Komu, co, ile i jak dać? Wyzwania i problemy polityki społecznej w dobie politycznego przełomu

Lato 2016 |

Duża część nadziei wiązanych z ostatnim przełomem politycznym z roku 2015 dotyczyła reform w zakresie polityki społecznej i rynku pracy. Czy oczekiwania te zostaną spełnione – za wcześnie mówić, choć na podstawie pierwszych kilku miesięcy działań nowej władzy i jej przedwyborczych zapowiedzi można próbować określić, na co możemy w najbliższym czasie liczyć, a co prawdopodobnie zostanie odsunięte na dalszy plan. Przede wszystkim trzeba rozpoznać, jakie wyzwania i nierozwiązane przez poprzedników problemy stoją przed rządzącymi. Pomoże to formułować oczekiwania, a także oceniać poczynania decydentów oraz skutki ich działań.

Polityka społeczna w ruinie czy w budowie?

Nowa formacja szła do wyborów na fali fundamentalnej krytyki ośmioletnich rządów koalicji PO-PSL. Wiele środowisk uważało, że ówczesna władza nie reprezentuje interesów społecznych i spraw „zwykłych ludzi”, zwłaszcza tych, którym w potransformacyjnej Polsce wiodło się źle. W narracji zwolenników zmiany pojawiał się także obraz „państwa w ruinie”. Czy to teza adekwatna do rzeczywistości? Czy rzeczywiście trwające dwie kadencje rządy PO-PSL oznaczały antyspołeczną politykę, która pogrążyła państwo i społeczeństwo w rozpadzie?

Pogląd ten wydaje się mocno na wyrost, co nie zmienia faktu, że z wieloma problemami sobie nie poradzono, nie powstrzymano pewnych negatywnych tendencji, a poszczególne działania, które podjęto, jawią się jako zbyt słabe, by sprzyjać rozwojowi społecznemu. Z pewnością jednak trudno uznać, że polityka społeczna znalazła się akurat w poprzednich latach w szczególnej zapaści – a przynajmniej nie jest to zapaść głębsza niż we wcześniejszych okresach. W przygotowanym przez Fundację Bertelsmanna rankingu sprawiedliwości społecznej1 wykorzystano używane przez Eurostat wskaźniki ubóstwa i wykluczenia. W świetle tych danych Polska była jednym z nielicznych krajów EU, w których w latach 2009–2014 liczba osób zagrożonych ubóstwem i wykluczeniem nie tylko nie wzrosła, ale zmalała2. Wskaźnik zagrożenia ubóstwem i wykluczeniem w Polsce spadł z 30,5 do poziomu 24,7%.

Duże znaczenie mógł mieć tutaj fakt, że Polska stosunkowo łagodnie przeszła przez kryzys ekonomiczny (na co zresztą wpłynęła przypuszczalnie nieopierająca się na radykalnych cięciach polityka makroekonomiczna ówczesnego rządu), ale i reformy, zwłaszcza drugiego rządu Tuska i rządu Kopacz, również zrobiły swoje. Jednak nie należy na podstawie wskaźników Eurostatu (czy prezentujących pozytywne trendy wyników kolejnych edycji Diagnozy Społecznej) popadać w przesadny entuzjazm. Jeśli dane te skonfrontujemy na przykład z informacjami Głównego Urzędu Statystycznego, który w pomiarze ubóstwa stosuje nieco inną metodologię, zauważymy brak poprawy w newralgicznym obszarze zagrożenia ubóstwem skrajnym. Dane GUS nie dowodzą zmiany w ostatnich latach – skala zjawiska nadal jest ogromna. W 2013 i 2014 roku stopa zagrożenia ubóstwem skrajnym niezmiennie wynosiła 7,4%, co oznaczało wzrost względem lat wcześniejszych. Przykładowo w 2012 roku wskaźnik ten wyniósł 6,8%, w 2010 – 5,8%, a w 2008 – 5,6%3.

Skala ubóstwa i wykluczenia jest ważnym miernikiem działania systemu społecznego, ale istotne są także inne wskaźniki. Bilans danej polityki powinien jednak obejmować również podjęte działania, nawet jeśli nie przekładają się natychmiast na spadek wskaźników. Próbę takiego podsumowania w zakresie polityki społecznej podjęli D. Szelewa i M. Polakowski. Wskazują oni, że rządy PO cechowało dążenie do ograniczenia wzrostu wydatków na cele społeczne i podejmowanie wielu nieskoordynowanych działań, często pod wpływem presji unijnej. Nie poradzono sobie z takimi problemami, jak zatrudnienie prekaryjne czy bezrobocie wśród młodych, a skoncentrowano się bardziej na grupach, które już funkcjonują na rynku pracy. Swoją analizę autorzy kończą następująco: Podsumowując, trudno o jednoznaczną ocenę polityki społecznej podczas rządów koalicji PO-PSL. Na pewno nie jest to model polityki progresywnej, nie jest to również polityka społeczna oparta na spójnej, dalekosiężnej wizji, choć jeśli chodzi np. o wsparcie dla rodzin, to ostatnie osiem lat należy uznać za okres znacznej poprawy4.

Wsparcie rodziny z małym dzieckiem: zmiany potrzebne, choć niewystarczające

Jedną z dziedzin życia, którą państwo dość aktywnie reformowało, jest polityka wsparcia rodziny z małym dzieckiem. W czasie rządów PO-PSL znacznie wydłużono urlopy z tytułu urodzenia dziecka (do jednego roku), przyjęto mającą zdynamizować rynek opieki żłobkowej ustawę o opiece nad dzieckiem do lat 3, a na koniec wprowadzono świadczenie rodzicielskie w wysokości 1000 złotych miesięcznie przez pierwszy rok życia dziecka dla każdej młodej matki niemającej umowy o pracę.

Można powiedzieć, że nastąpił znaczny postęp w stosunku do okresów poprzednich. Urlop z tytułu urodzenia dziecka jest dziś w Polsce jednym z najdłuższych w Europie. Istotne jest też, że podzielono go na część macierzyńską i rodzicielską, która może być w dowolnych proporcjach wykorzystana przez każde z rodziców. Nie zdecydowano się jednak na wprowadzenie silniejszych bodźców do wykorzystywania uprawień urlopowych przez mężczyzn, czemu mogłoby służyć stosowane w wielu krajach tzw. daddy quota, czyli przeznaczenie części urlopu przysługującego rodzinie tylko dla ojców. Brak takiego rozwiązania może sprawiać, że mężczyźni nie będą korzystali z tych uprawnień, zwłaszcza jeśli uwzględnimy czynniki kulturowe (skłaniające matkę, by to ona w pierwszej kolejności czasowo opuściła rynek pracy) oraz ekonomiczne (mężczyźni statystycznie zarabiają więcej, niestety także na tych samych stanowiskach, więc zwykłej rodzinie jako mniej korzystny finansowo jawi się urlop ojca). W czym jednak tkwi problem? Pojawia się ryzyko, że istniejące reguły będą promować długą przerwę w zatrudnieniu matki dziecka, co nie sprzyja równości szans na rynku pracy. Pracodawcy mogą niechętnie patrzeć na kobiety w wieku reprodukcyjnym, obawiając się ich dłuższej absencji, i w związku z tym jeszcze silniej faworyzować mężczyzn. Wprowadzenie daddy quota częściowo łagodziłoby ten problem.

