O nierównościach chłodno i gorąco

Wiosna 2016 |

Praca Görana Therborna „Nierówność, która zabija” wpisuje się świetnie w pokryzysowy nurt krytycznej refleksji nad dominującym modelem społeczno-gospodarczym. Autor, szwedzki naukowiec z Cambridge, prowadzi studia nad nierównościami od wielu lat, ale – podobnie jak w przypadku innych głosów krytycznych – jego spostrzeżenia nabrały większej wagi dopiero niedawno.

Symptomatyczne, że książka Therborna tak szybko została przetłumaczona na polski. Problem nierówności zaczyna być dostrzegany również u nas. Badanie zasobności gospodarstw domowych, opublikowane w listopadzie 2015 r. przez Narodowy Bank Polski, ujawniło, że 10% najbardziej zasobnych polskich gospodarstw posiada 37% całkowitego majątku, natomiast majątek 20% najmniej zasobnych gospodarstw to zaledwie 1% ogółu. Co więcej, wbrew wcześniejszym uspokajającym statystykom, współczynnik nierówności dochodowej Giniego wyniósł 38,4% (znacząco więcej niż według danych Eurostatu), natomiast ten sam współczynnik dla majątku – aż 57,9%. Książka Therborna pojawia się zatem w chwili odpowiedniej, aby wpłynąć również na polską debatę publiczną.

Czego możemy się z tej pracy dowiedzieć? Odpowiedź nie jest prosta, ponieważ została ona opatrzona zarówno autorską pieczęcią chłodno patrzącego naukowca, jak i rozemocjonowanego tematem obywatela, humanisty i społecznika. Autor wzywa do przeciwdziałania nierównościom i pokazuje płaszczyzny do takiej aktywności, lecz nie dobiera danych pod tezę, nie pozwala na wyciąganie jednozdaniowych wniosków o stanie świata. Książka nie przekonuje, że nierówności rosną wszędzie i na każdym polu, więc pozwala czytelnikowi na wypracowanie sobie prawdziwszego, złożonego i dynamicznego, obrazu rzeczywistości.

Choć nierówność zabija, ma ona niejedno imię. Nawet najbardziej oczywisty, ekonomiczny wymiar nierówności jest sam w sobie niesłychanie złożony. Na różnice między poszczególnymi krajami należy nałożyć różnice wewnątrz społeczeństw. Bogate kraje zamieszkiwane są niemal zawsze przez rzesze ubogich obywateli, natomiast w krajach ubogich często istnieje pokaźna warstwa bogaczy. Jak podaje Therborn, różnica między długością życia w dwóch dzielnicach Glasgow – Calton i Lenzie, wynosi 28 lat, czyli tyle, ile między Wielką Brytanią a Haiti, trzy piąte populacji Brazylijczyków żyje zaś na wyższym poziomie (według wskaźnika HDI) niż najuboższa jedna piąta Amerykanów. A przecież dochód nie jest jedynym wyznacznikiem nierówności w świecie, w którym powodem do dyskryminacji mogą być rasa, płeć, orientacja seksualna czy przynależność do klasy społecznej lub wspólnoty wyznaniowej. Czy zatem da się w ogóle zrozumieć dzisiejsze nierówności, nie mówiąc już o wypracowaniu spójnej polityki przeciwdziałania im?

Pierwsze kilkadziesiąt stron książki pokazuje przyczynkowo rozmaite przejawy nierówności, w tym te skutkujące krótszym życiem części społeczeństwa. Przytaczane są prace naukowe wskazujące na wpływ nierówności na np. karłowacenie mózgu. Autor wyraźnie wskazuje, że problem nierówności to nie tylko kwestia braku równowagi między zasobami biednych i bogatych czy sprawa poczucia sprawiedliwości. Równocześnie bowiem splatają się w jedno czynniki ekonomiczne, społeczne i wymiar ontologiczny. Jak pisze, bycie ubogim oznacza, że nie ma się wystarczających środków, aby w pełni uczestniczyć w życiu codziennym na poziomie większości członków własnego społeczeństwa. Idąc dalej tym tropem, Therborn otwarcie zgadza się z definicją hinduskiego ekonomisty i filozofa Amartyi Sena, który uważa, że stan równości jest tożsamy ze zdolnością do pełnego życia. Jednocześnie wymiar praktyczny i filozoficzny rozważań zostają połączone, gdy Therborn zadaje fundamentalne pytania-zagadki, pobudzające czytelnika do dalszej refleksji. Są to pytania bez definitywnych odpowiedzi, które mają ukazać koncepcyjną złożoność tematu.

