Pożegnanie Wojownika

Dzisiaj zmarł Marian Zagórny – odważny działacz społeczny, lider rolniczych protestów, ofiara wielu represji politycznych, a także członek Rady Honorowej oraz przyjaciel naszego pisma. Żegnamy Go z wielkim smutkiem.

W wieku niespełna 56 zmarł dzisiaj Marian Zagórny. Jego ciało znaleziono w jednym z podwarszawskich hoteli, przyczyny śmierci nie są jeszcze znane. Okoliczności śmierci bada prokuratura.

Marian Zagórny urodził się w 1960 r. Z wykształcenia był technikiem-mechanikiem. Na początku lat 80. działacz „Solidarności” w ZWCH Chemitex Celwiskoza w Jeleniej Górze, represjonowany za działalność związkową, a w 1982 r. dyscyplinarnie zwolniony z pracy. Przez rok (1984) pracownik Spółdzielni Inwalidów SIMET w Jeleniej Górze, w 1985 r. przejął po rodzicach gospodarstwo rolne, które uprawiał aż do śmierci. Od 1987 r. był działaczem Solidarności Rolników Indywidualnych. Przez dwie kadencje (1989-1996) przewodniczył Wojewódzkiej Rady Rolników Indywidualnych w Jeleniej Górze, a następnie był jej wiceprzewodniczącym. W 1997 r. stanął na czele Komitetu Protestacyjnego Makroregionu Dolnośląskiego Solidarności RI, a następnie na czele Ogólnopolskiego Komitetu Protestacyjnego Solidarności RI, do którego przystąpiły inne organizacje rolnicze i branżowe. We wrześniu 1997 r. zorganizował wylanie gnojowicy pod Ministerstwem Rolnictwa, Sejmem i URM w Warszawie, a w październiku tego roku – przyspawanie wagonów z importowanym zbożem na granicznej stacji kolejowej w Muszynie. W 1998 r. umieścił kury i owce oraz koryto dla rządu w gabinecie Ministra Rolnictwa i w Sejmie, a następnie – w latach 1998 i 1999 – ośmiokrotnie zorganizował akcję wysypywania przemycanego i importowanego zboża w Zebrzydowicach, Muszynie i Międzylesiu. Wielokrotnie sądzony, a w 2000 r. skazany na 15 miesięcy więzienia, po 3 miesiącach wyszedł z więzienia, ułaskawiony z zawieszeniem wyroku na 5 lat. W 2002 r. zorganizował akcję przeciwko importowi kukurydzy i cukru, w roku 2003 brał udział w blokadach dróg przez rolników, w proteście połączonym z wylaniem gnojowicy przed urzędem wojewódzkim, a także we wręczeniu świni wojewodzie. Zaskarżył do Strasburga wyroki przeciwko sobie jako ograniczenie swobód obywatelskich. Wielokrotnie zatrzymywany przez policję i więziony za akcje protestacyjne w obronie rolnictwa za kadencji rządów wszystkich kadencji. W roku 2008 organizacje społeczne z Polski i zagranicy apelowały do prezydenta Lecha Kaczyńskiego o ułaskawienie Mariana Zagórnego, aby ciążący na nim wyrok w zawieszeniu nie oznaczał ryzyka w przypadku organizowania kolejnych akcji protestacyjnych. Z powodu coraz mniejszej aktywności organizacji rolniczych utworzył przed kilkoma laty Związek Zawodowy Rolników „Solidarni”, który prowadził radykalne działania w obronie producentów rolnych. Nieco ponad rok temu znów został uwięziony po zorganizowaniu kolejnego protestu. Od wielu lat jego życie było nieustanną walką w obronie interesów polskiej wsi i rolników, a skala represji wobec niego była ogromna.
rekomendacja-zagorny
Marian Zagórny był od wielu lat przyjacielem naszego czasopisma. Pierwszy wywiad z nim opublikowaliśmy w roku 2003 (można go w całości przeczytać poniżej). W sierpniu 2005 r. w Gdańsku wziął udział w organizowanych przez nasze pismo niezależnych obchodach 25. rocznicy Sierpnia ’80. W roku 2007 był prelegentem na naszym Festiwalu Obywatela – na tej imprezie jako uczestnik gościł kilkakrotnie. Od roku 2008 był członkiem Rady Honorowej naszego pisma. W roku 2012 opublikowaliśmy obszerną rozmowę z Nim na stronie internetowej (można ją przeczytać tutaj); rok później powstał kolejny wywiad o jego walce (do przeczytania tutaj). Byliśmy regularnie w kontakcie, wielokrotnie doradzał nam w kwestii rolnictwa, wsi, produkcji żywności, zawsze pełen entuzjazmu i zapału. Był wzorem odwagi cywilnej oraz zaangażowania społecznego, a przy tym człowiekiem niezwykle skromnym, sympatycznym i mało zainteresowanym korzyściami osobistymi. Był także wzorem tego, jak o ważne sprawy i cele dopominać się bez względu na to, jakie barwy ideowe czy polityczne reprezentuje przeciwnik – Marian Zagórny nie czynił żadnych różnic, gdy wsi i rolnictwu działy się złe rzeczy, protestował przeciwko poczynaniom rządów prawicy, liberałów, postkomunistów. Zajmował się nie tylko protestami – corocznie współorganizował wakacje dla ubogich dzieci z rodzin rolniczych.

