Cena postępu. O tym, jak cywilizacja niszczy kultury tubylcze w Amazonii

Lato 2016 |

Bez rozwoju nasza cywilizacja jest skazana na zagładę. Trwanie w jednym punkcie byłoby w rzeczywistości regresem. Firmy, kierując się zyskiem, dążą do zwiększenia obrotów, obywatele chcą poprawiać swoją sytuację bytową, a bez postępu nie byłoby wynalazków ułatwiających nam życie oraz poprawiających humor. „Postęp” to słowo tłumaczące wszystko, a jego kontestatorzy stają się wrogami publicznymi. Często jednak mamy do czynienia z fałszywym postępem, który prowadzi jedynie do bogacenia się najzamożniejszych, a przy tym niszczy nie tylko naturę, ale także inne kultury.

Amazonia to największy tropikalny las deszczowy na ziemi. Zajmuje 6,4 miliona km2, co stanowi 44% powierzchni Ameryki Południowej. Znajduje się na terenie dziewięciu krajów: Brazylii (67%), Peru (12%), Boliwii (12%) oraz Kolumbii, Ekwadoru, Gujany, Surinamu, Wenezueli i Gujany Francuskiej (terytorium zależne Francji). Mieszka tu 39 milionów ludzi, większość z nich w Brazylii (ok. 75%) i w Peru (ok. 11%).

Obszar ten jest domem dla ok. miliona ludności rdzennej, tzn. 349 zidentyfikowanych grup etnicznych, które mówią ponad 300 językami i dialektami. Ludność ta została poddana wyniszczeniu i wyzyskowi już w okresie kolonizacji kontynentu przez państwa europejskie. W XXI wieku nie odgrywa większej roli w życiu politycznym, nie wywiera wpływu na działania podejmowane przez rządy państw. Mimo „przebudzenia” i emancypacji, które miały miejsce w latach 90. XX wieku, nadal jest marginalizowana.

W Amazonii przyrodę niszczy się na masową skalę. Najbardziej widoczne jest wycinanie lasów. Odbywa się to wolniej niż w Azji i w Afryce, ale bezwzględne liczby ściętych drzew są większe. Najwięcej lasów Ameryka Południowa straciła w pierwszej dekadzie XXI wieku. W sumie wycięto ich już (według różnych szacunków) od 15% do 18,5%. Mimo podejmowania różnych inicjatyw w ich obronie tempo wycinki zwiększa się – nawet w Brazylii, po przejściowym spowolnieniu w 2013 roku, mamy do czynienia z podobnym trendem.

Działania prowadzone w Amazonii to jedna z przyczyn zmian klimatycznych. Powodują one przekształcenia struktury opadów oraz wzrost temperatury, częste susze i pożary. Na masową skalę zanieczyszczane są powietrze i woda. Zaobserwowano zjawisko ekocydu, czyli wymierania całych gatunków zwierząt (np. w Boliwii wyginęło od 400 do 650 gatunków ryb). Najgorsze dla lasów deszczowych jest przejmowanie terenów pod gospodarstwa rolne i budowę infrastruktury, ponieważ wycinanie i wypalanie powodują całkowite zniszczenie ekosystemu, w zasadzie bez możliwości jego odtworzenia.

Dla zysku, wszystko dla zysku

Lasy wycina się dla zysku: aby niskim kosztem zdobyć nowe tereny pod rozwój upraw i hodowli, pozyskania drewna oraz surowców mineralnych.

Zdecydowana większość obszarów, na których prowadzono wycinkę, jest przeznaczana na cele związane z rolnictwem. Gdy na przejętych terenach gleba ulega wyjałowieniu, osadnicy zajmują kolejne. Powiększa się grupa drobnych rolników, którzy nie mają ziemi i stosują metodę wypaleniskową – stopniowo jednak jej rola maleje na rzecz stałego osadnictwa. Coraz więcej ziem przejmują wielcy producenci rolni. Trzy czwarte powierzchni po wyciętych lasach, które są skoncentrowane we wschodnich i południowych częściach krainy oraz wzdłuż Amazonki, jest użytkowane jako pastwiska. Trudno jednak oszacować dokładne przeznaczenie terenów – w Ekwadorze to przede wszystkim hodowla (ponad 80%), w Kolumbii w latach 2000–2005 ponad połowa była przeznaczana na cele rolnicze, z czego większość na pastwiska. W latach 2005–2010 już prawie 90% wylesionych obszarów w tym kraju służyło wypasaniu bydła; na lata 2005–2019 planowano zwiększenie pogłowia z 22 do 56 milionów. Hodowla odpowiada za 12% brazylijskiej emisji gazów cieplarnianych oraz za większość wycinki, głównie w stanach Rondônia, południowowschodnim Pará i północnym Mato Grosso, w których jest największa koncentracja rzeźni i firm mięsnych. Między 1996 a 2006 rokiem pogłowie bydła w Amazonii wzrosło z 37 do 73 milionów i wskaźnik ten nadal ma tendencję wzrostową. Ekspansja hodowli oraz rozrost pól uprawnych (głównie soi przeznaczanej na pasze dla zwierząt hodowanych) jest spowodowana niskimi kosztami ziemi i subsydiami państwowymi w warunkach zwiększającego się światowego popytu na mięso.

Ważną przyczyną dewastacji Amazonii jest oczywiście pozyskiwanie drewna, zwłaszcza cennych gatunków drzew – od tego najczęściej zaczyna się cały proces zajmowania nowych ziem. Istotną rolę odgrywa również górnictwo i eksploatacja surowców mineralnych. Choć stosunkowo mały obszar znajduje się z tego powodu w bezpośrednim zagrożeniu, to jednak wydobycie powoduje napływ ludzi, budowę dróg, linii kolejowych, mostów. Lasy wycinane są też pod nowe osadnictwo miejskie, a z tym wiąże się budowa infrastruktury transportowej.