Nie mniej ciekawa jest druga reforma: 1000 złotych miesięcznie przez pierwszy rok życia dziecka, przyznawane matkom bezrobotnym i pracującym na umowach cywilnoprawnych. Jest to krok o tyle ważny, że stanowi wyjście naprzeciw wskazywanej od lat słabości polskiej polityki wspomagania macierzyństwa, która (przynajmniej formalnie) nieźle zabezpiecza kobiety objęte kodeksem pracy, ale pozostawia w dramatycznej sytuacji te znajdujące się poza sferą etatowego zatrudnienia. Wprowadzona reforma częściowo zasypuje tę przepaść i stanowi pomoc dla tych, którym szczególnie brakuje zabezpieczenia bytowego. Możemy widzieć w tym także krok w kierunku socjaldemokratycznego podejścia do polityki społecznej, czyli dekomodyfikacji, polegającej na uniezależnieniu praw socjalnych jednostki od jej statusu na rynku pracy.

Problemem pozostaje to, że zarówno wydłużone urlopy, jak i świadczenie rodzicielskie dotyczą zasadniczo pierwszego roku życia dziecka. Brak wsparcia rodzin z dziećmi w wieku 1–3 lat jest jedną z bardzo poważnych luk w systemie. Problem ten wynika z niewystarczającej infrastruktury wsparcia opiekuńczego, która mogłaby pomóc powrócić matkom na rynek pracy po okresie urlopu. Niestety, z opieki żłobkowej korzysta zaledwie 7,1% dzieci w wieku 0–3 lat. W wielu gminach w ogóle nie ma takich placówek, a tam, gdzie istnieją, ustawiają się do nich długie kolejki. Dotychczas prowadzona polityka okazała się nieskuteczna. Zaledwie w co piątej gminie istnieje jakikolwiek dostęp do tego rodzaju wsparcia, choć podjęto pewne kroki, by nieznacznie zwiększyć liczbę miejsc w żłobkach. Przyczyniła się do tego ustawa o opiece nad dzieckiem do lat trzech, która uprościła zasady tworzenia i prowadzenia żłobków, a także wprowadziła szereg innych alternatywnych rozwiązań, jak klubiki dziecięce, opiekun dzienny czy zachęty do zatrudnienia legalnie niani (te formy opieki są jednak bardzo słabo rozpowszechnione). Stymulowaniu rozwoju żłobków miał służyć także prowadzony od kilku lat program „Maluch”, w ramach którego samorządy (a od niedawna także inne podmioty, np. uczelnie) dostają w trybie konkursowym dotacje na zakładanie żłobków. Wielkość dofinansowania wzrosła do 150 mln rocznie, którą to kwotę nowy rząd podtrzymał także na 2016 rok. Pojawiają się jednak obawy, że nowa władza nie będzie wzmacniała, jak dotąd zbyt powolnego, trendu rozbudowy infrastruktury opiekuńczej, o żłobkach nie ma bowiem ani słowa w części rodzinnej programu partii rządzącej, która zdaje się raczej faworyzować model opieki oparty na bezpośrednim sprawowaniu jej przez matkę w pierwszym okresie życia dziecka. Przypuszczalnie brak także środków na ten cel, zwłaszcza po przyjęciu programu 500+. Być może jednak w niektórych przypadkach dodatkowe środki ułatwią rodzinom wykupienie usług opieki nad dzieckiem i będą stanowiły popytowy bodziec dla rozwoju opieki zewnętrznej.

Osiągnięcia w upowszechnianiu opieki przedszkolnej

Znacznie bardziej imponujące osiągnięcie polityki minionego okresu to zwiększanie dostępu do opieki przedszkolnej dla dzieci w wieku 3–6 lat. Choć nadal dzieci trzyletnie nie są powszechnie objęte opieką przedszkolną, udało się istotnie zwiększyć dostęp do niej. W 2005 roku 51,3% dzieci pięcioletnich uczęszczało do przedszkoli, w 2010 – 73,9%, w 2014 zaś – 94,0%. Jeśli chodzi o dzieci czteroletnie, było to 41% w 2005 roku, 62,2% w 2010 roku i 79,1% w 2014 roku. Pozytywny trend dotyczył także dzieci trzyletnich, choć tu wskaźnik objęcia przedszkolną opieką nadal pozostaje istotnie niższy. W 2005 roku do przedszkoli uczęszczało 29,7% dzieci w wieku 3 lat, w 2010 roku – 47,6%, w 2014 roku zaś – 63,9%5.

Można to uznać za jeden z największych sukcesów minionej dekady w polityce społecznej, biorąc pod uwagę rangę takiej opieki w kontekście wyzwań rozwojowych. Powszechnie dostępna edukacja przedszkolna może przyczynić się do zwiększenia kompetencji obywateli (w tym także miękkich, społecznych), wyrównywać deficyty rozwojowe dzieci o niższych możliwościach psychofizycznych lub niższym statusie społeczno-ekonomicznym, umożliwić kobietom powrót na rynek pracy i godzenie pracy zawodowej z rolą rodzicielską, a tym samym zmniejszyć ryzyko ubóstwa rodzin.

Na pozytywny trend wpływ miał szereg reform przeprowadzonych przez poprzednią władzę, w tym stopniowe objęcie prawem do edukacji przedszkolnej dzieci 5-, 4- i 3-letnich, wprowadzenie zasady „godzina za złotówkę” wraz z dotacją budżetową na ten cel dla samorządów oraz… „reforma sześciolatków”. Nałożenie na samorządy obowiązku zapewnienia w kolejnych latach dzieciom w przedziale 3–5 lat miejsca w przedszkolu było ważnym krokiem, choć wymagało stworzenia gminom realnych możliwości wywiązania się z tego obowiązku. O ile wcześniej zapewnienie opieki najmłodszym odbywało się głównie dzięki determinacji i zasobom finansowym samorządów oraz rodziców, o tyle reformy PO-PSL spowodowały włączenie się państwa w ten proces. Wprowadzono dotacje dla samorządów oraz prowadzących placówki przedszkolne podmiotów prywatnych, pod warunkiem spełnienia określonych wymogów, przy jednoczesnym obowiązywaniu zasady „godzina za złotówkę”. Zgodnie z nią dziecko ma prawo do pięciu godzin dziennie darmowej edukacji przedszkolnej, a za każdą kolejną nie można pobrać od rodziców więcej niż złotówkę. Tworzeniu miejsc w przedszkolach dla coraz młodszych dzieci miała też pośrednio służyć „reforma sześciolatków”, dzięki której starsze dzieci, trafiając do szkół, zwolniły miejsca dla młodszych.

