O powrót państwa

Wiosna 2016 |

Gdy zbliżasz się do miasta średniowiecznego, widzisz, że dominuje nad nim katedra. Najwyższą budowlą w mieście osiemnastowiecznym jest ośrodek władzy politycznej. Gdy zbliżasz się do miasta współczesnego, zauważasz, że najwyższymi jego punktami są biurowce, ośrodki życia gospodarczego.

Joseph Campbell, Potęga mitu. Rozmowa Billa Moyersa z Josephem Campbellem

Przez lata w prawicowej publicystyce światowej – a tym samym i polskiej, która niczym pudło rezonansowe wzmacniała jeszcze tego rodzaju przekaz – jak mantrę powtarzano opowieść o strasznym państwie: z jednej strony o nadmiernym, niewyobrażalnym rozroście jego kompetencji, z drugiej – o potrzebie ciągłego i bezwzględnego ograniczania jego prerogatyw i funkcji. To właśnie państwo miało być głównym źródłem zła, to je każdorazowo obwiniano o przyczynianie się do wszelakich kryzysów, katastrof i nieszczęść. Polityka w związku z tym jawiła się wręcz jako coś szkodliwego i niepotrzebnego, jako przeszkoda w realizacji wizji wspaniałego świata, który powstałby, jeśli tylko pozwolono by na całkowicie swobodną grę sił rynkowych, a politycy i rządy nie wtrącaliby się w sferę gospodarczą. Nowoczesne państwo przedstawiano jako narzędzie ucisku stojące na drodze postępu i dobrobytu. Zarysowywano przy tym obraz wyimaginowanego złotego wieku, w którym nie przeciwdziałało ono swobodnemu bogaceniu się obywateli. Gdyby nie nastąpiły w tej sferze zmiany, gdyby nie zachłanność Lewiatana, podstępnego i nienasyconego państwa-potwora, mozolnie odzyskującego władzę nad gospodarką, doszłoby do zaistnienia kapitalistycznej arkadii, w której morza zamieniłyby się w zbiorniki słodkiej oranżady, a lew pasłby się obok baranka.

Po cóż zresztą mówić o publicystyce, skoro nawet Departament Analiz Makroekonomicznych i Strukturalnych Narodowego Banku Polskiego w 2006 r. wydał broszurę autorstwa Vito Tanziego – konsultanta Międzyamerykańskiego Banku Rozwoju i długoletniego Dyrektora Departamentu ds. Polityki Fiskalnej Międzynarodowego Funduszu Walutowego – zatytułowaną „Gospodarcza rola państwa w XXI wieku”. Jej autor niemal tuż przed ogólnoświatowym kryzysem gospodarczym wprost pisał o potrzebie radykalnego zmniejszania zasięgu działań państwa. Mniej wydatków publicznych i większe zaufanie do rozwiązań rynkowych – taka była idea przewodnia wywodów Tanziego1, który informował o szerokim konsensusie wśród ekonomistów, mówiącym, że państwo nie powinno angażować się w produkcję dóbr i usług, które mogą być wytworzone przez sektor prywatny lub sprowadzone z zagranicy. Jego zdaniem nie ma żadnych powodów, by państwo w dzisiejszych czasach zajmowało się kwestiami emerytur, opieki zdrowotnej czy edukacji. Wszystko to z powodzeniem może bowiem przejąć sektor prywatny, który na dodatek będzie spełniał swoje zadania w tych obszarach o wiele lepiej niż permanentnie niewydolne instytucje publiczne2. Idąc tropem Jamesa Buchanana, Tanzi kwestionuje nawet potrzebę państwowej interwencji w sytuacji niesprawnego rynku, gdyż tego rodzaju działanie zazwyczaj nie tylko nie poprawia, lecz jeszcze pogarsza istniejący stan rzeczy. Stąd już tylko krok do poglądów charakterystycznych dla anarchokapitalizmu Murraya N. Rothbarda, który uznawał każdy byt państwowy za wrogi i postulował urynkowienie wszelkich usług, łącznie z wojskiem, policją czy sądownictwem.

Carl Schmitt już w latach 20. wskazywał, że jego czasy charakteryzuje ekonomizm. Jak zauważał, w ciągu ostatnich wieków „duch europejski” przesuwał się od teologii przez metafizykę i sferę humanitarno-etyczną do tego, co ekonomiczne. Te dziedziny stawały się kolejno niejako obszarami centralnymi, determinującymi pozostałe sfery życia, przez ich pryzmat oceniano inne kwestie. Trzęsienie ziemi w Lizbonie było w stanie na przykład w XVIII stuleciu spowodować zalew literatury moralizującej, podczas gdy dziś podobne zdarzenie nie pozostawi głębszych śladów intelektualnych, natomiast katastrofa w sferze ekonomicznej, wielki spadek cen akcji albo załamanie intensywnie wzbudzi nie tylko teoretyczne, ale i praktyczne zainteresowanie najszerszych warstw. Także specyficzne pojęcia poszczególnych stuleci otrzymują każdorazowo swój specyficzny sens z centralnego obszaru danego stulecia3.

