Neokolonializm czy konwergencja?

Lato 2015 |

Kwestie niekorzystnego charakteru integracji Polski z Unią Europejską, problemu podmiotowości państwa czy geopolitycznych uwarunkowań rozwoju zaczynają nareszcie być znaczącym tematem w debacie publicznej. Pojawiają się w niej wątki narodowości kapitału, unikania opodatkowania i powiązań biznesowo-politycznych. Tematy te wydają się nierozłącznie związane z ekonomią, jednak – co zaskakujące – ekonomia oferuje niewiele teoretycznych wyjaśnień dotyczących neokolonialnych zależności w XXI wieku.

Owszem, istnieją analizy empiryczne, krytykowana jest „terapia szokowa”, omawiane są przypadki prywatyzacji i przejęć polskich przedsiębiorstw kończące się szybkim ogłoszeniem upadłości, pojawiają się coraz rozsądniejsze głosy na temat konieczności ponownego uprzemysłowienia państwa oraz prowadzenia polityki przemysłowej ingerującej w procesy rynkowe. Brakuje jednak odwołania do teorii ekonomii, która wyjaśniałaby zachodzące procesy i uzasadniała postulowane zadania – do takiej teorii, która wyjaśnia, w jakich warunkach siły rządzące kapitałem sprzyjają rozwojowi, a kiedy prowadzą do prymitywizacji produkcji. Jedni kurczowo bronią doktryny wolnego handlu, nie dostrzegając zagrożeń z nim związanych, inni natomiast nie potrafią wytłumaczyć korzyści pojawiających się dzięki otwarciu gospodarki.

Teorię, która umożliwia zrozumienie i rzetelną analizę procesów wynikających z integracji gospodarczej, przedstawia Erik S. Reinert, założyciel The Other Canon Foundation – ośrodka naukowego zajmującego się propagowaniem istniejącej od wieków, lecz wypartej z głównego nurtu, ekonomii opartej na renesansowym rozumieniu świata1. W perspektywie „ekonomii innego kanonu” poziom rozwoju uzależniony jest od rodzaju dominującej produkcji, która przesądza, czy w ramach obowiązującego paradygmatu technologicznego dany kraj może spodziewać się wzrostu czy stagnacji, oraz czy liberalizacja handlu przyniesie konwergencję (rozumianą jako zmniejszenie różnic między krajami w poziomie rozwoju gospodarczego), czy może dalsze pogłębianie nierówności rozwojowych. Swoje teoretyczne rozważania Reinert opiera na prawach malejących lub rosnących przychodów marginalnych, czyli prawach wyjaśniających zmiany produktywności w poszczególnych sektorach (będzie o nich mowa później). Wnioski z teorii są stosunkowo proste i przejrzyste – jeżeli państwo posiada przewagę komparatywną (polegającą na korzystnym stosunku kosztów produkcji danego dobra do kosztów produkcji innych dóbr) w sektorach produkcji z rosnącymi przychodami marginalnymi, wtedy integracja z globalną gospodarką lub strukturami ponadnarodowymi się opłaca. Jeżeli jednak przewaga ta dotyczy sektorów z malejącymi przychodami marginalnymi, wówczas otwarcie gospodarki powoduje spadek produkcji per capita. Czynnikiem, który ogranicza tę zależność, jest umiejętność absorpcji odpowiedniego kapitału z bogatszego państwa. W ekonomii neoklasycznej kapitał traktowany jest jednakowo – inwestycje zagraniczne w sektor górniczy, w handel detaliczny czy w nowe technologie, o ile mają taką samą wartość rynkową, traktowane są jako takie same. W perspektywie teorii nierównego rozwoju Reinerta to właśnie rodzaj kapitału i rodzaj produkcji są najważniejsze.

Przychody marginalne a wolny handel

Według Reinerta podstawowym błędem ekonomii głównego nurtu jest oparcie jej na modelach ekonomicznych, przy jednoczesnym „zapominaniu” o założeniach, które leżą u ich podstaw. W ten sposób prawdziwe stwierdzenie „gdy założymy, że nie ma grawitacji, pozostawione w powietrzu jajko nie spadnie na ziemię”, zamienia się w fałszywe: „pozostawione w powietrzu jajko nie spadnie na ziemię”. Modelem, na którym opierają się współczesne stosunki handlowe, a którego poprawność w całości zasadza się na jego „zapomnianych” założeniach, jest model przewag komparatywnych autorstwa Davida Ricardo.

