Grabież ziemi w XXI wieku – akumulacja poprzez wywłaszczenia

Lato 2014 |

Grabież ziemi – prowadzona przez ponadnarodowe korporacje albo prywatne firmy inwestycyjne, państwowe fundusze majątkowe z Bliskiego Wschodu i państwa, takie jak Chiny czy Indie – była w ostatnich latach gorącym tematem dla światowych mediów.

W lipcu 2013 r. ambasador Kolumbii w USA ustąpił ze stanowiska wskutek nagłośnienia jego zaangażowania w nie do końca legalną próbę wsparcia amerykańskiej korporacji Cargill w przejęciu – za pomocą podstawionych spółek – 52 000 ha ziemi. Na tym obszarze miała akurat odbywać się produkcja rolna, ale zagrabiona ziemia służy także do innych celów – wykorzystuje się ją pod budowę kopalń, dróg, budynków i zapór wodnych. Mówiąc wprost, grabież gruntów oznacza wywłaszczenie wielu ludzi i rodzin. Pozbawia się ich nie tylko podstaw egzystencji, ale także społecznego zakorzenienia i źródeł tożsamości.

Na obecną sytuację musimy spojrzeć z perspektywy historii rozwoju kapitalizmu. Nie chodzi o drobiazgowe przedstawianie tu historii ostatnich trzech wieków – raczej o spojrzenie przekrojowe, mniej lub bardziej zbieżne z chronologią wydarzeń. Konkretne przykłady wywłaszczania ludzi z ziemi pokażą, jak metody stosowane przez kapitał (albo rodzący się kapitał) zapewniają niekończący się napływ ludzi do miast. Będzie to oczywiście jedynie mała próbka opisu procederu, który trwa na całym świecie.

Utowarowienie ziemi – podstawowego surowca, niezbędnego elementu życia na naszej planecie, fundamentu ludzkiej cywilizacji – było punktem zwrotnym w procesie kształtowania się kapitalizmu. Od wczesnej nowoczesności po dzień dzisiejszy utowarowienie natury, czyli kupowanie ziemi (lub pozyskiwanie jej innymi środkami), i sprzedawanie, spekulowanie nią oraz wykorzystywanie jej do produkcji żywności, pasz dla zwierząt, materiałów lub paliwa, dobieranie uprawianych gatunków stosownie do klimatu i typu gleby, ale i opłacalności – leży u podstaw wywłaszczania ludzi.

Gdy mówimy o tym zagadnieniu, warto przytoczyć słowa z piosenki Woody’ego Guthriego o opryszku Pretty Boy Floydzie: Jedni obrabują cię z rewolwerem w ręce, inni – przy pomocy wiecznego pióra. Grabież ziemi przez ostatnie trzy wieki utorowała drogę akumulacji kapitału – niektórzy mówią tu wprost o akumulacji kapitału przez wywłaszczanie. Używa się do tego wielu różnorodnych środków: zarówno siłowych („rewolwer”), jak i „przekrętów” prawnych czy zwykłych oszustw („wieczne pióro”). Czasami jest to kombinacja tych metod. W innych przypadkach rolnicy i mieszkańcy wsi tracą ziemie wskutek działania kapitalistycznych mechanizmów ekonomicznych – nie mogąc konkurować na morderczym wolnym rynku lub gdy nie stać ich na płacenie czynszów, na które mogą sobie pozwolić więksi gracze, dysponujący pokaźniejszym kapitałem.

Wywłaszczanie przez ogradzanie. Pierwotna akumulacja i brytyjska rewolucja rolna

Aby kapitalizm mógł się rozwinąć, w feudalnym społeczeństwie musiało dokonać się wiele zmian w myśleniu o społeczeństwie, pieniądzu i zobowiązaniach wobec innych. Pieniądze (kapitał) trzeba było teraz gromadzić, a nie tylko wydawać na cele konsumpcyjne, jak w czasach feudalnych. Wreszcie – potrzebna była grupa zmuszona sprzedawać swoją pracę, żeby przeżyć. Rewolucja rolna w Europie, a szczególnie w Wielkiej Brytanii, była punktem wyjścia do tych zmian, podstawą akumulacji pierwotnej – fundamentu rewolucji przemysłowej.

Około 1700 r. w angielskim rolnictwie zaczęło się coś zmieniać – tempo produkcji wzrosło, a dzięki temu coraz rzadziej pojawiał się problem głodu. Około 1750 r. Anglia miała już taką nadwyżkę w produkcji zboża, że mogła eksportować 13 proc. swoich plonów. Na początku XIX w. nadwyżka zboża była już stała i znacząca. Szybki wzrost produkcji żywności oraz jej wydajności był rezultatem wielu czynników, takich jak zastosowanie koniczyny w płodozmianie czy eliminacja okresów, gdy ziemia leży odłogiem – praktyki stosowane przez improvement movement [ang. ruch na rzecz poprawy – przyp. redakcji NO]. Improve, słowo, którego obecnie używa się w sensie czynienia rzeczy lepszymi, pochodzi z anglo-francuskiego emprouwer, oznaczającego „zamianę w zysk”.

Większa wydajność rolna oraz zmiana w podejściu do ziemi – nowego źródła wielkiego i stabilnego zysku dla posiadaczy ziemskich – były impulsami, które rozpoczęły długotrwały proces rozwoju kapitalizmu przemysłowego. Ellen Meiksins Woods tak opisała wczesne relacje pomiędzy rolnictwem a rozwojem kapitalizmu w Wielkiej Brytanii: Według bogacących się właścicieli ziemskich i kapitalistycznych farmerów ziemia powinna być uwolniona od jakichkolwiek ograniczeń dla jej produktywności i zyskowności. Między XVIXVIII wiekiem narastał nacisk na zniesienie zwyczajowych praw, które kolidowały z kapitalistyczną akumulacją. Mogło to oznaczać kilka rzeczy: podważanie wspólnej własności terenów i żądanie ich prywatyzacji; zniesienie niektórych praw do użytkowania prywatnej ziemi; kwestionowanie zwyczajowych praw własności, które umożliwiały wielu drobnym rolnikom rozporządzanie ziemią bez jednoznacznego tytułu prawnego. We wszystkich tych przypadkach tradycyjne koncepcje własności musiały ustąpić nowym, kapitalistycznym – własności nie tylko „prywatnej”, lecz dosłownie wykluczającej inne osoby i społeczności przez zniesienie lokalnych regulacji i ograniczeń dotyczących używania ziemi oraz zwyczajowych praw jej uprawy itd.