W epoce ekonomicznej postęp traktowany jest zatem wyłącznie w wytworzonych przez nią kategoriach, a rozwój na innych płaszczyznach, jak chociażby humanitarno-moralna, ma być jedynie zjawiskiem współtowarzyszącym przemianom zachodzącym w głównym nurcie. Można bowiem zauważyć, że gdy jakiś obszar zajmie pozycję centralną, wszystkie inne zaczynają być rozpatrywane z jego punktu widzenia, stają się kwestiami drugoplanowymi, które rozwiążą się same, jeśli tylko zostaną wyjaśnione problemy obszaru centralnego. W czasach dominacji ekonomizmu należy więc wyłącznie zgłębić i wyjaśnić problem wytwarzania i podziału dóbr, a w wyniku tego działania rozstrzygną się wszystkie zagadnienia moralne i społeczne. Państwo zostało zepchnięte na margines lub samo zaczęło się wycofywać z centralnych obszarów życia. Rezygnując z kierowania procesami ekonomicznymi, zadeklarowało się jako neutralne. Jest zjawiskiem godnym uwagi, że europejskie państwo liberalne XIX stulecia określa samo siebie jako stato neutrale e agnostico, widząc uzasadnienie własnej egzystencji właśnie w swej neutralności4 – stwierdzał Schmitt. Chociaż jeszcze 20 lat później niemiecki ordoliberał Walter Eucken pisał o ścisłej współzależności ustroju politycznego i gospodarczego oraz o ich wzajemnym oddziaływaniu, to w następnych dziesięcioleciach mieliśmy do czynienia z coraz większą emancypacją sfery gospodarczej. To ona stała się czynnikiem dominującym i rozgrywającym. Zauważał to zresztą sam Eucken, pisząc, że najważniejszą cechą ewolucji państwa w XX wieku jest rosnący zakres jego działalności przy jednoczesnym spadku autorytetu. Państwo, które wydaje się potężne jak nigdy wcześniej, w istocie jest uzależnione. Ośrodki pozakonstytucyjne, usiłujące realizować partykularne interesy, w coraz większym stopniu przejmowały kompetencje i prerogatywy konstytucyjnie ustanowionych władz. Eucken ponad pół wieku temu pisał: Brukselska konwencja o cukrze z 1912 roku została zawarta przez organy państwowe. Niecałe 20 lat później, w 1931 roku, upoważnieni przedstawiciele związku producentów cukru zawarli w Brukseli międzynarodową umowę dotyczącą cukru. Miejsce państwa i jego urzędników zajęła więc grupa dominująca w przemyśle, której przedstawiciele zostali zalegalizowani przez państwo. Podobne zmiany zaszły w innych gałęziach przemysłu (np. w metalurgii czy produkcji sztucznego jedwabiu), gdzie pertraktacje i umowy zawierane przez kartele zastąpiły państwową politykę handlową. Międzynarodowe porozumienia dotyczące cyny, kauczuku, pszenicy i innych towarów powstają na ogół pod wpływem osób zainteresowanych i są przez nich determinowane. Nigdzie gospodarczy interes grupowy nie jest forsowany z taką bezwzględnością, jak właśnie w sferze międzynarodowych stosunków gospodarczych. […] W kontaktach z bankami, przedsiębiorstwami komunikacyjnymi, firmami przemysłowymi itd. prawo stanowione przez sektor gospodarczy wypiera prawo państwowe, osłabiając w ten sposób autorytet państwa5.

Znamienne, że tam, gdzie państwo zaczęło zanikać, w sferach, z których zaczęło być wypierane, nie powstał wcale – wbrew optymistycznym prognozom piewców liberalizmu – obszar dla nieskrępowanej prywatnej inicjatywy czy aktywności obywatelskiej. W tym pustym miejscu pojawiły się transnarodowe korporacje i międzynarodowe instytucje finansowe, narzucające rozwiązania korzystne dla siebie i kierujące się wyłącznie zasadą zysku. W efekcie coraz bardziej ograniczały one tradycyjną suwerenność państw narodowych. Z olbrzymim zapleczem finansowym, technologicznym i intelektualnym stały się potęgą przewyższającą niejedno państwo, zyskały możliwość wpływania na politykę poszczególnych krajów, uciekania się do szantażu wobec niewystarczająco spolegliwych rządów, doprowadzenia do zagrożenia ich suwerenności i bezpieczeństwa ekonomicznego. Jak stwierdzał J.K. Galbraith, przywłaszczenie sobie przez korporacje inicjatywy i władzy publicznej jest nieprzyjemnie widoczne w obszarze wpływu na środowisko, niebezpieczne w dziedzinie polityki wojskowej i zagranicznej. Wojny są, w co nie można wątpić, głównym współczesnym zagrożeniem dla cywilizowanej egzystencji, a zaangażowanie korporacji w zaopatrzenie w broń i w jej wykorzystywanie pielęgnuje i wspiera tę groźbę6.

Do tych samych wniosków dochodzi dziś brytyjska ekonomistka i badaczka stosunków międzynarodowych Susan Strange. W pracy „The Retreat of the State: The Diffusion of Power in World Economy” przedstawiła ona koncepcję odwrotu państwa, która zdobyła sobie w ostatnich latach niemałą popularność. Strange zwraca uwagę, że realizowana w okresie powojennym polityka deregulacji i liberalizacji wywołała instytucjonalny chaos sprzyjający silniejszym. Na skutek tego rola i zadania państw były i są stopniowo ograniczane na rzecz organizacji międzynarodowych, jednak te, mimo podejmowanych działań, wciąż pozostają mało efektywne. W ten sposób stworzona została nowa przestrzeń „nierządzenia”, którą zagospodarowują inne podmioty niepaństwowe, zwłaszcza korporacje transnarodowe. Strange wymienia kilka zasadniczych symptomów charakteryzujących współczesne państwa: dyfuzja ich mocy wykonawczej na rzecz innych instytucji, wzrastająca biurokratyzacja rządzenia oraz życia społeczno-ekonomicznego, wzrost znaczenia międzynarodowych rynków finansowych, utrata znaczenia terytorium (kluczowa staje się konkurencja o udziały rynkowe) i zdolności do jego obrony wskutek zmian technologicznych oraz pojawienie się luki tzw. braku władztwa czy też nierządzenia. W obliczu tych przemian powstałą próżnię decyzyjną zagarnęły korporacje transnarodowe, które jednak nie ukradły ani nie przywłaszczyły sobie władzy od rządów państw – została im ona dana jako gotowe rozwiązanie. Co więcej, zdolne do ekspansji na nowe rynki przedsiębiorstwa zaczęły być traktowane jako tzw. narodowi championi, w związku z czym mogły odgrywać kluczową rolę w procesach decyzyjnych dotyczących wysokości podatków, prawa pracy czy swobody przepływu kapitału7. To wszystko w konsekwencji utrudnia, a nawet uniemożliwia prowadzenie przez państwo jakiejkolwiek polityki makroekonomicznej oraz redystrybucji dóbr. Głównymi siłami globalnymi w dzisiejszych czasach są bowiem międzynarodowy kapitał i międzynarodowe organizacje gospodarcze, uzależniające przynależność do nich i możliwość korzystania z oferowanej przez nie pomocy od przyjęcia przez państwa konkretnych rozwiązań o charakterze neoliberalnym. Te rozwiązania to ograniczenie interwencjonizmu państwowego, prywatyzacja, upłynnienie kursu walutowego, uwolnienie cen i płac, otwarcie granic, ograniczenie redystrybucji dochodu narodowego itp.

