Audiowizualny prozak, czyli o prawdziwej i nieprawdziwej Polsce

Kilka tygodni temu poszliśmy z żoną na obiad do lokalu w centrum Lublina. Rozmawialiśmy o książce poświęconej Zdzisławowi i Tomaszowi Beksińskim, gdy moja małżonka wypatrzyła człowieka siedzącego na schodach przed sklepem spożywczym. – Zobacz, on prosi o jedzenie, a ludzie mijają go obojętnie – powiedziała. Wstałem, podszedłem do tego człowieka i zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, usłyszałem prośbę, bym kupił mu coś do chleba. Bochenek ściskał mocno w dłoniach. Wszedłem do sklepu, kupiłem kilka rzeczy. Gdy przekazywałem mu reklamówkę z zakupami, powiedział tylko jedno zdanie: Byłem głodny, a daliście mi jeść.

Opisywany człowiek nie wyglądał na bezdomnego z wieloletnim stażem. Był ogolony, schludnie, choć skromnie ubrany. Na ulicę trafić musiał niedawno. Nie opisuję tej sytuacji, by pochwalić się dobrym uczynkiem. Dla mnie ta pomoc znaczyła niewiele i nie obciążyła nadmiernie mojego budżetu. Gdy jednak zobaczyłem szczere łzy w jego oczach, sam niemal się rozpłakałem.

Niedawno Krzysztof Wołodźko opublikował na tych łamach poruszający felieton pt. „Czyste ręce, brudne paznokcie”. Traktuje o tej Polsce, którą widać doskonale, pod warunkiem, że chce się ją dostrzec. Zupełnie jak w opisanej przeze mnie sytuacji. Proszącego człowieka minęło kilka osób. Wszyscy udawali, że go nie ma.

Kilka dni temu mój szef opublikował na Twitterze zdjęcie z RPA. Zostało zrobione z lotu ptaka. Widać na nim po lewej stronie dzielnice bogatych i klasy średniej, a po prawej slumsy, w których zamieszkuje biedota. Bardzo sugestywna fotografia wywołała reakcję użytkowników serwisu społecznościowego. „To jest podział na nierobów i nieuków oraz na przedsiębiorczych i zaradnych” – pisał jeden. „Nawet gdyby dać im te osiedla po lewej i kilkaset miliardów w gotówce, to za 5 lat lewa strona będzie wyglądać jak prawa” – dodał drugi.

Znieczulica – można by powiedzieć. Do tego podszyta głupotą i neoliberalnymi bajkami o tym, że obie strony na starcie miały takie same szanse, przy czym jedna je wykorzystała i żyje w dobrobycie, a drugiej nie chciało się pracować i mieszka w slumsach. W tej narracji nie ma słowa o tym, że 1 na 5 osób w tzw. krajach rozwijających żyje za 1,25 dolara dziennie, a 836 milionów egzystuje w skrajnym ubóstwie. Nie ma też zdania o dysproporcjach płacowych, nierównym dostępie od edukacji itp.

Jasne, jest różnica między komentowaniem zdjęć w Internecie a odmówieniem pomocy człowiekowi proszącemu o coś do jedzenia. Nie pomylę się znacznie, gdy napiszę, że z pierwszej postawy łatwo może zrodzić się druga. Skoro bowiem traktujemy ludzi biednych jako nieudaczników, a samych siebie uważamy za zaradnych, już tylko krok dzieli nas od pogardy i braku współczucia.

Jest jeszcze jedna ludzka skłonność. Nie lubimy (i nie chcemy) patrzeć na biedę, cierpienie, zło, wyzysk, starość, choroby, śmierć. Często udajemy, że ich nie widzimy, bo psują nasze dobre samopoczucie. Najchętniej zamieszkalibyśmy w huxleyowskim nowym wspaniałym świecie, gdzie słabości zostały wyeliminowane.

Z klipów nakręconych z pokładów dronów, ukazujących Polskę, wyłaniają się czerniące się autostrady i ekspresówki, okazałe warszawskie drapacze chmur, pięknie oświetlone zabytki. Niebo jest zawsze niebieskie, trawa soczyście zielona, a kłosy zbóż złote. Jak w telewizyjnej reklamie. Widać same pozytywy i żadnych negatywów. Ten sielankowy obraz jest fałszywy. To taki audiowizualny prozak.