Na czym polega różnica między zróżnicowaniem a nierównością? Przytaczając opinię Marksa (każdemu według potrzeb), Therborn przekonuje, że całkowita równość nie jest celem społecznym. Do jakiej formy równości powinny dążyć racjonalne jednostki ludzkie, gdyby nie mogły uzyskać wiedzy o tym, czy w warunkach nierówności znalazłyby się wśród uprzywilejowanych? To pytanie każe zastanowić się nad koncepcją równości szans. Jak wygląda związek między ubóstwem a nierównością? Czy istnieją analityczne i etyczne ograniczenia liberalnej idei równości szans? Przy okazji rozważań nad tymi tematami Therborn zaznacza, że nierówności są społecznym konstruktem, w dużym stopniu podatnym na zmiany i modyfikacje. To czyni z dociekań mniej teoretyczną, a bardziej etyczną łamigłówkę o szerszych konsekwencjach dla aktywnych obywateli, do których kierowana jest ta książka. Therborn wskazuje, że choć nigdy nie znajdziemy optymalnego dla rozwoju społecznego punktu równości i nierówności, nie powinno nam to przeszkadzać w działaniu, gdyż obecnie wahadło jest jednoznacznie przechylone w stronę nierówności.

W ciekawy sposób szwedzki profesor podchodzi do kwestii równości szans. Ta liberalna koncepcja zakłada, że moment urodzenia nie determinuje w żaden sposób materialnych i społecznych szans w dalszym życiu człowieka. Wspiera ją koncepcja merytokratyczna, zgodnie z którą każdy jest kowalem swojego losu. Socjolog z Cambridge zauważa, że nawet gdyby możliwe było wyeliminowanie czynnika lepszego startu, krytyka liberalnej idei równości szans powinna być wymierzona w inny aspekt. To, że równość szans nie jest związana z pochodzeniem rodziców, a przyszły los determinują wydarzenia indywidualnego życia, nadal nie zmienia faktu, że życie jednostek poddane jest regułom nieludzkiej loterii. Piramida hierarchii społecznej w społeczeństwie akceptującym nierówności w rozdziale zasobów, mimo że nie jest ustalana genetycznie, jest równie stroma jak tamta.

To spostrzeżenie szczególnie interesujące w kontekście relatywnie młodego stażu polskiej gospodarki rynkowej. Pomijając na rzecz eksperymentu myślowego istnienie wielu patologii i historycznych determinant, załóżmy, że w roku 1989 wielu przeciętnych Kowalskich o podobnych możliwościach, umiejętnościach i cnotach stało przed dużym kołem fortuny. Kilkanaście lat później ich usytuowanie na społecznej piramidzie było już dramatycznie różne – dla niektórych los okazał się łaskawy, dla innych mniej, a z niektórymi obszedł się okrutnie. Reakcja części wygranych na udany ruch koła fortuny pokazuje, że niepotrzebne jest istnienie spetryfikowanych struktur oligarchicznych, aby nierówności wypiętrzały się same z siebie – nawet przy zasadach gry identycznych dla każdego. Wygrani bardzo łatwo akceptują nowy stan rzeczy, ale równie często legitymizują go przegrani, aprobując istniejące zasady gry i liberalną ruletkę.

Therborn odrzuca ułudę równości szans jako pojedynczej nieruchomej sceny, ukazując w zamian życie w ujęciu dynamicznym. Zauważa, że egzystencja to seria nierówności szans. Przypadkowe zdarzenia wpływają na ludzkie losy nie tylko na początku życia, lecz przez cały czas jego trwania.