Żegnamy Mariana z ogromnym smutkiem. Cześć Jego pamięci!

Przypominamy wywiad z Marianem Zagórnym z „Obywatela” nr 14, z roku 2003:

***

Niech się nas boją – z Marianem Zagórnym rozmawia Barbara Bubula

Jak wygląda życie codzienne Mariana Zagórnego?

M.Z.: Moje życie codzienne to praktycznie cały czas wyjazdy, po całej Polsce. W domu jestem kilka dni w miesiącu. Niemal cały czas protestujemy, bo rząd stwarza taką sytuację, że nasz komitet protestacyjny nie ma ani chwili oddechu. Co chwila jakiś problem wyskakuje. Jakiś czas temu była sprawa importu zboża, później importu wieprzowiny, na wiosnę – jak wszyscy wiemy – był problem skupu trzody chlewnej i drobiu, gdy rząd podjął decyzję o imporcie, a od polskich rolników nie skupował. Wtedy też jeździłem po różnych blokadach w całym kraju. Teraz mamy znów spotkania z rolnikami w różnych regionach Polski, związane z opłacalnością produkcji, interweniujemy, zgłaszamy pisma, wnioski do rządu. Jeśli rząd nie zareaguje, znowu mamy kilka planów działań protestacyjnych o różnym nasileniu. Jak przyjdzie co do czego, to protesty rolnicze mogą być nawet ostrzejsze od tego, co widzieliśmy u zdesperowanych górników. Jeżdżę nie tylko ja, ale i inni członkowie Komitetu Protestacyjnego Solidarności Rolników Indywidualnych, każdy w miarę swych możliwości.
IMG_0004

(Okładka „Obywatela” z roku 2003 – anonsuje m.in. wywiad z Marianem Zagórnym)

Kto wchodzi w skład tego Komitetu?

M.Z.: Są to przedstawiciele różnych organizacji zawodowych: i rolnicy z „Solidarności” Rolników Indywidualnych, i z kółek rolniczych, z „Samoobrony”, rolnicy niezrzeszeni, także ze związków branżowych: drobiarze, producenci zbóż, kukurydzy itd. Skupiamy wiele organizacji i gałęzi produkcji. W szczególności związki branżowe nie mają w swoich statutach zapisów o akcjach protestacyjnych. Dzięki włączeniu się w strukturę naszego komitetu uzyskali możliwość uczestniczenia w takich protestach, a nawet organizowania ich.

Czyli dobrze się współpracuje na tym forum?

