Archiwum kategorii: Opinie

Kogo obawiać się bardziej: Trumpa czy Greya?

Brzeziński postuluje zawarcie globalnego kompromisu z Chinami oraz Rosją w celu stworzenia architektury wspólnego zarządzania światem. Ewentualne zmiany będą miały oczywiście ogromny wpływ na sytuację Polski, ale osoba Donalda Trumpa nie wydaje się bynajmniej dla ich zajścia pierwszoplanowa. Kreatorzy naszej polityki zagranicznej muszą jednak bezwzględnie pamiętać o możliwej chwiejności polityki amerykańskiej, rywalizacji między wyrażającymi różne stanowiska w najważniejszych sprawach frakcjami w elicie władzy – i zachowywać szczególną ostrożność. W kontekście tego ostatniego warto przeanalizować niedawną dymisję Roberta Greya, piastującego od końca września 2016 r. stanowisko podsekretarza stanu odpowiedzialnego za dyplomację ekonomiczną oraz politykę amerykańską i azjatycką, dziedziny par excellence kluczowe. Nieoficjalnym powodem było zatajenie przezeń wcześniejszej współpracy z amerykańskimi służbami specjalnymi, jeżeli nie wręcz bycia ich kadrowym pracownikiem. W obecnej sytuacji można mieć uzasadnione podejrzenie, że polska dyplomacja będzie traktowana z dużym przymrużeniem oka i straciła dla istotnych zagranicznych partnerów wiarygodność na długi czas. A nie da się uciec od konstatacji, że przy położeniu Polski wymagana jest w tej dziedzinie najwyższa sprawność. Wydaje się zatem, że bardziej niż ewentualnych problemów, które może nieść ze sobą prezydentura Donalda Trumpa, powinniśmy bać się dziwacznych porządków panujących na własnym podwórku. Czytaj więcej

Marcin Malinowski

Co z tą konstytucją? – część 1

Od kilku lat głośny jest temat zmian Konstytucji RP z 1997 r. W kilku tekstach zatem przeanalizuję jej artykuły z punktu widzenia zagadnień opisywanych przeze mnie w kwartalniku „Nowy Obywatel”, takich jak konkurencyjność gospodarki, zrównoważony rozwój, ochrona społeczeństwa przed negatywnymi konsekwencjami globalizacji, konieczne zmiany instytucjonalne, ochrona środowiska czy zmniejszanie nierówności społecznych. Konstytucja mogłaby nadmienić, że sprawiedliwość społeczna jest z punktu widzenia całokształtu dochodów finansowana z progresywnych podatków. Inaczej mówiąc, obecne regresywne podatki, liczone jako suma wszystkich obciążeń podatkowych dochodów i konsumpcji, powinny być niekonstytucyjne. Widać także, iż własność prywatna jest wymieniona w Konstytucji, w przeciwieństwie do własności spółdzielczej, komunalnej czy państwowej. Konstytucja powinna wesprzeć rozwój własności spółdzielczej i komunalnej, gdyż pełnią one ważne funkcje społeczne. To natomiast oznacza zmniejszenie niektórych rynków zdominowanych przez prywatne firmy – czyli w efekcie ich opór. Zakaz przekształcenia własnościowego państwowych zasobów naturalnych byłby bardzo ważnym uzupełnieniem Konstytucji. Dlaczego? Wystarczy popatrzeć na przykład bankrutującej Grecji. Pomoc w spłacie długu publicznego jest uzależniona od prywatyzacji zasobów naturalnych i strategicznej infrastruktury. Powinno się konstytucyjnie uniemożliwić prywatyzację wody pitnej, ziemi rolnej, rzek, dróg czy portów – oraz zapewnić ich prospołeczne, zrównoważone i odpowiedzialne wykorzystanie w harmonii z ekosystemami. Czytaj więcej

A nie mówiłem?