Lasy tropikalne są położone głównie w państwach rozwijających się, ale na terenach po wycince produkuje się żywność przede wszystkim na eksport do krajów rozwiniętych. Pierwotnie samowystarczalne gospodarki zostały wciągnięte w rynek światowy i stały się peryferyjnymi ośrodkami produkcji tanich nieprzetworzonych surowców, a także odbiorcami wysoko przetworzonych drogich produktów z krajów bogatych, co wpędza uboższe państwa w długi. To z kolei sprawia, że rządy biednych krajów akceptują gospodarkę opartą na wycince, przemyśle wydobywczym i doraźnych zyskach. Zadłużenie skłania je do zwiększania zysków z eksportu (głównie bogactw naturalnych i produktów rolniczych), by mogły spłacać długi. Lasy postrzegają przez pryzmat możliwych zysków materialnych. Krótkoterminowe korzyści ze zwiększenia produkcji rolnej i przemysłu wydobywczego przeważają nad ochroną przyrody. Nawet zjawiska teoretycznie korzystne dla uboższych krajów skutkują naciskiem na eksploatację przyrody. Choćby tylko chwilowy wzrost cen produktów rolnych może prowadzić do zwiększania areału upraw. Podobnie jest w przypadku surowców mineralnych. Otwieranie się państw tropikalnych na międzynarodowe rynki przyspiesza proces wylesiania.

Również chęć pobudzenia wzrostu gospodarczego odgrywa istotną rolę w procesie wylesień. Istnieją jednak rozbieżności w ocenie wpływu tego czynnika. Wzrost gospodarczy i związane z nim zwiększanie mocy produkcyjnych w rolnictwie (lepsze narzędzia i maszyny, środki chemiczne itp.) zmniejszają presję na wylesianie, ale jednocześnie przyrost zasobów wolnego kapitału wzmaga presję inwestycyjną na zajmowanie nowych terenów. Większość organizacji pozarządowych i niezależnych ekspertów postrzega rozwój gospodarczy jako główną przyczynę dewastacji środowiska. Podobnie kontrowersyjna jest kwestia przeludnienia i biedy. Uważa się, że to jedne z głównych przyczyn skłaniających ludzi do wycinania lasów i eksploatacji bogactw. Oczywisty jest również związek wzrostu dobrobytu ze zwiększaniem konsumpcji dóbr.

Widoczny związek między biedą a niszczeniem lasów deszczowych jest wynikiem polityki państwa oraz działalności elit. Biedni rolnicy nie mają środków na utrzymanie płodności amazońskich, mało urodzajnych gleb laterytowych, które dają dobre plony tylko przy dużym nawożeniu. Metoda wypaleniskowa użyźnia glebę dzięki przyswojeniu przez nią wartości odżywczych powstałych w wyniku spalenia roślinności. Po kilku latach ziemia ulega jednak wyjałowieniu. Rolnicy muszą przenosić się na nowe obszary, odbierając je naturze. Elita farmerów, przejmując ziemię, spycha biedniejszych rolników coraz głębiej w las deszczowy. Bogaci właściciele mają większe środki na przystosowanie nowych terenów pod zasiewy.

Kogo nie dotyczy prawo własności?

Jednak procesy zachodzące w Amazonii są wymierzone nie tylko w przyrodę i różnorodność biologiczną, lecz także w ludzi i w różnorodność biokulturową. To ostatnie pojęcie jest kluczowe dla dalszych rozważań. Oznacza ono różnorodność życia w rozmaitych przejawach: biologicznym, kulturowym, językowym itp. Przejawy te są wzajemnie powiązane (i prawdopodobnie zależne ewolucyjnie) w systemie społeczno-ekologicznym. To zatem i zróżnicowanie gatunkowe (roślin oraz zwierząt), i bogactwo ludzkich kultur, tradycji, obyczajów, sposobów postrzegania świata i relacji z naturą.

W ogólnym schemacie działań niszczących biokulturę w Amazonii widzimy napływ przybyszów z zewnątrz: dzikich osadników, poszukiwaczy złota, farmerów, oddziałów guerrilli, lokalnych sił policji, oddziałów paramilitarnych, kompanii wydobywczych, drwali itd. W sercu terytoriów Indian następuje rozwój infrastruktury transportowej. Kolonizację najczęściej promuje rząd, choć spora część działań jest nielegalna. Tereny, na których żyła ludność tubylcza, są przejmowane przez kolonistów, spekulantów ziemią, handlarzy drewnem. Najpierw wycina się cenne drzewa, później buduje infrastrukturę transportową, następnie prowadzi wyręb reszty lasu, a obszar przeznacza się pod uprawy, a potem na pastwiska. Pozostały las zostaje podzielony na części przez drogi, a cywilizacja nieustannie posuwa się głębiej. Rzadko zwraca się przy tym uwagę na istniejącą infrastrukturę tubylczą; stawia się budynki i tworzy składy materiałów niebezpiecznych w pobliżu siedzib wspólnot indiańskich, przeprowadza detonacje na obszarach polowań, niszczy miejsca sakralne. W następstwie tego tubylcy wycofują się w głąb lasu. Dotykają ich prześladowania i choroby. Napięcia między osadnikami a Indianami niekiedy przeradzają się w otwarte konflikty, jak w Ekwadorze w przypadku grup Siona, Sucumbios, Pastaza, Shuar, Achuar i Huaorani. Stopniowo rozwija się osadnictwo. Osadnicy stają się rezerwową siłą roboczą przy ekspansji cywilizacji, zakładaniu pól i pastwisk oraz tworzeniu dużych majątków rolnych.