M.Z.: Tak. Warto przypomnieć, że na samym początku, siedem lat temu, był to tylko komitet „Solidarności” RI. Powstał na Dolnym Śląsku, bo wtedy był tam w roku 1996 problem klęski długotrwałych opadów, potem brak skupu. Po roku, kiedy te problemy narastały, przyłączali się przedstawiciele innych organizacji. Wyrazili jednak zgodę, aby pozostała nazwa Komitetu Protestacyjnego „Solidarności” RI. Teraz wspólnie pod tą nazwą walczymy w skali ogólnopolskiej o byt rolników.
IMG_0002
Siedziba jest na Dolnym Śląsku, a jak wygląda kwestia Waszych przedstawicielstw w całym kraju?

M.Z.: Jest nasze przedstawicielstwo w Nowym Sączu, mamy też biuro w Olsztynie i Poznaniu, jest siedziba w Szczecinie, w Białymstoku, w Skierniewicach, w Gdańsku i w województwie lubelskim.

Czy odnotowaliście jakieś sukcesy świadczące, że to wspólne działanie miało jakiś wpływ na rzeczywistość w Polsce?

M.Z.: Naszym pierwszym sukcesem było doprowadzenie w 1997 r. do zmiany przepisów o klęskach żywiołowych. Klęska długotrwałych opadów (żniwa w naszym regionie mogły się wtedy rozpocząć dopiero w październiku!) spowodowała bardzo duże straty rolników, a przez Agencję Rynku Rolnego tego typu zjawisko nie było uznawane za klęskę żywiołową. A w przypadku klęski żywiołowej rolnicy mogą otrzymać dopłaty do materiału siewnego, mogą się ubiegać o zwolnienie z podatku, z czynszów dzierżawnych, mogą otrzymać kredyty preferencyjne na uruchomienie produkcji. Uzyskaliśmy w rezultacie zmianę przepisów nie zmienianych od lat pięćdziesiątych. Kolejny nasz sukces to rezultat protestów związanych z importem zbóż i kukurydzy. Po naszych akcjach ograniczyła się liczba firm, które zajmują się tym importem. Część agencji ubezpieczeniowych wycofała się z ubezpieczenia transportów, to było zbyt dla nich ryzykowne, by importerzy się ubezpieczali. Troszeczkę ograniczony został przemyt, choć nadal jest on bardzo duży. Wskutek naszych protestów, po dwóch latach minister Balazs wprowadził cła konwencyjne. Wprawdzie na krótko, bo na rok, ale to zawsze coś. Zmieniony został system skupu. Przedtem dopłaty otrzymywały firmy, które skupowały zboże. I wiadomo, że na takiej zasadzie się to odbywało: ktoś importował, sprzedawał firmie, która działała na rzecz agencji, brał dopłaty. Dopiero po protestach zostały wprowadzone dopłaty bezpośrednio dla rolników. Więc sukcesy są. Może nie tak widoczne, ale są. Udowodniliśmy wielokrotnie, że mamy do czynienia z importem produktów rolnych na dużą skalę. Rząd zaprzeczał, a tymczasem okazywało się, że to my mamy rację. Przy akcji wysypywania zboża rolnicy stali ponad miesiąc w kolejkach i tego zboża nie skupowano, a myśmy wysypali na przejściu granicznym zboże i w rezultacie na trzeci dzień ruszył skup! Tak więc konkretnych osiągnięć jest dużo, wiadomo jednak, iż strona rządowa nie przyzna się do tego, że coś zostało wywalczone dzięki protestom, przez ich eskalację, przez poświęcenie się rolników. Wielokrotnie organizowaliśmy akcje przeciwko importowi drobiu. I widzieliśmy natychmiastowy rezultat. Blokowaliśmy import i przemyt, a cena drobiu w Polsce niemal z dnia na dzień rosła. Trwało to po pół roku czy siedem miesięcy, ale zawsze przez ten okres było trochę oddechu dla polskich producentów-drobiarzy. A sprawa kukurydzy, w szczególności tej genetycznie modyfikowanej – też rok temu zablokowaliśmy ją na granicy. Automatycznie wiele firm wycofało się z importu, może obawiając się, że ujawnimy, kto to importował. Też były informacje z ministerstwa gospodarki, że w tym okresie nie sprowadzono jakoby do Polski ani kilograma. Tak było i z cukrem, i z mąką… Te nasze działania niosą znaczną pomoc dla polskich rolników i chwilową poprawę sytuacji w rolnictwie. Ale o tym się głośno nie mówi. Jednak niektórzy przestępcy boją się ujawnianej przez nas prawdy.
IMG_0003
Czy napotkaliście w czasie całej swojej działalności kogoś w elitach rządzących, kto byłby przychylny waszym postulatom?

