Dzień kolejarza

Jeśli dziś piątek, to jedzie pociąg. Do kolejnych miejsc w Polsce kolej dociera – jak na Dzikim Zachodzie – tylko co kilka dni.

W Sandomierzu nie należy spóźniać się na dworzec kolejowy. Kto bowiem nie zdąży na pociąg TLK „Banach” odjeżdżający do Warszawy w niedzielę o godz. 16.56, ten na następne połączenie będzie musiał czekać… siedem dni. Sandomierz jest bowiem obsługiwany przez zaledwie dwa pociągi tygodniowo: w piątki zatrzymuje się tu pociąg TLK „Banach” w drodze z Warszawy do Przemyśla, który następnie w niedziele wraca do stolicy. Przez pozostałych pięć dni tygodnia na sandomierskiej stacji nie pojawia się żaden pociąg pasażerski.

– Jak ludzie mają przekonać się do kolei, która, zamiast pociągów jeżdżących siedem razy dziennie, oferuje pociąg kursujący raz w tygodniu? – mówi Stanisław Biega z Centrum Zrównoważonego Transportu. – Taka kolej nie wozi ludzi, a jednocześnie dużo kosztuje, bo koszty stałe rozkładają się na skrajnie małą liczbę pociągów.

Niecodzienny pociąg

Przez większość tygodnia nie da się też dojechać koleją do Sanoka i Zagórza. Połączenia Przewozów Regionalnych do tych miast realizowane są od piątku do niedzieli, pociągi PKP Intercity docierają tu natomiast tylko w soboty i niedziele. – Mamy w Polsce do czynienia z pogłębianiem się problemu kolei-alibi – ocenia Biega, mówiąc o zjawisku, gdy kolej nie zaspokaja nawet podstawowych potrzeb dojazdu do szkoły i pracy. – Kiedyś pojęciem tym określano pociąg jeżdżący raz dziennie, teraz na kolejnych liniach pociągi kursują jeden, dwa razy na tydzień.

Z początkiem kwietnia 2016 r. po dziesięcioletniej przerwie reaktywowano ruch pociągów do stacji Gorlice: połączenia między Rzeszowem a Gorlicami funkcjonują tylko w wybrane dni tygodnia, i to jedynie w roku akademickim. Tak więc ostatni pociąg pasażerski opuścił stację Gorlice 26 czerwca 2016 r., a następny przyjedzie tu dopiero 2 października 2016 r. – Lepiej żeby pociąg kursował dwa razy w tygodniu niż wcale – podkreśla Marcin Kreis z inicjatywy „Reaktywacja pociągów Kraków – Gorlice”. I dodaje: – Jeśli połączenie weekendowe okaże się sukcesem, może to być argument do rozwijania oferty na pozostałe dni tygodnia.

Kolejna reaktywacja – po aż 16 latach braku połączeń – miała miejsce na początku wakacji 2016 r., gdy powróciły pociągi na linię Białystok – Waliły. Terminy kursowania? Soboty i niedziele od 2 lipca do 9 października 2016 r.

Również nie każdego dnia pociągi pojawiają się w Miliczu. Przebiegająca przez to miasto 46-kilometrowa linia Grabowno Wielkie – Krotoszyn, która stanowi jeden z trzech ciągów łączących Dolny Śląsk i Wielkopolskę, jest obsługiwana wyłącznie od piątku do niedzieli. Wtedy raz dziennie linię przemierza pociąg jadący z Wrocławia do Krotoszyna i z powrotem. W pozostałe dni na linii brak jest ruchu pasażerskiego.

Dolina niskiej prędkości

Tylko przez trzy dni w tygodniu pociągi pasażerskie docierają do Lwówka Śląskiego. W piątkowy wieczór w tym mieście melduje się pociąg „Dolina Bobru” relacji Wrocław Główny – Jelenia Góra. W soboty i niedziele uruchamiane jest jedno dziennie połączenie z Jeleniej Góry do Lwówka Śląskiego i z powrotem, dodatkowo w niedzielny wieczór pociąg „Dolina Bobru” wraca z Jeleniej Góry do Wrocławia. Od poniedziałku do czwartku do Lwówka Śląskiego i innych miejscowości leżących na linii Zebrzydowa – Jelenia Góra nie da się dotrzeć pociągiem. – To przez fatalną prędkość nie sposób tu stworzyć dobrej oferty dla pasażerów – tłumaczy Piotr Rachwalski, prezes Kolei Dolnośląskich.