Wraz z postępowaniem procesów grodzenia gruntów wywłaszczeni znajdowali zatrudnienie w małych fabrykach na terenach wiejskich, a później w dużych miastach. Migrowali do kolonii w Ameryce Północnej, Australii i Afryce lub stawali się nędzarzami. Migracja kolonialna była bardzo istotnym wentylem bezpieczeństwa dla rodzącego się systemu: w drugiej połowie XIX w. wyemigrowały z Europy dziesiątki milionów ludzi.

Wywłaszczanie siłą. Dziewiętnastowieczna bawełna

Pierwsze fabryki rewolucji przemysłowej zostały zbudowane na potrzeby przemysłu bawełnianego. Bawełnę sprowadzano początkowo z Indii, później z Egiptu. W połowie XIX w. nastąpił prawdziwy boom na ten surowiec, a południowo-wschodnie stany USA stały się jednym z jego ważnych dostawców.

Grabież ziemi w koloniach podlegających europejskim mocarstwom (i krajach ostatecznie z tych kolonii powstałych) polegała zasadniczo na „przenoszeniu” tubylców do – różnie nazywanych – „rezerwatów”, „obszarów plemiennych” i „bantustanów”. Przesiedlenia rdzennych mieszkańców przekształcały ziemie, będące jeszcze do niedawna wspólnym dobrem lokalnych społeczności, w „otwarte” dla europejskich osadników – w rządową lub prywatną własność. Walter Johnson opisał ten proces na przykładzie południowych stanów USA i bawełny: Z końcem lat trzydziestych XIX w. plemiona takie jak Seminole, Krikowie, Czikasawowie, Czoktawowie oraz Czirokezi zostały całkowicie „przeniesione” na tereny na zachód od Missisipi. Odebrana im ziemia była podstawą dla jednego z najważniejszych sektorów światowej gospodarki w pierwszej połowie XIX w. W latach trzydziestych XIX w. setki milionów hektarów podbitej ziemi zostały wystawione na sprzedaż przez Stany Zjednoczone. Ta masowa prywatyzacja własności publicznej wywołała jeden z największych gospodarczych boomów w historii świata. Kapitał inwestycyjny z Wielkiej Brytanii, Europy i północnych stanów USA wszedł na rynek ziemi.

To właśnie bawełna – produkowana przez niewolników porywanych z Afryki do pracy na ziemiach odebranych plemionom indiańskich – była podstawowym surowcem, który umożliwił rozwój przemysłu włókienniczego w Manchesterze i miasteczkach hrabstwa Lancashire. Okres ten stanowił „złotą erę” dla zakładów tkackich, ponieważ nie brakowało robotników – dawnych rolników – których można było nająć do nisko opłacanej pracy fizycznej. Johnson zwięźle podsumował tę sytuację: Tak oto kombinacja indiańskiej ziemi, afroamerykańskiej pracy, atlantyckich finansów i brytyjskiego przemysłu stworzyła podstawy systemu opartego na rasowej dominacji, zysku i rozwoju gospodarczym na krajową i globalną skalę.

Plemiona południowo-wschodnich Stanów Zjednoczonych – w wyniku walki o pola bawełny przymusowo przesiedlone do dzisiejszego stanu Oklahoma – zostały przeniesione kolejny raz, za pomocą przeróżnych środków, w tym ogromnego oszustwa związanego z uchwaleniem ustawy Dawesa o powszechnym uwłaszczeniu w 1887 r. Nowe prawo uzasadniano m.in. tym, że przyznanie prywatnego prawa własności do ziemi pomoże Indianom dostosować się do amerykańskiego społeczeństwa i gospodarki. W rzeczywistości odebrano Indianom znaczne tereny wcześniej przez nich użytkowane.

Wywłaszczanie siłą. Kolonizacja Afryki

Największe wywłaszczenia subsaharyjskich Afrykanów miały miejsce w krajach z dużą populacją osadników rolnych – szczególnie w Afryce Południowej, Namibii (Afryce Południowo-Zachodniej), Zimbabwe (Południowej Rodezji), a także Zambii (Północnej Rodezji). Na przykład od końca XIX w. aż do połowy XX w. duża część ziemi rolnej Zimbabwe została przejęta przez osadników z Europy – w momencie uzyskania niepodległości ok. ⅓ ziemi rolnej w tym kraju była własnością Europejczyków. W Afryce Południowej w latach 30. XX w. biali osadnicy kontrolowali niemal 90 proc. całkowitej powierzchni kraju, w tym najlepszą ziemię rolną. W Namibii w 1990 r. w rękach białych była połowa gruntów.

Grabież ziemi w koloniach trwała nieprzerwanie przez cały XX w., do uzyskania przez nie niepodległości włącznie. W niektórych przypadkach w procederze tym brały udział amerykańskie i brytyjskie korporacje: Firestone zabiegała o plantacje kauczuku w formalnie niepodległej Liberii, Brooke Bond (aktualnie należąca do Unilever) o produkcję herbaty w Kenii, a Del Monte o produkcję owoców również w Kenii. W krajach takich jak Malawi, Angola i Mozambik na skutek masowego osiedlania się białych tubylcy opuszczali swoje terytoria.

