Grajmy w zielone! Ochrona środowiska a interes narodowy

Lato 2016 |

Ochrona środowiska, prawa zwierząt i kwestie zmian klimatycznych budzą w Polsce wiele kontrowersji. Środowiska prawicowo-konserwatywne zarzucają organizacjom proekologicznym „lewactwo” i postawę sprzeczną z polskim interesem narodowym. Konflikt związany z przebiegiem drogi przez cenną przyrodniczo dolinę rzeki Rospudy kwitowano w tych kręgach żartami o ochronie żab, a obecnie sporo kontrowersji budzą wycinki planowane w Puszczy Białowieskiej. Równocześnie zdarza się, że postulaty organizacji chroniących środowisko są – delikatnie mówiąc – niemożliwe do spełnienia lub ich zrealizowanie prowadziłoby w krótkim czasie do załamania się rynku pracy, bezrobocia i w konsekwencji zwiększenia siły antyekologicznych partii neoliberalnych.

Czy ochrony przyrody na pewno nie da się połączyć z interesem narodowym? Nie sądzę.

Odpowiedzialność za środowisko

Zarysowany tu konflikt wynika przede wszystkim z odmiennych systemów wartości. U podstaw stanowiska proekologicznego legło przekonanie, że ekonomia jest częścią społeczeństwa, a społeczeństwo stanowi część przyrody. Perspektywa dyskursu neoliberalnego zakłada coś wręcz przeciwnego: przyroda jest częścią społeczeństwa, a społeczeństwo jest częścią ekonomii. O wszystkim powinny decydować rynki, które w cudowny sposób doprowadzą nas do stanu idealnej równowagi.

Podejście neoliberalne jest korzystne dla dużego międzynarodowego kapitału, ponieważ pozwala mu czerpać zyski z rabunkowej eksploatacji zasobów naturalnych, zanieczyszczać gleby, wodę, powietrze, przyczyniać się do zmniejszania różnorodności biologicznej Ziemi. Faktyczne koszty ponoszą jednak lokalne społeczności, które tracą korzyści płynące z natury, a także cierpiące bezcelowo zwierzęta, poświęcane dla zysku. Natomiast stanowisko radykalnie ekologiczne stawia przyrodę na pierwszym miejscu – ponad potrzebami społeczeństw i ekonomii, co zresztą także może mieć nie najlepsze skutki polityczne.

Postaw jest jednak dużo więcej niż tylko te dwie. Warto zwrócić uwagę na trzy typy ustosunkowania się do tego problemu: utrzymanie status quo, reforma oraz transformacja.

Niniejszy tekst jest pisany z punktu widzenia sprawiedliwości środowiskowej (ang. enviromental justice), która moim zdaniem pozwala na modelowy zrównoważony rozwój i odejście od status quo opartego na działaniach odbywających się kosztem dobrostanu przyszłych pokoleń oraz odległych „obcych”. Odległy „obcy” to taki, który ponosi skutki neoliberalnego, niezrównoważonego rozwoju w postaci np. podnoszenia się poziomu wód morskich czy zmniejszania się zasobów wody pitnej. Skrajnym wynaturzeniem neoliberalizmu jest tzw. rasizm środowiskowy (ang. enviromental racism), który oznacza obciążanie uboższych społeczności kosztami środowiskowymi. Na przykład w USA toksyczne spalarnie śmieci znajdują się w większości w regionach zamieszkanych przez ludność kolorową, mimo że z formalnego punktu widzenia procedurom lokalizacji tych inwestycji nie da się niczego zarzucić. Innym przykładem jest przenoszenie „brudnej” części produkcji do krajów Trzeciego Świata, w których nie trzeba spełniać europejskich norm środowiskowych.

Według etyki środowiskowej przyroda ma wartość samą w sobie (ang. intrinsic value) i prawo do „rozkwitu” (ang. right to flourish). Ponieważ jednak w relacjach z człowiekiem nie może występować w obronie samej siebie, rolą odpowiedzialnego obywatela (ang. responsible citizen) jest bycie adwokatem przyrody i jej praw oraz angażowanie się w jej ochronę.

Oczywiście nie każdy podziela pogląd o potrzebie ochrony praw przyrody czy zwierząt. Jednak nie ulega wątpliwości, że proces rozszerzania ich przywilejów jest dynamiczny i podlega zmianom historycznym.

Jednocześnie należy podkreślić, że przyroda dostarcza człowiekowi wielu dóbr niezbędnych do egzystencji, m.in. w postaci czystego powietrza, jedzenia, lekarstw, wody pitnej itd. Pogorszenie jakości tych „usług” skutkuje konfliktami o dostęp do nich, chorobami, przedwczesną śmiercią. We wspólnym interesie człowieka i przyrody jest więc zrównoważony rozwój, który umożliwia przyrodzie utrzymanie stanu kwitnięcia, a człowiekowi daje możliwość realizacji sprawiedliwości środowiskowej (i społecznej), dobrostanu swojego, przyszłych pokoleń oraz tzw. odległych „obcych”.