Niesamowite! Co za odkrycia! Więc Obama jednak nie był mesjaszem amerykańskiej i światowej lewicy, tylko reprezentantem korporacji? Więc istnieje coś takiego, jak biała (!) klasa robotnicza (!), i klasa ta ma świadomość marginalizacji? Więc lewicowości nie da się zredukować do „tęczowej koalicji” opartej na kwestiach kulturowych? Szok. Istotą lewicowości było kiedyś to, co dziś nazywa się „populizmem”: lewica wypowiadała się w imieniu ludu, starała się artykułować interesy zwykłych ludzi, próbowała reprezentować plebejską większość. W dobie globalizacji wyrosła w pełni kosmopolityczna burżuazja, ponadnarodowe koncerny, którym jakiekolwiek bariery polityczne i kulturowe na globalnym rynku utrudniają maksymalizację zysków. Nowy kapitalizm wymaga maksymalnej mobilności jednostki, dlatego chce usunąć wszystko, co to utrudnia, unieważnić struktury społeczne takie jak rodzina, sąsiedztwo, naród. To wszystko sprawiło, że w latach 90. kapitalizm rozszedł się z nacjonalizmem i religią, kapitał odrzucił niepotrzebne mu już protezy. Lewica tego nie zauważyła, a jeśli nawet – to źle zinterpretowała. Nie dostrzegła, że w nowych warunkach nacjonalizm i religia mogą być instrumentami mobilizowania ludu. Zamiast tego postanowiła wykorzystać koniunkturę do załatwienia starych porachunków z nacjonalistami i kościołami. Goszyści stanowili tylko pomocniczy oddział turbokapitalizmu pacyfikujący niedobitki reakcji. I mamy do czynienia z żałosnym spektaklem, gdy zdezorientowani lewicowcy z mniejszym lub większym zapałem bronią status quo (Brexit) i solidaryzują się z establishmentem (Clinton) jako „mniejszym złem”, a prawicowcy stają na czele osieroconego ludu w walce o zmianę. Czytaj więcej

ostolski
dr Adam Ostolski

Trump, Clinton i walki klasowe w USA

Jak przestrzegał dawno temu Mark Twain, są trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, wierutne kłamstwa i statystyka. W tym przypadku powyborcza statystyka używana jest często do okłamywania samych siebie. Tymczasem wygrana Trumpa to jeden z tych momentów, gdy naprawdę warto porzucić przywiązanie do utrwalonych narracji – czy to „pocieszających”, czy „przerażających” – i cierpliwie pochylić się nad danymi, aby bez uprzedzeń spróbować zrozumieć, co takiego się wydarzyło. Jeśli spojrzymy na kategorie dochodowe, okaże się, że biedni wprawdzie częściej głosowali na Clinton, ale w tej ostatniej grupie swing przechylał się na stronę Trumpa. Odwrotnie z bogatymi: częściej głosowali na Trumpa, ale swing był wyraźnie w stronę Clinton. Co istotne, najprawdopodobniej chodzi tu nie tyle o przepływy głosów, ile o spadek frekwencji – za ten efekt odpowiada nie tyle zmiana preferencji głosujących z Demokratów na Republikanów, co rezygnacja części demokratycznego elektoratu z udziału w wyborach. Wyglądałoby więc na to, że Trumpa pośrednio wybrali biedni nie-biali wyborcy. Nie dlatego, że na niego postawili, lecz dlatego, że nie stawili się gremialnie przy urnach, by wybrać Clinton. Dlaczego tak się stało? Niektórym odpowiedź wyda się oczywista: „Jak taka antypatyczna, siedząca w kieszeni Wall Street, establishmentowa kandydatka jak Hillary Clinton mogłaby w ogóle kogoś do siebie przekonać?”. Słabości kandydatury Clinton są dobrze znane, ale to jednak w najlepszym razie tylko część wyjaśnienia. Czytaj więcej