Wspomniany Eucken już ponad pół wieku temu podkreślał, że polityka państwa powinna zmierzać do rozbijania grup dominujących w gospodarce lub przynajmniej ograniczania ich siły. Jeśli tego rodzaju struktury otrzymają bowiem od państwa dodatkowe uprawnienia, tworzy się błędne koło. Niczym w czasach średniowiecznego lenna nadawane przywileje wykorzystywane są do wywalczenia sobie kolejnych8. Stało się jednak całkowicie inaczej i funkcje oraz autorytet państwa były w kolejnych latach systematycznie osłabiane. Zaowocowało to dość powszechną opinią, że dzisiejsze państwa częściej otrzymują decyzje do wykonania, niż je podejmują, a także nieustannie zabiegają o przychylność kapitału i odpowiednio wysokie lokaty w różnego rodzaju międzynarodowych rankingach. Natomiast w sytuacji jakichkolwiek problemów gospodarczych czy politycznych pierwszą reakcją jest zazwyczaj pytanie: co powie na to kapitał i jak zareagują rynki finansowe? Chlubny wyjątek od tej reguły niewątpliwe stanowi Islandia, która w ostatnich latach dała światu przykład, jak nie ulegać dyktatowi międzynarodowej finansjery. Dzięki temu, że nie ugięła się przed szantażem ze strony banków i przedłożyła interesy własnych obywateli nad żądania rynków, błyskawicznie przezwyciężyła kryzys, w który popadła na skutek nieodpowiedzialnych spekulacji finansowych prowadzonych przez trzy największe banki komercyjne w kraju.

***

Prymat ekonomiki spowodował, że wszystko zaczęło być oceniane przez pryzmat opłacalności, z perspektywy jej pryncypiów. Liczą się wyłącznie wzrost i rozwój ekonomiczny, a ich zaistnienie ma być równoznaczne ze zwiększeniem dobrobytu i postępem cywilizacyjnym. Tymczasem ilościowy wzrost produkcji globalnej nie zawsze musi być równoznaczny z rozwojem gospodarczym kraju, a postęp ekonomiczny może nieść ze sobą tak wielkie zagrożenia cywilizacyjne, że absurdem byłoby mówienie o wzroście dostatku mieszkańców danego państwa. Nie można bowiem automatycznie przełożyć rozwoju gospodarczego na polepszenie się jakości życia szerszych mas społeczeństwa bez funkcjonowania odpowiednich ram ładu socjalnego czy ekologicznego.

Słyszymy też ciągle, że coś jest lub nie jest do przyjęcia z ekonomicznego punktu widzenia, że jest opłacalne albo nieopłacalne. Aspekt ten urósł w dzisiejszych czasach wręcz do rangi jakiegoś ultima ratio. A przecież, jak zauważa angielski myśliciel konserwatywny Roger Scruton, absurdalny jest pogląd, że kupiec posiada jakieś absolutne prawo do wrzucenia zboża do oceanu czy nawet przetrzymania go w czasie głodu (niezależnie czy pobudką jego działania będzie zysk). Naturalnie nikt nie wątpi, że jego zachowanie jest niemoralne; jednak państwo, które nie uczyniłoby takiego postępowania również nielegalnym, powstrzymałoby się od wykonywania podstawowej władzy, jaką składa w jego ręce konstytucja: władzy zabezpieczenia trwania wspólnoty ludzkiej9.

Ekonomiści otaczający polityków roszczą sobie jednak prawo do decydowania o wszystkim, stawiają się w roli nadrzędnej, niedwuznacznie suponując, że to właśnie oni uzbrojeni są w naukowe teorie, które dają prawo do wypowiadania się i decydowania w każdej kwestii, począwszy od służby zdrowia, przez ochronę środowiska, po kulturę czy pożądany model edukacji. Rafał Woś przytacza przykład z naszego podwórka: Tadeusz Mazowiecki na każdą krytykę decyzji związanych z transformacją i wdrażaniem terapii szokowej miał jedną odpowiedź: że ekonomiści będący jego doradcami twierdzą inaczej. Tak jakby – podsumowuje Woś – ekonomiści dysponowali wiedzą inżynieryjną dotyczącą wytrzymałości mostu, a nie byli przedstawicielami nauki społecznej, w której właściwie nie ma dziś już żadnych aksjomatów10.

W dzisiejszych czasach możemy mówić wręcz o totalnej ekonomizacji – wszystko jest na sprzedaż, wszystko jest kalkulowane pod kątem opłacalności, wszystko usiłuje się urynkowić. Są rzeczy, których nie można kupić za pieniądze, choć w obecnych czasach jest już ich niewiele. Dziś prawie wszystko jest na sprzedaż11. Tym symptomatycznym stwierdzeniem rozpoczyna swoją książkę amerykański filozof Michael Sandel. Racjonalność mikroekonomiczna narzucana jest wszystkim dziedzinom życia. Wszelkie instytucje, takie jak np. szpitale, domy opieki, szkoły, uniwersytety, biblioteki czy teatry, zaczynają być rozliczane nie ze swojej społecznej skuteczności, ale z ekonomicznej efektywności. Zmuszane są do pozyskiwania nowych, pozabudżetowych środków finansowania i do minimalizowania kosztów. Ekonomia, która kiedyś stanowiła subdyscyplinę filozofii, a nawet część jednej z jej gałęzi – etyki, wyemancypowała się w odrębną naukę. Ma ona pretensje do ścisłości, patrzy wręcz lekceważąco na inne nauki społeczne jako „mniej naukowe”, przynależące do soft science. Czeski ekonomista Tomáš Sedláček widzi w tym zresztą jej poważny mankament, podkreśla, że porzuciła ona w ostatnich latach zagadnienia, którymi zajmowała się u swego zarania, czyli etykę oraz moralność, i w ten sposób zagubiła się na odludziu aparatu analityczno-technicznego. Jego zdaniem ekonomia zbyt dużą wagę przykłada do matematyki, a za bardzo lekceważy tkwiące w nas niematematyczne człowieczeństwo12.

