Przebudzenie obywatelskie, emancypacja Indian, nowa polityka. Problemy społeczne Boliwii

Wiosna 2016 |

W styczniu 2006 roku Evo Morales Ayma objął najwyższe stanowisko państwowe w Boliwii. Był to kolejny – po Wenezueli i Ekwadorze – zwrot polityczny w regionie. Wybór Moralesa na prezydenta oznaczał nie tylko zerwanie z zależnością od USA i neoliberalną polityką narzuconą przez imperium, ale jest także świadectwem dwóch ważnych procesów w boliwijskiej polityce. Pierwszy to rosnący sprzeciw ludności wobec sytuacji społecznej i ekonomicznej, korupcji, klientelizmu, biedy i marginalizacji szerokich rzesz ludności. Drugi zaś to emancypacja Indian, którzy przez wieki byli spychani na margines, a także sami izolowali się od polityki. Koniec XX oraz początek XXI wieku oznaczają wzrost ich znaczenia w procesach społecznych. Symbolem nowej tożsamości było przyjęcie przez Boliwię wiphali, tęczowej flagi indiańskiej, która od prawie 10 lat powiewa obok państwowej, czerwono-żółto-zielonej.

Analitycy określają rządzącą opcję jako radykalną, bo wprowadza bezkompromisowe rozwiązania społeczno-gospodarcze. Opowiada się za daleko posuniętą redystrybucją dochodu narodowego, chce zwiększać partycypację społeczną, kwestionuje demokrację reprezentatywną, która skupia się jedynie na wyborach i prawach politycznych. Plan rządu boliwijskiego, zwany Procesem na Rzecz Zmiany (Proceso de Cambio), zakładał wprowadzenie nowej konstytucji – nastąpiło to w 2009 r. – oraz redefinicję charakteru państwa. Uznano, że powinno być ono wieloetniczne, antykolonialne, antyliberalne, indiańskie oraz wspólnotowe, z wiodącą rolą państwa. Odrzucono globalizację gospodarczą, neoliberalizm i indywidualizm w wydaniu zachodnim.

Za największy sukces Moralesa oraz rządzącej partii Movimiento al Socialismo (MAS) powszechnie uznaje się politykę społeczną. W czasie ich rządów nastąpiła znaczna poprawa wskaźników społeczno-ekonomicznych. Wielu Boliwijczyków zostało wyciągniętych z ubóstwa, polepszyły się wskaźniki dostępu do edukacji i ochrony zdrowia. Gospodarka jako całość odczuła przy tym stabilny wzrost, co przełożyło się na poprawę sytuacji ludności. Co jednak najważniejsze, obywatele uzyskali wpływ na proces podejmowania decyzji. Tradycyjnie marginalizowane grupy zwiększały swoją reprezentację na arenie politycznej. Rząd przedstawiał się jako rzecznik zwykłych ludzi, którzy wcześniej nie mieli nic do powiedzenia; Nie mówimy tylko o Indianach, ale o wszystkich ludziach. Martwimy się także o naszych braci i siostry, którzy nie są Indianami, a którzy także cierpią, dlatego że nie ma [dla nich] pracy.

Z drugiej strony, Boliwia idzie tą samą niebezpieczną drogą, co wszystkie lewicowe rządy w regionie. Powszechnie krytykuje się w tym kraju koncentrację władzy, zwiększanie uprawnień partii rządzącej, nadmierną władzę przywódcy oraz postępującą zależność od przemysłu wydobywczego, z którego zyski w dużej mierze przeznaczane są na bieżącą konsumpcję.

Korzenie przemian

Zmiany zachodzące w Boliwii nie zostały zapoczątkowane przez rząd Moralesa. Mają znacznie głębiej sięgające korzenie, a ich początku można upatrywać w rewolucjach społecznych trwających już kilkadziesiąt lat.

Społeczeństwo boliwijskie jest silnie zróżnicowane etnicznie. Z 10,5 mln obywateli ok. 55% stanowią Indianie z różnych grup, głównie Keczua i Ajmara. Do początku lat 50. XX wieku cenzusy zapewniały obywatelstwo jedynie ok. 2–5% ludności. Reszta była wyłączona nie tylko z systemu politycznego, lecz także z życia gospodarczego i skazana na wegetację w biedzie. Indianie stanowili szczególnie upośledzoną grupę, np. dopiero w latach 50. zyskali dostęp do edukacji. W 1952 r. uzbrojone społeczeństwo (górnicy i indiańscy chłopi) zmusiło wojsko do wycofania się ze stolicy, kapitulacji i przekazania władzy nowemu prezydentowi. Nowa partia rządząca, Ruch Narodowo-Rewolucyjny (MNR), zwróciła się do Indian i robotników, mobilizując ich do walki o prawo do godnego życia, alfabetyzacji i edukacji, ochrony zdrowia, demokracji i tworzenia związków zawodowych. Mimo pewnych korzystnych zmian – reformy rolnej, nacjonalizacji złóż mineralnych, zwrócenia uwagi na prawa Indian – polityka nowego rządu sprowadzała się do asymilacji. Mało konsekwentne działania władz oraz ich przymusowy charakter prowadziły do izolowania się Indian od społeczeństwa, pragnęli oni bowiem zachować niezależność kulturową. Przewrót wojskowy z 1964 r. zablokował postęp nawet tych ograniczonych zmian. Dwie fale emancypacji Indian (w latach 70. i na początku lat 90.) doprowadziły do artykulacji ich żądań politycznych. Mimo głębokich podziałów wewnątrz ruchu indiańskiego stali się oni pierwszoplanowymi aktorami na scenie politycznej Boliwii.