Zaciekłymi wrogami takiego podejścia są beneficjenci rabunkowej neoliberalnej gospodarki, która przyczynia się do zmniejszenia różnorodności biologicznej, wymierania licznych gatunków zwierząt, zanieczyszczania powietrza i wód, cierpienia tubylczej ludności (np. w Ameryce Południowej z powodu masowej korupcji przy handlu ziemią czy przy wydawaniu koncesji górniczych) itd. Inaczej mówiąc, globalni superbogacze, właściciele międzynarodowych korporacji, inkasują zyski z tytułu nieponoszenia kosztów konserwacji czy rehabilitacji degradowanego przez nich środowiska, a są nimi obciążane lokalne społeczności. To samo ma miejsce w Polsce, czy to w wyniku presji zagranicznego i polskiego kapitału, czy z powodu braku właściwej edukacji w szkołach. Widać to począwszy od sporu o Puszczę Białowieską, a skończywszy na braku zrównoważonych reguł prawnych w urbanistyce, co skutkuje paskudną architekturą czy niszczeniem siedlisk zwierząt.

Wśród najważniejszych powodów, dla których stosuje się ochronę przyrody, trzeba wymienić przesłanki natury: estetycznej (rekreacyjne) – aby ją podziwiać i móc odpocząć; gospodarcze – aby pozyskiwać surowce i rozwijać gospodarkę; przyrodniczo-naukowe – aby badać gatunki dla młodszych pokoleń, tworzyć leki itp.

Spójrzmy na zagrożenia wynikające z degradacji przyrody z trzech perspektyw: ekosystemów, zwierząt i ludzi.

Ekosystemy

Ekosystemy zapewniają człowiekowi byt i decydują o naszym przetrwaniu ze względu na liczne „usługi”, które przyroda oferuje społeczeństwu. Najpowszechniej wykorzystywaną klasyfikację usług ekosystemów zaproponowano w Milenijnej Ocenie Ekosystemów, opracowaniu opublikowanym w 2005 roku. Szczególny nacisk położono w nim na związek między usługami ekosystemów a jakością życia (szczegóły w tabeli):

Podstawowe (siedliskowe) Tworzenie gleby, fotosynteza i produkcja pierwotna, cykl biogeochemiczny (obieg azotu, węgla, siarki, fosforu i in.), cykl hydrologiczny.
Zaopatrujące Żywność (produkty zwierzęce i roślinne, miód, zioła), woda, leki, trwałe materiały (drewno, włókna), paliwa, produkty przemysłowe (tłuszcze, oleje, wosk, guma, perfumy, barwniki), wzór do stworzenia analogicznych substancji syntetycznych, zasoby genetyczne.
Regulacyjne Regulacja klimatu, neutralizacja i rozkład odpadów, oczyszczanie gleb, powietrza i wody, kontrola erozji, procesy przenoszenia (np. zapylanie roślin), ochrona przed promieniowaniem UV, łagodzenie ekstremów pogodowych, kontrola rozprzestrzeniania się zarazków.
Kulturowe Rekreacja, turystyka, funkcja estetyczna i edukacyjna, inspiracja kulturowa, intelektualna, duchowa, spokój, wyciszenie, relaksacja, relacje społeczne, powiązanie z miejscem.
Potencjał przyrody do dostarczania usług zależy od stanu ekosystemów Ta podstawowa zależność pokazuje wyraźnie, że degradując środowisko, ograniczamy jego potencjał do dostarczania nam usług.

Tab. 1: Klasyfikacja usług ekosystemów (źródło: Milenijna Ocena Ekosystemów).

Tabelę 1 uzupełnia poniższy diagram:

tabelka

Ryc. 1: Usługi ekosystemów a jakość życia (źródło: http://uslugiekosystemow.pl/?q=baza-wiedzy/uslugi-ekosystemow/co-to-sauslugi-ekosystemow).

W wyniku niezrównoważonego rozwoju polskie ekosystemy podlegają powolnej degradacji, czego skutkami są: erozja gruntów rolnych, zanieczyszczenie rzek i jezior, niski stan zarybienia wód śródlądowych, zanieczyszczenie powietrza, nadmiar chemii w rolnictwie i żywności. Z tego powodu bardzo ważne są strategie ochrony i odtwarzania ekosystemów w ramach zrównoważonego rozwoju oraz ich wdrażanie, co zresztą nakazuje art. 5 Konstytucji RP: Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę środowiska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju.