Kryzys finansowy 2008 r. uzmysłowił niemałej liczbie osób nie tylko to, że rynek nie jest w stanie efektywnie zarządzać ryzykiem oraz samoregulować się, ale również i to, że oddzielił się on całkowicie od moralności. Należałoby więc coś z tym zrobić, spróbować na powrót zadzierzgnąć rozerwane więzi. Okazało się też, że państwo jest jedynym podmiotem zdolnym przeciwstawić się globalnemu załamaniu przez interwencję na rynku finansowo-bankowym. To przecież do państw zwrócono się o dokapitalizowanie zagrożonych instytucji finansowych, to rządy przejmowały na siebie ich długi i dawały gwarancje na obarczone wysokim ryzykiem papiery wartościowe oraz pożyczki, czyli tzw. toksyczne aktywa. Jak zauważyła wspomniana już Susan Strange, państwa zmuszone zostały do zmierzenia się z wyzwaniem nazwanym przez nią metaforycznie Problemem Pinokia (Pinocchio’s Problem), ponieważ wraz z triumfem gospodarki rynkowej i końcem zimnej wojny, sznurki łączące nas z państwami narodowymi znikły i zostaliśmy sami, bez instrumentów, które mogłyby nas skierować w określoną stronę. Podobnie wyglądała sytuacja Pinokia, kiedy w magiczny sposób przeistoczył się z kukiełki w chłopca13. Strange udowadnia w swojej książce, że bezosobowe siły rynku światowego – zintegrowane w okresie powojennym bardziej przez prywatne przedsiębiorstwa finansowe, przemysłowe i handlowe niż w wyniku wspólnej decyzji rządów – są teraz mocniejsze niż państwa, do których, jej zdaniem, ciągle powinna należeć najwyższa władza polityczna nad społeczeństwem i gospodarką14. Co więcej, roszczą sobie one prawo do kontrolowania państw, m.in. przez ogłaszanie, iż dane państwo zostaje uznane np. za takie, które nie jest w stanie sprostać spłacaniu długów. Oczywiście, tego typu informacja płynąca z agencji ratingowych i rynków finansowych natychmiast uderza w kraj, którego dotyczy, i generuje różnego rodzaju posunięcia uczestników giełd, szkodliwe dla tego państwa.

Postępująca w ostatnich dziesięcioleciach liberalizacja i deregulacja rynków finansowych stały się, zdaniem wielu badaczy, jednymi z głównych przyczyn ogólnoświatowego kryzysu z początku XXI w. Wedle „The Economist” w latach 1973–1997 odnotowano 139 kryzysów finansowych na całym świecie, podczas gdy w okresie funkcjonowanie systemu z Bretton Woods było ich jedynie 38 – ma to wskazywać na o wiele większą stabilność systemu kontrolowanego przez państwo15. Immanuel Wallerstein właśnie osłabienie państwa uznaje za najważniejszy z symptomów ostrego kryzysu kapitalizmu16.

***

Ten sam problem stał się w ostatnich latach przedmiotem wzmożonej troski Kościoła. Dwaj ostatni papieże w swoich encyklikach wyraźnie zwracali uwagę na rozerwanie więzi między ekonomiką a polityką, upatrując w tej tendencji jednej z przyczyn problemów współczesnego świata. Benedykt XVI, występując przeciwko absolutyzacji rynku, który jakoby samodzielnie i automatycznie rozwiązywać miał wszelkie niedomagania życia społeczno-gospodarczego, podkreślał, że Działalność ekonomiczna nie może rozwiązać wszystkich problemów społecznych przez zwykłe rozszerzenie logiki rynkowej. Jej celem jest dążenie do dobra wspólnego, o które powinna także i przede wszystkim zabiegać wspólnota polityczna. Dlatego trzeba pamiętać, że przyczyną poważnego braku równowagi jest oddzielenie działalności ekonomicznej, która powinna obejmować tylko wytwarzanie bogactw, od działalności politycznej, która powinna wprowadzać sprawiedliwość przez redystrybucję dóbr17.

Kiedyś, jak czytamy w tej encyklice, można było powierzyć ekonomii wytwarzanie bogactw, a polityce zadanie ich rozdzielania. Dziś jest to o wiele trudniejsze, ponieważ działalność ekonomiczna nie jest ograniczona terytorialnie, podczas gdy rządy nadal sprawują władzę przede wszystkim na poziomie lokalnym. Dlatego kanony sprawiedliwości muszą być szanowane od samego początku, podczas trwania procesu ekonomicznego, a nie później lub ubocznie18. Przykłady różnego rodzaju patologii i niebezpieczeństw z tym związanych można by mnożyć. Nowy porządek, z którym mamy do czynienia, nie uznaje bowiem niczego oprócz zysku, żadnej lojalności wobec pracowników, fabryk, społeczności lokalnych, narodów, państw. Stąd też zresztą pojawił się u Benedykta XVI postulat władzy światowej, który wzbudził prawdziwą zgrozę wśród katolickich liberałów w rodzaju Michaela Novaka czy George’a Weigela. Tymczasem konieczność stworzenia politycznej władzy światowej jest dla Benedykta XVI w dzisiejszym globalizującym się świecie czymś nieuniknionym. Miałaby ona zarządzać ekonomią światową; uzdrowić gospodarki dotknięte kryzysem; zapobiec pogłębieniu się kryzysu i związanego z nim zachwiania równowagi; przeprowadzić właściwe, pełne rozbrojenie oraz zagwarantować bezpieczeństwo żywieniowe i pokój; zapewnić ochronę środowiska i uregulować ruchy migracyjne. Tego rodzaju władza musi być uregulowana przez prawo, przestrzegać konsekwentnie zasady pomocniczości i solidarności, być podporządkowana realizacji dobra wspólnego, zaangażować się w realizację autentycznego integralnego rozwoju ludzkiego, inspirowanego wartościami miłości w prawdzie. Ponadto władza ta powinna zostać uznana przez wszystkich, być w stanie rzeczywiście każdemu zagwarantować bezpieczeństwo, przestrzeganie zasad sprawiedliwości i prawa19.