Rodzaje nierówności
i procesy ich powstania

Therborn dzieli nierówności na współistniejące i wpływające na siebie nawzajem rodzaje: życiową, egzystencjalną oraz nierówność zasobów.

Nierówność życiowa objawia się istnieniem różnic w najbardziej podstawowych aspektach życia. Jest definiowana jako społecznie konstruowane nierówne szanse życiowe ludzkich organizmów. Jej przejawami są m.in. głód i niedożywienie, krótsze życie czy krótszy okres trwania w dobrym zdrowiu, niedorozwój ciała. Przyczynami nierówności życiowych mogą być – i często są – inne rodzaje nierówności.

Nierówność egzystencjalna to nierówna dystrybucja podmiotowości. Tego typu nierówność występuje ze względu na rasę, płeć, orientację seksualną, przynależność do klasy społecznej lub wyznanie. Może się przejawiać na przykład dyskryminującym ładem prawnym, w mniejszym stopniu zabezpieczającym korzystanie niektórych grup z praw obywatelskich.

Z kolei nierówność zasobów odnosi się do nierówności rozumianych potocznie jako ekonomiczne, czyli różnic w wyposażeniu poszczególnych grup w zasoby (głównie materialne) pozwalające na pełniejsze realizowanie potrzeb.

Dużą zaletą książki jest to, że autor kładzie nacisk na fakt, że nierówności są rezultatem procesów. Ta dynamiczna, żywa natura nierówności oznacza, że nie mamy do czynienia z determinizmem. Jednocześnie składowe te nie są i nie muszą być spontaniczne, mogą bowiem stanowić skutek społecznie wypracowanych rozwiązań instytucjonalnych. System-społeczeństwo oddziałuje na nierówności, ale i jest poddany ich działaniu, i to te procesy jako rezultat wielu różnorodnych aspektów (behawioralnych, geograficznych, historycznych, społecznych) powinny być przeanalizowane. Jak wskazuje autor: to, co nazywa się „osiągnięciami”, jest w rzeczywistości silnie uzależnione od systemowych zasad gry i struktury nagród, a „wyzysk” odgrywa dziś mniejszą rolę, niż przewidywał Marks. Nierówności są bowiem wytwarzane i podtrzymywane przez procesy systemowe, ale i niwelowane przez działania dystrybutywne w stronę uprzywilejowanych.

Therborn wymienia cztery procesy powstawania nierówności. Pierwszy z nich to dystansowanie. Dystans jest wytwarzany przez jednostkę A, która wyprzedza B, ze względu na, na przykład, większe wsparcie A ze strony rodziców, większe wstępne zasoby, lepsze kształcenie, ciężką pracę. Jednostka B zostaje z tyłu, również dlatego, że często nie wie o istnieniu nowych środków produkcji czy transportu. Niedostateczna wiedza może powodować, że w porównaniu z jednostką A podupada na zdrowiu. Nierówna dystrybucja informacji i psychologia społeczna, promująca dobre samopoczucie zwycięzców i dołująca przegranych, powodują dystansowanie. Dla liberałów ten proces to po prostu osiąganie wyników, zasłużona nagroda za trud. Rzeczywistość jest bardziej złożona, pełna wypadków losowych, a także nieuchwytnych mechanizmów wzmacniających nierówność na wielu szczeblach doświadczeń społecznych. Niestety, w prostej, choć popularnej logice pseudomerytokratycznego wyścigu, osiągnięcie pokazuje głównego aktora, czyni z niego bohatera zasługującego na lepszy los, nie prezentuje natomiast społecznych mechanizmów, nie mówi nic o relacjach, formach osiągania sukcesu czy warunkach wyjściowych różnych jednostek.