Od roku 1982, czyli od powrotu rządów cywilnych, w kraju funkcjonowała demokracja, jednak neoliberalna polityka sprawiła, że większość ludności żyła w fatalnych warunkach. Stabilność polityczna bazowała na trzech filarach: zmonopolizowaniu sceny politycznej przez trzy partie, porozumieniach parlamentarnych na rzecz stabilności rządu oraz konsensusie w kwestiach gospodarczych, polegającym na wprowadzeniu ortodoksyjnego neoliberalizmu. System boliwijski w latach 1985–2002 określa się mianem demokracji paktowej (democracia pactada). Stabilność miała swoją cenę – system nie był w stanie zaspokoić potrzeb obywateli, co w sytuacji rosnącego znaczenia indiańskich organizacji społecznych musiało doprowadzić do wybuchu niezadowolenia na dużą skalę. Idee, którymi kierowały się organizacje społeczne (zwłaszcza dotyczące kwestii gospodarczych), były nie do zaakceptowania przez establishment.

Dzięki protestom z lat 80. i 90. ruch indiański upolitycznił się. Jak twierdzili sami Indianie: Teraz jesteśmy silni i nigdy nie wrócimy do bycia popychanymi, ignorowanymi i odrzuconymi. Powstały dwie nowe partie polityczne – wspomniany MAS oraz Movimiento Indígena Pachakuti (MIP). W przededniu wyborów w 2005 r. stworzyły one Pakt Jedności – sojusz na rzecz wyboru Moralesa.

Początek XXI wieku to nasilenie protestów i marszy ulicznych, wykorzystywanych jako narzędzie nacisku na władze. Najważniejsze były trzy z nich. Pierwszy miał miejsce w rejonie Cochabamba w 2000 roku – była to tzw. wojna o wodę, czyli protesty zorganizowane w celu odebrania hiszpańskiej firmie koncesji na dystrybucję wody. Kolejny to protesty w El Alto w 2002 r., znane jako „wojna o gaz”, kiedy organizacjom indiańskim udało się zablokować przejęcie kontroli nad złożami gazu przez zagraniczne koncerny oraz obalić rząd. Rok później odbyły się natomiast masowe protesty zwane „wojną o terytorium”, które doprowadziły do wyjścia na ulicę tysięcy ludzi, paraliżu dróg i zablokowania najważniejszych miast. Te wydarzenia spowodowały uaktywnienie się różnych grup i organizacji indiańskich, a także wywarły presję na rząd, doprowadzając do upadku trzech gabinetów. Pokazały, że współpraca między MAS i MIP jest możliwa, oraz sprawiły, że ta pierwsza uzyskała decydujący wpływ na przebieg wydarzeń. Organizacje indiańskie, producenci koki (cocaleros) i związki zawodowe wykorzystali ten moment i zyskali decydujący wpływ na życie polityczne. MAS potrafił tworzyć szerokie koalicje, jednocząc Indian, biednych Metysów i białych, lewicę oraz wyborców rozczarowanych polityką. Choć zaczynał jako wyraziciel interesów Indian Keczua, stał się ogólnokrajową partią ludzi rozczarowanych polityką.

Osiągnięcia rządu Moralesa

Rząd Moralesa za główny cel postawił sobie rozwój polityki społecznej i poprawienie sytuacji najuboższych obywateli. Odniósł na tym polu spory sukces. Wskaźnik ubóstwa wśród obywateli kraju w latach 2005–2013 spadł z ponad 60 do 33%, a poziom skrajnej biedy skurczył się w tych samych latach z niecałych 40 do 20%. Zmniejszył się również poziom nierówności – współczynnik Giniego w latach 2005–2012 zmalał z 0,585 do 0,466. Dochód uzyskiwany przez 10% najbogatszych obywateli obniżył się w latach 2005–2012 z 45 do 33% dochodu narodowego. Wzrosła liczebność klasy średniej, podobnie jak wysokość płac oraz zasiłków dla najbiedniejszych.

Rząd wprowadził programy pomocowe dla ciężarnych kobiet i program opieki poporodowej, plany wsparcia dla dzieci i dla starszych obywateli (obniżające ceny prądu itp.). Objęły one ponad 3 mln ludzi, czyli prawie 1/3 społeczeństwa, dzięki czemu poprawiła się sytuacja wielu rodzin. Rozwinięto także system ubezpieczeń społecznych dla chłopów/rolników, zwalczanie analfabetyzmu, kampanie medyczne i ułatwiające dostęp do edukacji. Wszystkich obywateli powyżej 60. roku życia objęto programem emerytalnym. Rozwój dotyczył zwłaszcza pewnych obszarów pomocy, np. ułatwienia dostępu do wody pitnej we wsiach. Wzrósł on z 50% w 2007 roku do 79% (dane dotyczą odsetka mieszkańców) w 2012.