Problem ten nie został w encyklice szerzej rozwinięty, jednak, jak się wydaje, precyzyjniejsze wskazówki, jak to globalne zarządzanie miałoby wyglądać, możemy odnaleźć w książce abpa Monachium i Fryzyngi, Reinharda Marxa, który najprawdopodobniej wywarł znaczny wpływ na kształt papieskiej rozprawy. Globalne zarządzanie miałoby przybrać raczej postać global governance niż global government. Chodzi tu najpierw – pisze abp Marx – ale nie wyłącznie – o stworzenie porządku ramowego dla globalizującej się gospodarki i dla światowego rynku finansowego, a przez to umożliwienie uczciwej konkurencji. Ale global governance miałoby w zakresie swoich kompetencji nie tylko gospodarkę. Chodziłoby tu o stworzenie systemu instytucji i reguł dostosowanych do globalnych wymagań. Przy tym należałoby zadbać o zapewnienie wszystkim ludziom prawa do uczestnictwa w dobrach materialnych i kulturalnych, i w politycznej władzy decyzyjnej. […] Rdzeń takiej polityki porządku ogólnoświatowego powinno tworzyć ONZ oraz istniejące już organizacje międzynarodowe, które częściowo (ale nie w całości) należą do systemu ONZ albo są z nim związane poprzez swe zadania. Przede wszystkim można tu wymienić Światową Organizację Handlu (WTO), Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW), Bank Światowy oraz Międzynarodową Organizację Pracy (MOP). Te organizacje są potrzebne, aby globalizację gospodarki uzupełnić o globalizację polityki. Mogą się one przyczynić do odkręcenia spirali deprecjacji polityki w zarzuconej na cały świat sieci gospodarki20.

Dla drogi multilateralności nie ma, zdaniem abpa Marxa, alternatywy: w dzisiejszym globalnym świecie trzeba umacniać międzynarodowe organizacje zamiast przeciw nim występować, ponieważ przy stosunkach jedynie bilateralnych zawsze górą będzie silniejszy. Kto więc dąży do obrony interesów biednych tego świata, ten winien orędować za mocniejszymi instytucjami globalnymi i za lepszymi uregulowaniami w skali całego świata21. Gdy obserwuje się działania chociażby Międzynarodowego Funduszu Walutowego w krajach azjatyckich, takich jak Tajlandia czy Indonezja, albo ostatnio w przypadku Grecji, można zgłaszać poważne wątpliwości co do zalecanych przez tę instytucję recept i narzucanych rozwiązań. Poza tym musimy pamiętać, że większość organizacji wymienionych przez abpa Marxa nie posiada demokratycznej legitymizacji i same w sobie są przykładem ekonomizacji polityki, gdy narzucają różnego rodzaju decyzje na poziomie narodowym czy lansują neoliberalne rozwiązania. Jednak, rzecz jasna, nie powoduje to odrzucenia samej zasady, którą proponują Benedykt XVI czy abp Marx. Reguły rządzące rynkiem nie mogą być ustalane bowiem przez sam rynek, nie może on liczyć na samego siebie, jak słusznie podkreśla Benedykt XVI22. Do czego prowadzi to rozwiązanie pokazał ostatni kryzys finansowy. Banki i fundusze roztrwoniły miliardy dolarów na różnego rodzaju spekulacjach finansowych, a gdy znalazły się na krawędzi bankructwa, zaczęły żądać pomocy od państwa – tego samego, któremu przez lata zabraniały wtrącania się w sprawy gospodarcze, twierdząc, że rynek sam sobie poradzi. Co więcej, taką pomoc uzyskały, co oznacza, że za ich błędy, podejmowanie nieuzasadnionego ryzyka, podejrzane spekulacje i nieodpowiedzialność zapłacili de facto wszyscy. Jak więc widzimy, państwo w pewnym momencie stało się konieczne, potrzebne, dobre, ale tylko po to, by ratować, w żadnym wypadku – kontrolować. Nic dziwnego więc, że wiele osób uznaje tę pomoc za skandal i koronny dowód na to, że w dzisiejszej gospodarce obowiązuje zasada: zyski są prywatyzowane, straty upaństwawiane23. Wielu współczesnych ekonomistów, jak Frederic Mishkin czy Thomas Willett, zwraca uwagę na tę właśnie kwestię, podkreślając, że największym problemem jest brak jakiejkolwiek regulacji i nadzoru nad rynkami finansowymi. Zniesieniu restrykcji na rynkach krajowych nie towarzyszył bowiem rozwój instytucji ponadnarodowych dyscyplinujących rynki finansowe.