Działania prowadzone w Amazonii przez firmy, państwa oraz pojedynczych ludzi są atakiem na człowieka, prawo własności do ziemi i prawa intelektualne. Koncepcja własności przedmiotów materialnych oraz praw intelektualnych jest nie tylko nieobca zachodniej cywilizacji, ale stanowi podstawę jej systemu społeczno-gospodarczego. Wciąż nie stosuje się jej jednak wobec ludów tubylczych. Międzyamerykański Trybunał Praw Człowieka (Inter‐American Court of Human Rights) stwierdził, że: Dla wspólnot indiańskich związki z ziemią nie są tylko kwestią posiadania i produkcji, ale stanowią też element materialny i duchowy, z którego muszą one w pełni korzystać, aby chronić swoje dziedzictwo kulturowe i przekazywać je przyszłym pokoleniom. Posiadanie ziemi jest dla nich sposobem na przekazywanie tradycji, zwyczajów, języka, sztuki, rytuałów, wiedzy i wartości. Prawo do niej stanowi podstawę rozwoju kultury, życia duchowego, integralności i przetrwania. Gwarantuje zachowanie godności, życia, zdrowia, wolności, swobody zrzeszania się, wyznania, swobody przepływu osób i wyboru miejsca zamieszkania oraz dostęp do żywności i wody.

Prawa te, uznane w traktatach międzynarodowych, zobowiązują państwa do przestrzegania specjalnych relacji ludności rdzennej z ich terytorium w sposób gwarantujący jej społeczne, kulturowe i ekonomiczne przetrwanie. Prawo własności, pozwalające na użytkowanie terenów zgodnie z tradycją, ma moc sprawczą nie tylko w odniesieniu do działań państwa, lecz także w relacji z innymi podmiotami, zgłaszającymi pretensje do spornej ziemi. Ich prawa „własności” są z konieczności późniejsze niż prawa Indian. W postępowaniu sądowym należy zatem brać pod uwagę prawa wspólnot, nawet jeśli nie mają one formalnego tytułu do ziemi.

Ziemia w systemie amazońskim nie jest jednym z aspektów porządku społecznego, ale stanowi jego podstawę, co pozostaje w konflikcie z zachodnim, zwłaszcza neoliberalnym podejściem do ekonomii oraz własności prywatnej. Stąd wynika wzajemne niezrozumienie: My, Indianie, jesteśmy jak rośliny. Jak możemy żyć bez naszej gleby, bez naszej ziemi? – mówi Marta Vitor z plemienia Guaraní z Brazylii.

Z prawami do ziemi wiążą się także prawa do bogactw naturalnych. Wiele grup Indian uważa, że nie mogą być one posiadane na własność, ponieważ mają swoje „duchy”. Społeczeństwa tubylcze są w ogromnym stopniu zależne od zasobów naturalnych (choćby wody), które uważają za dobro wspólne. To inny niż zachodni sposób postrzegania świata natury. Zachód wprowadza ścisły podział między przyrodą ożywioną i nieożywioną oraz regulacje dotyczące dostępu do surowców naturalnych i posiadania majątku. Wszystko jest przedmiotem posiadania, może być wycenione, kupione i sprzedane.

Kolejny problem dotyczy intelektualnych praw własności, które zajmują ważne miejsce w systemie prawnym państw zachodnich. U Indian jest to wiedza gromadzona przez pokolenia, tzw. wiedza tradycyjna, wspólne dziedzictwo, które obejmuje praktyki kulturowe. To nie tylko faktograficzne informacje o lesie, leczeniu, roślinach i zwierzętach oraz związkach między nimi, lecz także umiejętność zastosowania ich w celach żywieniowych, medycznych i kulturowych. To wszystko powiązane jest z kulturą niematerialną i kwestiami religijnymi – szamanizmem, wierzeniami dotyczącymi świata, ekologii, zarządzaniem zasobami naturalnymi, technikami rolniczymi. Jej podstawą jest dostosowanie społeczności tubylczych do warunków ich środowiska życia. Badania naukowe dowodzą, że kultura ludów tubylczych to w wielu przypadkach najbardziej kompletna i najdokładniejsza wiedza na temat środowiska lokalnego.

Spora część współczesnej medycyny bazuje na roślinach leczniczych i innych substancjach stosowanych przez ludność rdzenną, a wiedza przejęta od tubylców jest wykorzystywana na Zachodzie. Firmy farmaceutyczne uzyskują patenty na tradycyjne środki medyczne, które następnie sprzedają z dużym zyskiem. Proceder ten, określany mianem biopiractwa, nie tylko wykorzystuje tradycyjną wiedzę do celów handlowych, ale przynosi też duże straty ludności rdzennej. Około 15 tysięcy roślin na całym świecie może być zagrożonych wyginięciem z powodu nadmiernej eksploatacji do celów medycznych. Niekiedy Indianom zabrania się używania tradycyjnych lekarstw, ponieważ zostały one opatentowane przez prywatne firmy zachodnie. Przykładów na to jest dużo. Rząd Brazylii w 2012 roku wyliczył, że 35 firm (głównie z branży medycznej i kosmetycznej) było odpowiedzialnych za 220 naruszeń prawa o różnorodności biologicznej, a w efekcie nałożył na nie karę w łącznej wysokości 44 milionów dolarów. Aveda, korporacja z USA opatentowała copaiba, drzewo amazońskie, a The Body Shop z Wielkiej Brytanii – owoc cupuagu. W 2003 roku japońska K.K. Eyela Corporations opatentowała popularną jagodę açaí, choć 4 lata później, pod naciskiem rządu Brazylii, skasowano patent.

