O organizowaniu pracowników w Europie

O organizowaniu pracowników w Europie

Po raz pierwszy w języku polskim została wydana książka opisująca praktyki organizowania pracowników w związek zawodowy w Europie. Praca zbiorowa „Organizowanie związków zawodowych w Europie: badanie i praktyka” pod redakcją Jana Czarzastego i Adama Mrozowickiego ukazała się nakładem wydawnictwa Scholar.

Na rynku księgarsko-wydawniczym brakowało pozycji zajmującej się podejmowanymi przez związki zawodowe strategiami w celu odbudowy ich siły. Na problem zwrócił uwagę dr Adam Mrozowicki z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Wrocławskiego, który wspólnie z dr. Janem Czarzastym z Katedry Socjologii Ekonomicznej Szkoły Głównej Handlowej postanowili utrwalić i rozpowszechnić treści z dwóch konferencji poświęconych związkom zawodowym. Jak tłumaczy dr Mrozowicki, w ramach spotkań zaprezentowano wiele ciekawych i popartych dowodami z badań odczytów. – „Wśród omawianych taktyk stosowanych przez związki zawodowe, jako kluczowe wskazywano organizowanie pracowników wokół problemów ich miejsca pracy z zamiarem zarejestrowania reprezentatywnej organizacji związkowej” – dodaje redaktor wydania.

– „Grupa autorów wydanej właśnie książki jest szeroka i zróżnicowana. To nie tylko Polacy, ale też obcokrajowcy, wywodzący się ze środowisk akademickich i związkowych. Mamy nadzieję, że podobnie będzie z odbiorcami. Praca posłuży zarówno naukowcom i działaczom związkowym” – oznajmia dr Jan Czarzasty.

W publikacji znajduje się wiele odniesień do pracy Działu Rozwoju Związku Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. Autorami dwóch rozdziałów są związkowcy „S”: Kacper Stachowski – kierownik DRZ KK i Marek Gumuła – wiceprzewodniczący Komisji Zakładowej „S” w Jysk.

Zachęcamy do lektury. Książkę można kupić tutaj.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Zobacz także:
nasz wywiad z dr. Czarzastym
opublikowany u nas tekst dr. Czarzastego
zapis spotkania z dr. Czarzastym

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Mniej znaczy więcej?

Mniej znaczy więcej?

W szwedzkim Göteborgu zostanie przeprowadzony niecodzienny eksperyment: wybrani pracownicy urzędu miasta zostaną objęci 6-godzinnym dniem pracy. Eksperci chcą sprawdzić, czy doprowadzi to do podniesienia ich efektywności.

Portal naTemat pisze, że tę nietypową decyzję podjęła rządząca miastem koalicja socjaldemokratów i zielonych. Pracownicy jednego z departamentów mają zarabiać tyle samo, co poprzednio, pracując ok. 120 godzin miesięcznie, tj. o dwie godziny krócej każdego dnia roboczego. W badaniu wezmą udział także inne departamenty, w których praca będzie trwała siedem lub standardowe osiem godzin dziennie. Na koniec obserwujący urzędników eksperci orzekną, czy krótszy czas pracy przynosi pozytywne skutki.

Mats Pilhem, wiceburmistrz miasta z Partii Lewicy, ma nadzieję, że 6-godzinny dzień pracy zaowocuje mniejszą liczbą zwolnień lekarskich oraz większą efektywnością pracowników. Dodał, że podobny eksperyment przeprowadzono niedawno w pewnej fabryce samochodów, a jego rezultaty były „zachęcające”. Zwolennicy skrócenia czasu pracy przekonują, że w wielu zawodach człowiek jest w stanie zachować pełną koncentrację przez maksymalnie sześć godzin. Istnieją ponadto szacunki, iż krótszy tydzień pracy pomoże walczyć z bezrobociem, dzięki wymuszeniu bardziej równomiernej dystrybucji coraz rzadszego dobra, jakim jest płatne zatrudnienie.

Na temat idei krótszego (tygo)dnia pracy już pisaliśmy, przywołując praktyczne doświadczenia oraz wyliczenia – czytaj tutaj oraz tutaj.

Czy jedzie z nami ratownik?

Czy jedzie z nami ratownik?

Coraz częściej trzyosobowe zespoły ratowników w karetkach zastępowane są dwuosobowymi. Dużo trudniej ratować wtedy życie – przekonują ratownicy.

Jak informuje RynekZdrowia.pl, ustawa o Państwowym Ratownictwie Medycznym dopuszcza wprawdzie dwuosobowe zespoły ratownicze, ale Społeczny Komitet Ratowników Medycznych (SKRM) przedstawia wady takiego rozwiązania i wzywa do „zaprzestania redukcji składu zespołów ratownictwa medycznego i wprowadzenia w całym kraju jednolitego modelu trzyosobowych zespołów ratownictwa medycznego”.