Zmiany te są ważne z kilku powodów. Po pierwsze, zmierzają w kierunku polityki opartej na uniwersalnych prawach socjalnych w miejsce polityki spełniania szeregu kryteriów. Po drugie, włączenie się – także finansowe – państwa w tę sferę oznacza zerwanie (przynajmniej na tym odcinku) z popularną w III RP praktyką decentralizacji, polegającą na cedowaniu różnych zobowiązań publicznych na niższe poziomy bez zabezpieczenia odpowiednich środków na realizację ustawowo przypisanych im celów. Można oczywiście spierać się, czy dotacja (istotnie niższa niż kwota subwencji oświatowej na dzieci uczące się w szkołach) jest wystarczająco wysoka, ale sam kierunek wydaje się jak najbardziej słuszny. Także prawo do bezpłatnej opieki dla każdego dziecka w pewnym wymiarze godzin jest wyrazem odejścia od liberalnej polityki selekcji i krokiem w kierunku socjaldemokratycznej polityki uniwersalnych praw. Podobnie jawi się wprowadzenie darmowych podręczników, poczynając od bezpłatnego elementarza, w kolejnych latach mające objąć następne poziomy edukacji, z gimnazjami włącznie.

Kwestie wsparcia rodziny uzyskały w działaniach MEN i MPiPS wyższy niż dotychczasowy stopień zintegrowania. Kierunek zmian należy uznać za pozytywny, nawet jeśli ruch ten był pierwotnie podyktowany chęcią złagodzenia nastrojów w związku z „reformą sześciolatków”. Sama „reforma” również wydaje się skuteczna z punktu widzenia wyrównywania szans, zwłaszcza jeśli spojrzymy na nią z uwzględnieniem wpływu na upowszechnienie edukacji przedszkolnej.

Pojawia się natomiast pytanie, czy wprowadzone rozwiązania przetrwają próbę czasu. Pierwszym krokiem nowego kierownictwa Ministerstwa Edukacji było cofnięcie „reformy sześciolatków”, co zagroziło efektem domina w postaci zmniejszania zasobów miejsc dla młodszych dzieci w przedszkolach gminnych. Istnieje też ryzyko – zauważalne już w niektórych gminach – że trzylatki będą korzystały z opieki żłobków, co z kolei jeszcze bardziej ograniczy i tak nad wyraz skromny dostęp dzieci młodszych do tych placówek. Wszystko wskazuje na to, że dalszy rozwój opieki żłobkowej nie nastąpi, a jeśli chodzi o opiekę przedszkolną – możliwy jest nawet regres.

Zbyt skromne i selektywne wsparcie materialne

O ile rozwój usług opiekuńczych nad dzieckiem można uznać za sukces poprzedników, o tyle znacznie mniej imponująco wygląda bilans wsparcia o charakterze pieniężnym. Przez poprzednie lata świadczenia z pomocy społecznej i te przyznawane na mocy ustawy o świadczeniach rodzinnych pozostawały na niskim poziomie, podobnie jak progi dochodowe uprawniające do ich otrzymywania. Podnoszono je rzadko i tylko nieznacznie. W efekcie bardzo zmalał krąg osób, które mogły liczyć na taką pomoc.

Dobrym krokiem, choć niestety wprowadzonym późno i w niewielkim zakresie, było wdrożenie zasady „złotówka za złotówkę” względem zasiłku rodzinnego, która weszła życie w styczniu 2016 roku. Oznacza ona, że osoby nieznacznie przekraczające kryterium dochodowe nie tracą automatycznie prawa do zasiłku oraz dodatków do niego, ale kwota otrzymywanego przez nie wsparcia jest pomniejszana o tyle, o ile przekroczono próg dochodowy. Ogranicza to sytuacje, gdy ktoś przekroczył o kilka złotych niskie kryterium i nie może już liczyć na wsparcie. Rozwiązanie to czyni system zasiłków rodzinnych nieco bardziej przyjaznym, choć nie ma podstaw, by widzieć tu wielki przełom. Po pierwsze, w sytuacji, gdy wysokość zasiłku rodzinnego oscyluje wokół 100 złotych, a kryterium jest niskie, osoby, które przekroczą je o 100 złotych, i tak nie otrzymają wsparcia lub będzie ono jeszcze bardziej głodowej wysokości. Po drugie, tę skądinąd rozsądną zasadę zastosowano wyłącznie do zasiłku rodzinnego, a do licznych świadczeń z pomocy społecznej, z których korzysta wielu potrzebujących – już nie. Nie wykorzystano jej też w stosunku do świadczeń związanych z rezygnacją z pracy z powodu opieki nad niepełnosprawnymi bliskimi. A właśnie tutaj rygorystyczne progi dochodowe skutkują tym, że część rodzin nie kwalifikuje się do pomocy.

Można powiedzieć, że ustawa o świadczeniach rodzinnych i poszczególne jej obszary oraz instrumenty wsparcia stanowiły piętę achillesową prowadzonej przez rząd PO-PSL polityki rodzinnej. Wydaje się, że następcy dobrze wyczuli i odczytali te braki, ponieważ szybko przyjęty program Rodzina 500+ odpowiada na wskazane mankamenty: niewysokie dotychczas wsparcie pieniężne oraz znaczną jego selektywność. Na całościową ocenę skutków sztandarowej reformy nowej władzy, choćby w kontekście wpływu na rynek pracy, pobyt wewnętrzny czy dzietność, pewnie trzeba jeszcze poczekać, ale już teraz warto rozmawiać o mocnych i słabych stronach konstrukcji tego programu.

Wydaje się, że dla wielu rodzin dodatkowe, systematycznie otrzymywane wsparcie może stanowić istotną ulgę w codziennym funkcjonowaniu i wyzwolić pewne możliwości, dotąd tłumione przez środki niewspółmiernie małe w stosunku do potrzeb. Należy przy tym pamiętać, że polityka wsparcia rodzin powinna opierać się na zrównoważeniu różnych skoordynowanych instrumentów. Programowi 500+ nie towarzyszyła całościowa strategia wspierania rodzin. Co więcej, pojawia się ryzyko, że tak kosztowy jak na polskie realia program, nawet jeśli uda się utrzymać jego finansowanie w kolejnych latach, wygeneruje olbrzymie koszty alternatywne – utraconych możliwości finansowania innych potrzebnych instrumentów polityki społecznej, w tym rodzinnej. Pojawia się obawa, że dotychczasowa słabość reformowania polityki rodzinnej przez poprzedników, polegająca na braku adekwatnych środków finansowych na skuteczne wykorzystanie zmienianego prawa, zostanie podtrzymana, a nawet pogłębiona, jeśli chodzi o wszystkie inne instrumenty poza świadczeniem 500+. Dyskusyjna jest też zasada powszechności: dopiero drugie i kolejne dziecko otrzymują wsparcie, przy kryterium selekcji dla rodzin z jednym z dzieckiem na tyle niewysokim, że wykluczy ono część niezamożnych matek z dzieckiem, podczas gdy nawet zamożne rodziny z 2 czy 3 dzieci będą otrzymywały pomoc. Wprowadzenie nowego świadczenia i dodatkowych progów dochodowych stwarza jeszcze większe wyzwanie dla koordynacji całego systemu wsparcia rodziny, co już podczas rządów PO-PSL było wskazywane jako zasadniczy mankament.