Ludność tubylcza straci tradycyjną wiedzę, jeśli Indianie zostaną wyrwani ze swojego naturalnego środowiska. Najczęściej jest ona bowiem przekazywana ustnie i w odniesieniu do lokalnego kontekstu przyrodniczego. Rezygnacja z rytuałów religijnych, nierozerwalnie połączonych z wiedzą o roślinach i zwierzętach, oraz zmiana stylu życia, odbierają tubylcom ogromną część ich kultury: Nie jesteśmy biedni ani prymitywni. My, Yanomami, jesteśmy bardzo bogaci. Bogaci naszą kulturą, naszym językiem i naszą ziemią. Nie potrzebujemy pieniędzy ani majątku. To, czego potrzebujemy, to szacunek: szacunek dla naszej kultury i szacunek wobec naszych praw do ziemi – mówił w roku 1995 Davi Kopenawa, szaman i rzecznik Indian z brazylijskiego plemienia Janomamów.

Zbrodnie w biały dzień

W ciągu wieków ludność tubylcza była prześladowana, przesiedlana, a często po prostu eksterminowana – od końca XV wieku z różnych przyczyn jej populacja w Amazonii zmniejszyła się z 8 milionów do 1 miliona osób. Działania wobec niej określa się niekiedy mianem etnocydu, czyli próby zniszczenia tożsamości grupy, która może (lecz nie musi) prowadzić do zabijania jej członków. Również druga połowa XX wieku dostarcza przykładów zbrodni wobec Indian. Ekspansja cywilizacji prawdopodobnie spowodowała m.in. wyginięcie grup Tetetes i zdziesiątkowanie Cofán w Ekwadorze. Budowa autostrady transamazońskiej w latach 70. w czasie rządów junty w Brazylii kosztowała życie 10 tysięcy Indian.

Dziś nadal stosuje się przemoc. Najczęściej przybiera ona postać spontanicznych ataków przeprowadzanych przez osadników, firmy pozyskujące drewno czy górników. W 2012 roku ci ostatni zabili około 80 członków plemienia Janomamów z Wenezueli, podkładając ogień pod wioskę. Tylko trzy osoby zdołały uciec. Często zabija się aktywistów i przywódców wspólnot, jak np. w 2014 roku w Peru, gdzie drwale zabili czterech przywódców Indian Ashéninka. W czerwcu 2009 roku w tym kraju zamordowano co najmniej 84 Indian, walczących o swoje terytorium (zginęli w starciach z policją podczas protestów). W 2011 roku Nisio Gomes, przywódca plemienia Guaraní Kaiowa, został zastrzelony przez zamaskowanych sprawców na oczach wspólnoty: Ludzie zostaną w obozie, wszyscy umrzemy razem. Nie zamierzamy opuścić ziemi naszych ojców – to słowa jednego z mieszkańców wioski Guaraní Kaiowa.

Trudno oszacować, ile osób ginie rocznie z rąk przybyszów z zewnątrz. W samej Brazylii w latach 2002–2010 miały miejsce przynajmniej 452 zabójstwa związane z konfliktami o ziemię, w 2013 roku było ich 53, a w następnym – 138, w tym kobiety i dzieci. Prawdopodobnie ofiar było więcej, a zabójcy prawie nigdy nie zostali ukarani. Widać tu kontrast z przypadkami śmierci farmerów, które zawsze wywołują interwencję policji, często z użyciem śmigłowców i ciężkiego sprzętu, aresztowania bez dowodów, blokady wiosek i przeszukania z użyciem siły. Raporty niezależnych organizacji obejmujące różne wydarzenia, od fizycznych ataków do stosowania „systematycznej presji” przez korporacje i rządy, odnotowują wzrost liczby przypadków łamania praw człowieka w Amazonii. W Brazylii 2014 rok był najgorszy pod tym względem od 10 lat. W Peru od 2008 do 2014 roku liczba takich wypadków uległa potrojeniu. W boliwijskiej części Amazonii liczba konfliktów społecznych wzrosła w latach 2009–2011 ponad trzykrotnie. Mają miejsce pobicia, tortury, pogróżki, zabójstwa, gwałty, śledzenie poczynań pojedynczych ludzi i całych wspólnot oraz zbrojne ataki na wioski, rajdy uzbrojonych bandytów, jak np. na osadę w Serra dos Trempes w Brazylii w 2014 roku, gdy jedna osoba, która nie zdołała uciec, została zabita w czasie snu ponad 20 strzałami z broni palnej.

W Brazylii nielegalne osadnictwo w Amazonii jest źródłem konfliktów i zbrojnych konfrontacji – ziemie są odbierane tubylcom. Przemocą posługują się także organy państwa. Firmy dokonujące inwestycji na obszarze lasów deszczowych ściśle współpracują z wojskiem; instalacje wydobywcze są zmilitaryzowane, a wojsko stosuje represje. Baraki żołnierzy stawia się w pobliżu wiosek indiańskich, co prowadzi do różnych incydentów oraz seksualnego wykorzystywania kobiet przez żołnierzy. Na usługach właścicieli ziemskich pozostają także oddziały paramilitarne. Giną aktywiści organizacji pozarządowych. Na przykład w Peru w latach 2002–2014 zamordowano 57 osób związanych z takimi inicjatywami. Według niektórych danych w ciągu ostatnich 25 lat w Amazonii zginęło nawet 1500 pracowników organizacji pozarządowych oraz niezależnych obserwatorów.