Wystarczy minimalna dawka dobrej woli, by zobaczyć prawdziwą Polskę. Dość powiedzieć, że potrzeba tylko sięgnąć wzrokiem ponad czubek własnego nosa lub ekran smartfona. Co wtedy ujrzymy?

Mieszkam na peryferiach Lublina. W mojej dzielnicy znajdują się bloki spółdzielcze, komunalne, deweloperskie i TBS-y. Niezły przekrój polskiego budownictwa mieszkaniowego. Osiedle jest stosunkowo młode, a jego gwałtowny rozwój nastąpił w ostatniej dekadzie. Dlatego nie widać tu zbyt wielu oznak biedy. Z drugiej strony nie ma też grodzonych apartamentowców i wylewającego się bogactwa. Ot, rodzima średnia. Gdy wsiądzie się do autobusu komunikacji miejskiej, po zaledwie kilku minutach następuje subtelna zmiana krajobrazu. W sąsiedniej, dużo starszej dzielnicy dostrzec można więcej ludzi w podeszłym wieku. Młodsi są skromniej ubrani niż ci spotykani w reprezentacyjnych punktach miasta. Nie, nie wjeżdża się do slumsów. To kolejne zwyczajne blokowisko, ale z nieco inną strukturą mieszkańców.

Kilka razy w roku bywam w Poznaniu. Wtedy jeszcze bardziej uderza mnie kontrast. W stolicy Wielkopolski widzę więcej ludzi w markowych i droższych ubraniach, modnie uczesanych, dzierżących w dłoniach flagowe smartfony. Lublin wydaje się w tym zestawieniu smutniejszy i po prostu biedniejszy. Nie mówiąc o Polsce powiatowej i roztoczańskiej wsi, którą odwiedzam przynajmniej raz w miesiącu.

Skoro z perspektywy komunikacji miejskiej można dostrzec tego typu drobne niuanse, naprawdę niewiele trzeba, by zobaczyć prawdziwą biedę. Ludzi liczących grosze wysupłane z kieszeni, ubogie zakupy na taśmach kasowych w supermarketach, spraną odzież z second handów. Przecież w tak wielu rodzinach są osoby pracujące za niewiele ponad tysiąc złotych i na śmieciówkach. Ich nie pociesza informacja, że stopa bezrobocia w Polsce wyniosła pod koniec lipca 8,6 proc. i jest najniższa od 25 lat. System wypluł ich, bo choć zarabiają grosze, jednak zarabiają.

Na wspomnianą roztoczańską wieś docieram najczęściej czymś w rodzaju marszrutki: starym busem ze zużytymi amortyzatorami i po drogach, które nie widziały remontu od dziesięcioleci. To też jest ta Polska, która nijak ma się do przesaturowanej scenerii ze stołecznym „city” w tle.

Patrząc na zdjęcie z RPA można zobaczyć niesprawiedliwość społeczną i rozwarstwienie lub podział na przedsiębiorczych i nierobów. W człowieku proszącym o jedzenie można dostrzec osobę skrzywdzoną przez los lub niezaradnego frajera. Wszystko jest kwestią wyboru.

Rafał Gdak

(ur. 1978) – publicysta zafascynowany historią, nowymi technologiami, astronomią i fizyką kwantową. Nawrócony z liberalizmu lewicowiec. Mieszka w Lublinie.

10 odpowiedzi na „Audiowizualny prozak, czyli o prawdziwej i nieprawdziwej Polsce

  1. ort. pisze:

    Wszystko ładnie pięknie, lecz autor tego tekstu chyba zdaje się ulegać pewnemu stereotypowi, dość rozpowszechnionemu a przede wszystkim usilnie lansowanemu, wedle którego (mówiąc hasłowo) „Poznań to Polska bogata” a „Lublin to Polska biedna”. Nie daj się człowieku nabierać. Niczego takiego nie ma. Wszędzie w Polsce żyje się z grubsza tak samo, wszędzie ludzie mają te same sprawy i te same problemy. Akurat pod tym względem Polska jest krajem zasadniczo jednolitym. Natomiast liberalizm (jak każda ideologia zła) usilnie próbuje od 25 lat stworzyć wszelkie możliwe różnice, wot proste – dziel i rządź (póki co szczęśliwie bez większego rezultatu). Co do tych modnych fryzur czy markowych ubrań. Bardzo często są one świadectwem zakompleksienia, ludzie mali i marni chcą sobie tym po prostu podwyższyć wartość (czasami ukryć swe ubóstwo). A poza tym czy każdemu musi się podobać aktualnie „modne” uczesanie? (Nawiasem mówiąc znam trochę Poznańskie, między innymi ze względów kuzynowskich, choć nie tylko, i z mych obserwacji wynika, że tam jest całkiem sporo wszelkiej maści zakompleksieńców, na pewno więcej niż w historycznie Rosyjskiej Polsce, tj. Warszawie, Łodzi, Kielcach, Lublinie czy Białymstoku).

    • Rafał Gdak pisze:

      Daleki jest jestem od ulegania stereotypom. Opisuję swoje odczucia, które zresztą są zgodne z obserwacjami niektórych moich znajomych. Oczywiście nie mam zamiaru na ich podstawie stawiać jakiejś diagnozy społecznej. W tekście napisałem o NIUANSACH i tak należy traktować ten fragment felietonu.

    • Kubanek pisze:

      Lublin czy Kielce nie jest Rosyjską Polską, ale Habsburską. To dawna Galicja Zachodnia, Lublin był chyba nawet jej stolicą, po 1795 roku, jak dobrze pamiętam. To Napoleon, sprzedał nas Rosji, z wiadomymi dla nas potem skutkami. Ja do dziś, jako Lublinian, czuje się „środkowoeuropejczykiem” aniżeli Eurazjatą.

  2. wadera pisze:

    Dziękuję za bardzo dobry tekst. Lubimy myśleć o sobie jako o ludziach, którzy wszystko sobie samym zawdzięczają, co zwykle nie jest prawdą. Ile osób tzw. klasy średniej pochodzi z domów, które jesli nawet nie były zasobne to dawały kapitał.w formie poczucia akceptacji, bezpieczeństwa, dbałości o wykształcenie dziecka. Myślę, że zdecydowana większość. Wykształcenie, dobra praca, stabilizacja- czy to na pewno wyłącznie nasza zasługa? Nie sądzę, ale takie myślenie zapewnia poczucie bezpieczeństwa i , niestety, wyższości. Dziękuję za mądry tekst i wrażliwość, może da niektórym do myślenia.

  3. ort. pisze:

    @wadera 14-09-2016 15:17. Z tego co widzę mówisz o czymś definiowanym jako kapitał kulturowy. Ale to tylko teoria. W praktyce kapitał kulturowy nie ma większego znaczenia, a przynajmniej w Polsce, gdzie liczą się WYŁĄCZNIE znajomości i układy (najróżniejszego i przeróżniejszego typu; część z was pewnie nie zdaje sobie nawet sprawy jakich płaszczyzn mogą one czasami dotyczyć). Chyba że znajomości i układy, czyli podstawa wszelkiej patologii, zaliczać się mają do owego kapitału kulturowego (spotkałem się i z takimi poglądami; wtedy oczywiście zgoda). To znajomościom i układom tzw. klasa średnia (nie mówiąc już o czymś niby wyższym) zawdzięcza swą tzw. pozycję.

    • Kubanek pisze:

      W Polsce nie ma klasy średniej.

    • Niktwazny pisze:

      znajomości są formą kapitału kulturowego lub jego owocem , w końcu dresiarz nie będzie miał dojścia do czołowego reżysera filmowego , co innego syn znanego aktora . tak samo osoba z rodziny adwokackiej szybciej dostanie się na aplikację niż absolwent o pochodzniu chłopskim który musiał dorabiać wieczorami w McDonalds żeby skończyć studia , nie mówiąc o rodzinach lekarskich itd.