Kluczowym zagrożeniem dla polskiej przyrody jest nacisk zagranicznego i polskiego kapitału na prywatyzację usług ekosystemów, czyli np.:

  • próby umożliwienia prywatyzacji lasów, forsowane w sejmie latem 2015 roku;
  • dążenie do prywatyzacji zasobów wody pitnej i jej dystrybucji, np. przez Nestlé;
  • rolnictwo przemysłowe, które w porównaniu z rolnictwem rodzinnym bardziej degraduje ekosystemy, np. przez nadmierne stosowanie środków chemicznych, antybiotyków, zanieczyszczanie okolicznych wód, ziemi i powietrza, produkcję dużych ilości odpadów, zużywanie ogromnych ilości energii i wody na jednostkę produkcyjną, kolosalną emisję CO2 w hodowli bydła;
  • dążenie globalnych koncernów wytwarzających nawozy czy produkty farmaceutyczne dla zwierząt do tworzenia takich norm, by maksymalizować stosowanie nawozów czy antybiotyków i tym samym zwiększać własne zyski kosztem degradacji przyrody;
  • nacisk globalnych koncernów produkujących rośliny i zwierzęta modyfikowane genetycznie do otwarcia rynków na takie produkty. Dużym zagrożeniem są regulacje prawne, które sprawiają, że zmodyfikowane ziarna są chronione przez patenty, co uniemożliwia tradycyjne odkładanie części ziaren ze zbiorów na przyszłoroczny siew;
  • dążenie globalnych koncernów do prywatyzacji lasów, by móc tanio pozyskiwać drewno;
  • przenoszenie do Polski „brudniejszej”, ekologicznie szkodliwej części produkcji (w tym wytwarzania u nas „brudnych” półproduktów eksportowanych następnie do innych krajów, w których jest montowany produkt finalny), zatruwającej wodę, gleby czy powietrze;
  • budowa szlaków komunikacyjnych (drogi, koleje) bez uwzględnienia specyfiki lokalnej przyrody, np. szlaków migracyjnych zwierząt. Przykładem jest tu znany przypadek Rospudy;
  • niezrównoważone używanie i składowanie odpadów konsumenckich, rolnych i przemysłowych;
  • nieprzemyślane inwestycje w infrastrukturę energetyczną, jak budowa zapór;
  • brak rozsądnych norm urbanistycznych, co powoduje niepowetowane szkody krajobrazowe (np. turystyka niebiorąca pod uwagę ekosystemów) czy środowiskowe (np. budowa domów rozrzuconych w terenie, zamiast skoncentrowanej zabudowy, bez respektowania siedlisk zwierząt).

Można wysnuć wniosek, że głównym zagrożeniem dla przyszłości „usług ekosystemów” jest dążenie wielkiego kapitału do prywatyzacji i maksymalizacji zysków z tych usług. Uniemożliwia to zrównoważone korzystanie z zasobów przyrody, ułatwia natomiast nieponoszenie kosztów środowiskowych swojej działalności, takich jak odtwarzanie środowiska naturalnego. Innym zagrożeniem są nieprzemyślane inwestycje infrastrukturalne. Kolejnym – brak solidnych norm urbanistycznych narzucających harmonię z przyrodą. Każdy z punktów jest sprzeczny z interesem publicznym, społecznym i narodowym Polski.

Dobry bądź dla zwierząt

Etyka i prawo zaczynają coraz bardziej chronić zwierzęta przed niepotrzebnym zadawaniem im bólu i cierpienia.

Jeśli chodzi o dzikie zwierzęta, to nie krytykuję potrzeby regulowania ich populacji, wynikającej z braku dużych drapieżników, podobnie jak myślistwa samego w sobie. Natomiast nieakceptowalne są przypadki zwykłego bestialstwa, o których raportuje np. „Leśny patrol”. Powinny być one bezwzględnie ścigane i karane, podobnie jak nieetyczne praktyki polowań na ptaki, a de facto ich masakrowanie, jak dzieje się to np. na granicy Parku Narodowego Ujście Warty.

Bestialstwo przemysłowej hodowli zwierząt czy przemysłowych rzeźni przekracza wszelkie granice człowieczeństwa – wystarczy zobaczyć, w jakich warunkach hoduje się przemysłowo np. świnie, krowy, lisy na futro, kury czy ryby (łososie) albo jak się je uśmierca. Cywilizowane społeczeństwo powinno sprzeciwiać się okrutnym metodom hodowli i uboju. Kwestia wykorzystywania zwierząt do eksperymentów np. w przemyśle kosmetycznym to kolejny punkt wart odnotowania. Okrucieństwo tresury w cyrkach nie wymaga komentarza.

Głównym zagrożeniem dla zwierząt jest nieetyczne zadawanie im zbędnego bólu. Niestety nie istnieje u nas żaden zapis konstytucyjny, który odnosiłby się do ochrony zwierząt. Cywilizowany świat powoli to zmienia. W 1992 roku Szwajcaria wprowadziła do konstytucji zmiany, zgodnie z którymi zwierzęta są traktowane jako istoty żywe, a nie rzeczy. W 1999 roku Nowa Zelandia zapewniła podstawowe prawa pięciu gatunkom małp. Zakazano wykorzystywania ich w ramach doświadczeń i badań. Zostało to uznane za największy sukces w historii walki o prawa zwierząt. W 2002 roku Niemcy jako pierwszy kraj w Unii Europejskiej wprowadziły do konstytucji poprawki gwarantujące zwierzętom większe prawa. Równocześnie jednak niemiecki Sąd Konstytucyjny wyrokiem 1 BvR 1783/99 z 15 stycznia 2002 roku uprawomocnił możliwość rytualnego uboju zwierząt, który jest nie do pogodzenia z ich prawami.