Czasami Indianie muszą walczyć o przyznany im rezerwat, jak np. w Raposa Serra w północnej Brazylii, niedaleko granicy z Wenezuelą. Teren ten, objęty ochroną w 2005 roku, stał się obiektem ataków. Wielu Indian zostało zabitych przez osadników i myśliwych, którzy osiedlili się tam nielegalnie i nie chcieli odejść. Większość odeszła po otrzymaniu rekompensat od rządu, ale mała grupa pozostała i wzięła odwet na tubylcach, zabijając wielu z nich i burząc wioskę.

Według niektórych badaczy najbardziej zagrożonym plemieniem na świecie jest łowiecko-zbierackie plemię Awá z Brazylii. Rozwój przemysłu wydobywczego w latach 80. sprawił, że wybudowano linię kolejową przecinającą ich terytorium. Od tego czasu wycięto 1/3 lasu na legalnie użytkowanym przez nich terenie. Wspólnota jest nieustannie prześladowana, obecnie zostało przy życiu nieco ponad 300 osób. Maszyny wycinające drzewa niszczą jej wioski. Są raporty o zabijaniu całych rodzin. Używa się zbrojnych grup (pistoleros) do oczyszczania terenu: Ukryłem się w lesie i uciekłem od białych ludzi. Zabili moją matkę, moich braci i siostry i moją żonę. […] Spędziłem wiele czasu w lesie, głodny i ścigany przez farmerów. Nie miałem rodziny, aby mi pomogła […] więc uciekałem głębiej i głębiej w las – relacjonował Karapiru z plemienia Awá, który przetrwał masakrę dokonaną przez farmerów.

Przybysze z zewnątrz przyczyniają się do zabójstw ludności tubylczej także pośrednio. Indianie, żyjący w odosobnieniu i odmawiający kontaktu ze światem zewnętrznym, poddawani są presji, przenoszą się na obce sobie tereny i wchodzą w konflikty z innymi grupami. Rozwój przemysłu drzewnego i wydobywczego w Peru zmusza plemiona do migracji na terytorium Brazylii, gdzie napotykają inne grupy tubylcze, co często kończy się rozlewem krwi. Liczba takich ofiar jest niemożliwa do ustalenia. W wyniku działalności przybyszów z zewnątrz bezsilne, zmarginalizowane grupy muszą konfrontować się z innymi znajdującymi się w podobnej sytuacji. Dotyczy to nie tylko samych Indian, ale także konfliktu między Indianami a chłopami, np. bezrolni rolnicy migrujący do Amazonii odbierali tereny Indianom. Obecnie Ruch Rolników bez Ziemi (MST – pisałem o nim obszernie w „Nowym Obywatelu” nr 69) respektuje własność Indian, często współpracując zarówno z nimi, jak i z aktywistami organizacji pozarządowych, ale niezrzeszeni przybysze z zewnątrz stwarzają problemy.

Bezpośrednie zabójstwa to najbardziej skrajne zagrożenie, jakie dotyka ludność rdzenną – jednak niejedyne. Zniszczenia, których cywilizacja dokonuje w lasach deszczowych, są przejawem głębokiej niesprawiedliwości społecznej. Konsekwencje takich działań są dla lokalnych wspólnot katastrofalne: zniszczenie ich tradycyjnego sposobu życia, załamanie instytucji społecznych, przesiedlenie z ziemi przodków. Pośrednio cierpią również ludzie na całym świecie: spada jakość ich życia, zmienia się klimat, maleje różnorodność biologiczna planety. W pewnym sensie wszyscy doświadczamy tego, co dotyka mieszkańców lasów deszczowych, choć oczywiście w nieporównywalnie mniejszym stopniu: Wy, Biali, mówicie o tym, co nazywacie „rozwojem”, i chcecie, żebyśmy stali się tacy sami jak wy. Ale my wiemy, że to przynosi tylko chorobę i śmierć. Las jest naszym życiem i potrzebujemy go, aby łowić ryby, wytwarzać pożywienie, polować, śpiewać, tańczyć i ucztować. To daje nam wszystkim życie. Bez lasu jest tylko choroba – komentuje Davi Kopenawa, szaman i rzecznik Janomamów.

Wydajność, nowoczesność, wyniszczanie

Amazonia stała się zapleczem produkcyjnym dla krajów rozwiniętych. Brazylia od 2004 roku jest głównym światowym eksporterem wołowiny. Między 1992 a 2006 rokiem nastąpiło w tym kraju podwojenie pogłowia bydła hodowlanego. Trend się utrzymuje, a kraj zwiększa eksport wołowiny oraz soi. Drobni rolnicy nie mogą rywalizować z wielkimi firmami, takimi jak Cargill, Bunge, Archer Daniels Midland czy Blairo Maggi, eksportującymi soję i mięso głównie do Europy i Chin. Bogacące się społeczeństwa podnoszą spożycie mięsa, zwłaszcza wołowiny, która jest symbolem statusu. Dobro zwierząt hodowlanych jest ważniejsze niż dobro ludzi. Aby zapewnić paszę dla bydła, odbiera się Indianom dostęp do pożywienia, w zamian przekazując jedynie jałmużnę.