Zgodnie z tym modelem w warunkach wolnego handlu kraje specjalizują się w dziedzinach, w których mają przewagę komparatywną. Specjalizacja ta prowadzi do lepszej alokacji zasobów i powoduje, że wszystkie integrujące się państwa osiągają korzyści. Koncepcja ta jest prawdziwa niestety tylko przy założeniu stałych przychodów marginalnych, których istnienie leży z kolei w sprzeczności z podstawowym i znanym każdemu ekonomiście prawem malejących przychodów marginalnych. Mówi ono, że gdy zwiększany jest nakład czynników produkcji przy stałym nakładzie innego czynnika, to kolejne wzrosty produkcji są coraz mniejsze. Mówiąc obrazowo – gdy w rolnictwie zwiększa się zatrudnienie przy stałej ilości ziemi, to przyrosty żywności są coraz mniejsze, aż potencjalnie zatrudnienie kolejnych pracowników nie spowoduje wzrostu produkcji. Tym samym produkcja na osobę jest coraz mniejsza. W podobny sposób wytłumaczyć można spadki przeciętnych plonów uzyskiwanych w rolnictwie w wyniku zwiększania areałów upraw: początkowe wysokie plony wynikają z wykorzystania najlepszej dostępnej ziemi, ale wraz ze zwiększaniem areałów zagospodarowywane są gleby coraz gorszej jakości, które zaniżają plony przeciętne. Podobnie w przypadku sektora wydobywczego – przy niewielkiej produkcji wydobywane są te zasoby, które są najłatwiej dostępne, ale przy próbach zwiększania wydobycia trzeba sięgać do coraz to głębiej położonych i trudniej dostępnych złóż.

Problem malejących przychodów marginalnych od zawsze towarzyszy ludzkości, która również od zawsze próbuje od niego uciekać. Biblijna historia Abrahama i Lota, którzy rozwiązali swoje problemy przez prowadzenie plemienia Lota do Jordanii, a plemienia Abrahama do Kanaanu, jest przykładem takiej próby2. Plemiona koczownicze radzą sobie poprzez zasiedlanie niewykorzystanych jeszcze terenów, w podobny sposób z malejącymi przychodami radzili sobie także Europejczycy w czasie wielkich migracji do Australii i Ameryki Północnej. Oczywiście, migracje rozwiązują problem dopóki istnieje wolny zasób „ziemi obiecanej”, którą można zasiedlić.

Innym, bardziej skomplikowanym sposobem na przezwyciężenie prawa malejących przychodów jest postęp technologiczny. Umożliwia on takie zastosowanie ograniczonych zasobów, że przychody marginalne są rosnące – zatrudnienie każdej dodatkowej osoby w danej branży skutkuje coraz to większymi przyrostami produkcji, a także wzrostem produkcji na osobę. Problem jednak w tym, że postęp technologiczny nie następuje – wbrew upraszczającym modelom reprezentatywnej firmy – dla wszystkich sektorów w tym samym czasie3. W rzeczywistości postęp technologiczny w jednych dziedzinach nie występuje przez stulecia, a w innych z kolei przełom dokonuje się w ciągu kilku lat. Jego tempo jest czasami bardzo różne nawet dla jednego rodzaju działalności – przykładem może być znów rolnictwo, w którym pracochłonne metody zbiorów owoców miękkich czy warzyw nie zmieniły się znacznie od wieków, ale zmechanizowane metody zbiorów zbóż pozwoliły na produkcję na wielką skalę przy znikomym zatrudnieniu. Choć nie można wykluczyć, że również zbiory malin czy strzyżenie mogą być zmechanizowane, to liczenie na postęp technologiczny w tych dziedzinach jest naiwne i ryzykowne.