Wywłaszczenie ekonomiczne. Monopol amerykański – kapitalistyczna gospodarka rolna

Przez sporą część XX w. produkcja żywności była dla kapitalistów marną inwestycją z powodu niskich cen zarówno plonów, jak i zwierząt. Chociaż w niektórych sektorach gospodarki rolnej dochody były możliwe do osiągnięcia, to stabilność zysków nie była satysfakcjonująca. W niektórych latach ceny były wysokie i farmerzy mieli się dobrze, podczas gdy w innych niskie ceny wpędzały ich w długi. W tym okresie „prawdziwych pieniędzy” należało szukać raczej w przemyśle „okołorolnym”. Dopiero ostatnie trzy, może cztery dekady to czas wzmożonej koncentracji własności i kontroli w sektorach związanych z produkcją nasion, nawozów, pestycydów i maszyn, obrotem produktami rolnymi oraz przemysłem przetwórczym światowego systemu rolno-spożywczego.

W okresie tym coraz większe gospodarstwa rolne produkowały coraz więcej żywności – nie tylko w USA, lecz także w Europie, Brazylii czy Chinach. Większa skala produkcji pomaga osiągać większe zyski. […] Nawet odsetki naliczane od kredytu są niższe, gdy wysokość pożyczki jest większa. Również cena sprzedaży towarów rolnych jest często wyższa dla większych gospodarstw. Większe gospodarstwa osiągają ponadto większą premię z wyzysku pracowników. W ten sposób dla drobnych rolników bardzo trudna, często wręcz niemożliwa, stała się produkcja podstawowych płodów rolnych – pszenicy, kukurydzy, soi, bawełny itp. – jeśli nie mieli oprócz tego pracy „w mieście”, stanowiącej podstawę utrzymania rodziny. Ten ogólny trend wywłaszczania z powodów ekonomicznych oraz przejmowanie mniejszych gospodarstw przez większe przyczyniły się do zmniejszenia liczby amerykańskich rolników o kilka milionów w dekadach następujących po wielkim kryzysie. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że niektórzy drobni rolnicy mimo wszystko odnieśli w tym czasie sukces, znajdując niszowych odbiorców w postaci lokalnych restauracji, indywidualnych klientów targowisk oraz kooperatyw (w systemie rolnictwa wspieranego przez społecznośćcommunity supported agriculture farms).

Duże firmy z branży produkcji drobiu i wieprzowiny (tzw. integratorzy), które wyparły z rynku dziesiątki tysięcy amerykańskich rolników, sprawiły, że określenie „farma przemysłowa” stało się jeszcze bardziej na miejscu. Wielu niezależnych rolników zastąpili tzw. farmerzy kontraktowi, którzy hodują świnie lub kurczaki w dużych gospodarstwach dla określonej korporacji-integratora. Farmerzy kontraktowi, według Richarda Lewontina, przypominają typowych robotników z pierwszych faz produkcji kapitalistycznej w XVIIXVIII w. Za cenę przyjęcia statusu pracownika „linii montażowej” farmer zyskał jedynie bardziej stabilny dochód. Z niezależnego producenta, sprzedającego swoje towary na rynku wielu nabywcom, stał się proletariuszem bez możliwości wyboru.

Wywłaszczenie ekonomiczne. Neoliberalne umowy handlowe

W ramach działań międzynarodowego kapitału na rzecz otwierania rynków państw Południa na łatwiejszą eksploatację, w krajach, które albo dobrowolnie podpisały umowy (np. Meksyk przystąpił do NAFTA, Północnoamerykańskiego Układu Wolnego Handlu), albo zostały zmuszone do zaakceptowania programów „strukturalnego dostosowania” Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego (Jamajka i Haiti), narzucono rolnikom niekorzystne warunki. Umowy te obniżyły cła na żywność importowaną. W rezultacie miliony małych producentów kukurydzy w Meksyku, w zasadzie wszyscy rolnicy na Jamajce oraz większość haitańskich producentów ryżu – zbankrutowali, nie będąc w stanie konkurować z niskimi cenami importowanej żywności. Destrukcja jamajskiego rolnictwa została przedstawiona w filmie dokumentalnym z 2001 r. pod tytułem „Życie i dług”.

W 1994 r. Bill Clinton zmusił Haiti do zaakceptowania programu dostosowania strukturalnego MFW/BŚ w zamian za zgodę na powrót na stanowisko prezydenta Jean-Bertranda Aristide’a. W 2010 r. Clinton, w owym czasie pełniący funkcję specjalnego przedstawiciela ONZ na Haiti, mającego wspomagać odbudowę po trzęsieniu ziemi, wyraził głęboki żal z powodu tego, co się stało. Na posiedzeniu Komisji Spraw Zagranicznych Senatu USA powiedział wtedy: Być może było to dobre dla niektórych farmerów w Arkansas, ale swojego zadania nie spełniło. To był błąd… Musiałem codziennie żyć ze świadomością konsekwencji utraty przez Haiti zdolności do produkcji ryżu, niezbędnego, żeby nakarmić mieszkańców tego kraju; winny temu byłem ja, nikt inny.

Artykuł na temat problemów, w które Jamajka, Haiti oraz inne karaibskie państwa popadły z powodu wysokich kosztów związanych z tak dużym importem potrzebnej im żywności, opublikował niedawno „New York Times”. Między 1991 a 2001 r. całkowity import żywności i napojów na Jamajkę zwiększył się 2,5-krotnie – do 503 mln dolarów amerykańskich, żeby zaraz potem jeszcze się podwoić. Początkowy wzrost zbiegł się w czasie z nadwyżkami na światowym rynku rolnym, a także zmianą gustów konsumentów… W latach 90. i na początku XXI w. wielu spośród 200 tys. jamajskich rolników zmniejszyło produkcję, ponieważ nie byli w stanie konkurować. Artykuł opisuje niektóre z kroków, jakie Jamajka i Haiti podejmują, aby odbudować swoje rolnictwo. Nie pojawia się jednak żadna wzmianka o tym, co spowodowało tę katastrofę.