Obecny papież w encyklice, która wywołała prawdziwą furię na prawicy, przypomniał o tych zagadnieniach. W dokumencie zatytułowanym „Laudato si’” zauważył wyjątkową słabość dzisiejszej polityki międzynarodowej, jej podporządkowanie technologii i finansom, co szczególnie przejawia się w niepowodzeniu światowych szczytów dotyczących środowiska, na których interes ekonomiczny bardzo łatwo przeważa nad dobrem wspólnym. Sojusz między ekonomią a technologią prowadzi do odcinania się od wszystkiego, co nie należy do ich doraźnych interesów. Tak więc można by oczekiwać jedynie kilku powierzchownych wezwań, pojedynczych działań filantropijnych, a nawet wysiłków, aby okazać wrażliwość na środowisko, podczas gdy w rzeczywistości wszelkie próby organizacji społecznych, by zmienić stan rzeczy, będą postrzegane jako niepokoje wzniecane przez romantycznych marzycieli lub jako przeszkoda, którą trzeba ominąć24. Ta sama logika, która uniemożliwia podjęcie skutecznych działań na rzecz ochrony środowiska, nie pozwala również na likwidację ubóstwa. W związku z tym, podobnie jak jego poprzednik, Franciszek podkreśla, że potrzebujemy globalnej reakcji na te negatywne zjawiska. Próbą tego rodzaju był Światowy Szczyt na Rzecz Rozwoju Społecznego w Kopenhadze w 1995 roku, który jednak nie doprowadził do żadnych konkretnych skutków czy porozumień. Nasz wiek jest bowiem czasem osłabienia władzy państw narodowych, głównie dlatego, że konstrukt ekonomiczno-finansowy o charakterze ponadnarodowym dąży do dominacji nad polityką. Franciszek stwierdził więc, że wobec wzrostu wzajemnych światowych zależności oraz w świetle kryzysu o zasięgu światowym, odczuwa się pilną potrzebę reformy zarówno Organizacji Narodów Zjednoczonych, jak i międzynarodowych struktur ekonomicznych i finansowych. Wydaje się to konieczne właśnie w perspektywie porządku politycznego, prawnego i ekonomicznego, który zwiększy i ukierunkuje współpracę międzynarodową na solidarny rozwój wszystkich narodów. Pilnie potrzebna jest prawdziwa światowa władza politycznao której mówił już mój poprzednik, błogosławiony Jan XXIII […] Integralny rozwój narodów i współpraca międzynarodowa wymagają ustanowienia porządku międzynarodowego wyższego stopnia, opartego na zasadzie pomocniczości, by zarządzać globalizacją oraz zaprowadzenia wreszcie porządku społecznego zgodnego z porządkiem moralnym i z tym połączeniem sfery moralnej i społecznej, oraz więzią między polityką a sferą ekonomiczną i obywatelską, jakie są już zarysowane w Karcie Narodów Zjednoczonych25.

***

Można zapytać: co w takim razie należałoby uczynić? Jakie wnioski można wyciągnąć z obserwacji poczynionych w czasie ostatniego kryzysu? Czy panaceum na wszystko ma być postulat: więcej państwa? Wydaje się, że w krajach wysoko rozwiniętych zazwyczaj jego kompetencje są już dostatecznie rozbudowane, chociaż dość często jego autorytet jest poważnie nadszarpnięty, z niektórych zaś dziedzin zostało ono po prostu wyrugowane. Państwo przestało pełnić rolę neutralizatora konfliktów społecznych. Gdy zaś władza centralna nie wypełnia należycie swoich funkcji, jej prerogatywy przejmują inne instytucje, a jednostka, nie znajdując oparcia w państwie, zaczyna szukać go gdzie indziej, w różnego rodzaju grupach interesu. Dla jednych będzie to kościół, dla innych związek zawodowy, koncern czy nawet organizacja mafijna. Dziś ludzie, jak pisał prawie 20 lat temu Jarosław Zadencki, wygrażają nie tylko nieśmiertelnemu, ale i śmiertelnemu Bogu, płaszcząc się jednocześnie przed partyjnym politrukiem, dziennikarzyną, związkowym bossem czy finansowym spekulantem. I dziwią się przy tym szczerze, że moralność i duch obywatelski upada26. Warto więc byłoby spróbować ten autorytet odbudować i odejść od dominującego – przynajmniej od kilkudziesięciu lat – przekonania o prymacie ekonomii nad polityką. Ha-Joon Chang, broniąc państwa opiekuńczego oraz wskazując na potrzebę większego wpływu polityki na ekonomikę, ucieka się do obrazowego porównania, które warto przytoczyć: Możemy jeździć szybko samochodami, bo mamy hamulce. Gdyby auta nie były w nie wyposażone, to nawet najlepsi kierowcy nie śmieliby prowadzić ich z prędkością powyżej 30–50 kilometrów na godzinę – z obawy przed śmiertelnym wypadkiem. Z tego samego powodu ludzie są bardziej skłonni zaakceptować ryzyko bezrobocia i sporadyczną konieczność zmiany własnych kwalifikacji, wiedząc, że doświadczenia te nie zniszczą im życia. To dlatego silniejsze państwo może sprawić, że ludzie będą bardziej otwarci na zmiany, a tym samym gospodarka bardziej dynamiczna27. Wolny rynek jego zdaniem jest tylko jednym ze sposobów organizowania kapitalizmu, na dodatek, jak wykazały to dobitnie ostatnie lata, wcale nie najlepszym.

Thomas Piketty w swojej głośnej książce postuluje natomiast wprost powrót państwa, ubolewając, że nie stał się on faktem po kryzysie 2008 r., podobnie jak miało to miejsce po wielkiej depresji lat trzydziestych. Kwestia ta jednak w XXI wieku, jak podkreśla, oznacza zdecydowanie coś innego niż wówczas. Waga państwa jest dziś bowiem mimo wszystko dużo większa niż była wtedy. Z tego powodu obecny kryzys wyraża się równocześnie w oskarżeniu rynków oraz w podważeniu znaczenia władzy publicznej. Podawanie w wątpliwość roli państwa trwa nieprzerwanie od lat 70. XX wieku i będzie się utrzymywać. […] Te dwa punkty widzenia: antyrynkowy i antypaństwowy mają w sobie część prawdy: trzeba wymyślić nowe narzędzia pozwalające odzyskać kontrolę nad oszalałym kapitalizmem finansowym, a jednocześnie odnowić i głęboko zmodernizować systemy podatków i transferów, będące sednem nowoczesnego państwa socjalnego, które osiągnęły już taki stopień komplikacji, że poważnie utrudnia to ich zrozumienie oraz skuteczność społeczną i ekonomiczną28. Według Piketty’ego takim – dostosowanym do dzisiejszych wyzwań i potrzeb – instrumentem, który pozwoliłby na odzyskanie kontroli nad zglobalizowanym kapitalizmem finansowym naszych czasów, miałby być globalny progresywny podatek od kapitału. Pozwoliłby on przede wszystkim na zatrzymanie rosnącej spirali nierówności i zablokowanie globalnej koncentracji majątków29. Zatem to właśnie państwo, zdaniem Piketty’ego, ma być głównym moderatorem współczesnych nierówności. Kryzys bowiem pokazał dobitnie, że rynek i gospodarka rynkowa same z siebie nie zapobiegną coraz większemu rozwarstwieniu, którego zresztą najwyższy poziom w krajach wysoko rozwiniętych notuje się w liberalnych gospodarczo Stanach Zjednoczonych.

