponad 800 mln zł.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność” Regionu Śląsko-Dąbrowskiego

Nasz tekst o tym, jak w Polsce kontrolowana jest żywność, znaleźć można tutaj.

Nierówności też w zdrowiu

Nierówności też w zdrowiu

Stan zdrowia obywateli naszego kraju zależy od różnych czynników społecznych – miejsca zamieszkania, poziomu wykształcenia i statusu ekonomicznego. Nierówności w tym względzie są na tyle duże, że resort zdrowia zapowiada walkę z tym zjawiskiem.

Dr Michał Marek, radca ministra w Departamencie Ubezpieczeń Zdrowotnych w Ministerstwie Zdrowia wyjaśnia, że o ile problem nierówności w zdrowiu występuje we wszystkich krajach Unii Europejskiej, w Polsce jest bardziej nasilony niż przeciętnie. Dlatego tak ważne jest zniwelowanie tych różnic – pisze portal RynekZdrowia.pl.

– „Nierówność w zdrowiu jest problemem, co zostało potwierdzono licznymi badaniami naukowymi. Wynika z nich, że na umieralność i chorobowość mają wpływ sytuacje społeczne, w jakich żyjemy. Im niższe położenie na drabinie społecznej, tym większa zachorowalność i umieralność. Tymczasem nie ma żadnych czynników, które by uzasadniały fakt, iż np. dzieci z rodzin ubogich mogą umierać częściej niż z rodzin bogatych. A niestety tak jest” – podkreślił dr Marek.

– „Długość życia w Polsce jest bardzo zróżnicowana. Różnice nie tylko widoczne są pomiędzy województwami, ale także pomiędzy powiatami w ramach tego samego województwa. Z naszych najnowszych badań, sprzed kilku dni, wynika, że jeśli chodzi o mężczyzn, to najdłużej żyją w Polsce mężczyźni mieszkający w Rzeszowie, średnio 75,5 lat. Natomiast najkrócej w powiecie kutnowskim 68,2 lat. Ta różnica wynosi 7,3 lat” – zwraca uwagę prof. Bogdan Wojtyniak, zastępca dyrektora Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny.

Największym zagrożeniem dla zdrowia Polaków są choroby układu krążenia i nowotwory. – „W kategorii chorób układu krążenia największa śmiertelność występuje w województwach: lubelskim, łódzkim i świętokrzyskim. Duże zróżnicowania są też wewnątrz województw. Warto na te różnice zwracać uwagę, bo mogą one pomóc w opracowywaniu strategii przeciwdziałanie tej sytuacji” – wyjaśnia prof. Wojtyniak. – „Część południowo-wschodnia Polski wyróżnia się niskim natężeniem zgonów z powodu nowotworów, a północno-zachodnia bardzo wysokim poziomem zgonów” – dodaje.

Polska w walce z nierównościami w zdrowiu może czerpać z doświadczeń Anglii, Szkocji, państw nordyckich oraz Słowenii. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) opracowała w tej kwestii dwie strategie, jedną w 2006 roku a drugą w 2012. Niwelowanie zjawiska nierówności zdrowotnych musi mieć charakter długofalowy i interdyscyplinarny. W działania w tej sferze zaangażowane są, oprócz Departamentu Ubezpieczeń Ministerstwa Zdrowia, m.in. Departament Zdrowia, Narodowy Fundusz Zdrowia, Narodowy Instytut Zdrowia – Państwowy Zakład Higieny, Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego, Instytut Zdrowia Publicznego Wydziału Nauk o Zdrowiu Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Koszt programu walki z różnicami w zdrowiu to 14 176 239 zł. Kwota w wysokości 12 049 803 zł pochodzić będzie ze środków Norweskiego Mechanizmu Finansowego.

O społecznych nierównościach w dziedzinie zdrowia obszernie piszemy w bieżącym numerze „Nowego Obywatela”.

Bo żołądki mamy podobne

Bo żołądki mamy podobne

Zapraszamy do wysłuchania „Głosu Obywatela” w najbliższą środę (9 kwietnia) o 9:07 w Radiu WNET. Tym razem będziemy rozmawiać o idei Powszechnego Dochodu Gwarantowanego.

Roboty i komputery coraz częściej wypierają „zasoby ludzkie”. Nie tylko dlatego, że pracują szybko i wydajnie, ale także nie chodzą na urlopy i nie zachodzą w ciążę, a kiedy przyjdzie komuś do głowy wymienić je na nowszy model, nie zorganizują strajku, lecz dadzą się rozkręcić na części do recyklingu.

Co zrobić z coraz większą liczbą osób, które pozostają bez pracy? Jednym z pomysłów jest ograniczenie czasu pracy, np. do 30 godzin w tygodniu (takie próby, niezwykle obiecujące, miały już miejsce w czasie Wielkiego Kryzysu w latach 30. XX w. – czytaj tutaj; zobacz ponadto tutaj), innym – wprowadzenie instytucji Powszechnego Dochodu Gwarantowanego, czyli wypłacanie przez państwo wszystkim obywatelom sumy niezbędnej do zaspokojenia podstawowych potrzeb. Społecznym i ekonomicznym zaletom oraz wadom tej koncepcji będzie poświęcona nasza kolejna audycja.

Wspólnie z dr. hab. Ryszardem Szarfenbergiem z Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego i dr. Jackiem Wardą z Wydziału Politologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej zastanowimy się, jak mogłoby wyglądać społeczeństwo, w którym nikt nie musiałby się martwić, czy mu „wystarczy do pierwszego”, ile by to kosztowało, czy Polskę na to stać i czy takie świadczenie nie zniechęciłoby większości ludzi do pracy.

Słuchajcie nas!

Radio WNET nadaje tutaj.