Z nierównomiernego postępu technologicznego wysnuć można prosty wniosek – niektóre aktywności gospodarcze charakteryzują się dużymi możliwościami wzrostu produktywności, inne natomiast są praktycznie skazane na utknięcie w ślepej uliczce rozwoju. Możliwe zatem jest zobrazowanie w tabeli produkcji „wysokiej jakości” i produkcji „niskiej jakości”4 (patrz niżej).

Aktywność o wysokiej jakości

Aktywność o niskiej jakości

– nowa wiedza z wysoką wartością rynkową

– stara wiedza z niską wartością rynkową

– wysoka stopa wzrostu produkcji

– niska stopa wzrostu produkcji

– szybki postęp technologiczny

– powolny postęp technologiczny

– wysoka zawartość B+R (badania i rozwój)

– niska zawartość B+R

– wymaga procesów uczenia się przez działanie

– niskie wymagania procesów uczenia się przez działanie

– podzielne inwestycje w dużych transzach

– podzielne inwestycje

– niedoskonała, lecz dynamiczna konkurencja

– doskonała informacja i konkurencja

– wysoki poziom płac

– niski poziom płac

– korzyści skali i zakresu

– niskie korzyści skali i zakresu

– wysoki stopień koncentracji przemysłu

– przemysł fragmentaryczny

– wysokie ryzyko: duże bariery wejścia i wyjścia

– niskie ryzyko: małe bariery wejścia i wyjścia

– markowe produkty

– produkty towarowe

– tworzenie efektów sieci i synergii

– niskie efekty sieci i synergii

– tworzenie innowacji

– innowacje procesowe lub żadne

– standardowe założenia neoklasyczne są niespełnione

– standardowe założenia ekonomii neoklasycznej są racjonalnym przybliżeniem rzeczywistości

Co z tych fundamentalnych praw wynika dla handlu międzynarodowego i koncepcji przewag komparatywnych Ricardo? Otóż to, że specjalizacja jest opłacalna wyłącznie w tych dziedzinach, które podlegają prawu rosnących przychodów, a więc tam, gdzie zgodnie z dominującym paradygmatem technologicznym, następuje postęp. Państwa, które posiadają przewagę komparatywną w produkcji bananów, bawełny czy w przemyśle wydobywczym, w warunkach wolnego handlu będą zwiększały zatrudnienie właśnie w tych obszarach, skazując się na coraz to mniejsze przychody marginalne, a co za tym idzie – na mniejszą produkcję per capita. Kraje, które posiadają przewagę w zaawansowanej produkcji przemysłowej, będą w warunkach wolnego handlu przenosić zatrudnienie do technicznie zaawansowanych sektorów i w wyniku działania prawa rosnących przychodów produkcja per capita będzie tam rosła. W bogatszym kraju kosztowej konkurencji nie będą wytrzymywać prymitywne sektory, natomiast w kraju biedniejszym sektory relatywnie najbardziej zaawansowane będą upadały jako pierwsze (tzw. efekt Vanka-Reinerta)5. Końcowy efekt wolnego handlu w takich warunkach jest oczywisty – wygranym jest państwo bogatsze, przegranym państwo biedniejsze. Mechanizm ten najpełniej i najwidoczniej objawiał się w przypadku kolonii.

Oczywiście, kluczowym elementem analizy, który determinuje podział kosztów i korzyści z integracji gospodarczej, jest, obok przepływu dóbr i usług, możliwość alokacji kapitału. Teoretycznie bowiem nawet wysoko zaawansowane sektory z dużą innowacyjnością i z wysokimi płacami mogłyby w warunkach integracji przenosić się do biednych krajów (choćby w poszukiwaniu niższych kosztów pracy). Jak zwykle jednak, znaczenie mają szczególnie te czynniki, których ujęcie w modelach ekonomii neoklasycznej jest bardzo trudne – a więc wszystko to co, Abramowicz nazwał „zdolnością społeczną” do absorpcji kapitału. Chodzi o system lokalnych instytucji, bodźców inwestycyjnych, poziom wykształcenia, istnienie lokalnego przemysłu i poziom jego rozwoju.