Gwałtowny rozrost monokultur uprawnych zagraża różnorodności biologicznej. Brazylia jest jednym z największych użytkowników pestycydów, bo gleby są nieurodzajne i szybko się wyjaławiają. Trujące substancje dostają się do wody i zagrażają tubylcom, ale także napływowej ludności wiejskiej. Zniszczenia lasu sprawiają, że lokalna ludność nie może zdobywać tradycyjnego pożywienia, a zanieczyszczenie wód odbiera jej możliwość połowów. Musi zmienić swoją dietę i często uzależnia się od zachodnich produktów żywnościowych. Indian Guaraní zmuszono do przeniesienia się do specjalnych rezerwatów w Brazylii, aby ich ziemie stały się dostępne dla rolnictwa i hodowli. Najczęściej panują tam głód i bieda, wybuchają konflikty, częste są przypadki samobójstw. Guaraní popełniają samobójstwa, ponieważ nie mamy ziemi. Nie mamy już przestrzeni. W dawnych czasach byliśmy wolni, teraz już nie jesteśmy. Więc nasi młodzi ludzie patrzą dookoła i widzą, że nic nie pozostało i zastanawiają się, jak mają żyć. Siadają i myślą, zapominają, zatracają siebie i wtedy popełniają samobójstwo – mówiła w roku 1996 Rosalino Ortiz z brazylijskiego plemienia Guaraní Ñandeva. Nawet jeśli nowe inwestycje nie znajdują się na obszarach przyznanych Indianom, to mogą ich otaczać, jak w przypadku ludu Xikrin w Brazylii, okrążonego komercyjnymi uprawami rolnymi.

Nawet w Wenezueli, promującej się jako kraj postępowy pod względem włączania wykluczonych do życia społecznego, sytuacja nie jest lepsza. Na południu bez konsultacji z lokalnymi mieszkańcami przyznaje się koncesje koncernom wydobywczym. Państwo nie walczy także z nielegalnym wydobyciem surowców. Nagłaśniana partycypacja obywatelska nie dotyczy najbardziej zmarginalizowanej grupy społecznej – Indian amazońskich.

Poważne konsekwencje dla ludności rdzennej ma także budowanie w Brazylii zapór wodnych produkujących energię. Rozpoczęte w latach 80. inwestycje zostały wstrzymane z powodu masowego oporu mieszkańców i organizacji pozarządowych. W 2010 roku wznowiono stare projekty oraz zapoczątkowano nowe. W planach jest budowa około 250 tam, na przykład w Santo Antônio i Teles Pires. Skutkami takich inwestycji są zatopienia ogromnych obszarów leśnych, przesiedlenia tubylców oraz zaburzenie dotychczasowych systemów wodnych. Zalane obszary stają się siedliskiem komarów, które roznoszą choroby.

Najgłośniejszą tego rodzaju sprawą jest budowa tamy Belo Monte. Propaganda mówi niemal o raju, jaki powstanie w efekcie tej inwestycji – park ekologiczny, udogodnienia dla mieszkańców, lepsze warunki dla ludności. Jednak zmiana koryta rzeki i zalanie 516 km² lasu oznacza zignorowanie indiańskiego podejścia do życia i ziemi, rozbicie wspólnot, ich związków z ziemią i miejscami pochówku. To przedsięwzięcie jest wątpliwe nawet według dzisiejszych zachodnich standardów, ponieważ oznacza przymusowe przesiedlenie 20–40 tysięcy osób. W 2010 roku brazylijski prezydent Lula da Silva porównał protestujących (koalicję, w której główną rolę odgrywały organizacje tubylcze, obrońcy środowiska i organizacje praw człowieka) do dzieci. Propaganda przeciwstawia postęp cywilizacyjny niewiedzy i zacofaniu Indian. Nie wiadomo, jak plany związane z tamami wpłyną na środowisko i ludność, ale według rządu zmiany dotkną 300 tysięcy ludzi, a szacunki Ruchu Dotkniętych Tamami (Movimento dos Atingidos por Barragens) mówią o milionie. Dla ludności rdzennej oznacza to przesiedlenia, utratę terytoriów i zmniejszenie zasobów ryb, które są ważnym źródłem pożywienia i elementem praktyk kulturowych: Rzeka jest sercem naszej ziemi i naszego ludu. Nasze życie jest zorganizowane wokół rzeki. […] Jest to główna droga do naszych terenów, naszych szkół, naszych cmentarzy i naszych świętych miejsc. Rzeka jest naszą bramą do reszty świata – pisali w liście otwartym członkowie indiańskiej organizacji indiańskiej Movimento Xingu Vivo Para Sempre z Brazylii w 2010 roku.

Stracone zdrowie

Ludność tubylcza cechuje się zwykle dobrym zdrowiem, siłą, zadowoleniem i odpornością na choroby. Przypisuje się ten fakt dużej ilości ruchu, diecie bazującej na nieprzetworzonej żywności, niskiemu poziomowi stresu i oparciu systemu społecznego na wspólnotowości i wzajemności. Oderwanie od ziemi oznacza dla niej wpadnięcie w zależność od jałmużny, rynku, wyniszczającej pracy. Indianie muszą przestawić się na przetworzoną, niezdrową żywność i kopiować zachodnie sposoby jej produkcji. Zostają pozbawieni medycyny tradycyjnej. Muszą zamieszkać w slumsach lub obozach, które są przeludnione.