M.Z.: Nie. Z żadnego ugrupowania. Chociaż jeszcze za AWS-u ludzie w rządzie wiedzieli, że mamy rację. Tylko głośno tego nie mówili. Każdy, kto rządzi krajem – jest przestępcą, bo inaczej tego nie można określić. Ludzie, którzy chcieli od nas poparcia w wyborach, potem, gdy się dostali do parlamentu, do ław rządowych, automatycznie o rolnictwie, o problemach wsi zapominali. Co więcej, działali na naszą szkodę.

A dlaczego każdy kto rządzi jest przestępcą?

M.Z.: Dlatego że współdziała w układzie przestępczo-mafijnym. Chodzi o przemyt produktów rolnych na ogromną skalę. Są to kolosalne pieniądze. Kiedyś, kilka lat temu, gdy mój kolega Ryszard Matusiak, ówczesny szef Zarządu Regionu „Solidarności” w Jeleniej Górze, był posłem i jako jedyny niezwiązany z rolnictwem nas popierał, przeciwstawiał się Krzaklewskiemu i całemu temu układowi. Wtedy się głośno mówiło o kupowaniu ustaw w sejmie. Cena była od miliona do pięciu milionów dolarów. Ja wtedy zażartowałem, że może wśród rolników zbierzemy pięć milionów i kupimy sobie ustawę dla nas korzystną. Wtedy niektórzy posłowie powiedzieli, że choćbyśmy zebrali i trzysta milionów to i tak nie wystarczy, bo przeciwko nam są tak kolosalne pieniądze, że zawsze nas przebiją. To daje do myślenia. Zresztą w szeregu firm związanych z importem, z przemytem – mamy dane, kto tam zasiada we władzach, z czyjej protekcji – nie ma podziałów politycznych. W imporcie i przemycie siedzą ludzie zarówno z dawnego betonu komunistycznego, jak i z betonu „solidarnościowego”. Interes łączy tych ludzi. Tylko pod publikę w sejmie kłócą się, a w rzeczywistości niszczą rolnictwo, okradają Polskę.

W takim razie co możemy zrobić, żeby się obronić?

M.Z.: Szansa oczyszczenia tego niezdrowego układu elit istnieje. Trzeba odsunąć wszystkich ludzi, którzy rządzili. Obojętnie gdzie. W województwie, w rządzie, byli posłami, byli szefami jakichś tam partii… Ci ludzie nie powinni nigdzie kandydować, nie powinni już rządzić. Powinna przyjść młodzież, ci jeszcze nie zarażeni. Bo jest część tego starego betonu i teraz się to tak odbywa, że przychodzą młodzi ludzie i są od razu wprowadzani w ten układ mafijny. I to jest chore. Błędem była gruba kreska Mazowieckiego. Proszę zobaczyć, jak wygląda scena polityczna. Od 1989 r. zamieniają się tylko miejscami. Rządzą, cztery lata czy trzy, potem odchodzą na chwilę, ale przechowują się dobrze ulokowani gdzieś w województwie, na niższych szczeblach, potem znów przychodzą do ministerstwa, i tak w kółko. Żeby państwo było zdrowe, muszą przyjść ludzie spoza wszelkiego układu partyjnego. Mówi się, że młodzi ludzie nie potrafią, nie mają kompetencji. Ja uważam, że dziś młodzież jest świadoma, rozumie problemy, może przez rok by się uczyli, ale potem byłaby to kadra, która w dobry sposób zarządzałaby krajem czy województwem. Proszę zobaczyć: to są ciągle ci sami posłowie. Patrząc na Millera, Oleksego – przecież piętnaście lat temu oni byli sekretarzami komitetów wojewódzkich. Tak się ściskali z Ruskimi, do Moskwy jeździli, tak ten zgniły Zachód wyklinali. Teraz jadą na ten zgniły Zachód i tak samo się ściskają, obejmują. Dla mnie to jest niewyobrażalne. Może nie będę używał słów niegrzecznych. Mieliby honor, to przynajmniej puściliby do władzy tych młodych, co ich mają w SLD. A nie tak – najpierw karali ludzi za kontakty z Zachodem, a teraz odgrywają wielkich przyjaciół Unii Europejskiej.
FO 2005