Państwo bezradne wobec patologii rynku

Nie można też zapominać, że na sytuację socjalną rodzin wpływają nie tylko świadczenia pieniężne i usługowe oraz warunki mieszkaniowe, lecz także dostęp do pracy oraz jakość zatrudnienia. To bardzo ważne wyzwanie dla polityki społecznej i gospodarczej, a poprzednikom obecnej władzy nie udało się skutecznie z nim zmierzyć. Nadal pozostajemy krajem niskich płac, co pogarsza warunki życia, a także hamuje popyt wewnętrzny. Choć podczas rządów PO-PSL płaca minimalna wzrosła dwukrotnie, nadal rozległa jest skala zjawiska pracujących biednych. Życie w gospodarstwie domowym, w którym główny dochód pochodzi z pracy zarobkowej, a mimo to bycie zagrożonym biedą, niekiedy skrajną, burzy mit, że panaceum na problem niedostatku jest praca, bez względu na jej jakość. Zagrożenie części gospodarstw pracowniczych ubóstwem to wypadkowa niewysokich płac, przynajmniej w niektórych grupach zawodowych, oraz niskich i słabo dostępnych zasiłków pieniężnych, które mogłyby uzupełniać łączny dochód w rodzinie żyjącej z pracy tylko jednego żywiciela. Brak także infrastruktury opiekuńczej. Niewielka jest na rynku pracy popularność bardziej elastycznego zarządzania czasem, które nawet przy relatywnie niewielkich zarobkach zmniejszałoby ryzyko ubóstwa, pozwalając obojgu rodzicom być aktywnymi zawodowo. Niewysokie płace pozostają jednak niewątpliwie składową problemu.

Nie chodzi wyłącznie o wysokość ustawowej płacy minimalnej, ale także o dość popularną praktykę zastępowania umów o pracę umowami cywilnoprawnymi, nieobjętymi dotąd rygorem minimalnego wynagrodzenia, a także brak wzmocnienia ich wiązką praw socjalnych przynależnych zatrudnieniu pracowniczemu. Wprawdzie w poprzedniej dekadzie status osoby zatrudnionej na podstawie umowy zlecenia nieco upodobnił się do statusu zatrudnionych na umowę o pracę (odprowadzane są za nią składki emerytalno-rentowe i zdrowotne, a fakultatywnie także chorobowe), ale ta nadużywana w Polsce forma stosunku pracy daje jednak mniejszą stabilność oraz nie zapewnia szeregu uprawnień (minimalne wynagrodzenie, urlop). Problemem pozostają jeszcze inne niestandardowe formy zatrudnienia, w tym przede wszystkim umowa o dzieło, której nie towarzyszy jakikolwiek poziom zabezpieczenia, oraz rozpowszechniona na szeroką skalę praktyka zastępowania umowami cywilnoprawnymi stosunku pracy tam, gdzie charakter pracy wskazuje na konieczność wynagrodzenia jej w formule etatu. Takie (zaznaczmy – nielegalne) praktyki Państwowa Inspekcja Pracy odnotowywała rocznie nawet w 1/5 kontrolowanych firm. Skuteczność państwa w przeciwdziałaniu tej patologii jest jednak niewysoka. Ponadto instytucje publiczne same przykładały rękę do tego rodzaju praktyk, stosując je bezpośrednio albo pośrednio na nie przyzwalając (lub wręcz je premiując) za pomocą kryterium najniższej ceny podczas outsourcingu, co nierzadko odbywało się kosztem wynagrodzeń i zmniejszenia praw pracowniczych osób zatrudnionych do wykonania zadań objętych zamówieniem.

Dotychczasowa praktyka pokazuje słabość państwa i jego instytucji w egzekwowaniu społecznych reguł. Państwo na wielu polach rynku pracy przegrywa nie tyle z samą logiką rynkową, ile z patologiami rynku. Aby być skutecznym, potrzebne jest nie tylko wypełnienie luk prawnych, lecz także podjęcie innych wielopoziomowych i wielosektorowych działań na rzecz przestrzegania prawa pracy we współpracy z partnerami społecznymi, w tym ze związkami zawodowymi. Problem prekariatu i uśmieciowienia rynku pracy nie jest zupełnie nowy, ale jego skala i instytucjonalny kontekst wymagają wielu nowych narzędzi i szerszej perspektywy ich stosowania. Warto jedna zadbać, żeby przeciwdziałanie śmieciowemu zatrudnieniu nie przysłaniało i nie wypierało koncentracji na innym ważnym problemem post-transformacyjnej Polski – bezrobociu, w tym długotrwałym.

Choć poprzedni rząd oddawał władzę, gdy wskaźniki bezrobocia pierwszy raz były wreszcie jednocyfrowe, nadal jest to poważny problem dotykający ogromną grupę ludzi. Poprzednia władza osiągnęła wprawdzie pewien sukces – w dobie globalnego kryzysu nie doszło do znacznego wzrostu bezrobocia, co ma źródła w wielu czynnikach, a kontrcykliczna i nieoparta na drastycznych cięciach polityka gabinetu Tuska była jednym z nich. Nie oznacza to jednak, że rząd nie miał na tym polu poważnych wpadek, niekiedy skandalicznych, jak choćby zamrożenie przez lata ogromnych środków z Funduszu Pracy, co ograniczało zasoby dostępne na cele aktywnej polityki rynku pracy. Inny niewłaściwy krok to zmiana struktury zasiłku dla bezrobotnych w taki sposób, że jego wysokość stopniowo maleje podczas pobierania; warto dodać, że wsparcie to jest niskie i korzysta z niego mniej niż 1/5 zarejestrowanych bezrobotnych. Zwiększono i tak wysokie sankcje za brak współpracy bezrobotnych z urzędami pracy (wydłużenie okresu wykreślenia z rejestru bezrobotnych), a także wprowadzono profilowanie bezrobotnych, co rodzi ryzyko praktyk dyskryminacyjnych wobec poszczególnych osób szukających pracy. Należy te działania ocenić z nieufnością, jako zwrot w kierunku modelu jeszcze bardziej wykluczającego i dyscyplinującego osoby długotrwale pozostające bez zatrudnienia.

Warto jednak pamiętać, że polityka wymierzona w bezrobocie nie może opierać się na działaniach skierowanych do bezrobotnych, ale musi polegać przede wszystkim na tworzeniu i wspieraniu tworzenia lub utrzymywania miejsc pracy. A to już domena nie tylko resortu pracy i polityki społecznej, ale w zasadzie całego rządu.