W ostatnich latach PKP Polskie Linie Kolejowe stopniowo obniżały prędkość obowiązującą na 61-kilometrowej linii Zebrzydowa – Jelenia Góra: najpierw z 50 km/h do 30 km/h, następnie w grudniu 2014 r. do 20 km/h. Ponadto na trzech odcinkach linii, liczących w sumie 13,5 km, spółka PKP PLK ostatnio wprowadziła ograniczenie prędkości do zaledwie 10 km/h.

W XXI wieku, w Europie taka prędkość jest nie do zaakceptowania dla codziennych dojazdów do pracy i szkoły – mówi szef Kolei Dolnośląskich. – Aby móc rzucić rękawicę drogowej konkurencji, musielibyśmy zaoferować czas jazdy z Lwówka Śląskiego do Jeleniej Góry nieprzekraczający godziny, czyli dwa razy krótszy niż obecnie.
W tym rejonie spółka ogranicza się więc do uruchamiania połączeń jedynie z myślą o turystach i osobach w tygodniu studiujących czy pracujących we Wrocławiu, do domów wracających tylko na weekendy.
Chcielibyśmy uruchamiać minimum trzy, cztery pary pociągów codziennie, ale prędkość na szlaku musi wzrosnąć przynajmniej do 40-50km/h. Wówczas jednym składem bylibyśmy w stanie zapewnić minimalny standard obsługi powiatu lwóweckiego – mówi Piotr Rachwalski.

Strategicznie co kilka dni

Problem nieregularnych połączeń dotknął też relacje międzynarodowe. 17 czerwca 2016 r. z pompą zainaugurowano kursowanie pociągów łączących Polskę i Litwę. Szynobusy relacji Białystok – Kowno kursują wybudowaną w ramach unijnego projektu Rail Baltica 123-kilometrową linią normalnotorową od stacji Šeštokai w pobliżu granicy z Polską do Kowna (pozostała część sieci kolejowej w Litwie jest szerokotorowa).

Uruchomienie pociągów z Białegostoku do Kowna to bardzo ważny etap w budowaniu dobrych sąsiedzkich relacji – mówił Krzysztof Mamiński, prezes spółki Przewozy Regionalne. Wtórował mu Stasys Dailydka, szef litewskich kolei Lietuvos Geležinkelai: – Wznowione połączenie między naszymi krajami jest ważnym krokiem strategicznym dla obu stron. To ważne porozumienie stworzy dla naszych pasażerów możliwość szybkiego i wygodnego dotarcia pociągiem do Europy.

Problem w tym, że to strategiczne połączenie realizowane jest tylko w niektóre dni tygodnia. Z Białegostoku do Kowna pociągi kursują w piątki, soboty i niedziele, natomiast z Kowna do Białegostoku w soboty, niedziele i poniedziałki. W pozostałe dni granicy polsko-litewskiej koleją nie da się pokonać.

Karol Trammer

Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn” (nr 5/85 wrzesień-październik 2016)
www.zbs.net.pl

4 odpowiedzi na „Dzień kolejarza

  1. magdag pisze:

    Ktoś kiedyś wpadł na pomysł, że pociągi muszą przynosić zyski. I zaczęło się lawinowe cięcie. Nikt nie liczy kosztów społecznych. Kosztów braku dostępu do infrastruktury. A to jest między innymi bezrobocie, brak perspektyw edukacyjnych itd…
    Infrastruktura to jedna z pierwszych rzeczy, które powinna objąć „dobra zmiana”. Ale niestety…
    obok braku połączeń
    małych prędkości
    należy dodać ciągłe zmiany rozkładów jazdy (kilka razy w roku)- jak u licha planować robotę, kiedy ciągle zmieniają się warunki dojazdu do zakładu, firmy, szkoły?
    i wiele wiele innych problemów, których nikt nie chce nawet dostrzec.