(Marian Zagórny na Festiwalu Obywatela w roku 2005)

A czy pokłada Pan nadzieję w kontaktach z rolnikami z Zachodu?

M.Z.: Z częścią na pewno, bo ostatnio w USA się spotkałem ze Szwajcarem, Holendrem, Francuzem, Węgrem. Oni też oceniają, że COPA-COGECA, czyli związek organizacji rolniczych Unii Europejskiej w rzeczywistości często popiera decyzje Komisji Europejskiej, że nie dba o interesy rolników. Z kolei niektóre organizacje narodowe rolników z krajów Unii Europejskiej nie popierają polityki COPA-COGECA, więc z częścią tych organizacji rolniczych na pewno współpracować będziemy. Zresztą nie tylko w Europie, ale i na innych kontynentach. Właśnie wróciliśmy z kolegą-rolnikiem ekologicznym Mieczysławem Babalskim z podróży do Stanów Zjednoczonych, którą odbyliśmy na zaproszenie organizacji Public Citizen. Pokazano nam katastrofalne skutki działalności gigantycznych korporacji rolniczych, takich jak Smithfield, który od kilku lat prowadzi inwazję w Polsce. Musimy się bronić, musimy zjednoczyć działania z rolnikami całego świata. Amerykańscy rolnicy, których spotykaliśmy, właściwie przepraszali nas, że dotąd byli tacy potulni, bierni, że dali się zniszczyć tak łatwo. Dawaliśmy im przykłady naszych akcji, w wielu sprawach mogliby się od nas uczyć, jak skutecznie protestować. Tam doszło już do takich tragedii, jak to, że cały stan Iowa czy Wisconsin zalane są gnojowicą z gigantycznych chlewni, bez innych roślin niż genetycznie modyfikowana kukurydza i soja. I opuszczone gospodarstwa rolne. Nikt nie dba o interesy rolników. Wręcz przeciwnie, dąży się do tego, żeby rolnictwo zniszczyć, żeby wielkie międzynarodowe koncerny żywnościowe i chemiczne dyktowały warunki.

Czyli linie podziału biegną pomiędzy międzynarodowymi koncernami-gigantami a małymi i średnimi rolnikami z całego świata, a nie pomiędzy rolnikami poszczególnych krajów?

M.Z.: To, co zobaczyłem w USA to nawet nie jest zagrożenie, to tragedia… Bo w Polsce są duże gospodarstwa, ale okazuje się, że nie jest zagrożeniem to nasze duże gospodarstwo, określane mianem „produkcja rolna na skalę przemysłową”. To, co robią koncerny w świecie, to nie jest skala przemysłowa. To jakaś skala apokaliptyczna. Bo nie jest ważne to, czy rolnik ma tysiąc hektarów czy dziesięć hektarów. Ważna jest opłacalność produkcji. Wiadomo, że inne są koszty na dziesięć czy na tysiąc hektarów, natomiast ważna jest cena za wyprodukowany towar. Nawet takie duże gospodarstwa jak PGR-y za komuny – po 5-10 tys. hektarów – to jeszcze nie jest taka skala, w jakiej produkują te koncerny. To jest tragedia. Ta żywność nie nadaje się do spożycia, następuje spustoszenie środowiska naturalnego, a rezultatem jest po prostu trucie społeczeństwa.
Zrzut ekranu 2016-02-29 16.33.27