Niesprawna pomoc rodzinom w trudnej sytuacji

Gdy mowa o polityce społecznej, nie sposób pominąć, zwykle ignorowanych, problemów, jakie dotykają rodzin w kryzysie opiekuńczo-wychowawczym i socjalnym. Niestety, jak pokazują ostatnie raporty Najwyższej Izby Kontroli, polityka państwa nie jest tu dość skuteczna. Przytoczmy choćby fragmenty raportów z minionego roku. We wnioskach z raportu Najwyższej Izby Kontroli na temat ośrodków pomocy społecznej czytamy: Najwyższa Izba Kontroli ocenia, że ośrodki pomocy społecznej nie wykorzystują ogółu możliwości, aby dotrzeć do wszystkich osób, które potrzebują ich pomocy. Współpracują tylko z niektórymi organizacjami pozarządowymi, nie wyszukują aktywnie potrzebujących, często ograniczając się do biernego wykonywania rutynowych czynności i reagowania na zgłoszenia. Wpływ na ograniczone rozpoznawanie sytuacji społecznej miała m.in. nie zawsze optymalna obsada kadrowa ośrodków6.

Podobne wnioski płyną z raportu NIK na temat pomocy rodzinom zagrożonym odebraniem dzieci. Czytamy w nim: Ośrodki pomocy społecznej słabo wspierają rodziny dysfunkcyjne, którym grozi odebranie dzieci. Nie docierają do wszystkich rodzin z problemami opiekuńczo-wychowawczymi, skupiają się na analizowaniu dokumentów, a z powodu braku funduszy mają za mało asystentów wspierających. NIK wskazuje, że ośrodki powinny aktywniej wyszukiwać potrzebujących pomocy, bo rodzin z problemami przybywa7. W wielu przypadkach pomoc otrzymywały głównie te rodziny, które same zgłosiły się w związku z problemami, natomiast sporadyczne w świetle kontroli okazały się praktyki ich aktywnego wyszukiwania przed pracowników. W ponad połowie skontrolowanych placówek identyfikowano problemy opiekuńczo-wychowawcze na podstawie wniosków złożonych przez rodziny. Jedynie 25% to wynik rozpoznania środowiskowego ze strony pracowników socjalnych, a 10% wykryto w ramach procedury Niebieskiej Karty.

Autorzy raportu wskazali także na niewielki dostęp do asystentów rodziny, których funkcją jest właśnie praca z rodziną dysfunkcyjną, zagrożoną odebraniem dzieci i skierowaniem ich do pieczy zastępczej. Więcej na temat deficytów w rozwoju tej instytucji, powołanej w 2011 roku na mocy ustawy o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej, mówi wcześniejszy raport NIK z 2015 roku. Wynika z niego, że tam, gdzie asystenci rodzinni pracowali z podopiecznymi, skuteczność tej współpracy w rozwiązywaniu problemów była znaczna. Skala stosowania tej instytucji jest jednak niewielka, dostęp do niej zbyt ograniczony, zbyt duża liczba rodzin przypada na jednego asystenta, niekorzystne i mało stabilne warunki zatrudnienia asystentów skutkują dużą rotacją i niewielką ciągłością pracy danego asystenta z rodziną wymagającą pomocy.

Wnioski z przytoczonych raportów wpisują się w bardziej ogólny obraz prowadzonej przez państwo polityki społecznej i jej przemian w ostatnich latach. Kwestia asystentów rodziny pokazuje, że w Polsce istnieją pewne instytucje, które mają potencjał łagodzenia i rozwiązywania wybranych problemów społecznych, jednak za sprawą niewystarczających zasobów, głównie finansowych, ale także, w konsekwencji, kadrowych i czasowych, są nie dość powszechnie stosowane i mało skuteczne w realizacji swoich funkcji. Instytucja asystenta rodziny, a także środowiskowej pracy socjalnej, z pewnością wymaga wzmocnienia w ramach lokalnej polityki wsparcia. Potrzeba jednak także udziału polityki prowadzonej z poziomu centralnego, która promowałaby pewne rozwiązania i tworzyła bodźce finansowe dla samorządów, poprawiające skalę i jakość zatrudnienia asystentów8.

Niestety, na dotychczasowym etapie nie widać ze strony nowej formacji rządzącej ani uznania znaczenia problemu, ani instytucjonalnych uwarunkowań dla jego rozwiązania. Wprawdzie przedstawiciele PiS w kampanii wyborczej wielokrotnie poruszali problem słabości polityki adresowanej do rodzin w kryzysie, jednak głównie w kontekście tzw. problemu „odbierania dzieci z powodu ubóstwa”. Temu też była poświęcona jedna z pierwszych inicjatyw nowego rządu w kwestii polityki rodzinnej, mianowicie przygotowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości zmiany w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, doprecyzowujące przepisy zabraniające odbierania dzieci wyłącznie ze względu na biedę rodziców. Forsowaniu nowych regulacji towarzyszyła retoryka ukrócenia praktyki niszczenia rodziny przez aparat państwowy. Tymczasem liczne źródła – w tym przytoczony raport NIK – wskazują, że skala problemu jest marginalna (co nie znaczy, że korekty wprowadzone przez nowy rząd były niepotrzebne). Na przykład, jak wynika z przeanalizowanych przez NIK i Rzecznika Praw Dziecka wybranych losowo 341 postępowań, w których sąd zadecydował o odebraniu dzieci i przekazaniu do pieczy zastępczej, w ani jednym przypadku bieda nie była głównym powodem takiej decyzji. W większości przypadków miała miejsce kumulacja różnych problemów, takich jak uzależnienie jednego lub obojga rodziców, bezrobocie, brak zdrowia czy przemoc9.

Wydaje się, że w świetle tej diagnozy należałoby przesunąć w politycznym myśleniu akcenty bardziej ku tworzeniu i rozwijaniu instytucji, które pozwalałyby łagodzić problemy zawczasu, jak choćby asystenci rodzinni, środowiskowa praca socjalna, a także budować silniejsze powiązania między różnymi instytucjami socjalnymi, edukacyjnymi i zdrowotnymi. Dzięki ich funkcjonalnemu współdziałaniu możliwe byłoby sprawniejsze identyfikowanie problemów i ich rozwiązywanie. Wbrew narracji, jaka pojawiała się nieraz w kręgach bliskich obecnemu obozowi władzy, problemem nie jest nadmierna ingerencja służb społecznych w stosunki rodzinne, ale zbyt słaba aktywność państwa na tym polu. Skutkiem może być nie tylko ryzyko odebrania dzieci, ale także doprowadzenie do zagrożenia życia lub zdrowia dziecka w rodzinie biologicznej. Wobec przemocy domowej, mającej wiele twarzy (nie tylko fizycznej, ale także psychicznej czy ekonomicznej), polityka państwa często okazuje bezradność i opieszałość10.

Warto pamiętać o potrzebie interwencji nie tylko zanim dziecko trafi do pieczy zastępczej czy o pomocy, gdy w niej przebywa, lecz także o wsparciu po opuszczeniu instytucji. Okazuje się, że wychowankowie domów dziecka i rodzin zastępczych napotykają bariery w adaptacji na rynku pracy i w życiu społecznym, a w ich przezwyciężaniu państwo w zasadzie niemal nie pomaga. Pomoc jest jednorazowa, niekompleksowa11. W świetle tego rozpoznania można powiedzieć, że ten segment polityki społecznej państwa, choć tak rzadko omawiany w szerszej debacie publicznej, wymaga szczególnie pilnej i zdecydowanej przebudowy.

