Jan Przybylski

(ur. 1976) – doktor chemii (ale to było dawno i nieprawda). Militarysta od kołyski, jak to zwykle w takich przypadkach bywa – w stopniu szeregowego podchorążego rezerwy. Z zawodu tłumacz. Mieszka we Wrocławiu, co bardzo sobie chwali. Stały współpracownik „Nowego Obywatela”.

Teksty tego autora:

Smok a sprawa polska
(Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów)

Dokonana w 2015 roku zmiana obozu rządzącego sprawiła, że ponownie wypłynęło pytanie o rolę Chin w polskiej polityce. Na fali daleko idących oficjalnych deklaracji o współpracy pojawiły się na forum publicznym rozważania dotyczące potencjalnie strategicznego charakteru relacji z Chinami. Mogłyby one umożliwić Polsce gospodarczą i polityczną kapitalizację rozwoju dalekowschodniego giganta, a znaczną rolę odgrywałby tu projekt Nowego Jedwabnego Szlaku. Bywa on postrzegany jako szansa realizacji idée fixe „alternatywnej” polskiej polityki zagranicznej: koncepcji Międzymorza. Nie brak też jednak głosów tonujących rozbuchane nadzieje i wskazujących na ogromną nierównowagę stron takiego partnerstwa. Czytaj więcej

Kogo obawiać się bardziej: Trumpa czy Greya?

Brzeziński postuluje zawarcie globalnego kompromisu z Chinami oraz Rosją w celu stworzenia architektury wspólnego zarządzania światem. Ewentualne zmiany będą miały oczywiście ogromny wpływ na sytuację Polski, ale osoba Donalda Trumpa nie wydaje się bynajmniej dla ich zajścia pierwszoplanowa. Kreatorzy naszej polityki zagranicznej muszą jednak bezwzględnie pamiętać o możliwej chwiejności polityki amerykańskiej, rywalizacji między wyrażającymi różne stanowiska w najważniejszych sprawach frakcjami w elicie władzy – i zachowywać szczególną ostrożność. W kontekście tego ostatniego warto przeanalizować niedawną dymisję Roberta Greya, piastującego od końca września 2016 r. stanowisko podsekretarza stanu odpowiedzialnego za dyplomację ekonomiczną oraz politykę amerykańską i azjatycką, dziedziny par excellence kluczowe. Nieoficjalnym powodem było zatajenie przezeń wcześniejszej współpracy z amerykańskimi służbami specjalnymi, jeżeli nie wręcz bycia ich kadrowym pracownikiem. W obecnej sytuacji można mieć uzasadnione podejrzenie, że polska dyplomacja będzie traktowana z dużym przymrużeniem oka i straciła dla istotnych zagranicznych partnerów wiarygodność na długi czas. A nie da się uciec od konstatacji, że przy położeniu Polski wymagana jest w tej dziedzinie najwyższa sprawność. Wydaje się zatem, że bardziej niż ewentualnych problemów, które może nieść ze sobą prezydentura Donalda Trumpa, powinniśmy bać się dziwacznych porządków panujących na własnym podwórku. Czytaj więcej