Według Reinerta lekceważenie tej „zdolności społecznej” i upraszczające postrzeganie kapitału jako klucza do wzrostu prowadzi do udzielania pożyczek biednym państwom, których struktura produkcyjna (przemysłowa) nie jest zdolna do przyjęcia ich z zyskiem. Odsetki od tych pożyczek bardzo często będą większe niż stopa zwrotu z podjętych inwestycji […] a jedynymi, którzy zyskają, będą ci, którzy udzielili pożyczki […]. Podobnie w przypadku ludzi: inwestycje w kapitał ludzki są podejmowane bez odpowiedniej zmiany w strukturze produkcji, która zgłasza popyt na zdobywane umiejętności. W rezultacie edukacja może wpływać tylko na promowanie emigracji6.

W kierunku neokolonializmu czy konwergencji?

Opisany mechanizm powoduje, że integracja gospodarcza polegająca na minimalizacji roli państwa oraz pełnej liberalizacji handlu nie przynosi oczekiwanych efektów (przynajmniej z punktu widzenia państwa „doganiającego”). Nie każda integracja jednak musi kończyć się takimi konsekwencjami. Po pierwsze, inaczej będzie, gdy integrują się państwa o podobnym poziomie rozwoju. Po drugie, w przypadku integracji asymetrycznej istnieją możliwe do zrealizowania scenariusze, które przynoszą wymierne korzyści wszystkim integrującym się podmiotom7.

Dla analizy integracji w ramach Unii Europejskiej, ale także globalnej integracji w ramach umów dwstronnych znacznie ciekawsza jest ta druga problematyka.

Integracja neokolonialna oparta jest na opisanym wcześniej mechanizmie, w którym na skutek liberalizacji handlu występuje efekt Reinerta-Vaneka, a kraj kolonizowany specjalizuje się w „byciu biednym”. Oznacza to dostarczanie surowców naturalnych (przy dodatkowym obciążeniu w postaci dewastacji środowiska) lub pracochłonną aktywność o „niskiej jakości”. Ten pierwszy przypadek szczególnie rzuca się w oczy w krajach afrykańskich, gdzie mówi się o „przekleństwie zasobów”. Drugi natomiast można zaobserwować w krajach Ameryki Łacińskiej, a także w peryferyjnych państwach Unii Europejskiej, w tym w Polsce.

Istotną rolę w przypadku integracji neokolonialnej odgrywa w analizie Reinerta obowiązujący trend technologiczny wywołany rewolucją w telekomunikacji i transporcie. Rewolucja ICT umożliwiła produkcję modułową, gdzie wyprodukowanie jednego dobra czy usługi jest dzielone na fragmenty, których część charakteryzuje się rosnącymi, a część malejącymi przychodami. Na przykład produkcja samochodu może się składać z dwóch płaszczyzn. Pierwsza to centrum badawczo-rozwojowe i projektowe, które instytucjonalnie zakorzenione jest w kraju wysoko rozwiniętym i które przynosi wysoką wartość dodaną. Druga to pracochłonny i przynoszący niską wartość dodaną montaż gotowych komponentów, który odbywa się w kraju z niskimi kosztami pracy. W ten sposób możliwe jest przesuwanie elementów produkcji o niskiej jakości do biedniejszych krajów, bez jednoczesnego rezygnowania z tych elementów, które charakteryzują się wysoką innowacyjnością i dużymi pozytywnymi efektami zewnętrznymi. Dlatego właśnie kraje Europy Środkowo-Wschodniej stały się centrami outsourcingowymi dla zachodnich firm. Co prawda, centra te pozwoliły na wystąpienie wielu innowacji procesowych i na wzrost produktywności pracowników, jednak, zdaniem Reinerta, nie spełniają one kryterium aktywności „wysokiej jakości” – nie generują popytu na badania naukowo-techniczne, nie tworzą innowacji produktowych ani pozytywnych efektów zewnętrznych wynikających z procesów uczenia się. Innymi słowy, rozwój w tych sektorach ma swoją ślepą uliczkę. Mimo pewnych nadziei pokładanych w dalszym rozwoju tych usług, które często obejmują coraz bardziej skomplikowane procesy, jak np. business intelligence, obsługa kadrowa czy finansowa, to właśnie w sektorze usług specjalizacja narażona jest na niski wzrost produktywności8.