Kolejną grupą, której problemy socjalne są sprawą pilną i poważną, a nie doczekały się kompleksowego rozwiązania, są rodziny zajmujące się niesamodzielnymi bliskimi. Bilans działań i zaniechań minionych kadencji nie jest wprawdzie jednoznacznie negatywny, jednak poziom rozwiązania licznych problemów tego środowiska jest dalece niesatysfakcjonujący. Złożyły się na to błędy poprzedniej ekipy rządowej i nieumiejętność prowadzenia konstruktywnego dialogu z protestującymi. Kulminacją rozłożonego w czasie procesu reformowania dotychczasowej polityki wsparcia osób niesamodzielnych były protesty wiosną 2014 roku, najpierw rodzin niepełnosprawnych dzieci w Sejmie, a następnie opiekunów niepełnosprawnych dorosłych. Dzięki tym wydarzeniom tragiczna sytuacja tej dotkniętej przez los grupy ujrzała na moment światło dzienne i ujawniła braki w dotychczasowej polityce społecznej państwa. Jednak zmiany, jakie zaszły od czasu rozpoczęcia okupacyjnego protestu, nadal nie są wystarczające i głębokie. Zwłaszcza tragiczna sytuacja opiekunów niepełnosprawnych dorosłych nie uległa zauważalnej poprawie w ciągu ostatnich lat.

Rodziny z niepełnosprawnymi dziećmi: poprawa zauważalna,
ale nie wielowymiarowa

Zacznijmy jednak od rodziców opiekujących się niepełnosprawnymi dziećmi. W czasie minionej dekady nastąpił znaczny wzrost świadczeń dla tych rodziców, którzy rezygnują z pracy, by oddać się długotrwałej opiece nad dzieckiem. Jeszcze w 2013 roku pobierali oni zaledwie 620 złotych świadczenia pielęgnacyjnego (plus 200 złotych w ramach rządowego programu). Na skutek protestu w 2014 roku wprowadzono jednak stopniowy wzrost kwoty świadczenia do wysokości 1300 złotych netto, co po doliczeniu składek odprowadzanych za rodziców-opiekunów na ubezpieczenie emerytalno-rentowe i zdrowotne można uznać za częściową realizację jednego z głównych punktów dążeń tego środowiska. Domagali się oni właśnie tego, aby sprawowaną przez nich opiekę traktować jako pracę i w związku z tym opłacać ją przynajmniej na poziomie minimalnego wynagrodzenia. Ponadto w 2010 roku zniesiono kryterium dochodowe dla tej grupy – we wcześniejszych latach aby uzyskać świadczenie z tytułu rezygnacji z pracy w związku z opieką, trzeba było jeszcze wykazać odpowiednio niski dochód (ta zasada obecnie obowiązuje, ale w odniesieniu do opieki nad dorosłymi).

Powyższe dane pokazują, że zaszły pozytywne zmiany, jednak nie rozwiązują one problemu. Po pierwsze, nie wszyscy rodzice wychowujący dzieci z niepełnosprawnością (nawet te bardzo niesamodzielne) pobierają świadczenie pielęgnacyjne i mogli skorzystać na jego podniesieniu. Mamy przecież także rodziców niepełnosprawnych dzieci, którzy pracują lub są na emeryturze czy rencie. Ich żadne pozytywne zmiany nie objęły. Po drugie, obok zabezpieczenia bytowego opiekuna, który zrezygnował z pracy, rodziny te często ponoszą dodatkowe koszty związane z rehabilitacją, leczeniem i integracją społeczną swoich niepełnosprawnych pociech. Tymczasem przewidziany w celu złagodzenia tych kosztów zasiłek pielęgnacyjny w wysokości 153 złotych nie został podniesiony od wielu lat, wobec czego coraz słabiej pełni swoją funkcję. Po trzecie, wsparcie pieniężne to nie wszystko, ważne są także instytucje i usługi, dzięki którym możliwe jest włączenie społeczne i rehabilitacja dzieci z niepełnosprawnością, a także uczestnictwo ich opiekunów w społeczeństwie i odnalezienie się na rynku pracy. Jedynie kwestia świadczeń pieniężnych dla rezygnujących z pracy rodziców została niemal załatwiona (choć należałoby pomyśleć o stworzeniu furtki dla dorabiania do świadczenia pielęgnacyjnego, czego obecnie bardzo brakuje). Rodzic nie może nawet zgodnie z prawem wykonać pracy w warunkach umowy o dzieło, co pozwalałoby mu na zachowanie łączności z rynkiem i zmniejszyłoby ryzyko ubóstwa. Aktywność zawodowa w okresie sprawowania opieki ułatwiłaby zapewne także aktywizację zawodową już po jej ustaniu. Kwestia zabezpieczenia bądź reintegracji z rynkiem pracy rodzica po śmierci dziecka-podopiecznego jest nadal nierozwiązana. Sprawia to, że niektóre osoby po kilkudziesięciu latach sprawowania opieki zostają nagle bez środków do życia. Co więcej, dotychczasowe zasady przyznawania zasiłku dla bezrobotnych wykluczały możliwość otrzymania go przez byłego opiekuna, nie spełniał on bowiem kryterium przepracowania przynajmniej 365 dni przez 18 miesięcy do czasu zarejestrowania się jako osoba bezrobotna. Problem ten dotyczy zresztą także opiekunów osób dorosłych.

Reasumując: spośród wskazanych wyżej problemów wiele dopiero czeka na rozwiązanie. Pierwsze zapowiedzi i kroki podejmowane przez nową władzę nie wskazują, żeby sprawy te miały istotną wagę w jej politycznej agendzie. Nie pojawiła się dotąd konkretna zapowiedź zniesienia warunku całkowitej rezygnacji z pracy rodzica ubiegającego się o świadczenie ani inne realne kroki na rzecz godzenia pracy z opieką. Nie ma obietnicy podniesienia zasiłku pielęgnacyjnego, co poprawiłoby sytuację rodzin, które pobierają świadczenie pielęgnacyjne, ale i tych, które nie mogą na to liczyć. Duża część rodzin będzie mogła poprawić swoją sytuację dochodową za sprawą objęcia programem Rodzina 500+: w przypadku dzieci niepełnosprawnych także na pierwsze dziecko można się starać o świadczenie wychowawcze. Jednak wsparcie to przysługuje do czasu przekroczenia przez nie 18. roku życia. Po tym czasie problemy rodzin jednak często nie maleją, a wręcz rosną, tym bardziej, że przestają korzystać z oferty, jaką zapewniał im dotąd system edukacyjny. Istnieje natomiast szansa na wejście w życie zasiłku dla bezrobotnych byłych opiekunów. Zmiana miałaby objąć zarówno byłych opiekunów niepełnosprawnych dzieci, jak i osób dorosłych, jednak tylko o tyle, o ile w okresie bezpośrednio poprzedzającym staranie się o zasiłek pobierali oni świadczenia opiekuńcze. Dla części opiekunów osób dorosłych drzwi do zasiłku dla bezrobotnych będą więc nadal zamknięte.