Dystansowanie to mechanizm, który jest tworzony nie tylko przez bezpośrednie działania aktorów (wyprzedzanie innych, pokonywanie w rywalizacji, psychologia społeczna), lecz także przez dynamikę systemową. Na płaszczyźnie systemowej na rzecz powstawania nierówności działa tworzenie i normowanie systemu nagród, promującego jednostki kosztem zdystansowanych. Działa także efekt przychodów skali, pozwalający tym, którzy już osiągają przewagę, z łatwością ją zwiększać. Systemowa dynamika strukturyzuje również dostęp do informacji i szans. Dystansowanie pokazuje niemalże banalną stronę nierówności, napędzaną przez społeczne i jednostkowe zachowania o rozpowszechnionym charakterze, nieuznawane za naganne lub niebezpieczne. Jednak to te codzienne mechanizmy, dające prymusom pierwszeństwo w dostępie do karier i lepszego życia, odpowiadają za dużą część problemu nierówności. W Polsce legitymizacja społeczna tego zjawiska jest dość powszechna. Ewentualne próby zmiany tego stanu rzeczy są zadaniem niełatwym, gdyż ingerują w przyjęte wzorce zachowania, akceptowane reguły gry świata zastanego, w tym mitologię równości szans.

Therborn mechanizmom tworzenia nierówności przeciwstawia mechanizmy powstawania równości. Wskazuje, że jednym z nich jest niwelowanie dystansu. Podobnie jak w przypadku powstawania nierówności, mechanizm ten funkcjonuje zarówno dzięki działaniom systemowym, jak i wskutek poczynań jednostek. Na poziomie działań jednostek chodzi o nadganianie i wykorzystywanie pojawiających się nowych możliwości. Na poziomie systemu zaś przykładem są działania afirmacyjne, pozytywna dyskryminacja. Istotną rolę mogą pełnić zachęty finansowe, np. na rzecz szczepień czy edukacji dzieci.

Drugi proces powstawania nierówności to wyzysk. Polega on na tym, że jednostka A zdobywa przewagę nad jednostką B, gdyż jednostka B dostarcza jej pewnych dóbr. W ustrojach zawierających formę poddaństwa osobistego wyzysk był w oczywisty sposób częścią systemu społeczno-gospodarczego, w kapitalizmie zaś nadal istnieje i zachodzi w miejscach pracy. Jednak Therborn z pokorą przyznaje, że teoria wartości opartej na pracy (proponowana przez klasyków i Marksa) nie jest zbyt aktualna, więc trudno, nie znając sprawiedliwego ekwiwalentu wartości pracy, określić rozmiary wyzysku. Różnorodność wkładu intelektualnego i manualnego, złożoność łańcuchów wartości poszczególnych produktów, istnienie przemysłów kreatywnych i innych zajęć zawodowych nieuchwytnych, lecz mających realne przełożenie na wartość, sprawia, że kwestia wyliczenia sprawiedliwego ekwiwalentu pracy staje się niesłychanie trudna. Nie zmienia to faktu, że wyzysk nadal istnieje i jest zjawiskiem realnym, chociaż dokładne zmierzenie go nie jest możliwe.

W Polsce posttransformacyjnej, ale również w wielu innych krajach, o istnieniu wyzysku w zakładach pracy nie trzeba długo przekonywać. Eksploatacja pracowników czy praca ponad miarę stały się zjawiskiem nierzadkim. Wykorzystywanie przez pracodawców dekoniunktur na rynku pracy sprawia, że pozycja negocjacyjna zatrudnionych jest słaba i nie daje im realnego wpływu na uzgadnianie udziału w wytworzonej przez nich wartości.

Mechanizmem przeciwstawnym wyzyskowi są redystrybucja i rehabilitacja. Na poziomie bezpośrednich działań mechanizm tego typu powstaje dzięki organizowaniu się i wysuwaniu postulatów politycznych oraz dzięki dobroczynności. Na poziomie systemowym natomiast taki charakter mogą mieć rekompensaty uwłaszczeniowe, a także system podatkowy, transfery i świadczenia społeczne.