Liberałowie, rzecz jasna, twierdzą, że nierówność jest naturalnym rezultatem działania rynku, korzystnie wpływającym na akumulację kapitału i inwestycje. Co więcej, propagują oni koncepcję skapywania bogactwa (Trickle-down theory), wedle której pozostawienie bogatym ludziom większej ilości pieniędzy przyczynia się do powszechnego dobrobytu, gdyż dobra osób zamożnych są redystrybuowane, czyli po prostu skapują na resztę społeczeństwa. Zarówno przekonanie o błogosławionym wpływie nierówności na kondycję gospodarki, jak i teoria skapywania nie mają żadnego potwierdzenia empirycznego. Przykład mogą stanowić tutaj kraje skandynawskie, w których polityka egalitaryzmu idzie w parze ze znaczną akumulacją kapitału, co nakazuje uznać przekonanie o nieodzowności dysproporcji i pozytywnym ich wpływie na akumulację i inwestycje za nieuzasadnione. Jeśli zaś chodzi o teorię skapywania, to przykłady z ostatnich kilkudziesięciu lat pokazują trend zupełnie odwrotny – wraz ze wzrostem fortun bogatych biedni z roku na rok stawali się coraz biedniejsi. Z biegiem lat zjawisko to przybiera na sile z tego prostego powodu, że mamy do czynienia z błędnym kołem. Zróżnicowanie płac, jak trafnie wskazywał Galbraith, bardziej zależy od pozycji w hierarchii i biurokratycznej władzy niż jest rezultatem oceny przez rynek. W związku z tym występowanie tak wielkich rozwarstwień oraz obszarów nędzy w kraju wytwarzającym tyle bogactwa co Stany Zjednoczone nie może być uznane za zjawisko naturalne, a raczej powód do wstydu i wynik dysfunkcji państwa. Bez odpowiedniej polityki socjalnej i państwa, spełniającego przez odpowiednią redystrybucję dochodu rolę moderatora i neutralizatora różnego rodzaju potencjalnych konfliktów, nierówności gospodarcze mogą zaowocować rosnącą anarchizacją życia politycznego, niekontrolowanymi wystąpieniami i buntami pogrążającymi kraje wysoko rozwinięte w chaosie, które ostatecznie mogą być zwalczane metodami represyjnymi. Trzeba więc liczyć się z sytuacją, w której system autorytarny stanie się w konsekwencji odpowiedzią na prymat ekonomii nad polityką oraz permanentne uleganie przez państwa naciskom ze strony globalizujących się rynków i kształtowanie przez nie swojej polityki wyłącznie w oparciu o krótkoterminowe wymagania rynkowe bez zwracania uwagi na długofalowy rozwój społeczny. W dłuższej perspektywie podstawy legitymizacji państwa może znacząco umniejszyć jego słabnąca siła transferowa, czyli możliwość świadczenia przez nie różnego rodzaju usług dzięki pobieranym podatkom, co przecież umożliwia mu wpływanie na bardziej sprawiedliwy podział dochodów. Trzeba przy tym pamiętać, że to, co w cywilizacji zachodniej wydaje się koniunkcją naturalną i nierozerwalną, czyli symbioza kapitalizmu z demokracją, wcale czymś takim nie jest. Kapitalistyczna efektywność zasadza się na przetrwaniu najlepiej przystosowanych oraz nierówności w podziale siły nabywczej. Jak podkreśla Lester C. Thurow, jednostki i firmy stają się efektywne, żeby osiągnąć bogactwo. Wyrażając to w najostrzejszej formie, kapitalizm jest całkowicie do pogodzenia z niewolnictwem30.

***

Nie ulega wątpliwości, że odbudowanie nadszarpniętego autorytetu państwa i polityki, będącej przecież jego główną domeną, wydaje się potrzebą chwili. Zwłaszcza w naszym kraju, w którym przez stulecia w związku z takimi, a nie innymi uwarunkowaniami historycznymi (rozbiory, PRL) szczególną atencją cieszyły się różnego rodzaju inicjatyw i ruchy opozycyjne, antypaństwowe. Nie służy temu również degradacja pojęć „polityka” czy „polityczny”, z którą mamy do czynienia; terminy te traktowany bywają pejoratywnie i odżegnują się od nich nawet zawodowi politycy. Sztandarowym tego przykładem było hasło wyborcze Platformy Obywatelskiej z 2010 r. „Nie róbmy polityki, budujmy Polskę (mosty, boiska, drogi)”. Pomijając nawet absurdalność tego sloganu i samego faktu odżegnywania się polityków i partii politycznych od polityki, co znamionuje przede wszystkim niezrozumienie lub zapoznanie właściwego sensu tego pojęcia, może to również oznaczać odmowę przyjęcia roli przywódczej i związanej z nią odpowiedzialności. Jak pisał prof. Bronisław Łagowski, Społeczeństwo potrzebuje nie tylko partii, które wyrażają przeciwstawne opinie, nie tylko parlamentu, gdzie ścierają się konfliktowe interesy, ale także władzy, która te sprzeczności interesów przezwycięża i która myśli w perspektywie sięgającej ponad horyzont egoizmów grupowych. […] Rząd jest instytucją par excellence polityczną, jeżeli ma co do tego wątpliwości, to znaczy, że czegoś mu brakuje, i to czegoś bardzo istotnego31.