Ludzie są ważni

Spójrzmy na niebezpieczeństwo wynikające z degradacji przyrody w Polsce z perspektywy człowieka. W zasadzie łączy się ono z opisanymi zagrożeniami dla ekosystemów i przemysłowego rolnictwa, w tym hodowli zwierząt.

Degradacja i prywatyzacja usług ekosystemów wpływają na zdrowie i koszt leczenia oraz na koszt dostępu do tych usług. Temat jest obszerny, więc poruszę tylko kilka przykładowych kwestii, dotyczących fatalnego wpływu na zdrowie i warunki bytowe człowieka.

a) Żywność wyprodukowana i transportowana w sposób niezrównoważony

Po pierwsze, import np. ładunku truskawek z Azji czy Ameryki Południowej do Polski oznacza ogromną emisję CO2. Brak jest jakichkolwiek opłat z tytułu zużycia energii w Azji i transportu morskiego tamtejszych produktów przez pół świata. Proceder ten ma oczywiście wpływ na zmiany klimatyczne oraz ich skutki, które są odczuwalne także w Polsce (susze, powodzie itp.), dodajmy do tego zatruwanie oceanów – brak tu surowych norm.

Żywność wyprodukowana przez rolnictwo przemysłowe (intensywne) jest naszpikowana chemią i negatywnie wpływa na zdrowie ludzi.

Zanieczyszczenie powietrza, gruntów i wody spowodowane rolnictwem tego typu, ale także – przenoszenie „brudnych” elementów produkcyjnych łańcuchów dostawczych do Polski, import starych aut z Zachodu oraz stosowanie gigantycznych ilości plastikowych opakowań w przemyśle żywnościowym, farmaceutycznym czy kosmetycznym również ma fatalny wpływ na nasze zdrowie. Coraz częstsze są choroby dróg oddechowych, nowotwory itd.

Rosnąca liczba konsumentów ma etyczne problemy z jedzeniem mięsa czy nabiału wyprodukowanych w sposób okrutny dla zwierząt, charakterystyczny dla hodowli i rzeźni przemysłowych. Brak informacji na ten temat w sklepach lub dane nieprawdziwe można uznać za straty moralne i celową dezinformację.

b) Zyski i koszty wynikające z braku zrównoważonego rozwoju

Kto przede wszystkim zarabia na niezrównoważonym rozwoju? Wielki kapitał różnych sektorów, takich jak rolnictwo przemysłowe, producenci żywności, nawozów sztucznych, lekarstw, prywatna służba zdrowia, instytucje finansowe (kredyty na coraz bardziej intensywne rolnictwo), sieci supermarketów, biotechnolodzy. Przeważnie są to potężne globalne korporacje lub instytucje inwestycyjne, w niewielkim stopniu powiązane z polskim kapitałem. Bywają natomiast dyskretnie powiązane z polską polityką – przez lobbing i inne zależności.

Koszty niezrównoważonego rozwoju ponosi społeczeństwo – choćby w wymiarze zwiększonych wydatków na leczenie, kosztów spowodowanych zwolnieniami chorobowymi w pracy, braku zdolności do pracy w zaawansowanym wieku. To znowu nakręca koniunkturę przemysłowi farmaceutycznemu czy prywatnej służbie zdrowia.

Kolejnym obciążeniem jest degradacja środowiska i klimatu. Dotyka ono nas wszystkich, a oznacza coraz niższy poziom usług ekosystemów oraz uspołecznianie finansowania ich ochrony i odtwarzania. Tym samym dochodzimy do interesu społecznego i publicznego, na które powinniśmy zważać, chroniąc przyrodę. Obydwa są istotne ze względu na nasze zdrowie i obciążenie budżetowe.

Inna kwestia to społeczne koszty potencjalnej prywatyzacji usług ekosystemów, czyli np. prywatyzacja lasów (co wpłynie na ich degradację lub wyższe koszty ich konserwacji), niekontrolowana sprzedaż gruntów rolnych, wymuszanie przez biznes opłat za darmowe usługi ekosystemów (prywatyzacja zasobów wody pitnej, patenty na ziarna czy rośliny), uzależnienie zdegradowanej ziemi rolnej od chemii (nawozy, pestycydy), brak bezpłatnego dostępu do lasów.