Należy tu jednak zgłosić dwa istotne zastrzeżenia. Po pierwsze, poprawa warunków życia nie jest zasługą wyłącznie MAS; polepszały się one także za poprzednich rządów. Od połowy lat 90. do początku kadencji Moralesa skrajna bieda spadła o 7 punktów procentowych, niedożywienie dzieci poniżej trzeciego roku życia zmalało o 4 punkty w latach 1994–2003, a analfabetyzm zmniejszył się w latach 1999–2005 z 6,6% do 5% populacji. Pomiędzy 1990 a 2003 r. śmiertelność niemowląt obniżyła się o 35 punktów procentowych. Już w 1994 r. wprowadzono prawo o partycypacji ludowej, które pozwoliło na automatyczną redystrybucję części przychodów państwa do jednostek samorządowych. W zasadzie po raz pierwszy obszary wiejskie otrzymały fundusze na inwestycje w edukację, ochronę zdrowia, infrastrukturę i kulturę. Skutkiem polityki MAS jest raczej przyspieszenie tych zmian, a nie wprowadzenie nowej jakości.

Drugie zastrzeżenie dotyczy obecnej sytuacji społecznej. Mimo korzystnych tendencji Boliwia nadal należy do najbiedniejszych krajów regionu oraz do państw o największych nierównościach na zachodniej półkuli. Według klasyfikacji UNDP była na 108. miejscu ze 187 krajów pod względem HDI (Human Development Index), ma niską średnią długość życia (67 lat) oraz wysoką śmiertelność niemowląt. Ponad 1/3 ludności żyje za mniej niż dolara dziennie. Poprawa sytuacji jest powolna, jednak baza społeczna rządu jest silniejsza niż jego przeciwnicy i można oczekiwać, że obecna polityka będzie kontynuowana.

Ambitne cele cechowały także politykę gospodarczą gabinetu Moralesa. Przeprowadzono parcelację latyfundiów i nacjonalizację sektora wydobywczego. Reforma rolna, polegająca na odebraniu ziemi bogatym właścicielom i przekazaniu jej biednym rolnikom i wspólnotom indiańskim, była jednym z najistotniejszych punktów programu MAS i miała bardzo ważny wydźwięk propagandowy. Około 25 milionów akrów zostało odebranych latyfundystom niepotrafiącym potwierdzić produktywności danego obszaru lub praw własności do niego. Ogółem od momentu zadeklarowania w 1996 roku przeglądu tytułów własności ziemi 90% z dotąd przeprowadzonych dokonał obecny rząd, a ziemię rozdzielił pomiędzy bezrolnych. Krytycy mówią o tym, że proces jest wolny (do 2013 r. dokonano przeglądu 60% wszystkich ziem), a z obszarów przejętych przez państwo jedynie 6% zostało przekazanych rolnikom. Mówi się też, że rząd coraz częściej staje po stronie bogatych właścicieli, którzy mogliby pomóc w zapewnieniu bezpieczeństwa żywnościowego oraz w modernizacji rolnictwa.

Gabinet Moralesa nie odrzucił kapitalizmu, ale sprawił, że struktury państwowe zaczęły brać pod uwagę interesy obywateli. Nacjonalizacja przemysłu wydobywczego miała naprawdę na celu zwiększenie wpływów do budżetu przez podniesienie opłat od zagranicznych firm działających w Boliwii. Polegała na przejęciu większości udziałów przez rządową agendę za odszkodowaniem przyznanym akcjonariuszom. Niektóre strategiczne przedsiębiorstwa zostały przejęte w całości. Na początku kadencji Moralesa korporacje międzynarodowe zgarniały ponad 80% zysków z eksploatacji złóż gazu. Reforma sprawiła, że przychody te zaczęły trafiać do firm boliwijskich. W latach 1999–2005 państwo otrzymywało z przemysłu wydobywczego około 2 miliardów dolarów rocznie, a w okresie 2005–2012 było to już ponad 16 miliardów. Oznaczało to przejęcie przez rząd kontroli nad kierunkiem, w jakim ma zmierzać gospodarka oraz nad redystrybucją dochodu narodowego. Co ciekawe, nie doprowadziło to do zmniejszenia skali inwestycji zagranicznych; Boliwia ma najwyższy na kontynencie udział zagranicznych inwestycji bezpośrednich w stosunku do PKB.

Rząd Moralesa zerwał z neoliberalizmem gospodarczym i zmniejszył zależność kraju od USA, kładąc zamiast tego nacisk na integrację regionalną. Obecnie dostrzegamy stały wzrost PKB na poziomie ok. 4,5% rocznie (w 2014 roku było to 5,6%, co stawiało Boliwię na drugim miejscu pod tym względem w Ameryce Południowej), dzięki czemu wzrósł on z ok. 10 mld USD w 2005 r. do ok. 34 mld USD w 2015 r. Miał miejsce także spadek zadłużenia (z ok. 7 bln USD do 5 bln USD) i choć później zaczęło ono rosnąć (niemal do 8 bln USD w 2015 r.), to korzystniejszy dla kraju był jego stosunek do rosnącego PKB. Bezdyskusyjne były natomiast spadek ubóstwa czy rozbudowa infrastruktury.