Ludzie w dzisiejszych czasach, jak zauważył Manuel Castells, coraz częściej tracą poczucie kontroli nad swoim życiem, środowiskiem naturalnym, pracą, gospodarkami czy losem Ziemi i oczekują od państwa pomocy w tej sytuacji, rozwiązywania narastających problemów32. Ograniczone możliwości działania, z którymi mamy do czynienia w zglobalizowanym świecie, powodują, że tego rodzaju interwencje nie następują, ponieważ państwa w gruncie rzeczy mają coraz mniej instrumentów niezbędnych do ich przeprowadzenia. Skutkuje to niestety rosnącym rozczarowaniem obywateli instytucjami politycznymi. Trzeba jednak pamiętać, że jeżeli możemy w ogóle mówić o szansach egzekwowania praw pracowniczych sformułowanych przez Międzynarodową Organizację Pracy czy też różnych konwencji na rzecz ochrony środowiska, to tylko tam, gdzie zostały one zinstytucjonalizowane – na płaszczyźnie ponadnarodowej jest to dziś w zasadzie niemożliwe. W związku z tym dopóki nie doczekamy się powstania jakiegoś globalnego superpaństwa, skutecznej struktury o charakterze ponadnarodowym, dopóty należy w tej nierównej walce wspierać państwo narodowe jako najpewniejszego gwaranta istnienia ram porządku społecznego, poskramiania rynków i łagodzenia nierówności.

Przypisy:

  1. V. Tanzi, Gospodarcza rola państwa w XXI wieku, Warszawa 2006, s. 20.
  2. Ibidem, s. 18–19.
  3. C. Schmitt, Epoka neutralizacji i apolityzacji [w:] Rewolucja konserwatywna w Niemczech 1918–1933, wyb. i oprac. W. Kunicki, Poznań 1999, s. 433.
  4. Ibidem, s. 436.
  5. W. Eucken, Podstawy polityki gospodarczej, Poznań 2005, s. 370.
  6. J.K. Galbraith, Gospodarka niewinnego oszustwa. Prawda naszych czasów, Warszawa 2005, s. 76.
  7. B. Michalski, Triadyzacja i korporatyzacja gospodarki światowej w świetle tezy Susan Strange o odwrocie państwa, http://www.ism.uni.wroc.pl/sites/ism/art/michalski_triadyzacja_i_korporatyzacja_gospodarki_swiatowej_w_swietle_tezy_susan_strange_o_odwrocie_panstwa.pdf (dostęp 23.09.2015), s. 4.
  8. W. Eucken, op. cit., s. 376.
  9. R. Scruton, Co znaczy konserwatyzm, Poznań 2002, s. 108.
  10. R. Woś, Dziecięca choroba liberalizmu, Warszawa 2014, s. 229.
  11. M. Sandel, Czego nie można kupić za pieniądze. Moralne granice rynku, Warszawa 2013, s. 15.
  12. T. Sedláček, Ekonomia dobra i zła. W poszukiwaniu istoty ekonomii od Gilgamesza do Wall Street, Warszawa 2012, s. 312.
  13. S. Strange, The Retreat of the State: The Diffusion of Power in World Economy. Cambridge University Press: London, 1996, s. 199.
  14. Ibidem, s. 4.
  15. Greed – and fear. Special report: The future of finance, „The Economist” http://www.economist.com/node/12957709 (dostęp 25.09.2015).
  16. I. Wallerstein, Koniec świata jaki znamy, Warszawa 2004, s. 105.
  17. Benedykt XVI, Caritas in veritate, nr 36.
  18. Ibidem, nr 37.
  19. Ibidem, nr 67.
  20. Abp R. Marx, Kapitał. Mowa w obronie człowieka, Kraków 2009, s. 261.
  21. Ibidem, s. 264.
  22. Benedykt XVI, op. cit., nr 35.
  23. Abp. R. Marx, op. cit., s. 35.
  24. Franciszek, Laudato si’, nr 54.
  25. Ibidem, nr 67.
  26. J. Zadencki, Lewiatan i jego wrogowie. Szkice postkonserwatywne, Kraków 1998, s. 139.
  27. Ha-Joon Chang, 23 rzeczy, których nie mówią ci o kapitalizmie, Warszawa 2013, s. 296.
  28. T. Piketty, Kapitał w XXI wieku, Warszawa 2015, s. 584.
  29. Ibidem, s. 644–679.
  30. L.C. Thurow, Przyszłość kapitalizmu. Jak dzisiejsze siły ekonomiczne kształtują świat jutra, Wrocław 1999, s. 317.
  31. B. Łagowski, Szkice antyspołeczne, Kraków 1997, s. 141.
  32. M. Castells, Siła tożsamości, Warszawa 2008, s. 76.

dr hab. Rafał Łętocha

(ur. 1973) – politolog i religioznawca. Doktor habilitowany nauk humanistycznych, kierownik Zakładu Historii Stosunków Państwo-Kościół w Instytucie Religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, profesor i kierownik Zakładu Media, Komunikowanie i Polityka Międzynarodowa w Instytucie Politologii Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. rotmistrza Witolda Pileckiego w Oświęcimiu. Jego zainteresowania koncentrują się wokół historii idei oraz relacji pomiędzy religią a sferą polityczną. Autor książek Katolicyzm a idea narodowa. Miejsce religii w myśli obozu narodowego lat okupacji (Lublin 2002) i „Oportet vos nasci denuo”. Myśl społeczno-polityczna Jerzego Brauna (Kraków 2006) O dobro wspólne. Szkice z katolicyzmu społecznego (Kraków 2010). Publikował m.in. w pismach: „Christianitas”. „Dialogue and Universalism”, „Dzieje Najnowsze”, „Fronda”, „Glaukopis”, „Kontakt”, „Kronos”, „Nomos”, „Politeja”, „Pressje”, „Polityka Narodowa”, „Pro Fide Rege et Lege”, „Przegląd Religioznawczy”, „Studia Judaica”, „Studia Religiologica”, „Templum Novum”. Od urodzenia mieszka w Myślenicach i bardzo jest z tego zadowolony. Stały współpracownik „Nowego Obywatela”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>