Począwszy od lat 60. liczne wspólnoty etniczne po kontakcie z białym człowiekiem były dziesiątkowane przez choroby zakaźne, a niektóre z nich całkowicie wyginęły. Straty okazały się tak wielkie, że często nie było komu zajmować się chorymi czy zdobywać pożywienia. Zdrowie zarówno indywidualnych jednostek, jak i wspólnoty jako całości cierpiało z powodu przymusowej zmiany stylu życia. Indianie przeżywali załamanie psychiczne i stawali się zależni od zachodniej kultury. Dotyczyło to zwłaszcza medycyny, ponieważ szamani nie wiedzieli, jak uleczyć nieznane choroby: Zanim przybyli biali, nie byliśmy nieświadomi. Nasi szamani mogli nas uleczyć. Kiedy nie było medycyny białych, dzięki szamanom niewielu ludzi umierało w młodym wieku. Teraz, gdy biali przybyli do naszego lasu, obawiamy się malarii i gruźlicy, obawiamy się xawara [chorób zakaźnych], które oni tu zostawili. Te choroby przychodzą z daleka, nasi szamani ich nie znają. […] Aby z nimi walczyć, potrzebujemy medycyny białego człowieka […] Potrzebujemy was, abyście nauczyli nas, jak używać waszej medycyny przeciwko […] chorobom – wyjaśniał w 1997 roku Davi Kopenawa. Służba zdrowia jest jednak najczęściej niedostępna dla Indian, a jeśli już, to jest to pomoc niskiej jakości. Nawet tam, gdzie tubylcy mają dostęp do opieki medycznej, lekarstwa i specjalistyczne zabiegi są często dla nich nieosiągalne z powodów finansowych.

Lud Guaraní z Brazylii i Argentyny tracił na początku XXI wieku około 10% swojego terytorium rocznie, co prowadziło do głodu i niedożywienia dzieci. Odpowiedzią rządu było rozdawanie ryżu, manioku i oleju. Zmiana stylu odżywiania niosła jednak kolejne problemy. Zdrowa dieta, bogata w błonnik, witaminy i minerały, zawierająca niewiele cukru, soli i tłuszczów nasyconych, zmieniła się w tłustą i ubogą w składniki odżywcze. Organizowano przesiedlenia do rezerwatów, które były przeludnione. W jednym z nich, w brazylijskim stanie Mato Grosso do Sul, na terenie przewidzianym dla 300 osób mieszkało ponad 11 tysięcy Indian.

Często nawet działania mające pomóc zwalczyć choroby prowadziły do pogorszenia sytuacji. Polityka misjonarzy i agend rządowych zmierzała do zmniejszenia znaczenia i rozluźnienia jedności wspólnot. Skutki były katastrofalne, jak np. w przypadku zmiany modelu macierzyństwa. Tradycyjny model (długie okresy między jednym a drugim dzieckiem, roślinne metody antykoncepcji, abstynencja i długi okres karmienia piersią), służący zdrowiu zarówno matki, jak i dziecka, został całkowicie wyparty. Wpływy zewnętrzne spowodowały częstsze urodzenia, krótszy okres karmienia piersią, co w połączeniu z agresywnym marketingiem mleka modyfikowanego i brakiem dobrej jakości pożywienia powodowało zgony i choroby niemowląt oraz dzieci.

Dokładnie zbadany jest przypadek Indian Yanomami, którzy zostali dotknięci odrą i malarią, przyniesionymi przez górników. Od 1988 do 1993 roku zginęła ok. jedna piąta populacji tej społeczności. Badania przeprowadzone w 1991 roku pokazały, że 35% osób było niedożywionych, 76% miało anemię, a 13% dzieci straciło oboje rodziców. Na niektórych terenach ponad 90% osób było dotkniętych malarią, a 70% – chorobami układu oddechowego. Wiele przebywało w ośrodku leczniczym w fatalnych warunkach sanitarnych.

Poważne kłopoty przyniósł rozwój przemysłu wydobywczego w Ekwadorze. Działania prowadzone przez Chevron/Texaco od połowy lat 60. do 1992 roku określono mianem największej katastrofy ekologicznej w drugiej połowie XX wieku. Do środowiska odprowadzono miliony litrów ropy naftowej i toksycznych odpadów, zanieczyszczając okoliczne rzeki. Ponadto awarie rurociągów spowodowały wyciek milionów litrów ropy do lasu, zanieczyszczono także powietrze w skali lokalnej. Udokumentowano poważne konsekwencje dla zdrowia Indian z grup Siona, Secoya, Huaorani, Shuar, Quichua, Shiwiar i Zaparos. Po przebadaniu 21 wspólnot okazało się, że trzy czwarte ich członków miało problemy z układem trawienno-wydalniczym, połowa cierpiała na częste bóle głowy, a jedna trzecia na problemy skórne. Częste były też bóle różnych części ciała i gorączka. Wykryto zwiększenie śmiertelności niemowląt, wady genetyczne, choroby i infekcje skóry u młodych oraz niedożywienie. Niektóre badania mówią, że ponad 83% pozostałych przy życiu cierpi na schorzenia związane z zanieczyszczeniami. Ogromne zyski koncernu (ponad 30 miliardów dolarów) zostały osiągnięte kosztem ludzkiego życia i zdrowia.

„Mamy nasze łuki i strzały”

Państwa amazońskie nie zapewniają Indianom ochrony. Nawet w Brazylii rząd nie jest w stanie zagwarantować przestrzegania ich praw obywatelskich, dostępu do opieki medycznej i zachowania dziedzictwa kulturowego. W oddalonych częściach kraju państwo jest w zasadzie nieobecne, co stwarza problemy także dla nowych osadników. Brazylia prowadzi w Amazonii politykę wewnętrznie sprzeczną. Z jednej strony wspiera działania mające na celu kontrolę wylesiania (niekiedy nawet odnosząc sukcesy), a z drugiej – finansuje projekty niszczące las. W sąsiednich państwach wygląda to podobnie. Na terenach tubylczych wyższe są wskaźniki niedożywienia, biedy, analfabetyzmu i śmiertelności.