Pomysły Moralesa sprowadzają się do wykorzystania przychodów z gazu ziemnego do unowocześnienia gospodarki. Niestety, dowodzi to, że odwieczny problem z innowacyjnością w Boliwii – polegający na tym, że za bogactwo uważa się surowce mineralne, a więc to, co się znajduje, a nie tworzy – pozostaje nadal nierozwiązany. Taka polityka nie wprowadza nowej jakości, lecz jedynie stanowi doraźny lek na głębokie problemy.

Społeczeństwo obywatelskie

Według nowej Konstytucji Boliwii w kraju funkcjonuje demokracja partycypacyjna, reprezentacyjna i wspólnotowa. To oznacza, że mamy do czynienia z różnymi mechanizmami demokratycznymi, takimi jak wybory, referendum, inicjatywa ustawodawcza wyborców, procedura odwołania funkcjonariuszy publicznych, zgromadzenie, rada miasta oraz konsultacje. Konstytucja określa, że obywatele uczestniczą w kreowaniu polityki publicznej oraz wykonywaniu kontroli społecznej na każdym poziomie. W przeciwieństwie do niektórych krajów latynoamerykańskich demokracja reprezentacyjna/parlamentarna w Boliwii nie została osłabiona. Pozostaje fundamentem ustrojowym i głównym narzędziem umożliwiającym uzyskanie wpływu na sytuację polityczną kraju.

Kilku słów wyjaśnienia wymagają demokracja reprezentacyjna i wspólnotowa. Partycypacja wprowadzona przez stronę rządową opiera się na kilku mechanizmach, m.in. konsultacjach i spotkaniach strony rządowej z liderami organizacji. Konsultacje polegają na tym, że władza (tj. prezydent, minister lub parlamentarzysta) spotyka się z „bazą społeczną”, aby zasięgać opinii, informować, legitymizować swoje działania. Oczywiście, nie da się przedyskutować wszystkich decyzji, nie sposób rozmawiać ze wszystkimi obywatelami, nie zawsze możliwy jest konsensus. Spotkania te często stają się więc narzędziem manipulacji ze strony rządzących.

Inny mechanizm to spotkania z liderami organizacji społecznych – dotyczą one w zasadzie jedynie przedstawicieli największych z nich. Pełnią funkcję informacyjną, ale także konsolidującą – wzmacniają koalicję stworzoną przez rząd. Mechanizm ten pozwala z jednej strony na uzyskanie jasnego komunikatu społecznego, ale z drugiej – oznacza, że rząd może dowolnie dobierać sobie partnerów do dyskusji.

Demokracja wspólnotowa ma być wdrażana przez samorządne „terytoria indiańsko-rolnicze” – Tierra Indígena Originario Campesino (TIOC). Przyjmują one swoje normy i procedury wewnętrzne, mają prawo do własnego system politycznego, sądowego i gospodarczego w ramach autonomii, mogą także uczestniczyć w instytucjach krajowych. Często jednak kontrola pozostaje w rękach najbardziej uprzywilejowanych członków wspólnot, a sama definicja jednostek jest niejasna i pozostawia władzom możliwości manipulacji.

Decydującą rolę w zwiększaniu partycypacyjności odegrały w Boliwii ruchy społeczne. Pojęcie „ruch społeczny” jest w tym kraju często używane. Odnosi się ono w tamtejszych realiach do organizacji politycznych, protestów, mobilizacji społecznych oraz do wszelkich inicjatyw krytycznych wobec modelu neoliberalnego, a popierających drogę, którą podąża rząd. Partia rządząca ma silne związki z organizacjami społecznymi, jest w stanie zmobilizować duże grupy obywateli, a wręcz mówi o sobie, że jest „rządem ruchów społecznych”. Stwarza wrażenie, że Indianie i chłopi są homogeniczną grupą społeczną, a ona sama stoi na ich czele, ukrywając fakt, że utrzymuje bliskie relacje tylko z niektórymi organizacjami. Sprzyja to nowym wykluczeniom oraz wypycha część społeczeństwa poza bazę społeczną rządu. Początkowo nie było tego problemu, ponieważ wszyscy walczyli z konserwatywną opozycją, jednak stopniowo niektóre organizacje stawały się coraz bardziej krytyczne wobec MAS. W miarę upływu czasu okazało się, że nie ma dla nich miejsca w nowym systemie politycznym.

Głównym środkiem, do jakiego uciekały się organizacje społeczne, były od samego początku masowe protesty: Protest jest źródłem obecnego rządu, który wywodzi się z ruchów społecznych, z oporu. Z czasem uległy one swoistej instytucjonalizacji. Przestały być wyrazem buntu mas uciskanych, a stały się normalną formą wyrażania opinii. Władze umacniają tę tendencję, przyjmując żądania demonstrantów. W okresie rządów Moralesa zmieniła się nie tyle ich skala, ile przyczyny, charakter i skład ludnościowy. Większość protestujących wyraża poparcie dla władz, ale grupa sprzeciwiająca się im nie jest dużo mniejsza (różnice to ok. 5–10%). Można zauważyć jednak podział społeczny: ludność biała i metyska jest raczej przeciw rządowi, natomiast Indianie najczęściej popierają go.

