Nie przepiliśmy socjalu

Nie przepiliśmy socjalu

Po roku funkcjonowania programu 500 Plus okazuje się, że obawy i podszyte pogardą podejrzenia dotyczące rzekomego „przepicia” przez beneficjentów środków przeznaczonych na wychowanie dzieci nie sprawdziły się.

Krótko przed jego startem, w sondażu zrobionym na zlecenie DGP, 12 proc. ankietowanych twierdziło, że pieniądze na wsparcie dzieci w rzeczywistości zostaną wydane na używki. Również część zwolenników pomocy nie oparła się stereotypom. Przykładem jest opinia Ministerstwa Sprawiedliwości do projektu ustawy o pomocy w wychowywaniu dzieci. Co prawda autorzy nie pisali wprost o przepijaniu 500 plus, ale wyraźnie zasugerowali, że nie ufają beneficjentom programu, proponując przekazywanie pieniędzy na konta, do których przypisane byłyby specjalne karty płatnicze – lub wydanie im bonów, za pomocą których można by płacić tylko za poszczególne towary, najczęściej spożywcze.

W podsumowaniu sporządzonym przez portal forsal.pl pojawiają się twarde dane dotyczące sprzedaży i spożycia alkoholu na polskim rynku. Wzrost odbioru wódki przez sklepy z hurtowni przez trzy kwartały, począwszy od drugiego kwartału 2016 r. (czyli w czasie, gdy program już działał), wynosił tylko 2 proc. To zatem wzrost minimalny, który można równie dobrze przypisać poprawie sytuacji na rynku pracy, która podniosła za sobą podwyżki pensji.

Zbierane przez GUS informacje o wielkości dostaw idą w parze z danymi Ministerstwa Finansów o wpływach z akcyzy od lżejszych alkoholi. To specyficzny podatek, pobierany od ilości sprzedanego towaru, a nie od jego ceny. Można na jego podstawie wnioskować, ile danego towaru było w obrocie. W przypadku wina budżet dostał z akcyzy o około 6 proc. mniej niż rok wcześniej. Akcyza piwna dała tylko o 1 proc. więcej.

„Może rzeczywiście jest tak, że ludzie dostając pieniądze na dzieci, kierują się przede wszystkim dobrem dzieci. Chyba nie docenialiśmy poczucia odpowiedzialności rodziców i czegoś, co nazywam egoistycznym altruizmem rodziców. Chodzi o to, że rodzice z tych pieniędzy zaspokajają swoje potrzeby – ale takie, dzięki zaspokojeniu których i dzieciom będzie żyło się lepiej” – mówi Ryszard Szarfenberg, ekspert od polityki społecznej, badacz wpływu transferów pieniężnych na społeczeństwo i gospodarkę.

Brakuje jakichkolwiek dowodów na to, że biedni biegną po wódkę do sklepu, kiedy tylko dostaną pieniądze do ręki. Świadczą o tym chociażby badania prowadzone w krajach, których rządy wprowadziły wielkie programy społeczne, jak brazylijska Bolsa Familia, meksykańskie Oportunidades, ekwadorskie Bono de Desarrollo Humano czy peruwiańskie Juntos. zostały one zgromadzone i przeanalizowane przez dwójkę ekonomistów: Davida Evansa z Banku Światowego oraz Annę Popovą z Uniwersytetu Stanfordzkiego.

Łącznie autorzy wzięli na warsztat 19 artykułów naukowych powstałych na podstawie badań przeprowadzonych w 10 krajach i zawierających 44 różne analizy tego, na co przeznaczane są pieniądze z zasiłków. Okazało się, że w 82 proc. przypadków środki te nie powodowały wzrostu wydatków na alkohol lub tytoń; w przypadku pozostałych wydatki wzrosły, ale na tyle nieznacznie, że efekt ten został uznany za statystycznie nieznaczący. Co więcej, wniosek ten jest prawdziwy bez względu na to, w jakiej części świata zostało przeprowadzone badanie – Ameryce Łacińskiej, Azji czy Afryce, a także zarówno w odniesieniu do zasiłków przyznawanych bezwarunkowo, jak i warunkowo (na konkretny cel lub po spełnieniu pewnych kryteriów). „Dowody wskazują, że transfery pieniężne nie są w znaczącym stopniu przeznaczane na alkohol czy tytoń” – brzmi konkluzja autorów.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Kupujemy jak szaleni

Kupujemy jak szaleni

W styczniu i lutym br. do budżetu z tytułu VAT wpłynęło o 40 proc. więcej pieniędzy niż rok temu. Na taki rezultat wpływ miały m.in. przyspieszone zwroty podatku w grudniu i wprowadzenie programu 500+.