(Marian Zagórny wręcza w roku 2005 Andrzejowi Gwieździe czapeczkę z roku 1981 – był to prezent, który Gwiazda miał otrzymać prawie ćwierć wieku wcześniej, ale uniemożliwiło to wprowadzenie stanu wojennego. Marian Zagórny przekazał czapeczkę dopiero podczas organizowanych przez nasze pismo niezależnych obchodów 25. rocznicy Sierpnia ’80).

Ważna jest świadomość tych, którzy zatrutą żywność kupują…

M.Z.: Społeczeństwo jeszcze tego nie rozumie. Rolnicy też są przecież konsumentami. I też nie wszyscy protestują. Na pewno ważna jest ciężka sytuacja gospodarstw rolnych – gdybym nie miał za co żyć, to też nie wiem, czy bym nie poszedł do sklepu i nie kupił tej tańszej szkodliwej żywności. Wielokrotnie udowadnialiśmy, bo pobieraliśmy próbki, że zatrzymywane przez nas na granicy kukurydza czy drób nie nadają się do spożycia. To stwierdzały 2-3 lata temu kontrole NIK-u, że 80% żywności importowanej do Polski nie spełnia norm. Że to jest zatrute, to jest raz. Po drugie, nie ma różnicy cenowej w sklepie. Jak myśmy zboże przemycane do Polski wysypywali w Muszynie, to potem były takie sondaże w radiu, gdzie się ludzie wypowiadali, że oni mają niską emeryturę czy rentę i oni chcą importu żywności, bo wtedy jest w sklepie taniej. Ale czy ktoś kupił chleb z pszenicy importowanej – sprowadzanej za 1/3 wartości pszenicy kupowanej od rolnika w Polsce – na którym by było napisane, że to jest chleb z importowanego zboża i kosztuje 0,50 zł, a obok by leżał chleb z polskiego zboża za 1,50 zł? Czy ktoś kupił szynkę czy drób, które byłyby oznaczone, że są tańsze, bo pochodzą z dotowanego importu? Nikt. Więc niszczy się rolnictwo, świadomie zatruwa społeczeństwo, a po trzecie – oszukuje się. Z tą wiedzą, z prawdą o żywności trudno się przebić. Mamy potwierdzone różne badania, gdzieś regionalnie, w lokalnej prasie jest to drukowane, ale media wielkonakładowe tego nie podają, bo są opanowane przez rządzących, którzy tych wiadomości do opinii publicznej nie dopuszczają.

A jak było z tymi pustymi elewatorami zbożowymi, kiedy okazywało się, że fikcyjnie skupowano zboże w skupie interwencyjnym państwa?