Grabież ziemi w XXI wieku. Akumulacja przez wywłaszczenia rolne

U źródeł fali grabieży ziemi w XXI w. leży kilka czynników:

  1. Nowe międzynarodowe umowy handlowe, sprzyjające globalnemu kapitałowi (Światowa Organizacja Handlu, Północnoamerykański Układ Wolnego Handlu itp.).
  2. Otwarcie globalnego Południa dla zagranicznych inwestycji bezpośrednich.
  3. Finansjeryzacja globalnej gospodarki i spekulacje finansowe graczy z bogatych krajów.
  4. Wzrost cen żywności spowodowany coraz częstszymi suszami i powodziami, które wpływają na zmniejszenie poziomu produkcji towarów rolnych – problem jest szczególnie dotkliwy dla krajów, które muszą importować dużo żywności; kryzys żywnościowy z 2008 r. i jego następstwa poważnie zaniepokoiły takie państwa.
  5. Amerykańska i europejska chęć posiadania tzw. biopaliw jako substytutu dla paliw konwencjonalnych – wiąże się to ze stymulowaniem upraw kukurydzy (do produkcji etanolu) oraz soi i oleju palmowego (do wytwarzania biodiesla).
  6. Uszczuplenie rezerw wody gruntowej w warstwach wodonośnych na ważnych obszarach rolnych, ponieważ woda jest wypompowywana szybciej, niż może być ponownie uzupełniana przez opady.

Powyższe tendencje, obok występującej w wielu krajach słabości tytułów prawnych rolników do uprawianych gruntów oraz powszechnej korupcji, doprowadziły do szybkich i zakrojonych na dużą skalę działań zagranicznego kapitału. Doszło do przejęcia kontroli nad olbrzymimi połaciami ziemi – głównie w Afryce, Azji Południowo-Wschodniej i Ameryce Łacińskiej – poprzez zakup gotówkowy albo długoterminowe umowy najmu/dzierżawy i usuwanie rolników z ich ziemi. Ponadto w kilku krajach, takich jak Kolumbia czy Brazylia, lokalny kapitał jest w dużej mierze inwestowany w zakup ziemi i rozwój wielkich przedsiębiorstw rolnych.

Ostatnia dekada wywłaszczeń, szczególnie lata po światowym kryzysie żywnościowym 2008 r., pod wieloma względami różni się od wcześniejszych. Przejmowanie ziemi przebiega dużo szybciej i toczy się w wielu krajach równocześnie – przede wszystkim na globalnym Południu. Istnieją np. niezależnie zarządzane państwowe fundusze majątkowe z krajów takich jak Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Chiny, którym brakuje ziemi lub wody, niezbędnych aby wyprodukować wystarczającą ilość pożywienia do wykarmienia populacji, a które w celu zaspokojenia swoich potrzeb importowych nie chcą polegać tylko na „wolnym rynku”. Wysokie ceny żywności z 2008 r. aż nazbyt jasno ukazały, że w przyszłości mogą pojawiać się problemy ze zdobyciem pożądanego zaopatrzenia na światowych rynkach. Na dodatek zysków z produkcji żywności, biopaliw i innych rodzajów działalności rolnej spodziewają się inwestorzy kapitałowi, głównie z Europy i USA. Innym, mniejszym problemem jest to, że bardzo majętne osoby prywatne oraz organizacje ochrony przyrody z Północy kupują duże połacie ziemi na Południu, aby je „chronić” – również w tym przypadku lokalni mieszkańcy tracą prawo do użytkowania ziemi lub mogą to czynić w bardzo ograniczonym zakresie.

Brytyjska firma badawczo-inwestycyjna, zajmująca się tworzeniem różnego rodzaju raportów dla swoich klientów, Hardman & Co., tłumaczy popularność inwestycji w ziemię i produkcję rolną następująco: Nazywa się to nowym wywłaszczeniem; gorączką rolniczego złota. Mechanizm jest dobrze znany: mini-tsunami kapitału spekulacyjnego goniącego za najnowszym inwestycyjnym krzykiem mody. Źródłem nagłego zainteresowania rolnictwem ze strony funduszy hedgingowych i inwestycyjnych jest odkrycie rynku opartego o realne towary, na którym da się „grać” z zyskiem. Mamy jednak wrażenie, że za tym najnowszym trendem kryje się coś poważniejszego; to nie jest tylko inwestycyjna moda – ponowne odkrycie znaczenia rolnictwa wskazuje na fundamentalne wyzwania stojące przed całą ludzkością, związane z bezpieczeństwem żywnościowym w dobie szybkiego wzrostu liczby ludności i globalnego bogactwa, urbanizacji i zmian klimatycznych… Ziemia rolna staje się istotnym celem inwestycji. Z czasem jednak, jak się wydaje, uwaga inwestorów skupi się na zaawansowanej wiedzy naukowej, kompetencjach i technologiach umożliwiających wykorzystywanie nabytej ziemi do produkcji surowca, bez którego ludzkość nie może przetrwać – żywności.

Cały sektor opanowany jest przez spekulację, zasilaną mobilnym bogactwem epoki finansowej. Wpływowy menedżer funduszy hedgingowych Michael Burry twierdzi, że produktywna, bogata w zasoby wodne ziemia rolna stanie się w przyszłości bardzo cenna. Postawiłem na to mnóstwo pieniędzy. Tego typu inwestycje nie są koniecznie zorientowane na zyski z produkcji. Korporacje i fundusze inwestycyjne wykorzystują je do „pozycjonowania się” na globalnych rynkach wody, gleby, minerałów i węglowodorów. Ponieważ produkcja żywności wymaga bardzo dużej ilości wody, w procederze zagarniania ziemi na globalnym Południu gra toczy się w równym stopniu o dostęp do wody i gleby.