Trzeci proces tworzenia nierówności to wykluczenie: ograniczenie możliwości rozwoju lub dostępu do czegoś. Wykluczenie objawia się tym, że istnieje podział na outsiderówinsiderów. Zachodzi ono w konsekwencji tworzenia ograniczeń i przeszkód, odcinania od możliwości, a także przez dyskryminację i monopolizację. Na poziomie dynamiki systemowej wykluczenie tworzą progi wejścia i bariery udziału w życiu społecznym, kumulowanie przywilejów przez nielicznych, stygmatyzacja pewnych grup oraz ekskluzywne prawa obywatelskie i majątkowe.

W naszym kraju to coraz częściej zauważane zjawisko obecne jest choćby w uprzywilejowaniu ośrodków metropolitalnych pod względem dostępu do dóbr publicznych, np. najlepszych szkół średnich. Wykluczenie powoduje, że przy prawnej i formalnej równości egzystencjalnej faktycznie istnieją szklane sufity wyłączające niektóre grupy i jednostki z udziału w pewnych aspektach doświadczeń społecznych.

Mechanizmem odwrotnym, tworzącym równość, jest według Therborna integracja. Na poziomie działań aktorów na rzecz tworzenia równości działają tu migracja oraz domaganie się prawa do udziału w życiu społecznym. Na poziomie systemowym posunięciami sprzyjającymi równości są: znoszenie progów członkostwa, przyznawanie praw, przeciwdziałanie dyskryminacji.

Czwartym procesem wyznaczonym przez Therborna jest hierarchizacja rozumiana jako zinstytucjonalizowana zwierzchność i podporządkowanie. Ważną rolę odgrywają hierarchie formalne, wyznaczające prestiż i społeczny szacunek poszczególnych zawodów i profesji, a także zajmowanych pozycji. Badania brytyjskie, które autor przywołuje, prowadzone na dużej próbie urzędników różnych szczebli, pokazały, że nierówność sama w sobie, nawet przy identycznym poziomie np. dbałości o zdrowie, jest przyczyną krótszego życia. Każdy kolejny szczebel osiągany w hierarchii urzędniczej wydłużał życie urzędnika o lata. Sugeruje to, że nierówność, hierarchiczność jest sama w sobie czynnikiem stresogennym, zagrażającym organizmowi.

Hierarchizacja tworzona jest przez bezpośrednie działania aktorów, takie jak relacje zwierzchności lub patronatu, jak również dynamiki systemowe: drabiny organizacyjne, hierarchie ról – etniczne, płciowe i inne. Therborn wskazuje również, przywołując prace Pierre’a Bourdieu, że w dzisiejszych czasach przy coraz mniejszej hierarchii formalnej coraz silniejsza jest społeczna hierarchia konsumentów. Zgodnie z jej logiką to gust determinuje klasę społeczną.

Mechanizmem wspierającym równość jest w tym wypadku dehierarchizacja. Na poziomie działań jednostek objawia się przez zbiorowe organizowanie się i współpracę, na poziomie systemowym zaś przez demokratyzację, spłaszczanie hierarchii, upodmiotowienie i tworzenie możliwości awansu.

Walka o równość w XXI wieku

Trzy rodzaje nierówności, tworzone przez cztery opisane wyżej mechanizmy, wyznaczają ramy, w których Therborn próbuje uchwycić historyczną dynamikę zmian w nierównościach na świecie. Jednocześnie stara się on odnieść do istniejących klasycznych narracji na temat równości i nierówności. Według Alexisa de Tocqueville’a cechą nowoczesności jest trend zmniejszania się nierówności i pojawianie się dążenia do równości. Według Marksa nowoczesność prowadzi do polaryzacji. Zgodnie ze spostrzeżeniem ekonomisty Simona Kuznetsa, poczynionym w 1955 roku, charakteryzuje ją najpierw wzrost, potem zaś spadek nierówności. Według Therborna zarówno Marks, jak i Tocqueville mieli pod pewnymi względami rację, jednak Marks był zbytnim pesymistą w postrzeganiu natury kapitalizmu, Tocqueville zaś przecenił znaczenie zniesienia nierówności egzystencjalnej (a zatem dziedzictwa rewolucji francuskiej), gdyż formalna równość obywateli wobec prawa nie znosi faktycznych i często ogromnych dysproporcji.