Już na tym etapie mogę się pokusić o stwierdzenie, że zajęcie się problematyką bezpieczeństwa ekologicznego leży w interesie społecznym, publicznym i narodowym Polski. Art. 74. Konstytucji RP nie pozostawia tu żadnych wątpliwości: 1. Władze publiczne prowadzą politykę zapewniającą bezpieczeństwo ekologiczne współczesnemu i przyszłym pokoleniom. 2. Ochrona środowiska jest obowiązkiem władz publicznych. 3. Każdy ma prawo do informacji o stanie i ochronie środowiska. 4. Władze publiczne wspierają działania obywateli na rzecz ochrony i poprawy stanu środowiska.

Kwestia bezpieczeństwa ekologicznego, czyli właśnie dostępu do wysokiej jakości usług ekosystemów, wraz z postępującą globalnie, lecz nierównomiernie, degradacją środowiska naturalnego i zmianami klimatycznymi będzie w przyszłości jednym z głównych powodów konfliktów zbrojnych. Konieczne jest zatem posiadanie przez Polskę bardzo sprawnych i skutecznych sił zbrojnych i sił obrony terytorialnej, zdolnych do szybkiej reakcji na nieoczekiwane zagrożenia hybrydowe. Jedną z iskier zapalnych konfliktu w Syrii była wieloletnia susza, zaostrzona zmianami klimatycznymi, która zmusiła 1,5 miliona mieszkańców obszarów wiejskich do przesiedlenia się do miast. To znowu przyczyniło się do wybuchu wojny domowej i do obecnej fali migracji do Europy. Dzisiejszy proces migracji i jego związek ze zmianami klimatycznymi powinien być bacznie analizowany przez strategów ds. bezpieczeństwa i obronności, ponieważ to dopiero przygrywka do tego, co będzie się działo w przyszłości.

Bezpieczeństwo ekologiczne i konkurencyjna gospodarka

Obecne ramy prawne de facto niezrównoważonego globalnego rozwoju są promowane przez globalne korporacje, mające gigantyczne przewagi konkurencyjne wynikające z „efektu skali”, czyli z masowej produkcji. Skutkiem jest rugowanie polskiej konkurencji, przeważnie małych czy średnich przedsiębiorstw różnych sektorów, począwszy od rolniczego czy przetwórstwa żywności, na handlu, przemyśle hutniczym, cementowym czy turystycznym skończywszy. Ma to bardzo negatywny wpływ na miejsca pracy w Polsce i zdolność polskiego kapitału do rozwoju.

Czy globalne koncerny mają jakąś piętę achillesową, mimo że ich interesy są dobrze chronione przez np. Światową Organizację Handlu i bilateralne Umowy o Wolnym Handlu? Oczywiście. Są nią ich bardzo skomplikowane, rozrzucone po całym świecie łańcuchy dostawcze oraz konieczność gwarantowania globalnych norm, co wspiera zyski z „efektu skali” i utrudnia lokalne specjalizacje. Stan taki ma kilka skutków.

Po pierwsze, utrzymanie go wymaga taniego i masowego transportu morskiego. Dlatego w dyskusjach o zmianach klimatycznych niemal nie mówi się o opłatach za emisję CO2 czy o zatruwaniu oceanów ropą, do czego przyczynia się oceaniczna flota handlowa. Polski rolnik produkujący truskawkę płaci podatek od emisji CO2 w elektrowniach opalanych węglem kamiennym, ale już azjatycki producent truskawek nie płaci za CO2 wyemitowane przez statek transportujący jego truskawkę z Oceanu Spokojnego nad Morze Czarne, nie wspominając o zatruwaniu oceanów ropą silnikową. Podobnie Wielka Brytania, importująca cement z Bangladeszu, nie płaci nawet grosza kosztów ekologicznych ani za produkcję energii, ani za transport produktu, a polska fabryka cementu – tak. To samo dotyczy np. transportu węgla kamiennego z Australii. Mówimy tu de factodumpingu ekologicznym.

Po drugie, łańcuchy dostawcze są tak skomplikowane i trudne do kontrolowania, że nawet gdyby globalne korporacje miały jak najwięcej dobrych chęci, nie są w stanie zagwarantować, że przy produkcji ich towarów nie mają miejsca procedery przestępcze, jak praca niewolnicza, praca dzieci, wykorzystywanie zysków poddostawców do finansowania konfliktów zbrojnych, gwałcenie praw tubylczych społeczności, np. ich praw własności ziemi. Stąd międzynarodowe instytucje, jak Bank Światowy, OECD, ONZ, UE, G7, ustalają różne normy, certyfikaty, poradniki czy plany (Cele Milenijne 2010, Plan Zrównoważonego Rozwoju 2030), ale są one bardziej świadectwem dobrych chęci i aktywnością PR-ową niż planem możliwym do pełnego zrealizowania. Brakuje globalnej instytucji o władzy kontrolnej i wykonawczej, a jak bez niej zapanować na problemem i procesami dziejącymi się w wielu państwach na raz? Strategiom brak też koordynacji, co nie znaczy, że nie należy ich wspierać. Jak bardzo skomplikowane są globalne łańcuchy dostawcze widać na przykładzie społecznego przedsiębiorstwa z Holandii, produkującego „etyczny” telefon komórkowy (www.fairphone.com). Telefon składa się z ponad 100 metali i minerałów. Po kilku latach firma jest w stanie monitorować przebieg procesu wytwarzania zaledwie… trzech z nich. W praktyce mówimy więc o faktycznym dumpingu socjalnym, a w wielu przypadkach o dumpingu przestępczym globalnych korporacji.