M.Z.: Tak się składa, że już rok wcześniej, zanim napisały o tym największe dzienniki, wkroczył prokurator, nasz komitet protestacyjny informował wszystkie możliwe strony o tym procederze. A każde nasze stanowisko rozsyłamy zawsze do prawie tysiąca adresatów: od prezydenta, premiera, wszystkich ministrów, sejmu, senatu, przez kluby parlamentarne, po wojewodów. Powiadomiliśmy ich o tym, że część  rzekomo skupowanego interwencyjnie zboża w ogóle nie istnieje, że wędrują same kwity. Część zamiast pochodzić od polskich rolników była importowana z CEFTA. Już w ubiegłym roku powiadamialiśmy, że istnieje fikcyjny skup. Od lutego 2003 r. informowaliśmy, że Agencja Rynku Rolnego postanowiła sprzedać 308 tys. ton zboża na eksport, a zaczyna brakować zboża w kraju, że będą musiały wzrosnąć ceny mąki i pasz. Bez rezultatu. Przez tydzień wstrzymali, podnieśli cenę o 3 złote, a potem znowu sprzedawali. Cena pszenicy na rynku wynosiła 450 zł za tonę, rząd sprzedawał z zapasów Agencji po 330 zł za tonę i jeszcze jak ktoś wyeksportował to dostał 170 zł dopłaty. Później za 160 zł sprzedawano. W kwietniu też pisaliśmy, na jaki statek załadowano zboże. Pisaliśmy do Millera i do wszystkich pozostałych, że statek wypłynął, że drugi statek stoi w porcie, że można to sprawdzić. Nikt nie reagował. Pojechaliśmy do portu w Szczecinie, w nocy to sprawdzaliśmy, jeden statek to były „Bataliony Chłopskie”, drugi nazywał się „Panama”, mieliśmy zapisane numery elewatorów, numery rejestracyjne samochodów, nawet z kierowcami rozmawialiśmy. Wyszedł na jaw przy okazji drugi proceder. Część zboża sprzedawano z dopłatą niby na eksport po 160 zł za tonę, potem taki statek płynął do Gdyni, tam go wyładowywano i sprzedawano na rynku krajowym po 450 zł za tonę. Więc skoro nasze pisma do premiera, do NIK-u, do prokuratury nie przyniosły rezultatu, 25 maja powiadomiliśmy prokuraturę krajową o popełnieniu przestępstwa przez prokuratorów i elity rządzące. Dotyczy to art. 304 i 305 kodeksu postępowania karnego: artykuł 304 mówi, że jeśli organ samorządowy czy rządowy wie o przestępstwie, to powinien zgłosić to do prokuratury oraz że prokurator wszczyna postępowanie z urzędu, jeśli dowie się o przestępstwie. Donieśliśmy na niektórych prokuratorów, bo nam odpisywali, że przesyłają do innej prokuratury, a artykuł 305 mówi, że jeśli prokurator ma doniesienie o przestępstwie, to powinien zabezpieczyć dowody. Dowodów nie zabezpieczono. Statek stał w porcie długo, jakieś dwa tygodnie, bo na trasie przepływu między portem a pełnym morzem zatopiła się nieszczęśliwie jakaś barka i kanał był zablokowany. Tymczasem nikt z prokuratury nie zjawił się, żeby sprawdzić nasze doniesienie. Kiedy indziej, gdy zablokowaliśmy przemyt drobiu w Gdyni i powiadomiliśmy prokuraturę, to prokurator nam odpisał, cytuję: „odmawiam wszczęcia postępowania w sprawie zablokowanego drobiu, który ominął skład celny”. Więc sam stwierdził, że drób ominął skład celny. I odmówił wszczęcia postępowania. Dotyczyło to 4,5 tysiąca ton drobiu! I drób wjechał do Polski. Proszę zobaczyć, jaka to jest parodia sprawiedliwości.
Zrzut ekranu 2016-02-29 16.29.15

(Marian Zagórny na Festiwalu Obywatela w roku 2008)

A jaki był rezultat Waszego doniesienia na prokuratorów i elity władzy z 25 maja w sprawie manipulacji ze zbożem?

M.Z.: W sierpniu byłem przesłuchiwany w prokuraturze Warszawa-Śródmieście. Pan prokurator od razu postraszył, że grozi mi 6 lat więzienia za pomówienie osób publicznych. Ja mu na to: ja wiem, że to jest prawda, a skąd pan wie, skoro pan jeszcze nie rozpoczął postępowania, że to jest pomówienie? Na razie trwa postępowanie przygotowawcze. Zobaczymy. Mamy masę dowodów na to, że te osoby (prokuratorzy, premier, ministrowie) po prostu zgodnie z prawem powinny podjąć działania w celu schwytania sprawców przestępstwa zbożowego. Tak przynajmniej powinno być w normalnym kraju, bo w Polsce wszystko jest możliwe…

Czy historie podobne do tego dziwnego obrotu zbożem czekają nas także w przyszłości?