Taka diagnoza zgodna jest ze statystykami innowacyjności, a także z danymi o bardzo niskich nakładach na badania i rozwój, przede wszystkim sektora prywatnego, wynoszących w Polsce 39 euro na osobę wobec prawie 1000 w Szwecji, 682 w Niemczech, 465 we Francji czy 71 w Chinach i w Rosji (dane Eurostatu za 2013 rok, dla Chin i Rosji za 2012). Należy dodać, że w Polsce w latach 2011–2013 nakłady te prawie się podwoiły, głównie dzięki działalności Narodowego Centrum Badania i Rozwoju. Można stąd wnioskować, że przedsiębiorstwa działające w Polsce zgłaszają niski popyt na wysokie technologie. Mała liczba patentów i wdrożeń naukowo-technicznych również wynika z niedopasowania potrzeb przedsiębiorstw do badań podejmowanych przez sektor publiczny.

Na podstawie przykładu Polski oraz innych państw Europy Środkowo-Wschodniej można postawić pewną diagnozę ogólną. Kraje te wybrały ścieżkę rozwoju technologicznego opartą na zasobach zagranicznych, co umożliwiło szybki napływ kapitału, schumpeterowską twórczą destrukcję, polegającą na błyskawicznej zmianie sposobów produkcji, zmianę sposobów zarządzania, widoczny postęp technologiczny. Jednocześnie taka ścieżka rozwoju niesie ze sobą szereg pułapek i zagrożeń. Oparcie rozwoju na zasobach zagranicznych w oczywisty sposób zmienia strukturę własności, a ta, pomimo dogmatów o transnarodowości kapitału, wciąż ma znaczenie. Po pierwsze, większość międzynarodowych firm swoją najważniejszą działalność prowadzi w krajach macierzystych. Po drugie, zyski z zagranicznych placówek tych firm, co oczywiste, wysyłane są do krajów pochodzenia. Po trzecie wreszcie, w wyniku różnych zmian w światowej gospodarce (np. kryzysów, ale także nowych możliwości lokalizacji kapitału), produkcja w krajach macierzystych zamykana jest w ostateczności, a tym samym możliwość ucieczki zagranicznego kapitału jest znacznie wyższa niż kapitału krajowego. Wszystkie te czynniki prowadzą rozwój oparty na gwałtownym otwarciu na rynki zagraniczne nie do twórczej destrukcji, ale do destrukcji z niską dozą kreatywności albo, jak chce G. Kołodko, do „szoku bez terapii” zamiast terapii szokowej. Na łamach „Nowej Konfederacji” J. Żyżyński wykazuje, że z tytułu niekorzystnej narodowości kapitału 4–5 proc. PKB rocznie zostaje wytransferowane z Polski w postaci dochodów z inwestycji. Nic nie wskazuje na to, że w przyszłości może być lepiej. B. Radziejewski w tym samym czasopiśmie stwierdza: te horrendalne sumy są niczym innym jak, że pozwolę sobie na pewną innowację pojęciową, rentą neokolonialną. Skutkiem grabieżczej prywatyzacji, przypominającej jako żywo łupienie indiańskich „miast ze złota” przez europejskich konkwistadorów, w trakcie której najlepsze polskie firmy sprzedano za bezcen lub łaskawie pozwolono zniszczyć w nierównej konkurencji. W efekcie mamy sytuację, w której właścicielami 83 proc. największych „naszych” spółek są obcokrajowcy (dane na 2011)9.

Taka sytuacja rodzi niewątpliwie problemy natury makroekonomicznej. Zyski transferowane za granicę nie „pracują” w polskiej gospodarce, nie powodują dalszych inwestycji i konsumpcji, nie generują popytu na badania i rozwój. Inwestycje lokowane w krajach peryferyjnych (o ile nie są wyłącznie wrogim przejęciem istniejących przedsiębiorstw) unowocześniają procesy produkcji, tworzą miejsca pracy, często o wyższych standardach niż przedsiębiorstwa krajowe, lecz nie tworzą podstaw do tworzenia własnych technologii, będąc w istocie produkcją „niskiej jakości” w typologii Reinerta.