Demonstracje zwolenników rządu pokazują, że – mimo akceptacji przez większość obywateli – nie ma on wolnej ręki, ale musi liczyć się z organizacjami społecznymi. Protestujący zgadzają się zasadniczo z kierunkiem, w jakim podąża kraj, ale krytykują konkretne posunięcia oraz domagają się realizacji swoich postulatów.

Obserwatorzy dostrzegają coraz większą koncentrację władzy w rękach Moralesa i małej grupy jego najbliższych współpracowników. Co więcej, możemy zaobserwować tendencję słabnięcia wpływów autentycznych przywódców ludowych, zastępowanych przez profesjonalne kadry, mające niewiele wspólnego za ideałami, na których zbudowano MAS. Przywódcy związków zawodowych oraz zwykli członkowie partii uczestniczą w działaniach i procesach decyzyjnych jedynie na ich najniższych poziomach.

Boliwijski system stał się więc bardziej reprezentatywny i uczestniczący, a mniej odpowiedzialny i przejrzysty. Z jednej strony, partycypacja społeczeństwa zwiększyła się znacząco. Z drugiej natomiast, rządzący włączyli do niej tylko część marginalizowanych wcześniej grup. Kolejnym problemem jest fakt, że największe organizacje często kierują się własnym interesem i w coraz mniejszym stopniu wyrażają potrzeby szeregowych członków.

Wspólnotowość indiańska

Indianie są największą grupą etniczną Boliwii i jednocześnie najbardziej poszkodowaną społecznie. Ich położenie było niezwykle trudne od samego początku podbijania ich terytoriów przez Europejczyków. Trzeba jednak pamiętać, że także demokratyzacja (wprowadzana od lat 80. XX wieku) uderzyła w nich politycznie i ekonomicznie. Odrzucono nieformalną autonomię, ograniczono świadczenia społeczne, dofinansowanie do żywności i wydatki na wsparcie rolnictwa, które stanowi podstawę ich dochodów. Bolesne były także programy walki z inflacją oraz otwarcie kraju na zagraniczny handel i inwestycje. Zmniejszyła się rola państwa jako aktora gospodarczego oraz dostawcy podstawowych usług dla ludności.

Rządy MAS dążą do zmiany tej sytuacji. Oficjalnie uznano 36 narodów indiańskich. W konstytucji zawarto zapis o rolniczych narodach i ludach pochodzenia indiańskiego (Naciones y pueblos indígenas originarios campesinas), zmieniono nawet nazwę państwa, z Republika Boliwii na Wielonarodowe Państwo Boliwii. Uznano prawa Indian do tożsamości kulturowej, edukacji, lokalnego zarządzania, terytoriów oraz bogactw naturalnych. Na wszystkich poziomach administracji przyznano możliwość stosowania języków indiańskich. Według nowej konstytucji Indianie mają prawo do swoich terytoriów, a także mogą ustanawiać na nich rządy. Wprowadzono zakaz prywatyzacji ziem wspólnotowych oraz zabroniono firmom międzynarodowym zarabiania na surowcach kraju.

Stopniowo od lat 80. powracają dawne formy organizacji wspólnotowych takie jak ayllu, będące siecią wspólnot opierających się na rodzinach, które wspólnie posiadają ziemię. Rządy MAS umożliwiły dalszy rozwój autonomii indiańskich. Obecnie można zauważyć silną tendencję do ich tworzenia; na kilkunastu obszarach proces już się rozpoczął, ale jest on mozolny. Od kilku już lat głównym powodem sporu między MAS a Indianami jest właśnie kwestia autonomii. Konstytucja z 2009 r. gwarantuje autonomię regionów (departamentów, wspólnot indiańskich, miast itd.), co stwarza im spore możliwości udziału w polityce. Według danych ONZ prawa wspólnot indiańskich nie są wystarczająco chronione, zwłaszcza jeśli chodzi o konsultacje dotyczące infrastruktury i projektów wydobywczych na ich terenach. Niekiedy ludności autochtonicznej udaje się zablokować projekty rządowe, jak np. w 2011 r., kiedy wspólnoty Indian Chiman, Yurucare i Moxos uniemożliwiły budowę drogi przez rezerwat.

Należy pamiętać, że Indianie nie tworzą harmonijnego świata, dzielą ich sprzeczne interesy. Solidarność może objawiać się jedynie na zewnątrz, wobec innych. Wszystkie grupy etniczne cechuje jednak podobny model życia, oparty na wspólnocie, równowadze, pomocy, zrównoważonym rozwoju. Indianie uważają, że aby otrzymać coś od Matki Ziemi, trzeba jej coś przekazać; krótkowzroczna eksploatacja jest im obca. Występuje u nich rotacyjne przekazywanie funkcji politycznych. Stosunki społeczne funkcjonujące na ich terytoriach mogą stanowić inspirację dla rozwijania demokracji partycypacyjnej. Zdaniem jednego z liderów protestów przeciwko prywatyzacji wody: Pojawiły się możliwości […] akcji kolektywnych, możliwość konstrukcji sił, które przychodzą od dołu […] realnej siły, która narzuca program siłom politycznym oraz zmusza je do spełnienia go […] Myślę, że oni [władze] bardzo się obawiają tego procesu i dlatego starają się odwieść ludzi od tych możliwości i skierować ich zamiast tego w stronę procesu głosowania, w stronę rynku wyborczego.