M.Z.: Fikcyjny skup trwał co najmniej 5 lat. Jakieś siedem lat temu Rolimpex wziął kredyt na skup interwencyjny od rolników 100 tys. ton zboża. Skupił około 5 czy 10 tys. ton. Resztę zaimportował, bo musiał odstawić do magazynów agencji. Wtedy dopłaty były do firm zbożowych, a nie do rolników. U nas cena była 370 zł za tonę, a na wiosnę 640 złotych za tonę. Oni kupili za granicą w CEFTA po 200 zł i odstawili do magazynów Agencji po 645. Tak, że na 100 tys. ton mieli 400 miliardów starych złotych zarobku. Podobne sytuacje zdarzają się co roku. Są wynajdowane coraz to nowe sposoby na nielegalny zysk. Bo egzekucja prawa w Polsce jest chora. Bakoma z Komorowskim – kolejna afera. Pisaliśmy o tym. Fikcyjnie skupił w tamtym roku 100 tys. ton. Po naszych kilku interwencjach nawet „Super Ekspress” coś napisał. Była kontrola NIK-u i stwierdzili u Komorowskiego braki. Kiedy samochód wjeżdża do elewatora, to trzeba spisać numery rejestracyjne. I okazało się, że fiatem ktoś „przywiózł” 37 ton, motorem 25 ton. Wpisywali po prostu fikcyjne numery rejestracyjne. Wiadomo więc, że tego zboża nie było! I jakoś niczyje głowy za to nie poleciały. Kolejne pisma posłaliśmy w sprawie Strzelec Krajeńskich i Nowogardu, u panów Łukowskiego i Bondy była kontrola, stwierdzili nieprawidłowości, ale odmówili wszczęcia postępowania. A u pana Łukowskiego kontrola stwierdziła, że stan księgowy zgadza się ze stanem magazynowym. A trzy dni wcześniej stwierdzono brak 20 tysięcy ton…

Więc wygląda na to, że jest to…

M.Z.: …mafia.

System ten ma ochronę nie tylko na najwyższych szczeblach władzy, ale i u lokalnych prokuratorów, sędziów, w organach kontrolnych i policji oraz w służbach celnych.

M.Z.: Oczywiście. Zresztą przy okazji tego wyroku, który odsiadywałem, Sąd Najwyższy potwierdził, że się chroni przemytników. Bo nie było właściciela zboża. Chodziło o to zboże wysypane w Zebrzydowicach. Oczywiście nikt się do tego przemycanego zboża nie przyznał. I sąd nie zwrócił uwagi na to, że nie ma właściciela tego zboża. Stwierdził – nieważne, że bezpańskie, ważne, że zostało zniszczone. To o czym my mówimy?! Inny z wyroków, który dostałem  dotyczy zboża w Muszynie, tam wysypaliśmy 60 wagonów. Mam karty ściągnięte z każdego wagonu. A mnie oskarżyli tylko za 14 wagonów. Bo reszta to był przemyt. Na tych kwitach jest wszystko: nazwy firm, skąd, dokąd, ile. Ale organów ścigania to nie interesuje. Nawet na sprawie sądowej się niechcący wygadali, że więcej zboża było. Bo na te niby 14 wagonów musieli ściągnąć specjalną dmuchawę do zebrania ziarna, a stacja była wyłączona przez dwa tygodnie i za tyle mnie kosztami obciążyli. Czternaście wagonów przez tyle czasu to by wiaderkami zebrali. A nie dmuchawą przez dwa tygodnie! Co ta dmuchawa tam zbierała? Kamienie?
FO 2012

(Marian Zagórny na Festiwalu Obywatela w roku 2012)

Jak Pan sobie radzi z tymi licznymi wyrokami?

M.Z.: Chcą mi odwiesić teraz ułaskawienie, bo odsiedziałem już 3 miesiące, a miałem wcześniej wyrok w zawieszeniu na 5 lat. Teraz w Muszynie zostałem znów skazany, odwołałem się do sądu okręgowego, jak podtrzyma wyrok, to mi tamto odwieszą. A jeszcze mam cztery inne sprawy sądowe w toku.

Dziękuję za rozmowę.

Kraków, 12 września 2003 r.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>