Jak zauważa portal Puls Biznesu, w styczniu dzięki podatkowi od towarów i usług budżet wzbogacił się o 22 mld (wzrost o 25 proc.). Ze wstępnych informacji dziennika wynika, że po uwzględnieniu wpływów z VAT z lutego, wzrost będzie jeszcze bardziej imponujący i ma wynieść 40 proc. Tak wysoka dynamika wynika również z przyspieszonego zwrotu VAT w grudniu. Pod koniec ubiegłego roku urząd skarbowy awansem zwracał przedsiębiorcom pieniądze za dwa pierwsze miesiące tego roku.

To jednak nie jedyna przyczyna. W grudniu 2016 roku sprzedaż detaliczna wzrosła o 6,5 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2015, w styczniu wzrost przekroczył już 11 proc. Zdaniem ekspertów tak wysoka dynamika jest efektem działania rządowego programu 500+ i dobrej sytuacji na rynku pracy.

Rząd podkreśla rosnące wpływy z VAT-u, które pojawiły się m.in ze względu na wprowadzanie reform dążących do uszczelnienia systemu ściągania tego podatku. – „Planujemy, że w przyszłym roku nasze działania przyniosą co najmniej 12 mld zł, w 2018 – 10 mld zł, a w kolejnym 8 mld zł. W miarę uszczelniania systemu te dodatkowe korzyści będą coraz mniejsze” – podkreślał pod koniec ubiegłego roku w rozmowie z PAP wiceminister finansów Wiesław Jasiński.

Kobiety mają pod górkę

Kobiety mają pod górkę

Tylko 4 na 10 Polek dostało w zeszłym roku podwyżkę wynagrodzenia. 24 proc. mieszkanek naszego kraju obawia się utraty pracy. Ich pensje są przeciętnie o 8 proc. niższe od męskich.

Jak pisze forsal.pl, wśród wszystkich osób niepewnych swojego zatrudnienia ponad połowa (56 proc.) to właśnie kobiety. To nie jedyna różnica zawodowa, na którą wpływa płeć pracowników. W ubiegłym roku kobiety rzadziej dostawały podwyżki. Z „Barometru Rynku Pracy VII” wynika, że na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy wyższe wynagrodzenie otrzymało 40 proc. kobiet. Jednak w tym samym okresie podwyżkę dostała blisko połowa mężczyzn. Jednocześnie kobiety obawiają się domagać podwyżek – tylko 6 proc. otrzymało je po wystąpieniu z własną inicjatywą, 18 proc. zaś – z inicjatywy pracodawcy. Tymczasem wśród mężczyzn liczby rozkładają się inaczej: co czwarty Polak, który otrzymał w 2016 r. podwyżkę, został nią „nagrodzony” z inicjatywy przełożonego.

O sądy przyjazne pracownikom

O sądy przyjazne pracownikom

OPZZ apeluje do Zbigniewa Ziobry o przyspieszenie działania sądów pracy oraz obniżenie kosztów prowadzonych w nich postępowań.

Jak pisze „Rzeczpospolita”, zarzuty, jakie przedstawia OPZZ, można sprowadzić do kilku kwestii: rozprawy wyznaczane są w odstępach kilkumiesięcznych, co sprawia, że proces może trwać nawet kilka lat; opłaty sądowe w przypadku roszczenia o przywrócenie pracownika do pracy są absurdalnie wysokie (jako wartość przedmiotu sporu jest brana fikcyjna kwota – równowartość rocznych zarobków pracownika. Nawet osoba z zarobkami rzędu 3 tys. zł netto miesięcznie przekracza limit 50 tys. zł wartości roszczenia, powyżej której pracownik płaci 5 proc. wpisu sądowego od takiego pozwu, czyli co najmniej 2,5 tys. zł. – zatem osoba bez pracy musi wyasygnować taką kwotę, by w ogóle zacząć proces). „Obecne przepisy tworzą bariery w dostępie do sądów pracy, które powodują, że coraz mniej osób decyduje się na złożenie pozwu przeciwko pracodawcy” – mówi Andrzej Radzikowski, wiceprzewodniczący OPZZ.

Przyczyn tego stanu rzeczy jest co najmniej kilka. Przede wszystkim powinno być więcej sędziów orzekających w najbardziej obłożonych sądach. Możliwość skrócenia postępowania w sprawach pracowniczych zapewniłoby przyspieszenie wydawania opinii przez biegłych czy skrócenie listy świadków, jeśli sąd uzna, że nie musi przesłuchiwać wszystkich. Warto także rozważyć przyspieszenie postępowania w sprawie odwołania np. od wypowiedzenia, tak by sąd wydawał wyrok jeszcze przed zakończeniem umowy, jeśli zasadność wypowiedzenia można stwierdzić na podstawie dokumentów i oświadczeń samych stron, a świadków przesłuchać na jednej rozprawie.