  4. adamovski pisze:

    Kiedys (pare lat temu) czeklem na dworcu autobusowym w Hadze (Holandia) na przyjazd autobusu z Polski. (Wiele takich autobusow kursuje miedzy PL a miejscami gdzie jest potrzebna tania sila robocza, swiadczone przez zdesperowane ofiary skucesu gospodrczego III RP). Na tym dworcu na lawce siedzial bezdomny i bezrobotny Polak, ktory zapytal sie lamana angielszczyzna mlodego Holendra (wygl. na studenta) czy ten nie slyszal o jakiejs pracy. Studentowi zal sie zrobilo naszego rodaka, ktory mimo ze glodny i bezdomny nie prosil o pieniadze czy pomoc a o prace. By podtrzymac rozmowe zapytal sie jak ciezko jest teraz zyc w Polsce i czy bardzo ciezko jest znalesc prace w PL ? I wtegy nasz rodak zaszokowal wszystkich ludzi w poczkalni. Z rozognionymi oczyma zaczal opowiadac jak Polska osiagnela wielki sukces gopodarczy, jak rosnie PKB i produkcja, jak to Polskie produkty zalewaja Europe a Polskie firmy rosna i opracowoja nowoczesne produkty i trchnologie…. Gdyby tam pojawilo sie UFO to nie zdiwilo by bardziej czekajacych tam ludzi… A dla mnie byl to taki moment w ktorym juz nie da sie dalej udawac ze wszystko jest super, i dalo mi to duzo do myslenia. Staram sie nie skonczyc tak jak ten biedny czlowiek ktoremu jedyne co zostalo to wiara w wielki i niekonczacy sie sukces spoleczenstwa III RP….

  5. Kubanek pisze:

    A król Zulusów powiedział wprost. Za apartheidu, był bardziej szanowany niż za Mandeli i całej tej komuszej, rasistowskiej zgraji.
    RPA to najlepszy przykład, jak odejście od zasad korporacjonizmu, ku komunistycznej utopii „równości” się kończy. Największymi ofiarami reżimu post-mandelowskiego stali się rodowici czarni mieszkańcy RPA. Ciekaw jestem kiedy czarni zaczną krzyczeć „apartheid wróc”.

  6. Kubanek pisze:

    Jako mieszkaniec Lublina, napiszę tylko tyle. Lublin podobnie jak cała Polska Wschodnia, stała się ofiarą ostatnich 25 lat, bardziej niż reszta. Między innymi, dzięki niewolni unijnej, która oderwała Polskę Wschodnią od swoich wschodnich, naturalnych partnerów. Unijni debile mówią „macie otwarte granice, możecie jeździć gdzie chcecie”. Skoro tak, to dlaczego nie mogę ot tak po prostu pojechać na Białoruś i nie rozpocząć handlu z Białorusinami, tak jak to było w latach 90-ych? Dlaczego Ukraińcy muszą cały czas płacić za jakieś durne wizy do „unijnego raju”, podobnie jak Rosjanie z Królewca?
    Polska Wschodnia ma tylko jedną, zasadniczą zaletę – nie jest Polską A, zapatrzoną w Zachód, UE i cały ten syf, który jest tam. Powinniśmy się otworzyć na świat, a nie na unijny zaścianek, gdzie i tak nikt nas nie chce i nie szanuje.
    Lublin, w obecnych realiach może rozwijać się co najwyżej, na bazie centrów BPO, jak to sie ładnie call-centery nazywa czy na bazie montowni zagranicznych, których i tak nikt nie będzie tu budował, skoro na Ukrainie są jeszcze niższe koszta płacy.
    To, że ktos dopiero pomyślał, o tym, że Polska to nie tylko Warszawa, Kraków, Wrocław czy Gdańsk to dobrze, bo dzięki UE i pseudo reformom gospodarczym, cała Polska B by się dawno wyludniła. Komu się chce wyjeżdżać do Warszawy jak może zagranicę?
    Wiem jak wygląda lubelska prowincja i prowincja generalnie. Bez odejście o liberalizmu oraz wyjścia z UE, która bardziej nas zniewala i gniecie, niż daje możliwości rozwoju, nic się nie zmieni. A moim zdaniem to się nie zmieni, Polska Wschodnia będzie wiecznie zadupiem, tak jak Polska będzie zadupiem Europy, która to Europa staje się już zadupiem świata.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>