Chyba najlepszym przykładem zdolności mobilizacyjnych i organizacyjnych Boliwijczyków jest miasto El Alto, zamieszkane w 85% przez Indian (w tym 80% to grupa Ajmara). Już od lat 70. mają tam miejsce silne tendencje oddolnej samorządności. Przyczyny tego są dwojakie. Pierwsza to wiejskie tradycje bezpaństwowego ustroju Indian, andyjskie podejście wspólnot wiejskich do terytorialności i samoorganizacji. Drugą jest natomiast komunitarianizm w warunkach dużego miasta. Przynależność do takiej wspólnoty jest dobrowolna, choć łączy się z dostępem do edukacji dzieci oraz do sieci wodnej i elektrycznej, pozwala na przetrwanie w trudnych warunkach, w których państwo w zasadzie nigdy nie istniało. Wspólnota opiera się na cotygodniowych lub comiesięcznych spotkaniach sąsiadów, podczas których dyskutuje się o problemach dzielnicy, związanych głównie z dostępem do wody, elektryczności, ścieków, opieki medycznej, edukacji, placów zabaw. Każda rodzina ma prywatny dom, ale w ramach wspólnoty zarządza placami, szkołami, boiskami itp. Najmniejsze komórki sąsiedzkie są również siłą napędową protestów, a dzięki temu, że bunty zaczynają się na samym dole hierarchii społecznej, trudno je powstrzymać. Liderzy natomiast są łatwo zastępowalni bez uszczerbku dla wspólnoty jako całości. Indianie mają duże zdolności mobilizacyjne, dzięki którym organizują marsze, strajki (także głodowe), blokady dróg. Akcje odbywają się bez centralnego nadzoru czy planowania i jednolitych ram. Są spontaniczne, trudne do przewidzenia i zatrzymania.

Prawa człowieka i natury

Nowa konstytucja wzmocniła prawa człowieka, zwłaszcza gospodarcze, społeczne i kulturowe, a także zwróciła uwagę na prawa szczególnie poszkodowanych grup, takich jak kobiety, dzieci, Afroboliwijczycy, osoby niepełnosprawne oraz starsze. Głównym celem ochrony praw człowieka miało być Dobre życie (Vivir Bien) – idea, która zapewnia prawa człowieka, choć skupia się na ich trzeciej generacji, a więc kolektywnych prawach do pokoju, rozwoju, demokracji, dziedzictwa przeszłości czy środowiska naturalnego oraz uczestnictwie politycznym, pluralizmie, zmniejszaniu nierówności. Niestety, może być ona wykorzystywana w zależności od kontekstu. Niebezpieczne jest redukowanie praw obywatelskich do problemów związanych z warunkami życia oraz bezpieczeństwem. Sprowadza się to do schematu: rząd zapewnia obywatelom poprawę warunków życia, a ci w zamian za to urządzają demonstracje prorządowe.

Na pewno można powiedzieć, że rząd zasadniczo respektował prawa człowieka i wolności osobiste. Odbywały się wolne, demokratyczne wybory i referenda. W kraju panowała swoboda wyrażania opinii; co prawda władze atakowały media, ale wiele z nich było bardzo krytycznych wobec MAS i środków używanych przeciwko nim nie należy uznawać za zbyt radykalne. Działało wielu nadawców, w tym prywatni oraz media kościoła katolickiego. Często pojawiające się zarzuty o atakowanie wolnych mediów były nieco przesadzone, choć faktycznie strona rządowa podejmowała takie działania. Miały miejsce oskarżenia o ograniczanie wolności prasy, działania przeciwko mediom krytycznym wobec rządu, ataki na nieprzychylnych mu dziennikarzy. Symbolem może być przekształcenie najstarszej publicznej boliwijskiej stacji telewizyjnej, Televisión Boliviana, w strategiczne przedsiębiorstwo państwowe. Stała się ona tubą propagandową rządu, jednak zbankrutowała wskutek wycofania się reklamodawców. W jej miejsce utworzono Bolivia TV, całkowicie podporządkowaną rządowi. Stworzono także państwowy dziennik („Cambio”) i sieć radiową (Patria Nueva) oraz ponad 30 lokalnych rozgłośni skierowanych do Indian. Wprowadzone ustawy, mające na celu walkę z rasizmem i dyskryminacją, były wykorzystywane do ataków na przeciwników prezydenta.

Istotnym problemem w Boliwii jest przemoc wobec kobiet. Szacuje się, że ponad połowa Boliwijek doświadczyła przemocy domowej. System sądowy okazuje się nieefektywny w przypadkach rozsądzania spraw o gwałt i przemoc. Nowe podejście do tego problemu nawiązuje do idealistycznej, romantycznej wizji Indian, która zakłada, że płcie są równe i mają się uzupełniać. Jednak to do mężczyzn należy podejmowanie decyzji politycznych, a kobiety zajmują się raczej sferą domu. Istnieją różne poglądy na kwestię machismo u Indian, ale to mężczyzna ma rzeczywistą moc przywódczą, kobieta pełni funkcję uzupełniającą, pomocniczą. Mimo to kobieta w kulturze indiańskiej na pewno cieszy się większym równouprawnieniem niż w miejskich realiach Boliwii. Indiańskość rozumie relacje między płciami jako pomoc w codziennej pracy i małżeństwo oparte na wzajemności.