Głębokie wykluczenie opiekunów niepełnosprawnych osób dorosłych

Dochodzimy tym samym do pokrewnej kwestii – zabezpieczenia potrzeb niepełnosprawnych osób dorosłych, w tym starszych, z czym dotychczas państwo polskie radziło sobie jeszcze gorzej. Jedną z najbardziej pilnych – choć bynajmniej nie jedyną – spraw, na której polegli poprzednicy, jest kwestia świadczeń opiekuńczych dla opiekunów pozostających poza zatrudnieniem w związku z opieką nad bliską osobą niepełnosprawną w stopniu znacznym. Problemy bytowe tej grupy są poniekąd zbliżone do problemów rezygnujących z pracy rodziców niepełnosprawnych dzieci, jednak sytuacja prawno-socjalna opiekunów dorosłych jest jeszcze trudniejsza i bardziej skomplikowana.

Chodzi o dwa problemy: nierówne, niesprawiedliwe traktowanie opiekunów i wykluczenie dużej części z nich. Nierówność polega na tym, że otrzymują oni co najwyżej 520 złotych, a nie 1300, jak w przypadku świadczenia pielęgnacyjnego. Ale i tyle nie jest dostępne wszystkim potrzebującym. Warunkiem otrzymania wsparcia jest bowiem spełnienie kryterium dochodowego, obecnie na poziomie 764 złotych netto na osobę. Przekroczenie progu skutkuje brakiem prawa do świadczeń pieniężnych z tytułu opieki, a także brakiem wypłacania przez organy publiczne składek społecznych i zdrowotnych za opiekuna pozostającego bez zatrudnienia. Część tych osób popada w głębokie wykluczenie pod względem zdrowotnym, socjalnym i zawodowym, a długotrwała, niewspomagana opieka prowadzi z czasem do przemęczenia, wypalenia i izolacji. Istniejące zasady różnicowania sytuacji opiekunów (w której część nie otrzymuje pomocy, część na poziomie 520 złotych, a inni – jeśli podopieczny popadł w niepełnosprawność jeszcze w dzieciństwie – 1300 złotych) zostały zakwestionowane przez Trybunał Konstytucyjny w październiku 2014 roku jako niezgodne z ustawą zasadniczą i wymagające korekty „bez zbędnej zwłoki”. Niestety, mimo przygotowywania i poddawania konsultacjom projektu realizacji wyroku, poprzedni rząd nie doprowadził sprawy do końca, zostawiając w chwili oddawania władzy nierozwiązany problem. Zadanie to spadło na następców, choć pierwsze miesiące nowych rządów nie pokazały, żeby wykonanie orzeczenia Trybunału uznali oni za jeden z priorytetów. Opiekunowie nadal czekają na pomoc.

Spektrum potrzeb, które nie zostały dotąd ujęte w polityce państwa, jest szersze. Wśród ważniejszych wyzwań można wskazać stworzenie możliwości godzenia pracy z opieką, stworzenie centrów wsparcia dziennego dla opiekunów i podopiecznych, dostęp do porad, informacji, szkoleń oraz wsparcia psychologicznego, a także wprowadzenie urlopu wytchnieniowego na czas, kiedy opiekun musi w związku z leczeniem, rehabilitacją czy potrzebą odpoczynku czasowo zostawić swojego podopiecznego pod okiem kogoś innego. Dziś brak takiej możliwości na skalę systemową sprawia, że część opiekunów nie korzysta ze swoich praw do odpoczynku i dbania o zdrowie, co pogłębia ich dramat.

Raczkująca polityka senioralna i opiekuńcza

Wiele osób pozostaje samotnych w obliczu niesamodzielności albo w sytuacji, gdy ich bliscy nie są w stanie się nimi zaopiekować z powodu pracy zawodowej. Z myślą o tych grupach osób „niesamodzielnych”, które nie mają zapewnionej opieki długoterminowej ze strony najbliższych, przygotowany został w Senacie projekt ustawy o pomocy, znany jako tzw. projekt senatora Augustyna. Opiera się on na wprowadzeniu 3-stopniowej skali niesamodzielności, a także instytucji czeku opiekuńczego, który otrzymywałaby, w zależność od stopnia niesamodzielności, osoba niesamodzielna lub jej opiekun. Za jego pomocą można by opłacić usługi opiekuńcze u zakontraktowanych z gminą świadczeniodawców. Czeki te miałyby wynosić od 600 do 1000 złotych miesięcznie. Choć projekt był długo przygotowany, ostatecznie nie uzyskał wystarczającego politycznego poparcia i przepadł.

Jego autorzy w dalszej kolejności proponowali wprowadzenie na wzór Niemiec tzw. społecznego ubezpieczenia pielęgnacyjnego, które pozwalałoby zwiększyć zasoby systemu opieki długoterminowej bez konieczności dynamicznego wzrostu podatków (wcześniej w tym duchu działał zespół ministra Religi). Niestety ten element zakładanej reformy też nie doczekał się realizacji. Wątpliwe, by nowy rząd chciał w najbliższym czasie wrócić do tego tematu. Zwycięska formacja polityczna kwestie opieki senioralnej traktowała bardzo zdawkowo i oględnie, a biorąc pod uwagę koszty, jakie niosłoby przeprowadzenie tego rodzaju reform (choć w przyszłości być może bilans korzyści przeważyłby nad wydatkami), trudno liczyć, że w napiętych ramach budżetowych zaistnieje wola polityczna do wdrażania zmian.

Warto też pamiętać, że reorganizacja i rozbudowa systemu opieki długoterminowej to niejedyne wyzwania stojące przed starzejącym się społeczeństwem. Potrzeba kompleksowej polityki senioralnej integrującej różne obszary działań. W latach 2013–2016 zostały stworzone zręby tej polityki: departament senioralny, rada polityki senioralnej, komisja do spraw osób starszych czy prawne podstawy dla działania rad seniorów w jednostkach samorządowych. Przyjęto także założenia wieloletniej strategii polityki senioralnej i uruchomiono rządowe programy grantowe, wspierające samorządowe i pozarządowe inicjatywy – program ASOS i program dziennych domów Senior-Vigor. To cenne inicjatywy, choć zakres ich oddziaływania w skali kraju jest wciąż ograniczony. Pojawia się pytanie, czy polityka senioralna realizowana głównie przez konkursowe dotacje dla oddolnych inicjatyw to wystarczający mechanizm budowy systemu społecznego przyjaznego seniorom. Czy nie należałoby znacznie wzmocnić i skoordynować polityki publicznej w zakresie twardych instrumentów prawnych i finansowych, które oddziaływałyby na sytuację osób starszych? Trudno powiedzieć, jak postąpi obecna władza, i na ile będziemy mieli do czynienia z kontynuacją, wzmocnieniem i rozszerzeniem zainicjowanej przez poprzedników polityki senioralnej12.