Teoretycznie możliwa jest inna ścieżka integracji, polegająca na sekwencyjnym postępie technologicznym. Zgodnie z modelem Akamatsu integracja przynosząca korzyści wszystkim podmiotom jest możliwa, gdy relatywnie biedniejsze państwo posiada możliwości przyjęcia technologii, która w państwie bogatym staje się już przestarzała wskutek szybkiego postępu. Ta „przestarzała” technologia ma jednak cechy produkcji „dobrej jakości”, a przemysł zgłasza zapotrzebowanie na nowe technologie i tworzy efekty zewnętrzne umożliwiające rozwój innowacyjności. W warunkach wysokiej dynamiki również dla państw biedniejszych pojawiają się możliwości czerpania korzyści z handlu. Kluczową strategią państwa doganiającego jest selektywna polityka handlowa oraz stymulowanie rozwoju lokalnego przemysłu i innowacji. Głównym wyzwaniem jest zatem taka polityka, która umożliwia transfer technologii bez jednoczesnej dezindustrializacji.

Łatwo się domyślić, że polityka taka jest delikatną sprawą: pełna liberalizacja rynków powoduje szkodliwą (z punktu widzenia biedniejszego kraju) konkurencję, której bez pomocy państwa nie wytrzymują rodzime sektory. Z drugiej strony, polityka zamknięcia gospodarki utrudnia napływ technologii, uniemożliwia wytworzenie lokalnego popytu na zaawansowane produkty, może także spotkać się z odwetową polityką ograniczania handlu. Co więcej, pomoc publiczna może prowadzić do zmniejszenia bodźców do restrukturyzacji przedsiębiorstw. Zagrożenia z jednej i z drugiej strony są poważne, a umiejętność ich ograniczenia determinuje tempo rozwoju. Model sekwencyjnego postępu technologicznego, mimo że opiera się na integracji gospodarczej, jest w istocie modelem opartym na własnych zasobach, które wykorzystywane mają być do nabywania większych zdolności produkcyjnych, w tym do zakupów nowych technologii i energii. Co istotne i często pomijane w krytyce tego modelu, handel międzynarodowy uznawany jest tu za niezwykle istotny czynnik rozwoju państwa doganiającego. Jednocześnie, jak to ujął Ha-Joon Chang, handel jest po prostu zbyt ważny dla rozwoju ekonomicznego, aby był pozostawiony ekonomistom wolnorynkowym10.

Wymiana międzynarodowa, gdy rozumiana jako środek, a nie cel sam w sobie, jest bowiem sposobem na osiągnięcie efektów skali, na rozwinięcie produkcji z rosnącymi przychodami marginalnymi. Sztandarowym przykładem jest tu Korea Południowa, która rozwinęła się poprzez handel, ale nie poprzez wolny handel. Z eksportera produktów tanich i nisko zaawansowanych technologicznie, w wyniku połączenia selektywnej polityki handlowej i wsparcia dla „raczkujących przemysłów”, stała się jednym z większych eksporterów produktów zaawansowanych. Jej przykład pokazuje, że przedsiębiorstwa w krajach rozwijających się potrzebują czasowej i stopniowo zmniejszającej się ochrony przed firmami zagranicznymi, aby mogły rozwinąć zdolność do konkurowania.

Jak widać na historycznych przykładach, rozważna polityka przemysłowa jest możliwa. Stanowiła ona klucz do dynamicznego rozwoju państw Azji Wschodniej, a także do sukcesu Stanów Zjednoczonych w XIX wieku, które, wbrew zaleceniom ekonomistów brytyjskich, oparły swoją strategię rozwoju na industrializacji i sloganie róbmy to, co Anglicy zrobili, nie róbmy tego, co Anglicy mówią nam, abyśmy robili sugeruje, że kraje drugiego i trzeciego świata powinny robić to, co Stany Zjednoczone, zamiast tego, co Stany Zjednoczone mówią, aby robić11.