Ludzie biorą sprawy w swoje ręce. Przemoc spotyka się z oporem grup ludności rdzennej. Prowadzone przez nie działania są zarówno pasywne (grupy żyjące w izolacji, niepoddające się presji dominującej kultury), jak i aktywne – podejmowanie akcji bezpośrednich (marsze, demonstracje, okupacje pól naftowych, koordynowane międzynarodowo kampanie na rzecz wstrzymania wydobycia). Indianie Kichwa z Sarayaku w Ekwadorze wygrali na przykład starcie z argentyńską firmą wydobywczą CGC dzięki szeroko zakrojonej kampanii informacyjnej. Wykorzystali do tego radio, Internet i filmy. Cofán z Ekwadoru w 1998 roku przerwali wydobycie na swoich ziemiach. W Brazylii dzięki mobilizacji społecznej, oporowi, protestom i wspólnym działaniom przy decydującej roli ludności rdzennej udało się zawrzeć w konstytucji prawa do ziemi i bogactw naturalnych. Dziś ok. 21% brazylijskiej Amazonii to chronione obszary należące do Indian. Autonomia ta jednak nie zawsze jest respektowana. W 2014 roku plemię Ka’apor z Brazylii pozbyło się ze swojego terenu drwali dopiero po tym, gdy ich związali, podpalili maszyny, a następnie wypuścili.

Mimo ogromnego zagrożenia Indianie rzadko stosują inne niż pokojowe metody. Tak było np. z Macuxi w Raposa Serra do Sol. Ich wioska jest otoczona przez garnizony, żołnierze prześladują młode kobiety, przemycają alkohol i wchodzą do domów bez zezwolenia. Czasami jednak tubylcy muszą się bronić: Nie boimy się. Jeśli umrzemy broniąc tego, co nasze, to nie ma problemu. Naszą główną bronią jest słowo Boga, ale jesteśmy dobrze wyposażeni na nasz indiański sposób. Mamy swoje łuki i strzały – mówi Severino Oliveira Brasil, przywódca wioski Indian Javari.

W Brazylii naukowcy zauważyli związek obecności ludności rdzennej z ochroną ekosystemów. Na obszarach zamieszkanych wyłącznie przez Indian stan przyrody poprawia się. Indianie są tak silnie powiązani z naturą, że jej ochrona nie jest dla nich odrębną, obcą ideą, ale integralną częścią życia. Wiadomo, że tubylcy na przejętych terenach wprowadzają w życie zasady ochrony przyrody, ale wiedza o ich działaniach jest jak dotychczas niekompletna i brakuje naukowych analiz tych zjawisk. Żyją w lesie i z lasem, mają skuteczne metody podejmowania decyzji. Nie wszystkie grupy są egalitarne, ale niektóre z czasem przekształciły się w społeczności zorganizowane na zasadach odmiennych niż w ustroju państwowym, niebazujących na koncentracji siły i akumulacji kapitału. Być może system kolektywny i zrównoważone gospodarowanie mogą być krokiem ku ochronie lasów.

Postęp ludzkości czy zysk korporacji?

Cywilizacja zachodnia kładzie nacisk na zysk, nie przejmuje się kosztami ludzkimi. W przeszłości zasady rynkowe stosowane były tylko w niektórych przypadkach, obecnie rynek przenika wszystkie dziedziny aktywności człowieka. Niszczy wspólnoty, które bazują na wymianie, wzajemności, pomocy. Kładzie nacisk na konsumpcję, czyni ludzi biernymi, niektórych wyrzuca poza margines. Liczą się tylko – postęp, wzrost, rozwój, bogactwo, standard życia, dobrobyt.

Trudno odmówić ludziom prawa dążenia do poprawy swojej sytuacji. Jednak bardzo często zdarza się, że „postęp” oznacza korzyści jedynie wybranych osób czy korporacji: Nie mówię, że jestem przeciwko postępowi. Myślę, że to bardzo dobre, kiedy biali przychodzą pracować między Yanomami, aby uczyć czytania i pisania oraz żeby uczyć się sadzić i używać roślin leczniczych. To jest dla nas postępem. To, czego nie chcemy, to firmy wydobywcze, które niszczą las, oraz garimpeiros [górnicy], którzy przynoszą wiele chorób. Ci biali muszą szanować naszą […] ziemię. Górnicy przynoszą broń, alkohol i prostytucję, niszczą naturę, gdziekolwiek pójdą. Dla nas to nie jest postęp. Chcemy postępu bez zniszczenia – deklarował w 1997 roku Davi Kopenawa.

Fałszywie rozumiany postęp zderza się z prawami ludności tubylczej do życia w wolności i w czystym środowisku na terenach, które użytkowała od wieków. W imię postępu wycina się lasy, powiększa obszary hodowli, upraw, kolonizacji, turystyki. Taka sytuacja zdarza się nie tylko w państwach amazońskich, ale na całym świecie: Korzenie problemu wylesiania i marnowania surowców znajdują się w państwach uprzemysłowionych, gdzie kończy większość naszych surowców, takich jak tropikalne drewno. Bogate kraje z jedną czwartą światowej populacji konsumują cztery piąte bogactw świata. […] Tak zwany postęp prowadzi do zniszczenia i rozpaczy – mówi Harrison Ngau, członek jednego z plemion malezyjskich.

Marcin Rzepa

(ur. 1983) – absolwent stosunków międzynarodowych Centrum Studiów Europejskich im. Jeanna Monneta UMK w Toruniu oraz Centrum Studiów Latynoamerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego. Obserwator, poszukiwacz, cyklista, weganin.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>