MAS popiera zwiększanie uczestnictwa kobiet w życiu politycznym. Konstytucja zapewnia ich równy udział. Ponad połowa członków parlamentu to kobiety, co stawia Boliwię na drugim miejscu na świecie pod względem reprezentacji kobiet w niższej izbie parlamentu. Już w pierwszym rządzie Moralesa znalazły się cztery kobiety. Większość obserwatorów skomentowała to twierdzeniem, że nie mają one kompetencji ani doświadczenia, co nie było prawdą. Jedna z nich, minister spraw wewnętrznych, była antropolożką, zasiadała w senacie oraz zajmowała się kwestią łamania praw człowieka. Pozostałe – Indianki – związane były z różnymi organizacjami boliwijskiego ruchu kobiecego.

Podobny problem stanowiła przemoc wobec dzieci oraz ich przymusowa praca. Co gorsza, nowa ustawa z 2014 roku pozwala na pracę dzieci w wieku 12–14 lat (pod pewnymi warunkami, np. nie dłużej niż 6 godzin dziennie), a w wieku 10–12 lat – w niezależnych, samodzielnych pracach pod nadzorem rodziców. Decyzja ta została skrytykowana przez organizacje broniące praw człowieka. Główną przyczyną takiej sytuacji jest bieda, która zmusza niektóre rodziny do wysyłania do pracy nawet najmłodszych, wykorzystywanych później przez pracodawców.

Jednym z ważnych problemów, z którymi boryka się rząd boliwijski, jest ekologia. Boliwia jest jednym z najbardziej różnorodnych biologicznie krajów na świecie. Znajdują się tu różne ekosystemy: amazońskie lasy deszczowe, pustynia, Andy oraz około 20% tropikalnych lodowców. Sytuacja ekologiczna ma wpływ nie tylko na mieszkańców kraju, w tym na rolników, lecz także na klimat światowy.

Punktem wyjścia boliwijskiego spojrzenia na naturę jest Vivir Bien (indiańskie Suma Qamaña) – idea sprzeciwiająca się egoistycznemu, indywidualistycznemu kapitalizmowi, który dąży do akumulacji i eksploatacji. Kładzie się nacisk na wspólnotowy socjalizm, będący w harmonii z Matką Ziemią (Pachamamą). Rozwój ma odbywać się przez współpracę i uzupełnianie, a nie wykorzystywanie innych ludzi i współzawodnictwo; zamiast „lepszego życia”, rozumianego wąsko materialistycznie, proponuje „dobre życie”. Bierze pod uwagę nie tylko zysk czy przychód per capita, lecz także tożsamość kulturową, potrzeby wspólnoty, harmonię między ludźmi i z naturą. Ochrona środowiska ma podtekst typowo andyjski: Nasz głos pochodzi z przeszłości. Nasz głos to głos przykrytych śniegiem gór, które tracą swoje białe poncho. Rząd boliwijski stara się promować tę wizję za granicą, stąd pomysł na wprowadzenie Deklaracji Praw Matki Ziemi. W 2010 r. Boliwia wdrożyła prawo ustanawiające siedem zasad Matki Ziemi: życie, zróżnicowanie środowiskowe, wodę, czyste powietrze, równowagę ekosystemową, odnowę i życie wolne od zanieczyszczeń. Obywatel może nawet wnieść do sądu skargę w imieniu Matki Ziemi. Rewolucyjne prawodawstwo jak na razie znajduje się jedynie na papierze, jednak stanowi dobry punkt wyjścia.

Prezydent Morales jest postrzegany jako swego rodzaju głos ekologów, nawołujący do działań na rzecz obniżenia emisji gazów cieplarnianych, powołania międzynarodowego trybunału ds. zmian klimatycznych oraz ustanowienia Prawa dostępu do wody uniwersalnym prawem człowieka. Zgromadzenie Ogólne ONZ przyznało Moralesowi tytuł „Światowego Bohatera Matki Ziemi”. Jednak wszystkie te działania mają znaczenie głównie propagandowe; priorytetem dla rządu jest zapewnienie rozwoju gospodarczego. W czerwcu 2015 r. wprowadzono nowe ustawodawstwo, umożliwiające zwiększenie wydobycia surowców na kilku pozostałych obszarach chronionych. W miarę upływu czasu przedsięwzięcia gospodarcze mają większy priorytet niż ekologia.

Problem narkotykowy

Jednym z najważniejszych problemów Boliwii, zwłaszcza w relacjach z zagranicą, jest produkcja narkotyków. W Boliwii – inaczej niż w Peru czy Kolumbii – kwestia upraw koki to problem społeczny. Związany jest on przede wszystkim z sytuacją chłopów, a nie z guerillą, oddziałami paramilitarnymi czy gangami międzynarodowymi, czerpiącymi zyski z handlu narkotykami. Co więcej, skandal, który wybuchł w latach 80. pokazał, że rządząca junta uczestniczyła w produkcji i dystrybucji narkotyków – represje uderzyły więc jedynie w rolników, oszczędzając przetwórców, handlarzy i dostawców. Przez lata w wielu regionach państwo było w zasadzie nieobecne właśnie poza akcjami skierowanymi przeciwko uprawiającym kokę.