W zenicie przebijania się krytyki neoliberalizmu do dyskursu publicznego można byłoby oczekiwać od książki Therborna jednoznacznej tezy o pogłębianiu się nierówności. Stara się on jednak oszczędnie gospodarować zapałem społecznika, co widać w sposobie, w jaki formułuje konkluzje na temat trendów nierówności. Podaje bardzo wiele informacji na temat ewolucji nierówności w różnych krajach. Dzięki szerokiej wiedzy, opartej na znajomości sytuacji w różnych szerokościach geograficznych, unika euroatlantocentryzmu i wpadek w rozumowaniu związanych z przyjęciem optyki krajów bogatych. Chociaż sytuacja w krajach rozwiniętych jest przez niego dokładnie opisana, to nie ekstrapoluje jej na resztę świata.

Nierówności życiowe, a więc te związane z życiem ludzi, ich zdrowiem i zdolnością do funkcjonowania, ustabilizowały się w XX wieku, lecz ostatnio mają tendencję do zwiększania się. Therborn przywołuje dość dobitne przykłady z badań brytyjskich. Różnica długości życia między mieszkańcami bogatych rejonów Kensington and Chelsea w Londynie a rejonem Tottenham Garden wynosi 17 lat, czyli tyle, ile między Wielką Brytanią a Birmą. To szokujące, ale prawdziwe. Jak pisze szwedzki socjolog, gdy podróżuje się na wschód linią metra Jubilee, oczekiwana długość życia mieszkańców dzielnic, które rozciągają się przy tej trasie, skraca się co stację o pół roku.

Prawdopodobne przyczyny wzrostu nierówności życiowych są związane ze zmianami, jakie przynosi globalny kapitalizm. Wzrost niepewności powodowany przez drapieżny rynek pracy i bardziej stroma hierarchia społeczna sprawiają, że dla ludzi nieuprzywilejowanych jest mniej dostępnych opcji życiowych. Prekaryzacja i uśmieciowienie rynku pracy wiążą się z poczuciem braku kontroli nad własnym życiem oraz z kłopotami zdrowotnymi. Tendencje w dodatku wskazują, że nawet północnoeuropejskim państwom opiekuńczym nie udało się ograniczyć nierówności życiowych, mimo że te społeczno-ekonomiczne i egzystencjalne są tam niewielkie. Nierówny dostęp do informacji powoduje, że najgorzej sytuowani mają najmniejszą wiedzę np. o profilaktyce zdrowotnej.

Nierówności egzystencjalne – rasowe, płciowe czy związane z uprzedzeniami klasowymi – maleją, ale wciąż pozostają ważnym problemem. Zdaniem Therborna historia XX wieku wskazuje na wyraźny postęp pod względem ich zmniejszania się, szczególnie od czasu ogłoszenia w 1948 roku Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka ONZ. Poczucie godności i upodmiotowienia jest udziałem coraz większej liczby osób, m.in. dzięki emancypacji Afryki i innych byłych kolonii czy walce z rasizmem w krajach zarówno zapóźnionych, jak i rozwiniętych. Duży społeczny postęp dokonał się na polu przeciwdziałania dyskryminacji ze względu na płeć i orientację seksualną, który to proces zachowuje swoją dynamikę w XXI wieku. Również przejawy dyskryminacji klasowej są w niektórych miejscach mniej ostentacyjne niż dawniej, np. stopniowo przełamywane są przejawy dyskryminacji kastowej w Indiach. Chociaż ten pozytywny trend ogólny jest faktem, Therborn zaznacza, że mimo dość trwałych efektów pozostało jeszcze wiele pracy do wykonania, by zniwelować nierówności egzystencjalne. W istocie nawet już dokonany postęp społeczny nie jest nieodwracalny, a w niektórych miejscach świata mamy wręcz do czynienia z nasilającym się wstecznictwem.