Wielotygodniowy transport żywności, np. mięsa, a potem zapewnienie jej długiej przydatności do spożycia wymagają ogromnych ilości konserwantów, które następnie spożywamy i w efekcie długofalowo podupadamy na zdrowiu. Brakuje sposobów skutecznej kontroli stosowania środków chemicznych oraz antybiotyków w rolnictwie przemysłowym. Aby żywność miała długi okres przydatności, ale wciąż była tania, wymaga pakowania w plastik, co ma dramatyczne skutki dla środowiska, np. wody, poważnie nim zanieczyszczonej. Za recykling takich opakowań czy ochronę przyrody nie płaci jednak producent, lecz całe społeczeństwo. Okrutne metody hodowli zwierząt obniżają koszty produkcji mięsa, choć nie mają nic wspólnego z etyką i wrażliwością na bezsensowne cierpienie. Można tu więc mówić o dumpingu etycznym.

Handel oceaniczny może być sparaliżowany wojną czy terroryzmem. Jeśli spora część produktów żywnościowych będzie sprowadzana do Polski tą drogą, zagraża to naszemu bezpieczeństwu żywnościowemu.

W wyniku pojawienia się międzynarodowych umów o „wolnym handlu”, podpieranych przez globalne, korzystne dla wielkiego kapitału normy, niezrównoważona produkcja wypiera zrównoważoną, co z czasem spowoduje, że coraz większej części społeczeństwa nie będzie stać na przykład na zdrowe jedzenie, które będzie coraz droższe. Ma to już miejsce w USA, a przejawia się otyłością uboższych warstw, jedzących przemysłowo produkowane niezdrowe jedzenie. Kolejnym zagrożeniem jest ryzyko pojawienia się wysokiego bezrobocia, spowodowane dumpingiem społecznym i ekologicznym. Także coraz więcej polskich firm, np. z sektora rolnego czy przetwórczego, zacznie upadać zamiast się rozwijać. Naraża to konkurencyjność polskiej gospodarki, w tym m.in. polskie bezpieczeństwo żywnościowe, społeczne i ekologiczne. Mam nadzieję, że nawet czytelnicy o poglądach prawicowo-narodowych zgodzą się, że zdroworozsądkowa postawa proekologiczna może się łączyć z bezpieczeństwem ekologicznym, które zaczyna być ważnym elementem polskiego interesu narodowego, publicznego i społecznego.

Oczywiście zwolennicy neoliberalnej ekonomii też uważają, że promują zrównoważony rozwój, jednak diabeł tkwi w szczegółach wdrażania tej idei. Mowa tu bardziej o pozorach niż o faktycznym naruszaniu interesów beneficjentów niezrównoważonego rozwoju, systematycznie obniżającego globalne bezpieczeństwo ekologiczne.

Jak te tezy można przekuć na korzyść Polski? Nasz kraj jest mało znaczącym graczem w skali globalnej. Kluczowa gra toczy się obecnie w kręgu krajów G7 i BRICS. Podstaw handlu morskiego nie da się zmienić bez zgody Chin, USA, Japonii, Kanady czy Australii, a zmiana status quo to ostatnia rzecz, na jaką się zgodzą, elity finansowe owych krajów zainwestowały bowiem w tym sektorze duże środki. Konkurencyjność najsilniejszych gospodarek zależy od taniego transportu oceanicznego, łączącego rozrzucone po świecie łańcuchy dostawcze. Nie oznacza to, że tych kwestii nie da się wykorzystać w interesie Polski oraz etyki środowiskowej.

Polski biznes pada ofiarą nieuczciwej konkurencji w wyniku opisanego już dumpingu ekologicznego i socjalnego, a dostęp do wielu rynków eksportowych jest utrudniony z powodu konkurencji wpływowych, zasiedziałych tam globalnych korporacji. Równolegle wiele państw i liczne organizacje społeczne i pozarządowe coraz silniej protestują przeciwko rabunkowej gospodarce globalnych gigantów. Tym samym Polska, nie mając tu specjalnego konfliktu interesów, mogłaby wspierać organizacje promujące zrównoważoną i odpowiedzialną globalną ekonomię i czerpać z tego w zasadzie same korzyści. Po pierwsze, pozwoliłoby to zwrócić uwagę, że to nie Polska jest istotnym emitentem CO2 na osobę, lecz są nimi de facto konsumenci z najbogatszych krajów. To oni konsumują towary masowo importowane, wyprodukowane w krajach trzecich i transportowane do nich w sposób nieodpowiedzialny i niezrównoważony. Po drugie, przez wspieranie takich organizacji społecznych i pozarządowych Polska mogłaby zyskać wizerunek państwa (i faktycznie w inteligentny sposób się nim stać) walczącego z globalnym ociepleniem, z zanieczyszczaniem środowiska i z brakiem poszanowania praw człowieka. Po trzecie, wiele krajów (np. Afryki) ma dość pazernych korporacji i chętnie zacznie robić interesy z bardziej odpowiedzialnymi partnerami gospodarczymi, co otwiera nisze dla nowych kooperantów z Polski, choćby w górnictwie. Byłoby to po prostu zachowanie etyczne. To obiecujący kierunek, mogący przyczynić się do poprawienia międzynarodowej reputacji i wizerunku Polski jako kraju odpowiedzialnego i pozytywnie angażującego się w ważne sprawy świata. Pomogłoby to również wypełnić różne globalne nisze ekonomiczne, co miałoby wpływ na dobrej jakości zatrudnienie w polskich firmach.