Afryka, arena wielu zagarnięć gruntów, jest czasami nazywana „ostatnią rubieżą rolnictwa”, gdyż posiada wielkie obszary ziemi „nieużywanej” lub mało wykorzystywanej i zasadniczo jej gospodarka rolna przynosi niewielkie plony. Kontynent jest większy, niż się wielu wydaje – większy niż połączone terytoria USA, Chin, Indii, Japonii, kontynentalnej Europy (zarówno Wschodniej, jak i Zachodniej) oraz Wielkiej Brytanii – toteż oferuje olbrzymie terytoria, na których nowy grabieżczy imperializm może się rozwijać. Ponadto tylko 10 proc. ziemi jest uznawane za czyjąś prawną własność. Jedynie Kenia, Afryka Południowa, Namibia i Zimbabwe mają znaczne obszary prywatnej ziemi – dawniej, a w wielu przypadkach również obecnie, będące własnością białych osadników i ich potomków.

Trudno zdobyć precyzyjne dane o tym, jaki areał ziemi uprawnej na globalnym Południu znajduje się pod kontrolą zagranicznego, a jaki lokalnego kapitału, jaka część ziemi ma prywatnych, a jaka państwowych właścicieli. Czasami zapowiedziane projekty nie są realizowane i często w praktyce wykorzystywano mniej ziemi niż zadeklarowano. Według szacunków z maja 2012 r. w rękach właścicieli zagranicznych znalazło się między 32 a 82 mln ha światowej ziemi rolnej i liczba ta cały czas rośnie. Najbardziej wyczerpujące dane dostępne są w Land Matrix – organizacji monitorującej światowy rynek handlu ziemią i dysponującej informacjami z poszczególnych krajów o gruntach wykupionych przez zagraniczne podmioty, wpływie tych przejęć na lokalną społeczność, plonach oraz kraju pochodzenia „grabieżców”. Według tych danyc prawie wszystkie państwa w największym stopniu padające ofiarą grabieży mierzonej w milionach hektarów znajdują się w Afryce i Azji Południowo-Wschodniej (patrz Tabela 1). Z kolei w pierwszej dziesiątce krajów, które inwestują w ziemię, znajdziemy – poza zwyczajowymi podejrzanymi – Malezję i Południowy Sudan, będące same celami grabieży gruntów. Ale kapitał z Północy zwykle asystuje – lub dominuje – w tego typu operacjach. Na przykład w przedsięwzięcie malezyjskiego Sime Darby, mające na celu produkcję oleju palmowego na bazie plonów z plantacji w Liberii, zaangażowany jest kapitał z Wielkiej Brytanii, Finlandii i Holandii.

Tabela 1. Czołowa dziesiątka celów grabieży ziemi oraz krajów inwestujących w grunty

Kraje-cele

Kraje-inwestorzy

(mln ha)

(mln ha)

Sudan Południowy 4,1

Stany Zjednoczone 8,0

Papua Nowa Gwinea 3,9

Malezja 3,5

Indonezja 3,5

Zjednoczone Emiraty Arabskie 2,8

Demokratyczna Rep. Konga 2,7

Zjednoczone Królestwo 2,1

Mozambik 2,2

Singapur 1,9

Sudan 2,0

Chiny 1,6

Liberia 1,4

Arabia Saudyjska 1,5

Argentyna 1,3

Sudan Południowy 1,4

Sierra Leone 1,2

Chiny, Hongkong 1,3

Madagaskar 1,1

Indie 1,3

Źródło: Land Matrix, http://landmatrix.org

Przykładów grabieży ziemi w XXI w. jest tak dużo, że trudno wybrać przykłady do omówienia. Spójrzmy na początek na Sierra Leone i Indonezję – oba w pierwszej dziesiątce krajów-celów.

Sierra Leone jasno oświadczyło, że jest otwarte na biznes – w tym spekulację ziemią. Rządowa Agencja Promocji Eksportu (SLIEPA) na swoim portalu internetowym nie owija w bawełnę. Na stronie głównej znajdują się migające wiadomości, a pośród nich: „Grunty orne w wielkiej ilości”. Land Matrix sporządziło listę siedemnastu umów na około 1,1 mln ha na uprawę wszystkiego – od kauczuku do oleju palmowego, trzciny cukrowej, ryżu, manioku i drzew eukaliptusa. Największa ilość ziemi (ponad 600 tys. ha) znajduje się w rękach prywatnego kapitału brytyjskiego.

Jeśli chodzi o Indonezję, korespondent „Guardiana” John Vidal napisał cykl artykułów o zniszczeniu wielkich obszarów lasów deszczowych oraz poważnych konsekwencjach tego procederu dla ludzi i przyrody. Poniższy opis rzuca pewne światło na humanitarną i ekologiczną katastrofę, która ma tam miejsce: Konflikty o ziemię – pomiędzy rolnikami a właścicielami plantacji, koncernami wydobywczymi i deweloperami – przetaczają się przez całą Indonezję, gdyż lokalne i transnarodowe spółki zachęcane są do wykupu ziemi i wylesiania terenów należących do rdzennych mieszkańców, gospodarujących na nich zgodnie ze swymi obyczajami. W 2011 r. zanotowano ponad 600 poważnych konfliktów, w których miały miejsce 22 wypadki śmiertelne i setki rannych. Prawdziwa liczba poszkodowanych jest prawdopodobnie dużo większa – twierdzą organizacje watchdogowe.

Indonezyjska Komisja Praw Człowieka doniosła o ponad 5 tys. przypadków naruszeń praw człowieka w zeszłym roku – w większości związanych z wylesianiem terenów przez korporacje. – „Rośnie liczba zgonów rolników, spowodowanych coraz większą liczbą konfliktów w całej Indonezji” – mówi Henry Saragih, założyciel Indonezyjskiego Związku Rolników, który zrzesza 700 tys. osób.

– „Pojawienie się plantacji oleju palmowego wywołało falę nowego ubóstwa, doprowadziło do kryzysu dostępu do ziemi i głodu. Pogwałcenia praw człowieka występują wokół złóż naturalnych w całym kraju, a zastraszanie, przymusowe eksmisje i tortury są na porządku dziennym” – dodaje Saragih. – „Tysiące przypadków nie ujrzały światła dziennego. Wiele pozostaje ukrytych, szczególnie przez władze lokalne”.

