Mieszkać jak Polak

Ponad 44 proc. dorosłych Polaków z grupy wiekowej 25-34 lata mieszka nadal z rodzicami. Lokale są za ciasne, przeludnione i wymagają remontu. Kraje Europy Zachodniej dogonimy pod względem mieszkaniowym dopiero za 25 lat.

Już sama liczba mieszkań na 1000 mieszkańców nie napawa optymizmem, zwłaszcza w porównaniu ze średnią europejską. W Polsce na taką grupę ludności przypadają 363 lokale, podczas gdy średnia dla UE wynosi aż 477. Ceny wynajmu i zakupu w relacji do zarobków Polaków kształtują się także mało zadowalająco – wynajęcie skromnej kawalerki w dużym mieście może pochłaniać 40-50 proc. przeciętnego wynagrodzenia. Miesięcznie zarabiamy na zakup tylko pół metra kwadratowego mieszkania. Skoro powyższe dane dotyczą relacji cen wynajmu i zakupu lokalu do przeciętnego wynagrodzenia (4515,28 zł brutto – dane za grudzień 2015 r.), można łatwo dostrzec, w jak trudnej sytuacji mieszkaniowej muszą być zarabiający pensję minimalną (1850 zł brutto).

Porównanie liczby pokoi per capita ze średnią europejską również wypada na naszą niekorzyść. Podczas gdy w krajach zachodnich na osobę przypada 1,6 pomieszczenia, u nas jest to tylko 1,1.

Jak donosi portal forsal.pl, mamy obecnie w kraju 14 mln mieszkań. Do liczby tej „dokłada się” rocznie 144 tysiące nowych lokali, a 3 tysiące poddawane są rozbiórce.

5 odpowiedzi na „Mieszkać jak Polak

  1. ort. pisze:

    Nie bardzo rozumiem, co takiego niewłaściwego jest w mieszkaniu z rodzicami (jeśli rzecz jasna pozwalają na to rozmaite warunki). Autentyczny przykład: dom o trzech kondygnacjach, w sumie kilkanaście pomieszczeń, dwa osobne wejścia; na jednym poziomie mieszkają starzy, na drugim córka z mężem i dziećmi. Przykład to z samej Warszawy. Czy ta osoba ma na siłę wyprowadzać się, na dodatek z własnego domu rodzinnego, wydawać gotówkę lub brać kredyt na mieszkanie tylko po to, by nie nazywało się, że mieszka z rodzicami? We Włoszech wielu ludzi mieszka ze starymi czasami nawet całe życie. Ta cała de facto nagonka (nb. teraz zdaje się trochę jakby mniejsza niż parę lat temu) na owo tzw. usamodzielnienie się leży głównie (choć oczywiście nie wyłącznie) w interesie banków i deweloperów. Nie pojmuję, jak można tego nie dostrzegać. PS. Abstrahuję tu, co oczywiste samo przez się, od sytuacji uniemożliwiających życie ze starymi, np. ciasnoty mieszkaniowej czy jakichś tam rodzinnych konfliktów.

    • Bartosz Oszczepalski pisze:

      Tylko, że w polskich realiach większość ludzi mieszka z rodzicami w ciasnocie w niedużym mieszkanku w bloku, bo naprawdę nielicznych stać na dom. Ponadto większość młodych ludzi chce się wyprowadzić od rodziców, bo w swoim mieszkaniu jest większa prywatność i swoboda. Niestety wielu na to nie stać. Dziwie się, że takie oczywistości trzeba tłumaczyć.

      • ort. pisze:

        Bądź łaskaw przeczytać rzeczoną (26-02-2016 10:54) wypowiedź jeszcze raz.

        • umm pisze:

          to chyba ty czegoś nie rozumiesz. Jeśli dać ludziom wybór to pewno część by się wyprowadziła od rodziców a część mieszkałaby z rodzicami. Sęk w tym, że często ludzie nie mają takiego wyboru i zmuszeni są mieszkać z rodzicami, bo nie stać ich na kupno własnego.

          A porównując skok jakości życia naszych rodziców, bez porównania oni wygrywają. Moi rodzice przeprowadzili się ze wsi, – gdzie nie było ogrzewania były dwie izby, nie było łazienki a woda była w studni – do miasta do bloku gdzie jest winda, centralne ogrzewanie, woda w kranie, 3 pokoje, balkon. Jaki to musiał być skok jakościowy dla tych ludzi. Mało tego, to mieszkanie nie wiązało ich z kredytem na 30 lat! A teraz my. Nie dość że często z większego mieszkania przeprowadzamy się do małych klitek to jeszcze z kredytem na karku.

          • ort. pisze:

            @umm 29-02-2016 08:18
            Może zatem ustalmy wpierw temat tej dyskusji. Co nim jest? Ciasnota mieszkaniowa, niska dostępność mieszkań, absurdalna (w stosunku do zarobków) ich cena, skandaliczny brak lokali komunalnych, wiązanie się kredytami praktycznie na całe życie. Czy może jedynie zamieszkiwanie z rodzicami jako takie. Bo moim zdaniem patologiczny jest tu całokształt tych zagadnień, a nie jedynie ten czy inny jego wycinek (w tym przypadku niechciana koabitacja ze starymi). Czy gdyby starzy mieli nie postpeerelowskie klitki lecz dajmy na to mieszkania trzy razy większe, wtedy życie z nimi nie byłoby uciążliwe? Albo odwrotnie, czy lepiej jest żyć na jakichś 15-20 qm (bo i takie coś spotyka się na rynku wtórnym) z kobitą i dzieckiem niż ze starą i starym (liczbowo na to samo wychodzi).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>