Wprowadzając dobrze przemyślane normy zdrowotne, np. dotyczące żywności, a także restrykcyjną kontrolę ich stosowania, wraz z odpowiednimi karami, można poprawić konkurencyjność polskiej przedsiębiorczości produkującej na lokalny, polski rynek (tzw. lokalne łańcuchy dostawcze). Na przykład azjatycka truskawka czy czosnek, aby dotrzeć na nasz rynek, z powodu gorszych norm produkcyjnych i czasochłonnego transportu muszą zawierać więcej konserwantów. Dlatego zaostrzając normy do wyśrubowanego, zdrowego poziomu, który może osiągnąć tylko lokalna, ekologiczna produkcja, można wykluczyć z rynku takie niezdrowe produkty, które muszą zawierać więcej konserwantów, by przetrwać długą podróż. Ekonomia składa się właśnie z takich pojedynczych rynków produktów. Na przykład producenci czosnku w Polsce to zapewne kilka tysięcy rodzin, mających obecnie problemy wskutek importu taniego czosnku z Azji. Niestety, opór różnych sektorów gospodarki, których zyskowność zależy od ekologicznego i socjalnego dumpingu w produkcji, transporcie i zbycie żywności, byłby potężny. Mam tu na myśli szeroko pojętą gastronomię, zwłaszcza sprzedającą żywność o fatalnej jakości, jak McDonald’s, Burger King czy KFC, ale też np. sektor hotelowy, prowadzący przecież restauracje, oraz o masowych dystrybutorów żywności, jak Biedronka czy Lidl.

Polska może wprowadzać normy środowiskowe ostrzejsze od tych wymaganych przez prawo UE (art. 193 Traktatu UE). Tym samym można zaprowadzić obostrzenia, które posłużą zarówno ochronie środowiska, jak i – jako „przypadkowe” efekty uboczne – wspieraniu polskiej zrównoważonej konsumpcji i konkurencyjności polskiej gospodarki. Rolnictwo przemysłowe zużywa więcej chemii, wody i energii na jednostkę produkcyjną niż gospodarstwa mniejsze, rodzinne. Również tu można wprowadzić właściwe normy, które uczynią niezrównoważoną produkcję mniej konkurencyjną. Zdrowa żywność staje się coraz bardziej popularna w UE i z czasem mogłaby się stać znaczącym polskim towarem eksportowym.

Wspomniane pomysły są zgodne z kilkoma artykułami Konstytucji:

  • Art. 23. Podstawą ustroju rolnego państwa jest gospodarstwo rodzinne.
  • Art. 68. 4. Władze publiczne są obowiązane do zapobiegania negatywnym dla zdrowia skutkom degradacji środowiska.
  • Art. 86. Każdy jest obowiązany do dbałości o stan środowiska i ponosi odpowiedzialność za spowodowane przez siebie jego pogorszenie. Zasady tej odpowiedzialności określa ustawa.

Wdrożenie ich powinno być elementem polityki innowacyjnej, np. w zakresie inteligentnych specjalizacji oraz promowania odpowiedzialnych i zrównoważonych modeli biznesowych dla różnych sektorów, co znów jest zgodne z art. 5 Konstytucji: Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę środowiska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju.

Kwestie podwyższania norm konsumenckich czy środowiskowych należy zawsze dokładnie przeanalizować z punktu widzenia zgodności z prawem UE i prawem międzynarodowym.

Należy koncentrować się na odpowiedzialnej i zrównoważonej konsumpcji, co jest etyczne, zdrowe dla społeczeństwa, dobre dla miejsc pracy, dla polskich szans eksportowych, międzynarodowej reputacji Polski, dla bezpieczeństwa ekologicznego i przyszłych pokoleń.

Co jeszcze można zrobić?