Społeczności skarżą się, że nie są ostrzegane przed przymusowymi eksmisjami, nie prowadzi się z nimi konsultacji, nie otrzymują też rekompensat, gdy rozdaje się koncesje. Nie mają innego wyjścia, niż zrzec się swej niezależności i pracować za minimalne stawki dla koncernów.

Wywłaszczenia w Chinach. Przypadek szczególny

Sytuacja w Chinach jest na tyle odmienna od tej w innych krajach, że musimy ją rozpatrywać oddzielnie. W pewnym sensie jest to powrót do grabieży ziemi i wywłaszczenia jako środków prymitywnej, państwowej akumulacji. Jest to oczywiście kraj, w którym na szeroką skalę przeprowadzono reformę rolną, a następnie tworzono rolnicze komuny. Z kolei w latach 80. XX w., pod rządami Deng Xiaopinga, zaczęto przydzielać działki poszczególnym rodzinom w ramach tzw. systemu odpowiedzialności kontraktowej. Chińska ziemia należy albo do państwa, albo do społeczności wioski, a poszczególnym rolnikom przyznawane jest prawo użytkowania gruntów przez określony czas.

Lokalne i regionalne władze, które przekazują ziemię (lub prawa do jej użytkowania) deweloperom, ponoszą główną odpowiedzialność za wysiedlenia rolników. Wraz z rozwojem starych miast i budową nowych, ziemia była zabierana pod budowę infrastruktury, takiej jak drogi, tamy, lotniska i budynki publiczne. Korupcja wśród lokalnych decydentów w sprawach przyznawania praw użytkowania ziemi jest bardzo rozpowszechniona; po części wynika to z niedostatecznych funduszy przekazywanych ze szczebla centralnego i regionalnego. W związku z tym wciąż brakuje środków na zarządzanie wsiami i małymi miejscowościami. Jednym ze sposobów na ich pozyskanie staje się więc przyznanie praw do ziemi deweloperom. Jeden z profesorów Uniwersytetu Tsinghua ujął to następująco: Urbanizacja w Chinach często polega na tym, że urzędnicy odbierają rolnikom ziemię i wysyłają ich do bloków. Prowadzi to do tysięcy masowych protestów. Czasami wieśniakom udaje się coś wywalczyć – jak w przypadku Wukanu, gdzie mieszkańcy przejęli władzę w miejscowości i doprowadzili do wyboru własnych przedstawicieli. Gniew wywołany korupcją oraz procederem przejmowania rolniczej ziemi i domostw jest szeroko rozpowszechniony. Z badań przeprowadzonych w 2011 r. w 17 prowincjach przez amerykański Instytut Rozwoju Wsi Landesa, Uniwersytet Renmin oraz Uniwersytet Stanowy Michigan, wynika, że:

  • Około 4 mln rolników rocznie traci ziemię.
  • Średnia wysokość rekompensaty dla rolników za przeniesienie praw do ziemi wynosiła 17 850 dolarów amerykańskich za akr (ok. 0,4 ha).
  • Średnia cena sprzedaży komercyjnym deweloperom wynosiła 740 tys. dolarów amerykańskich za akr.

Niepokojące jest to, że rząd chiński planuje kolejny program przeniesienia olbrzymich mas ludzi z terenów wiejskich do miast. Zakłada się wysiedlenie 250 mln osób do roku 2025, wskutek czego chińska populacja miejska zwiększy się, zgodnie z zamierzeniami, z 50 proc. do około 70 proc. ogółu mieszkańców tego kraju. W ramach programu planowane jest zasiedlenie „miast widm”, które zostały zbudowane na fali spekulacji, a dziś świecą pustkami.

Co się zaś tyczy rolnictwa: Supermarkety obecnie bardzo rzadko współpracują bezpośrednio z drobnymi rolnikami. W ciągu ostatnich pięciu lat pojawiła się nowa generacja przedsiębiorstw, które zaopatrują je w żywność. Niektórzy z tych producentów – np. Chaoda, producent warzyw posiadający gospodarstwa w 29 różnych częściach kraju – zdołali wydzierżawić wystarczająco duże obszary ziemskie, aby prowadzić wielkie inwestycje. Agrobiznes omija drobnych rolników indywidualnych i negocjuje kontrakty na dostawy z lokalnymi urzędnikami, którzy kontrolują użytkowanie ziemi. Korporacje typu Starbucks (kawa) i PepsiCo (ziemniaki dla swej marki Frito Lay) produkują żywność na kontrolowanej przez siebie ziemi – PepsiCo jest największym plantatorem ziemniaków w Chinach – oraz zawierają kontrakty z rolnikami na dostawy plonów.

Wielkie, przemysłowe farmy mleczne – po 10 tys. krów na farmę, z automatycznymi dojarkami – są już rozlokowane w okolicach głównych chińskich miast. Powstają też hodowle świń, promuje się tworzenie wielkich farm uprawnych. Zakup przez Shuanghui International (firmę powiązaną z największymi chińskimi producentami wieprzowiny) korporacji Smithfield (amerykańskiej firmy, która posiada ponad 400 farm i umowy z 2100 farmerami kontraktowymi – największego w Stanach hodowcy świń i producenta wieprzowiny) jest kolejnym dowodem, że Chiny koncentrują się na przemysłowej hodowli jako podstawie zaopatrywania swoich obywateli w mięso.

Według depeszy jednej z chińskich agencji prasowych rząd centralny stwierdził w 2013 r., że pokieruje transferami praw do ziemi rolnej i będzie zachęcał, aby kontrakty ziemskie były zawierane z dużymi właścicielami ziemskimi, farmami rodzinnymi i spółdzielniami rolnymi, prowadząc do ich rozwoju. Rolnictwo na dużą skalę osiągnie większą wydajność z ziemi i pracy, a także da mocne wsparcie dla nowego typu urbanizacji kraju.

