Daleko od torów

Dostępność kolei jest w Polsce najniższa ze wszystkich krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Jedynie 78% obszaru naszego kraju jest położona w odległości do 15km od czynnej linii kolejowej. Dla porównania – w Czechach aż 99% obszaru znajduje się w takiej (lub bliższej) odległości od działającej stacji.

Portal czt.org.pl sporządził mapę gęstości sieci połączeń kolejowych dla Europy Środkowo-Wschodniej. Celem jej powstania jest ukazanie, jak daleko mieszkańcy konkretnych krajów i regionów mają do najbliższej działającej linii kolejowej. Widok ten nie napawa optymizmem – wszystkie ujęte na mapie kraje (Austria, Czechy, Słowacja i Węgry) charakteryzują się siecią gęstszą od polskiej, pomimo że są państwami zdecydowanie mniejszymi terytorialnie, o znacząco mniejszej liczbie mieszkańców.

kolej w regionie

Polska kolej uplasowała się na ostatniej pozycji w regionie. Wyniki kształtują się następująco: Czechy – 99% obszaru w pobliżu linii kolejowej, Węgry – 96%, Słowacja – 93%, Austria – 87% (i to pomimo głównego pasma Alp, które uniemożliwia budowę kolei). Polska zaś do niedawna miała dość gęstą sieć kolejową na większości obszaru, nie potrafiła jednak podtrzymać istnienia tych linii i zapewnić na nich ruchu. Uznane za „nierentowne”, leżą one obecnie odłogiem, a mieszkańcy są skazani na korzystanie z samochodów i prywatnej komunikacji busowej.

5 odpowiedzi na „Daleko od torów

  1. RJW pisze:

    Po raz kolejny wskazuję, że taki dobór wycinka sieci europejskiej jest manipulacją. Po prostu wymownie wygląda i skłania przeciętnych ludzi do pochopnych wniosków. Jak widać Polska jest dużo większym krajem niż cztery inne i nizinnym. Tylko Węgry mają podobny charakter. Profesjonalnej analizie eksploatacyjnej należałoby poddać dużo więcej cech sytuacji. (-) ekspert eksploatacji

  2. ortografer pisze:

    Mapka jest niestety typową internetową manipulacją (pewnie niezamierzoną, wynikającą raczej z niepełnej wiedzy). Dla przykładu jedna z jej białych plam to Ponidzie w woj. świętokrzyskim. Tymczasem obszar ten ma sieć kolejową i to nawet całkiem niezłą jak na warunki byłej Kongresówki (mazowieckie, łódzkie, świętokrzyskie, lubelskie; podlaskie). Z Kielc (precyzyjniej mówiąc z Sitkówki Nowiny) wychodzi linia do Buska, która we Włoszczowicach odbija dodatkowo do Staszowa, a tam rozdziela się na Chmielów (Tarnobrzeg) i Połaniec. Na wszystkich tych odcinkach jest ona zelektryfikowana. Realizowane są na niej przewozy towarowe. Pasażerskich – fakt, nie ma już od dość dłuższego czasu, ale to bynajmniej nie oznacza żadnego braku „dostępności kolei”. Dzisiaj ich nie ma, jutro mogą być wznowione (osobiście w to raczej wątpię, bo konkurencja busów jest tu chyba szczególnie mordercza, ale nie w przecież tym rzecz). Inny przykład, nawiasem mówiąc z tego samego kielecko-radomskiego regionu, z jego środkowej części, to odcinek Skarżysko-Opoczno, czyli fragment linii 25 (Łódź-Dębica). Z mapki wynika, że on nie istnieje, tymczasem jest, odbywają się na nim przewozy towarowe, pasażery chodziły jeszcze 2008-2009 i z tego co wiem prowadzone są co jakiś czas rozmowy (między woj. łódzkim i świętokrzyskim) odnośnie wznowienia ruchu pasażerskiego. Nawiasem mówiąc na obszarze woj. świętokrzyskiego, tego o niby tak słabej sieci kolejowej, a w rzeczywistości takiej samej, ani lepszej, ani gorszej od sieci w innym rejonach Kongresówki (mazowieckie, łódzkie, świętokrzyskie, lubelskie; podlaskie) znajduje się jedna z bardzo nielicznych w kraju stacji rozrządowych, obecnie jest ich zdaje się tylko sześć czy może osiem, wg Wikipedii zaś jedynie cztery, którą jest Skarżysko-Kamienna (chyba z dodatkiem Północ). Dla ruchu pasażerskiego nie ma to oczywiście prawie żadnego znaczenia, niemniej jednak nieco podważa lansowany przez media negatywny obraz tego regionu.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Stacja_rozrządowa

  3. arkadiusz pisze:

    do ortografer: wpuścić na te wymienione przez ciebie linie przewoźników prywatnych i problem przestanie istnieć. Dokładnie jak z busami. Kiedyś, gdy funkcjonował tylko (państwowy) PKS, wiele miejscowości było faktycznie odciętych od świata. Powód – bo się niby nie opłaca, bo to, śmo, owo. Dziś prywatne busy docierają wszędzie, a busiarze sami wyszukują miejscowości bez komunikacji publicznej (coraz rzadziej spotykane). Natomiast w sytuacji rozmaitych uregulowań ze strony państwa zawsze jest faworyzowanie jednych a pomijanie drugich.

  4. jabol pisze:

    @arkadiusz

    To spróbuj, opierając się na prywatnej komunikacji autobusowej/busach, w święto dostać się z gminy Maciejowice pow. garwoliński do Warszawy. Nie da się.
    Jedyny regularny przewoźnik to samorządowe Koleje Mazowieckie.
    Do stacji odległej 13 km. dojechać trzeba oczywiście prywatnym samochodem, rowerem, pieszo bo prywatnych busów, mimo twego huraoptymizmu, nie ma. Państwowe PKS-y się ostały, jeżdżą dwa dziennie.

  5. arkadiusz pisze:

    do jabol: chodzi mi o linie kolejowe istniejące lecz nieczynne dla ruchu pasażerskiego, których przykład dał ktoś wyżej a na których jak sądzę wróciłby ruch pasażerski po wpuszczeniu tam przewoźników prywatnych. Nie jestem miłośnikiem busów jako takich, podałem je tylko jako przykład w stosunku do PKS. Krótko mówiąc, tam gdzie kiedyś (PRL, lata 90.) nie istniały żadne połączenia publiczne, tam dziś operują busy, tam natomiast, gdzie były dwa kursy PKS na dobę, zwykle dziś jest 20 oferowanych przez prywatnych przewoźników. Co by o tych busach nie mówić jest to jednak zmiana bardzo wyraźnie na plus. Myślę, że po prywatyzacji kolei, ale rzeczywistej, nie takiej z jaką mamy do czynienia obecnie, podobnie było i na torach.

    Jeszcze odnośnie busów: prawdziwą krainą busów jest Małopolskie i jej stolica Kraków. Tam jest ich istne zawalenie, kursy w każdym możliwym kierunku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>