Polska powinna tak uzupełnić Konstytucję, aby wzmocnić rolę bezpieczeństwa ekologicznego i uniemożliwić prywatyzację usług ekosystemów i strategicznych zasobów naturalnych (woda pitna, lasy, strategiczne rezerwy ziemi rolnej, kopaliny itd.) oraz podpisywanie pozwalających na to zagranicznych traktatów lub zobowiązań. Poza tym warto rozszerzyć art. 5 o zrównoważoną konsumpcję, by stosowny fragment brzmiał: …kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju i konsumpcji. Wzmocniłoby to mandat Polski w dyskusji o dumpingu socjalnym i środowiskowym. Bo właśnie niezrównoważona konsumpcja jest słabym punktem bogatych krajów.

Wraz z postępami wdrażania polityki zrównoważonego rozwoju można by stopniowo obejmować podwyższonymi normami ochrony środowiska coraz większe obszary, co dobrze wpływałoby na jakość usług ekosystemów w Polsce i na nasze bezpieczeństwo ekologiczne. Takie tereny, jak obszary sieci Natura 2000, parki narodowe, parki krajobrazowe czy rezerwaty przyrody, powinny być powiększane, ponieważ stanowią gwarancję, że następne pokolenia Polaków będą mogły się cieszyć przyrodą zachowaną w dobrym stanie. Stworzyłoby to odpowiednią podstawę do rozwoju coraz bardziej dochodowej ekoturystyki.

Tym samym warto wyciągnąć wnioski z konfliktu wokół Rospudy czy Puszczy Białowieskiej. Organizacje ochrony środowiska z całego świata tworzą dobrze zorganizowaną sieć, która potrafi zadawać potężne straty wizerunkowe i polityczne. Równocześnie, z perspektywy politycznej, organizacje te mogą stać się pożytecznym sojusznikiem Polski w wielu sprawach – od międzynarodowych negocjacji o różnorodności biologicznej po kwestie instrumentów zwalczania zmian klimatycznych. Nie do przecenienia jest także ich wpływ na globalną reputację Polski. Warto być z nimi w dobrych relacjach, zwłaszcza że są to po prostu pożyteczne organizacje.

Jeśli Polska na poważnie podjęłaby kwestię dumpingu socjalnego (niewolnicza praca, praca dzieci itd.), mogłaby nawiązać świetne relacje z bardzo wpływowymi organizacjami pozarządowymi wspierającymi prawa człowieka, zajmującymi się biedą i wykluczeniem. Warto, aby nasz kraj aktywnie zajął się kwestią Celów Zrównoważonego Rozwoju, które w 2015 roku przyjęła ONZ. To etyczne oraz korzystne dla konkurencyjności naszej gospodarki. Powinniśmy także zrobić krok naprzód na drodze ochrony praw zwierząt, zarówno dzikich, jak i hodowlanych. Uważam, że istnienie jednego artykułu na ten temat w Konstytucji RP nie jest w XXI wieku czymś niemożliwym. Pójście śladem Szwajcarii czy Nowej Zelandii mogłoby fantastycznie wpłynąć na globalną reputację Polski i przyczynić się do zmniejszenia okrucieństwa względem zwierząt.

Dzięki wspieraniu koncepcji zrównoważonej konsumpcji Polska mogłaby rozpocząć świadomą politykę innowacyjną jako formę inteligentnej specjalizacji w zakresie wspierania rozwoju polskich i lokalnych zrównoważonych łańcuchów dostawczych, np. żywności. Obecnie robią to ruchy oddolne, tworząc kooperatywy spożywcze czy spółdzielnie. Do tego celu należałoby stworzyć oznakowanie/symbolikę, których mogliby używać tylko sprzedawcy żywności wyprodukowanej w sposób zrównoważony według polskich norm, które jednak muszą być zgodne z prawem UE. Obecność takich oznaczeń na produkcie równałaby się możliwości bezpośredniej kontroli producenta przez klientów czy organizacje społeczne. Akcja taka wspierałaby także lokalne rolnictwo rodzinne. Odpowiednia fundacja finansowana przez państwo mogłaby ją promować, rozwijać i kontrolować, przydzielać oznaczenia i odbierać je. Taki model biznesowy pomógłby odpowiedzialnym obywatelom kupować zdrowe i etyczne jedzenie, co obecnie nie jest takie proste. Ponieważ ta gałąź przemysłu spożywczego rozwija się w całej UE, Polska mogłaby stać się ważnym producentem i eksporterem tego rodzaju żywności. Etykietkę tę z czasem można by przyznawać innym produktom, jak meble czy urządzenia domowe.

Odpowiedzialny i proekologicznie nastawiony obywatel może być dobrym polskim patriotą, i na odwrót. Wymaga to jednak solidnej polityki państwa, która zaczynałaby się od postaw, czyli od edukacji, zmian w prawie i odpowiedniej strategii inteligentnych specjalizacji.

Marcin Malinowski

pseudonim autora, który z przyczyn zawodowych wolał pozostać anonimowy. Na łamach „Nowego Obywatela” regularnie publikuje krytyczne analizy polskiej rzeczywistości oraz proponuje strategiczne i systemowe programy naprawcze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>