Rozbieżności między USA i niektórymi międzynarodowymi organizacjami a państwami andyjskimi w postrzeganiu koki biorą się głównie stąd, że ci pierwsi wiążą ją z kokainą, a ci drudzy – z kosmowizją indiańską. Koka, mimo że uznawana jest przez społeczność międzynarodową (w tym ONZ) za narkotyk, obiektywnie rzecz biorąc nim nie jest. Jest nim dopiero kokaina, wyekstrahowana z liści koki z użyciem środków chemicznych. Typowa herbatka z liści koki zawiera tak mało substancji narkotycznej, że jest ona dla organizmu nieodczuwalna. Tymczasem Konwencja ONZ z 1961 roku traktuje liście koki tak samo jak kokainę.

W regionie andyjskim od około 5 tysięcy lat kokę stosuje się powszechnie w obrzędach indiańskich (jest rośliną magiczną, źródłem energii, odgrywa istotną rolę w rytuałach i wróżbach), a także do walki z chorobą wysokościową, jako uzupełnienie diety, surowiec do produkcji różnych artykułów (takich jak mąka, herbata czy pasta do zębów) oraz lekarstwo. Koka zawiera wiele cennych minerałów, dodaje energii, zmniejsza uczucie głodu i bólu, zwiększa koncentrację.

Początek prezydentury Moralesa to zmiana nastawienia do walki z narkotykami. Boliwia postanowiła kontynuować walkę z kokainą, ale nie z uprawami liści koki. Już w 2006 r. rząd boliwijski opublikował nową strategię walki z przemytem narkotyków na lata 2007–2010. Miała ona opierać się na racjonalizacji, stabilizacji i kontroli produkcji liści koki przez partycypację społeczną oraz zapewniać legalne sposoby użytkowania wyprodukowanych liści. Przymusowa likwidacja upraw, narzucona wcześniej przez Stany Zjednoczone, została zastąpiona dobrowolnym przystępowaniem rolników do projektu oraz wzajemną kontrolą sąsiadów. Oparto się na porozumieniach z lokalnymi federacjami producentów tej rośliny, mających na celu ograniczenie areału upraw.

Założenia polityki rządu Moralesa koncentrowały się na uznaniu pozytywnych właściwości liści koki, uprzemysłowieniu upraw rośliny dla legalnych celów, racjonalizacji produkcji oraz położeniu większego wysiłku na zwalczanie produkcji kokainy i innych niedozwolonych narkotyków na wszystkich jej etapach. Służyć temu miała dekryminalizacja upraw koki, licencjonowanie ich oraz rozwijanie alternatywnych zastosowań koki, także na eksport.

Boliwia uważa, że USA, jako największy rynek konsumencki, nie mają prawa krytykować innych krajów w sprawie ich polityk antynarkotykowych. Zdaniem Evo Moralesa Ameryka nie ma też podstaw moralnych ani autorytetu, żeby w ogóle dyskutować o walce z narkotykami. Prezydent Boliwii posunął się nawet do stwierdzenia, że narkohandel jest dla Stanów Zjednoczonych dobrym interesem. Pozwala bowiem na usprawiedliwienie interwencji w krajach antyimperialistycznych, niechętnych hipermocarstwu. Jak stwierdził: Walka z przemytem narkotyków jest [dla USA] pretekstem do zdominowania Ameryki Łacińskiej […] do zdominowania naszych ludów, do pogwałcenia naszej suwerenności. Rząd Moralesa uważa, że Waszyngton powinien zająć się walką z popytem na kokainę u siebie, i z tego trzeba go rozliczać.

Perspektywy

Dzięki polityce rządu Moralesa sytuacja społeczna w Boliwii znacznie się poprawiła. „Zwrot na lewo” należy widzieć bardziej jako skutek niezadowolenia społeczeństwa i przebudzenia ludności autochtonicznej niż katalizator rewolucyjnych zmian. Społeczeństwo aktywnie protestuje przeciwko niektórym posunięciom rządu, mającemu coraz więcej przeciwników uważających jego działania za zbyt mało radykalne. Niektórzy przywódcy indiańscy, ekolodzy i aktywiści stali się krytykami MAS, argumentując, że partia coraz bardziej przychyla się do zaspokajania żądań bogatej białej mniejszości. Jak zauważył jeden z nich: [Rząd Moralesa] porzucił możliwość prawdziwej zmiany i szukania równości tak dla Indian, jak i Metysów. Poparcie dla Moralesa jednak utrzymuje się; obecnie jest na poziomie powyżej 60%. Nie wydaje się, żeby w najbliższym czasie powstała jakaś alternatywa mogąca przekonać większość Boliwijczyków.

Marcin Rzepa

(ur. 1983) – absolwent stosunków międzynarodowych na UMK, Centrum Studium Europejskich im. Jeanna Monneta w Toruniu oraz Centrum Studiów Latynoamerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego. Obserwator, poszukiwacz, cyklista, weganin.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>