Kwestia nierówności zasobów staje się coraz częściej zauważanym problemem. Therborn wskazuje, powołując się na badania trójki Piketty – Saez – Atkinson, ale również Branko Milovanovicia, że mamy do czynienia z bardzo głębokimi dysproporcjami w obrębie poszczególnych krajów. Za pomocą twardych statystyk rozprawia się przy tym z różnymi mitami, dzięki czemu dowiadujemy się, że jego własny kraj, Szwecja, wbrew popularnemu mniemaniu, nie jest specjalnie równościowy – sytuuje się pod tym względem blisko Niemiec. Jednocześnie Therborn pisze, że przestrzenna nierówność dochodowa, czyli różnica w dochodzie między mieszkańcem bogatego rejonu a mieszkańcem biednego rejonu, jest znaczna w wielu krajach, lecz największa w państwach nierozwiniętych, najmniejsze nierówności występują natomiast w krajach zamożnych. Przestrzenna nierówność dochodowa w postaci PKB na mieszkańca regionu potrafi wynosić w Brazylii 9 do 1, w Argentynie zaś 8 do 1, tymczasem różnice między dochodami w krajach europejskich są mniejsze, np. różnica między Irlandią a Bułgarią wynosi 4 do 1.

PKB wewnątrz krajów jest więc dzielone nierówno, ale nie wszędzie nierówności się pogłębiają. Jak pisze Therborn, grupa zwana od kształtu wykresu „krajami odwróconych J”, czyli kontynentalna Europa Zachodnia, Argentyna, Indie, Indonezja, Japonia, to miejsca, gdzie nierówności raczej się ustabilizowały. Oczywiście w poszczególnych krajach tej grupy dokładny kształt wykresu się różni, np. doszło do sporego wzrostu nierówności w Niemczech, a udział 10% najbogatszych Francuzów w PKB w latach 1985–2010 zmalał. Niestety, stagnacja i brak pogorszenia nie oznaczają, że problemy nie są znaczne. Przykładem podawanym przez autora są badania prowadzone w Malmö od lat 30. XX wieku do dzisiaj. Ich wyniki wskazują na dużą rolę pochodzenia w procesie zajmowania miejsca na drabinie społecznej. W gospodarkach opartych na wiedzy pogarsza się sytuacja osób słabiej wykształconych.

Niechlubną grupą są kraje „U”, odnotowujące ostatnio wzrost nierówności do poziomów sprzed II wojny światowej. W tej grupie znajdują się m.in. USA, Wielka Brytania, Kanada, Australia, Nowa Zelandia. Udział wzrostu dochodów najbogatszych obywateli w całości dochodu jest szczególnie wyraźny w krajach turbokapitalizmu, takich jak USA i Wielka Brytania.

Nierówności dochodowe między krajami – potocznie określane jako brak symetrii pomiędzy państwami bogatej Północy i biednego Południa – w wieku XX rosły, lecz ostatnio ulegają stabilizacji. Jednocześnie jednak mamy do czynienia ze spadkiem udziału krajów najsłabiej rozwiniętych w globalnym PKB. Therborn rozważa istnienie związku między spadkiem nierówności w skali międzynarodowej a ich wzrostem w poszczególnych krajach. Jak zauważa wielu obserwatorów, nierówności w krajach bogatych skończyły się zmniejszać ok. 1980 r. i mniej więcej w tym samym czasie zaczęły maleć nierówności międzynarodowe. Instynktownie obarczana za tę sytuację jest globalizacja, gdyż trend do zmniejszenia globalnych nierówności zawdzięczamy głównie Chinom i Indiom, gdzie miliony ludzi zaczęły uczestniczyć w procesie tworzenia dóbr uprzednio produkowanych w krajach zamożnych. Według Therborna wypychanie produkcji z krajów rozwiniętych poprzez konkurencję z Chin jest jednym z pośrednich czynników wzrostu nierówności, jednak ważniejszymi przyczynami wyhamowania wzrostu dochodów (i ich udziału w dochodzie ogólnym) osób mniej zamożnych na Zachodzie były ograniczenia praw pracowniczych w krajach rozwiniętych.