  2. ort. pisze:

    Jeśli chodzi o Sandomierz sytuacja jest moim zdaniem dość prosta. Może więc tak trochę historycznie (zwł. że historia stanowi podstawę wszystkiego, bez względu czy się to podoba czy nie podoba ekonomistom, na ogół zresztą wyjątkowym wręcz analfabetom historycznym). Otóż stacja Sandomierz leży jak wiadomo przy linii kolejowej ze Skarżyska-Kamiennej do Stalowej Woli Rozwadowa (tak była ona rozpisywana w tabelach rozkładowych, formalnie jest to na odcinku do Sandomierza fragment linii 25 Łódź-Dębica). Szlakiem tym przez długie, długie, bardzo długie dziesiątki lat, od II RP poprzez GG i PRL po III RP, chodziły pociągi dalekobieżne w przeróżnych relacjach. Podstawowe z nich to przed wojną Warszawa-Skarżysko-Lwów lub Łódź-Skarżysko-Lwów, po wojnie zastąpione przez Warszawa-Skarżysko-Przemyśl lub Warszawa-Skarżysko-Zagórz czy Łódź-Skarżysko-Zagórz. Tak na tej linii było zawsze. Jeszcze w końcu lat 90., a być może nawet w połowie lat tzw. dwutysięcznych, chodziły tędy San i Solina (Warszawa-Przemyśl) a także oba Zagórze (warszawski i łódzki). Czasami relacje te były dokądś wydłużane (np. Zagórz łódzki w okresie wakacyjnym lat 90. przez Bydgoszcz do Gdyni). Bardzo często wracałem tymi pociągami z Warszawy, zaś Sanem (startującym z Centralnego o 16.05, czyli godzinę po Wiśle Warszawa-Radom-Skarżysko-Kielce-Kraków 15.05 a zarazem godzinę przed Nidą Gdynia-Warszawa-Radom-Skarżysko-Kielce 17.05) nawet przez jakiś czas codziennie i muszę powiedzieć, że zawsze i w obu kierunkach miały one dużą frekwencję (Zagórz łódzki już oczywiście znacznie mniejszą, choć też całkiem pusty nie chodził). Tak że zupełnie tu odpada ulubiony argument ekonomistów (czyli brak popytu i takie tam). Rzecz jasna w sytuacji obecnej, tj. po celowym zamordowaniu przez liberałów wielu linii kolejowych, w tym także niektórych głównych, ot jak wspomniana wyżej, będąca w istotnie najkrótszym i najsprawniejszym połączeniem Rzeszowa z Warszawą, gdy miejsce pociągów zajęło busiarstwo czy pekaes (np. pekaesów z Ostrowca do Warszawy jest jakieś dobre kilkanaście na dzień, jeśli nie więcej), musiałoby pewnie upłynąć trochę czasu, by potencjalni pasażerowie wrócili na kolej. Ale jednocześnie wiele osób narzeka na brak pociągów. Będąc latem w Ostrowcu spotkałem przed budynkiem tamtejszego dworca PKP dwoje ludzi bezskutecznie szukających na wywieszonym na drzwiach rozkładzie wczesnoporannego Zagórza do Warszawy. Dziwili się oni, że go nie ma (a przecież przez Ostrowiec i Starachowice jeździł zawsze i od zawsze). Co więc stoi na przeszkodzie przywrócić stan jeszcze choćby tylko sprzed jakichś 15-20 laty?

  3. ort. pisze:

    Może jeszcze jedna uwaga odnośnie Sandomierza, z tym że w odróżnieniu od 20-09-2016 12:09 dotycząca pociągów nie pospiesznych (różne Sany, Soliny, Zagórze itp.) lecz osobowych. Otóż kiedyś, i znów – zawsze, chodziły one na tej linii (LK 25, Tab. 115) zasadniczo w relacji Skarżysko-Kamienna–Stalowa Wola Rozwadów. Owszem, część kończyła bieg już w Ostrowcu (lub na stacji Bodzechów, czyli takim przedłużeniu Ostrowca w kierunku wsch.), ale relacją podstawą była Skarżysko–Rozwadów. Dziś o niczym takim zdaje się w ogóle nie może być mowy, a to dlatego, że Stalówka… leży w innym województwie. Dziwne, bo zawsze leżała w innym (przed 1999 tarnobrzeskie, wcześniej rzeszowskie, a w II RP lwowskie) i jakoś nigdy to nikomu nie zawadzało (bo niby co podział administracyjny może mieć wspólnego z koleją?). Okazuje się jednak, że od jakichś 10-15 lat jest to przeszkoda absolutnie niemożliwa do pokonania. Z tego co wiem podobnie wygląda w całym kraju na stylu województw (ups, sorry, na styku regionów).

    • ort. pisze:

      Errata: Owszem, część kończyła bieg już w Ostrowcu (wzg. na stacji Bodzechów, czyli takim przedłużeniu Ostrowca w kierunku wsch.) lub w Sandomierzu, ale relacją podstawą była Skarżysko–Rozwadów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>