Nieprzydatne, a często wręcz szkodliwe zalecenia ekonomistów ze szkoły chicagowskiej nie są, zdaniem Reinerta, przypadkowe, spełniają bowiem rolę ideologicznego uzasadniania hegemonii gospodarczej USA. Teza, jakoby ekonomia pisana była na zamówienie lidera gospodarczego, nie jest nowa, podnoszona była m.in. już przez niemieckiego ekonomistę F. Lista, według którego gdy ktoś osiągnie szczyt wielkości, wykopuje drabinę, po której się wspiął, aby uniemożliwić innym wspinanie się za nim12. W tym ujęciu, po uprzemysłowieniu kraju i wyjściu na pozycję lidera, naturalną strategią jest stworzenie systemu utrudniającego industrializację innym, i tym samym umocnienie własnej pozycji hegemonicznej. Cel ten zostaje osiągnięty w warunkach wolnego handlu między nierównymi partnerami, poprzez działanie efektu Vanka-Reinerta, przy braku polityki przemysłowej wspierającej lokalnych producentów.

Na koniec warto przypomnieć, że konieczność równomiernego rozwoju gospodarczego, szczególnie w ramach silnie zintegrowanych instytucji takich jak np. Unia Europejska, wynika nie tylko z interesu krajów peryferyjnych, ale także państw centrum. Integracja typu neokolonialnego prowadzi w warunkach niskiego wzrostu gospodarczego do silnej presji na obniżanie standardu życia również w bogatszych krajach, które nie są w stanie zagospodarować nadwyżki siły roboczej powstającej w wyniku przenoszenia produkcji „niskiej jakości” do peryferii. Co więcej, w warunkach nierównego rozwoju pojawiają się coraz poważniejsze problemy ze stabilnością grupy, w szczególności strefy euro, czy problemy wynikające z kulturowych i gospodarczych konsekwencji migracji na ogromną skalę. Integracja oparta na tworzeniu przewag komparatywnych w sektorach o rosnących przychodach marginalnych przynosi natomiast korzyści wszystkim integrującym się krajom.

Przypisy:

  1. O takiej ekonomii pisał K. Mroczkowski na łamach „Nowego Obywatela” nr 57; tekst dostępny w internecie: http://nowyobywatel.pl/2012/10/12/ekonomia-optymizmu/
  2. E. S. Reinert, Diminishing Returns and Economic Sustainability; The Dilemma of Resource-based Economies under a Free Trade Regime [w:] S. Hansen, J. Hesselberg, H. Hveem (red.), „International Trade Regulation, National Development Strategies and the Enviromnent: Towards Sustainable Development?”, Oslo 1996.
  3. E. S. Reinert, The role of technology in the creation of rich and poor nations: Underdevelopment in a Schumpeterian system [w:] Derek H. Aldcroft, Ross Catterall (red.), „Rich Nations – Poor Nations. The Long Run Perspective”, Elgar Publishing 1996.
  4. E. S. Reinert, How rich countries got rich… and why poor countries stay poor, Constable London 2007.
  5. E. S. Reinert, Diminishing Returns and…, op. cit.
  6. E. Reinert, Development and social goals: Balancing Aid and development to prevent „welfare colonialism” [w:] „UN Department of Economic and Social Affairs”, 2005.
  7. E. S. Reinert, r. Kattel, Failed and Asymmetrical Integration: Eastern Europe and the Non-financial Origins of the European Crisis, „Working Papers in Technology Governance and Economic Dynamics”, nr 49, 2013.
  8. E. S. Reinert, Primitivization of the EU periphery: The loss of relevant knowledge, „Informationen zur Raumentwicklung”, nr 1, 2013.
  9. Wypowiedzi dostępne pod adresem: http://www.nowakonfederacja.pl/internetowy-miesiecznik-idei-nr-2–532014–5-listopada-2-grudnia-cena-0-zl/
  10. H.-J. Chang, Bad Samaritans: The myth of free trade and the secret history of capitalism, Bloomsbury Publishing USA 2007.
  11. E. S. Reinert, How rich countries…, op. cit.
  12. Cytat za: M. Lind, Do As we Say, Not As We Did, „JPRI Critique” t. IX nr 6.

Jakub Bartak

(ur. 1988) – absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, asystent w Katedrze Mikroekonomii Uniwersytetu Rzeszowskiego, gdzie zajmuje się zależnościami między rozwojem gospodarczym a nierównościami ekonomicznymi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>