Najważniejszym argumentem, od którego SKRM rozpoczyna swój raport, jest problem obniżenia jakości zabiegów resuscytacyjnych. Ratownicy powołują się na badania przeprowadzone w pogotowiu ratunkowym w Edynburgu, gdzie okazało się, że w zespole dwuosobowym resuscytacja jest nawet o 60 proc. gorsza niż w trzyosobowym. „Brak rąk do pracy” istotnie zmniejsza więc szanse pacjenta na przeżycie.

Zdaniem SKRM liczba ambulansów w Polsce wyposażonych w urządzenia do automatycznej resuscytacji jest ciągle znikoma. Dlatego tak ważna jest odpowiednia liczba ratowników. Poza tym wspomniane urządzenia nie są uniwersalne i mają swoje ograniczenia – wiek pacjenta, obwód jego klatki piersiowej czy temperatura otoczenia. „Urządzenia do automatycznej kompresji klatki piersiowej mogą zatem jedynie wspomagać działanie zespołu ratownictwa, ale nie są w stanie zastąpić personelu medycznego” – argumentuje SKRM.

Weterynarze zamiast inspektorów sanitarnych

Weterynarze zamiast inspektorów sanitarnych

Wejście w życie projektów ustaw o utworzeniu Państwowej Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności i Weterynaryjnej zniszczy system nadzoru nad produkcją żywności, a konsumentów pozbawi poczucia bezpieczeństwa – ostrzegają związkowcy z „Solidarności” Inspekcji Sanitarnej.

Przygotowane przez rząd oraz posłów PO dwa projekty ustaw zakładają utworzenie w 2015 roku instytucji pod nazwą Państwowa Inspekcja Bezpieczeństwa Żywności i Weterynarii na bazie trzech inspekcji nadzorowanych do tej pory przez Ministra Rolnictwa: Inspekcji Weterynaryjnej, Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa. Nowy podmiot ma również przejąć część zadań pozostającej pod nadzorem Ministra Zdrowia Państwowej Inspekcji Sanitarnej, odpowiedzialnej za sprawowanie kontroli nad produkcją żywności. Dominującą rolę w PIBŻiW miałaby pełnić Inspekcja Weterynaryjna. W nowej instytucji wszystkie funkcje kierownicze sprawowaliby lekarze weterynarii. Im też miałaby zostać powierzona odpowiedzialność za zdrowie publiczne. Natomiast pracownicy PIS legitymujący się wykształceniem medycznym mieliby być przejmowani do nowego podmiotu na podstawie umów cywilnoprawnych wyłącznie jako personel pomocniczy.

W ocenie związkowców z Inspekcji Sanitarnej takie zapisy projektów prowadzą wprost do zawłaszczenia zadań tej instytucji i pozbawią jej pracowników kompetencji w zakresie kontroli żywności oraz prawa do merytorycznej oceny zdrowia publicznego. – „Tu chodzi o aż 30 proc. ludzi z naszej inspekcji. To znakomici fachowcy z ogromnym doświadczeniem. Teraz bez względu na swoją wiedzę mają być tylko dodatkiem do weterynarzy, którzy w ogóle nie są przygotowani do zajmowania się kontrolowaniem żywności” – uważa Piotr Kaczmarczyk, przewodniczący Regionalnej Sekcji Pracowników Stacji Sanitarno-Epidemiologicznych NSZZ „Solidarność”.

Argumenty autorów projektów, że ujednolicenie systemu kontroli żywności pozwoli m.in. na ograniczenie kosztów, to według związkowców mydlenie oczu. W ich ocenie przejęcie całego systemu kontroli żywności przez jedną instytucję podległą Ministerstwu Rolnictwa stworzy zagrożenie dla konsumentów. – „Obawiamy się, że może to doprowadzić do przypadków tuszowania nieprawidłowości w hodowlach i uprawach. Praktycznie niemożliwe będzie wykrycie takich sytuacji. Nie dowiemy się, gdzie stosuje się sterydy, hormony, antybiotyki i pestycydy. Inspekcja Sanitarna nie będzie już miała wpływu na to, jaka żywność będzie trafiała do konsumentów” – mówi Piotr Kaczmarczyk.

Krytyczne uwagi do obu projektów zgłosił też Główny Inspektorat Sanitarny. Zdaniem tej instytucji próby pozbawienia PIS części bardzo istotnych kompetencji mogą postawić pod znakiem zapytania dalsze funkcjonowanie inspekcji. – „A korzyści z konsolidacji tak wielu podmiotów są wątpliwe ze względu na wysokie koszty ich połączenia oraz odległy w czasie pozytywny skutek, którego dodatni efekt może nigdy nie przewyższyć kosztów reformy” – oceniają w opinii specjaliści z GIS. Projekty o utworzeniu PIBŻiW oczekują w Sejmie na procedowanie. Z szacunków Ministerstwa Rolnictwa wynika, że konsolidacja inspekcji i związane z nią działania restrukturyzacyjne kosztować będą ponad 800 mln zł.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność” Regionu Śląsko-Dąbrowskiego

Nasz tekst o tym, jak w Polsce kontrolowana jest żywność, znaleźć można tutaj.