Czego potrzebujemy?

Pobieżny, panoramiczny przegląd wybranych obszarów polityki społecznej pokazał, że wymaga ona zmian i wzmocnienia na wielu polach. Choć 8-letni okres rządów PO-PSL okazał się, wbrew obawom i temu, jak przedstawia go dzisiejsza narracja, czymś więcej niż tylko czasem stagnacji czy kryzysu, a na wielu polach – zwłaszcza polityki rodzinnej – zainicjował pozytywne zmiany i trendy, to nadal istnieją poważne zaniedbania i bariery rozwoju.

Część obszarów nie wymaga radykalnej przebudowy ani tworzenia od nowa, a jedynie instytucjonalnego i finansowego wzmocnienia oraz rozszerzenia lub korekty. Przykładem jest choćby opieka nad dziećmi w wieku żłobkowym i przedszkolnym: warto zwiększyć wsparcie budżetowe dla organizujących ją samorządów oraz dążyć do uczynienia jej prawem tak, jak za poprzedniej kadencji próbowano to zrobić z edukacją przedszkolną. Ważne jest także promowanie roli dostępu do instytucji opieki nad małym dzieckiem w rozwoju jednostki, rodziny i społeczeństwa. Należałoby rozważyć wprowadzenia tzw. kwot dla ojców, zachęcających ich do korzystania z części uprawnień urlopowych po urodzeniu się dziecka.

Z pewnością wzmocnienia finansowego, kadrowego i organizacyjnego wymaga także polityka na rzecz rodzin i mieszkańców w trudnej sytuacji, korzystających z pomocy społecznej lub dotkniętych rozmaitymi dysfunkcjami. W tym celu należałoby upowszechnić rozmaite usługi społeczne: pracę socjalną i działania asystentów rodziny. Należy myśleć także o stworzeniu stabilnych warunków życia rodzin nie tylko poprzez transfery pieniężne, ale także politykę mieszkaniową oraz zmiany na rynku pracy. Wydaje się, że w tych obszarach dotychczas państwo notowało raczej porażki niż sukcesy, nawet gdy decydowało się na interwencję.

Obszarem, który z pewnością wymaga daleko idącej przebudowy, jest polityka wsparcia wychowanków pieczy zastępczej (a także, szerzej, młodych ludzi, zwłaszcza z rodzin dysfunkcyjnych) i rodzin z osobą niesamodzielną. Działania publiczne ostatnich lat, zwłaszcza wobec opiekunów osób dorosłych, pozostawiają wiele do życzenia. Cechowała je koncentracja na selektywnej (dostępnej tylko dla części potrzebujących) redystrybucji świadczeń pieniężnych, przy pominięciu innych form wsparcia o charakterze usługowym czy umożliwiającym godzenie opieki z aktywnością zawodową. Odniesienie się do problemu opiekunów powinno być jednak nie ostatnim, a pierwszym krokiem budowania kompleksowego systemu opieki nad osobami zależnymi, ku czemu naglą postępujące procesy demograficzne.

Formacja rządząca powinna te problemy dostrzegać i potraktować jako jeden z obszarów priorytetowych. Niestety, przedwyborcze zapowiedzi, dokumenty programowe i pierwsze miesiące nowych rządów nie napawają zbytnią nadzieją na sprawne przeprowadzanie zmian. Większość wskazanych wyzwań nie pojawia się w agendzie politycznej rządzących, a jeśli już, to w formie ogólnikowych wzmianek. Inne wymiary polityki rodzinnej, w krajach zachodnich traktowane jako zasadnicze, jak choćby rozwój infrastruktury opiekuńczej, pokazują, że możemy nawet obawiać się regresu. Można też mieć wątpliwość, czy nowa władza trafnie i wnikliwie diagnozuje kluczowe problemy odziedziczonej polityki społecznej i jej ogólny stan. Wbrew pozorom nie trzeba tej polityki dźwigać z ruin i budować od podstaw (poza wybranymi segmentami), wystarczy korygować, rozwijać i wzmacniać to, co poprzednicy już zainicjowali.

Przypisy:

  1. Por. D. Schraad-Tischler, Social justice index in the EU – Index Report 2015, Bertelsmann Stiftung, 2015, s. 9.
  2. Ibidem, s. 17.
  3. Główny Urząd Statystyczny, Ubóstwo w Polsce w latach 2013 i 2014, Warszawa 2015.
  4. M. Polakowski, D. Szelewa, Polityka społeczna koalicji PO-PSL. Warszawskie debaty o polityce społecznej, Warszawa 2015, s. 15.
  5. Program Rodzinny Prezydenta RP. Dobry klimat dla rodziny – efekty i wnioski (prezentacja), 2015, http://www.prezydent.pl/archiwum-bronislawa-komorowskiego/dla-rodziny/wydarzenia/art,38,mamy-coraz-lepszy-klimat-dla-rodziny-potrzebne-dalsze-dzialania.html (29.04.2016).
  6. https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/praca/nik-o-aktywnosci-osrodkow-pomocy-spolecznej.html (29.04.2016).
  7. https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-pomocy-rodzinom-zagrozonym-odebraniem-dzieci.html (29.04.2016).
  8. https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-asystentach-rodziny.html (29.04.2016).
  9. https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-pomocy-rodzinom-zagrozonym-odebraniem-dzieci.html (29.04.2016).
  10. https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-pomocy-osobom-dotknietym-przemoca-w-rodzinie.html (29.04.2016).
  11. https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-usamodzielnianiu-dzieci-z-rodzin-zastepczych-i-domow-dziecka.html (29.04.2016).
  12. O bilansie dotychczasowej polityki senioralnej i prognozach na kolejne latach można przeczytać w drugim numerze czasopisma „Polityka senioralna” 2015, nr 1(2), zwłaszcza w artykule: R. Bakalarczyk, P. Wiśniewski, Polityka senioralna bilans kadencji 2011–2015 i R. Bakalarczyk, PiS i seniorzy. Czego można się spodziewać po partii rządzącej?.

Rafał Bakalarczyk

(ur. 1986) – absolwent polityki społecznej na Uniwersytecie Warszawskim i socjologii politycznej w Högskolan Dalarna (Szwecja); od 2010 r. doktorant na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW. Interesuje się szeroko rozumianą polityką społeczną, zwłaszcza problemami opieki, edukacją, skandynawskim modelem dobrobytu oraz mechanizmami dialogu społecznego. Publikował m.in. w „Głosie Nauczycielskim”, „Dziś” i „Przeglądzie”. Współautor książki „Jaka Polska 2030?”, wydanej przez Ośrodek Myśli Społecznej im. Ferdynanda Lassalle’a, z którym stale współpracuje. Zwolennik współdziałania i wymiany doświadczeń między różnymi środowiskami prospołecznymi. Bliski jest mu duch książek Żeromskiego, zwłaszcza postać Szymona Gajowca z „Przedwiośnia”. Stały współpracownik „Nowego Obywatela”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>