Nie chcą, ale muszą

Nie chcą, ale muszą

Ponad 43 proc. młodych Polaków pracujących na własny rachunek przyznaje, że robi to z przymusu, a nie chęci rozwoju swojego biznesu. W kraju, gdzie coraz bledsze są szanse na stały etat, samozatrudnienie bywa często jedynym sposobem, by zaistnieć na rynku pracy.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, według najnowszego raportu Europejskiej Fundacji na rzecz Poprawy Warunków Życia i Pracy, praca na własny rachunek stopniowo zyskuje na popularności wśród młodych Europejczyków, jednak popularność ta to efekt nie tyle unijnych programów promujących przedsiębiorczość, co wysokiego bezrobocia wśród młodych ludzi po kryzysie z 2008 r.

Najwyższe samozatrudnienie obserwujemy w krajach dotkniętych wysokim bezrobociem. W Grecji w 2013 roku 16% młodych ludzi pracowało na własny rachunek, we Włoszech 15,3%, na Słowacji 11%, a w Rumuni 10%. W Polsce zanotowano 8,3% młodych samozatrudnionych. W liczbie tej zawierają się oczywiście nie tylko osoby prowadzące z przekonania i pasji własne biznesy, ale i pracownicy zmuszeni przez pracodawcę do założenia jednoosobowej działalności gospodarczej, choć ich praca nosi znamiona etatowej (sprzątaczki, ochroniarze, salowe, pracownice kuchni w placówkach edukacyjnych).

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Co drugi Polak zadłużony

Co drugi Polak zadłużony

Jak wynika z danych BIK, w 2014 roku już co drugi Polak miał kredyt. Najczęściej zaciągają je obywatele urodzeni w latach 1967-1981. Kobiety stanowią ponad połowę kredytobiorców.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, analizując mapę kraju pod względem rozkładu zadłużonych zauważyć można, iż najwięcej kredytów zaciągają mieszkańcy województwa lubuskiego, zaś najmniej – podlaskiego, gdzie z kredytów korzysta tylko 39 proc. mieszkańców. Średni poziom aktywności kredytowej jest znacznie wyższy na zachodzie kraju.

Na „skłonność” do zaciągania kredytów w istotnym stopniu wpływa wiek. Najwięcej zaciągają ich osoby w wieku 35-48 lat, a więc pokolenie aktywne zawodowo i, jak czytamy w raporcie BIK, „podejmujące decyzje o zakupie własnego mieszkania”. Kredyty chętnie zaciągają również osoby z pokolenia seniorów, co świadczy o ich niskich dochodach i niekomfortowych warunkach życia.

Analitycy BIK podkreślają, że w związku z przesunięciem się wieku usamodzielniania się na późniejszy, najmniej aktywne kredytowo jest pokolenie dwudziestolatków, którzy ledwo weszli w dorosłość.

Jedna czwarta Polaków ma kredyt konsumpcyjny, a co dziesiąta osoba – mieszkaniowy.

Postęp po amerykańsku

Postęp po amerykańsku

Podwyżka podatków dla najzamożniejszych i płacy minimalnej, gwarantowane równe wynagrodzenia dla kobiet i mężczyzn pracujących na tych samych stanowiskach. To nie kiełbasa wyborcza ani rozwiązania rodem ze Skandynawii, tylko metody, dzięki którym gubernator Minnesoty wyprowadził swój stan z kryzysu.

Kiedy Mark Dayton obejmował urząd w styczniu 2011 r. stan borykał się z deficytem budżetowym rzędu 6,2 mld dolarów oraz z siedmioprocentowym bezrobociem – referuje forsal.pl. Wywodzący się z Partii Demokratycznej polityk przeforsował program naprawy finansów publicznych, którego koszty ponieść mieli najlepiej zarabiający mieszkańcy. Tak też się stało – 62 proc. nałożonych przez Daytona nowych obciążeń podatkowych dotknęło 1 proc. najbogatszych rezydentów Minnesoty.

Drugim filarem reformy Daytona była polityka systematycznych podwyżek godzinowych płac minimalnych. Na zmianach skorzystało 83 tys. najmniej zarabiających, co stanowi ok. 5 proc. wszystkich pracowników godzinowych w Minnesocie. Uchwalone z inicjatywy gubernatora prawo stanowe wymusiło ponadto zrównanie płac kobiet i mężczyzn.

Przeciwnicy polityczni Daytona straszyli – skąd my to znamy? – że progresywny „eksperyment” skończy się ucieczką przedsiębiorców i redukcjami miejsc pracy. Efekty okazały się diametralnie odmienne. Stan uzyskał nadwyżkę budżetową, liczba miejsc pracy zwiększyła się w latach 2011-2015 o 172 tys., zaś bezrobocie utrzymuje się na jednym z najniższych w USA poziomów – 3,6 proc. Wyraźnie wzrosła również mediana dochodów.

Wbrew czarnym prognozom konserwatywnych komentatorów Minnesota uznawana jest także za jedno z najlepszych miejsc do uprawiania biznesu (w rankingu „Forbesa” Best States for Business lokuje się na 9. miejscu). Swoje siedziby utrzymały w Minnesocie nawet największe i najwyżej opodatkowane wskutek nowych regulacji korporacje. Sekret Daytona to nacisk na edukację, zdrowie i walkę z ubóstwem. W kategorii „jakość życia” Minnesota uzyskała w rankingu „Forbesa” drugą lokatę

Regiony w biedzie

Regiony w biedzie

Według zestawienia Eurostatu, pięć wschodnich województw naszego kraju znajduje się wśród dwudziestu najbiedniejszych regionów UE. Ponadto z badań wynika, że nawet nasza stolica nie plasuje się w gronie dwudziestu najbogatszych regionów stołecznych Unii, choć są na tej liście Praga i Bratysława.

Unijny urząd statystyczny zbadał PKB na głowę mieszkańca i porównał je, uwypuklając różnice nie tylko pomiędzy krajami, ale także z podziałem na regiony. Raport posługuje się najnowszymi dostępnymi dla wszystkich 28 państw danymi, pochodzącymi z roku 2013.

Najbogatszym polskim województwem, z PKB wynoszącym 107 proc. średniej unijnej na mieszkańca, jest mazowieckie. Nic w tym zaskakującego, na dobry wynik regionu pracuje bowiem Warszawa. Mimo to nie znalazła się ona wśród dwudziestu najbogatszych stolic Unii. Listę miast z najwyższym PKB otwiera Londyn, gdzie współczynnik zamożności wynosi aż 325 proc. średniej. Znajdują się na niej także Luksemburg i Bruksela.

Wśród dwudziestu najbiedniejszych regionów UE znalazło się pięć polskich województw: lubelskie z PKB na jednego mieszkańca wynoszącym 48 proc. średniej unijnej, podkarpackie (48 proc.), warmińsko-mazurskie (48 proc.), podlaskie (49 proc.) oraz świętokrzyskie (49 proc).

Z danych Eurostatu wynika, że PKB na osobę w Polsce wynosiło w 2013 r. 67 proc. średniej UE. Gorzej od nas wypadała Rumunia (54 proc.) oraz Bułgaria (45 proc).