Ostatnią część książki Therborn poświęca przypomnieniu, że nierówności to wytwory społeczne, a jako takie mogą zostać zmienione. W jaki sposób? Autor pisze, że to momenty kryzysowe (rewolucje, wojny, ogromne perturbacje ekonomiczne) stawały się siłami napędowymi emancypacji. To po okresie kryzysów lub wojen pojawiały się reformy społeczne, np. po dyskredytacji rasizmu w II wojnie światowej nastąpił globalny moment równości – dekolonizacja. Podobnie, wyraża nadzieję Therborn, momentem emancypacyjnym mogą stać się przemiany zachodzące w Ameryce Łacińskiej w XXI wieku.

Jednak nie tylko sprzyjające momenty, lecz także siły wspierające równości potrafią ją szerzyć. Takimi siłami, zdolnymi wpływać na decydentów, są m.in. klasa robotnicza, pracownicy sektora usług oraz imigranci. Te grupy – zainteresowane równością, połączone interesem, często także zorganizowane lub mające potencjał organizacyjny – mogą podejmować istotne kroki na rzecz równości.

Jednak poza siłami równości istnieją również takie siły, które choć umożliwiają zmianę, ze swej natury niekoniecznie sprzyjają równości, są bowiem nastawione raczej na zysk. Często przesłankami tego typu reformatorskich postaw są strach przed ludźmi znajdującymi się w gorszym położeniu czy ich resentymentem. Inne dotyczą obaw związanych z tym, że zapaść całych krajów czy dużych grup zaowocuje konfliktami zbrojnymi, których skutki będą znacznie wykraczały poza te obszary czy społeczności. Therborn twierdzi, że obawa przed zacofaniem może być potężnym bodźcem do działań na rzecz równości, szczególnie w dobie zaostrzającej się konkurencji międzynarodowej, gdy rozpowszechnienie wiedzy jest jedną z ważnych broni w wyścigu z innymi krajami. W tym kontekście autor ostrzega, że Chiny, kraj mniej równościowy niż USA, na pewno nie są nowym modelem do naśladowania.

Płaszczyzn zmagań o tę kwestię będzie w XXI wieku wiele, jednak decydująca bitwa w walce o równość to, zdaniem socjologa, bitwa o nastawienie/opinię klasy średniej. Therborn liczy, że ta grupa stanie się sojusznikiem w tej walce. Pierwszym argumentem na rzecz zaangażowania się przez nią jest koszt społeczny ubóstwa innych ludzi. Tej klasie poczucie komfortu będzie dawała świadomości braku istnienia cierpień rzesz innych ludzi. Drugi argument to nieprawomocność ekskluzywizmu hiperbogatej oligarchii. Ten brak legitymacji do życia w odrębnym świecie i podlegania zupełnie innym regułom może być trudny do zniesienia z punktu widzenia wartości i aspiracji klasy średniej. Ostatnim argumentem są ludzka wolność i racjonalność. Dla przedstawicieli tej grupy oświecone społeczeństwa jako wyższe formy rozwoju społecznego muszą mieć niewątpliwy urok i atrakcyjność.

Ten ostatni argument pasuje jak ulał do autora „Nierówności, która zabija” i do charakteru jego dzieła. Jest to bowiem książka, w której znajdziemy i efekty chłodnego rozumowania, i elementy emocjonalnego apelu. Jest ona rezultatem pracy analityka, ale pociąga także swoim romantycznym pięknem. Jest otwartą zachętą do społecznego aktywizmu, choć jednocześnie zachowuje charakter naukowy. Publikacja jest pełna wykresów, tabel i statystyk, lecz kończy się zdaniem: Walka o równość wkrótce się rozpocznie. Nikt nie wie jak się skończy. Po której stronie się opowiesz?

Göran Therborn, Nierówność, która zabija. Jak globalny wzrost nierówności niszczy życie milionów i jak z tym walczyć, tłum. Paweł Tomanek, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2015.

Krzysztof Mroczkowski

(ur. 1987) – publicysta, ekonomista i historyk. Propagator zapomnianej
historii myśli ekonomicznej i teorii rozwoju. Stały współpracownik
„Nowego Obywatela”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>