Plany masowego wywłaszczenia rolników z ziemi i przeniesienia tak wielu ludzi do wielkich miast mają na celu stworzenie samonapędzającej się gospodarki, opartej bardziej na indywidualnej konsumpcji niż inwestycjach infrastrukturalnych i eksporcie netto. – Urbanizacja może wyzwolić proces tworzenia wartości – mówi główny ekonomista Chińskiego Banku Rolnego. – Powinna zapoczątkować olbrzymi napływ kapitału – dodaje. Jednak inni ekonomiści są sceptyczni. Michael Pettis, profesor finansów na Uniwersytecie w Pekinie, pisze: Chiński plan przeniesienia 300 mln ludzi do wielkich miast traktuje się jako nowy fundament wysokiego wzrostu, jest to jednak podejście oparte na błędnym rozumowaniu. Po pierwsze – urbanizacja nie kreuje wzrostu. To wzrost kreuje urbanizację… Inaczej mówiąc: kraje nie rozwijają się dlatego że się urbanizują – one się urbanizują, ponieważ się rozwijają, a wtedy to w miastach jest więcej dobrych, zyskownych miejsc pracy niż na wsi.

Jak można się było spodziewać, podczas takiej przyspieszonej urbanizacji występuje wiele problemów – przede wszystkim niemożność stworzenia wystarczającej liczby nowych miejsc pracy dla wywłaszczonych i wysiedlonych rolników. Niektórzy wykorzystali fundusze z odszkodowań za przymusową relokację, kupując urządzenia takie jak pralki automatyczne i nowoczesne telewizory, które są dziś bezużyteczne, ponieważ osób tych nie stać na opłacenie rachunków za prąd. Jednocześnie w części południowych, rozwijających się regionów nadmorskich poszukiwani są młodzi robotnicy-migranci – szczególnie cenieni przez przemysł ze względu na możliwość łatwego wyzyskiwania ich. Skrajny wyzysk robotników pochodzących ze wsi jest kluczem do szybkiego wzrostu produkcji przemysłowej w regionach nadmorskich, a wielka ucieczka społeczności z terenów wiejskich poważnie ograniczyłaby problem deficytu takich osób. Koncepcja szybkiej urbanizacji, mającej na celu pozyskanie nowych konsumentów, którzy będą nabywać jeszcze więcej towarów – zamiast inwestycji i eksportu jako głównych kół napędowych gospodarki – jest, delikatnie mówiąc, dyskusyjna. Przesiedlanie ludzi do wielkich miast to postawienie wszystkiego na głowie, a cały ten projekt może zakończyć się fiaskiem z powodu swoich irracjonalnych przesłanek. A gdyby nawet (choćby częściowo) miał się powieść, konsekwencje dla środowiska będą olbrzymie – utrzymanie wzrostu gospodarczego wymagać będzie poniesienia ogromnych nakładów na napędzanie indywidualnej konsumpcji. Ponadto wywłaszczona ludność będzie pozostawiona sama sobie, dopóki nie zostanie stworzony przyzwoity system zabezpieczenia społecznego. Jeśli nastąpi spowolnienie gospodarcze, a ludzie stracą pracę, albo pracownicy zostaną wyrzuceni, aby nająć młodszych, nie będzie już możliwości powrotu na wieś i uprawy ziemi na potrzeby rodziny. […]

Konsekwencje stawiania na duże gospodarstwa na całym świecie

Przez wiele wieków ogromna większość ludzi pracowała na roli, produkując żywność dla siebie oraz dla relatywnie małej grupy tych, którzy jej nie produkowali. Obecnie, pierwszy raz w historii ludzkości, więcej osób mieszka w wielkich miastach niż na obszarach wiejskich. Pomimo tych dramatycznych zmian rolnictwo ma ciągle decydujące znaczenie dla życia całej populacji ludzkiej. Międzynarodowa Organizacja Pracy szacuje, że w 2013 r. około ⅓ wszystkich pracowników (ponad miliard ludzi) była zatrudniona w rolnictwie (a 44 proc. w usługach i 23 proc. w przemyśle).

Na wcześniejszych etapach rozwoju kapitalizmu istniały alternatywne miejsca pracy dla wysiedlanych rolników. Często, lecz nie zawsze, koszty społeczne ponosiły inne narody. W okresach szybkiego wzrostu produkcji przemysłowej wielu wywłaszczonych mogło emigrować do kolonii lub byłych kolonii, albo przeprowadzić się do miasta i pracować w przemyśle. Obecnie, w drugiej dekadzie XXI w., światowa gospodarka kapitalistyczna nie potrafi zapewnić wartościowego zatrudnienia dla wielkich mas ludzi, którzy nadal tracą ziemię. Los migrujących do miast lub innych krajów to nierzadko życie w slumsach i niepewna egzystencja w ramach gospodarki „nieformalnej” – około jedna trzecia mieszkańców miast żyje w slumsach. Zasilona przez błyskawiczne „odrolnianie” globalnego Południa, „światowa nieformalna klasa robotnicza”, opisana przez Mike’a Davisa w „Planecie slumsów”, liczy około miliarda osób, jest najszybciej rosnącą (i pozbawioną historycznych analogii) klasą społeczną na kuli ziemskiej.

Ciągłe powiększanie gospodarstw rolnych wraz ze wzrastającym poziomem mechanizacji powoduje zatem poważne konsekwencje. A następstwa dla drobnych rolników są zwykle takie same – niezależnie od tego, czy właścicielami dużych farm są podmioty krajowe (jak w przypadku Brazylii), czy obcokrajowcy. Duże gospodarstwa wypierają małych rolników bezpośrednio, przez wywłaszczenie (przy użyciu siły lub „legalnymi metodami”), albo pośrednio – poprzez konkurencję, wysoki poziom mechanizacji oraz większą wydajność pracy. W przypadku 160-hektarowego (400 akrów) gospodarstwa potrzeba około 7,8 godziny pracy na akr, aby wyhodować i zebrać kukurydzę, podczas gdy w 800-hektarowym gospodarstwie (2000 akrów) to samo zajmuje tylko 2,7 godziny. Około ⅓ wszystkich plonów w USA pochodzi z gospodarstw większych niż 800 ha (2000 akrów).

Redukcja liczby godzin pracy nie oznacza jednak większej produkcji na jednostkę ziemi. Małe gospodarstwa potrafią wyprodukować więcej żywności na określonej powierzchni dzięki użyciu śródplonów i innych technik. Mają też ze społecznego punktu widzenia tę przewagę, że zatrudniają więcej rąk do pracy. Małe gospodarstwa są jednocześnie bardziej ekologiczne niż duże, bazujące na silnych środkach chemicznych, których produkcja pochłania olbrzymie ilości energii. […]

Samir Amin twierdzi, że kapitalistycznym ideałem jest 20 mln wysoce zmechanizowanych farmerów, którzy produkowaliby całą żywność potrzebną na świecie. Wskazuje on jednak dwa związane z tym istotne problemy. Większe gospodarstwa trudniej prowadzić w sposób ekologiczny (np. używać płodozmianu, łączyć chów zwierząt i uprawę roślin, hodować zwierzęta w sposób humanitarny, zachowywać naturalne obszary przyrodnicze, stosować śródplony itp.). Druga kwestia: co zrobią setki milionów ludzi pracujących dzisiaj w rolnictwie, gdy stracą dotychczasowe źródło utrzymania? Większość prawdopodobnie ruszy tłumnie do miast (i slumsów), które nie mogą zaoferować im zatrudnienia. Ta „nadwyżka” populacji – ludzie, którzy nie są potrzebni ani w przemyśle, ani w rolnictwie, a jednocześnie nie mają już dostępu do ziemi, aby wyprodukować dla siebie żywność – rośnie bardzo szybko, napędzana przez kolejne wywłaszczenia i mechanizację rolnictwa. Jest to jeden z najbardziej zasadniczych problemów naszych czasów.

Uwagi końcowe

Od narodzin kapitalizmu dążenie do zysku stanowi główną siłę sprawczą stojącą za wywłaszczaniem chłopów i drobnych rolników z ich ziemi. Grodzenie gruntów było jedną z podstaw pierwotnej akumulacji u początków kapitalizmu przemysłowego – umożliwiając gromadzenie kapitału, kształtowanie się siły roboczej i rozwój rynku wewnętrznego. Wywłaszczenia miały miejsce, gdy drobni rolnicy nie byli już w stanie konkurować z większymi i bardziej zyskownymi gospodarstwami. Ważne były również „środki pozaekonomiczne”: ustawy znoszące zwyczajowe prawa do ziemi albo promujące inwestycje, rozwiązania siłowe, korumpowanie lokalnych, regionalnych i krajowych urzędników. Dzisiejsze wywłaszczenia przypominają w pewnym stopniu te z dawnych czasów. W niektórych krajach po dziś dzień trwa grabież ziemi przez lokalnych oligarchów. Jednakże skala globalnych wywłaszczeń, udział europejskiego i północnoamerykańskiego kapitału oraz państwowych funduszy majątkowych, syntezy międzynarodowych umów handlowych z lokalnym ustawodawstwem faworyzującym neoliberalne rozwiązania, szał na punkcie biopaliw, gwałtowne podwyżki cen żywności – wszystko to sprawia, że mamy do czynienia z nową, specyficzną transformacją. Wyjątkowa pod tym względem jest sytuacja w Chinach.

Na koniec warto przypomnieć, że wielu rolników nie oddaje pola bez walki. Ruchy takie jak La Vía Campesina sprzeciwiają się nowej fali grabieży ziemi. Również chińscy rolnicy, choć niezorganizowani, opierają się korupcji i zajmowaniu ich gruntów. Jest to walka z bardzo mocnym ideologicznie przeciwnikiem, a także policją i wojskiem. Jednak aby ludzkość miała zagwarantowany dostęp do pożywienia odpowiedniej jakości i w ilościach potrzebnych do życia na przyzwoitym poziomie, grabież ziemi i rozwój dużych, wysoce zmechanizowanych „fabryk” produkujących żywność muszą zostać zatrzymane. Konieczne jest, by państwa przejęły kontrolę nad gospodarką rolną – zachowując niezależność od wpływów międzynarodowych i sił rynkowych – i działały na rzecz swojej suwerenności żywnościowej, która powinna być oparta na rodzinnych gospodarstwach – albo, w niektórych przypadkach, większych spółdzielniach rolnych.

Morał z tej opowieści jest taki – pisał Marks w trzecim tomie „Kapitału” – że system kapitalistyczny działa wbrew racjonalnej agrokulturze, albo że racjonalna agrokultura jest niedopasowana do systemu kapitalistycznego (nawet jeśli sprzyja on rozwojowi technicznemu w agrokulturze) i potrzebuje albo drobnych rolników pracujących na własny rachunek, albo stowarzyszonych producentów.


Tłum. Tomasz Obrączka

Powyższy tekst pierwotnie opublikowano w listopadzie 2013 r. w nowojorskim lewicowym miesięczniku „Monthly Review”. Artykuł powstał na podstawie prelekcji wygłoszonej na corocznym spotkaniu Towarzystwa Socjologii Wsi w Nowym Jorku 7 sierpnia 2013 r. W przedruku poczyniono skróty w wątkach pobocznych oraz pominięto przypisy.

Fred Magdoff

emerytowany profesor gospodarki rolnej na Uniwersytecie w Vermont. Wraz z Johnem Bellamy Fosterem jest współautorem książek „The Great Financial Crisis” (2009) i „What Every Environmentalist Needs to Know About Capitalism” (2011).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>