Bydłowozy i Gombrowicz – podróż przez wschód Polski

Mamy pocztówkę z kraju, który cofnął się do połowy ubiegłego wieku. Przejazdy powinny być reklamowane sloganem: „Tylko my zabierzemy cię w podróż w czasie”. Sama jazda bardziej przypomina doświadczenia z krajów byłego Związku Radzieckiego niż zachodnie standardy. To zresztą nie tylko wina taboru. O ile droga wojewódzka nr 835 jeszcze spełnia jakieś kryteria jakościowe (i jest właśnie modernizowana), to trudno o takich mówić, gdy w miejscowości Tarnawa Mała skręci się w lewo. Miejscowi się śmieją, że gdzieniegdzie wójt zwinął asfalt na zimę i zapomniał rozłożyć z powrotem. Gdy czasami opisuję na Facebooku swoje „przygody” z podróży, spotykam się z niedowierzającą reakcją znajomych z innych części Polski. „Ale przecież jest pendolino, darty, flirty”. Niestety, nie udało mi się załapać na te cuda techniki na trasach, które pokonuję. Te, zaledwie dwie, choć niestety powtarzalne sceny, ogniskują w sobie obraz transportu publicznego na wschodzie Polski. Tutaj, jeżeli nie masz samochodu, jesteś skazany na przemieszczanie się w warunkach, które są nie tylko dalekie od komfortu, ale i od godności. Tak, nie żartuję. Mówię to z pełną stanowczością. Uważam, że jestem zmuszony podróżować w warunkach, które uwłaczają ludzkiej godności. W XXI wieku. W Polsce z autostradami, ze szklanymi domami górującymi nad stolicą. Czytaj więcej

Misiewicze kontra Morawiecki

Koncepcja bardziej zaawansowanej aktywności państwa we wsparciu rozwoju gospodarczego jest kierunkiem nieuchronnym, jeżeli chcemy nadrobić dystans do krajów zaawansowanych, które takich instrumentów używały bądź używają. Fakt, że brakuje nam społecznej dojrzałości do wytworzenia instytucji i organizacji mogących w łatwy sposób sprostać temu zadaniu, nie oznacza, że nie powinniśmy się starać. W perspektywie kilku lat symboliczne niezręczności rządzących, takie jak awansowanie kadr przysłowiowej „Apteki w Łomiankach” na wysokie funkcje w gospodarce, mogą stać się idiomem zastępującym dyskusję o aktywności państwa w gospodarce. W połączeniu z nieuchronnymi niepowodzeniami niektórych aspektów „planu Morawieckiego” powstać może zbitka pojęciowa ośmieszająca nie-neoliberalne podejście do polityki gospodarczej. PiS, zapewne wbrew swoim intencjom, może uczynić prowadzenie wieloaspektowej polityki gospodarczej w przyszłości znacznie trudniejszym. Możliwe „wpadki” w zarządzaniu będą więc w pewnej mierze spowodowane wysokim poziomem trudności, lecz zła polityka kadrowa nada temu dodatkowy wymiar – niszczący zaufanie do możliwości pozytywnego wpływania przez państwo na procesy gospodarcze. Bez wątpienia część opiniotwórców o nastawieniu sceptycznym wobec obecności państwa w gospodarce wykorzysta tę okazję do wieszczenia klęski „projektu państwowego”. Największym przeciwnikiem Morawieckiego mogą się okazać jego właśni „sprzymierzeńcy”. Czytaj więcej

Trump a sprawa polska

Polski dyskurs publiczny jest wyjątkowo zideologizowany i/lub upartyjniony. Jeśli ktoś jest prawicowcem, najczęściej przyjmuje prawicowość z całym dobrodziejstwem inwentarza, z urzędu broniąc wszystkich, nawet najgłupszych, prawicowych pomysłów. Gdy ktoś jest lewicowcem, zwykle nie zastanawia się, czy na pewno wszystkie postępowe postulaty są uzasadnione i odpowiadają polskim warunkom – są według niego uzasadnione, bo tak już ustalono gdzieś na Zachodzie, a jeśli polskie społeczeństwo krzywo na nie patrzy, to tym gorzej dla społeczeństwa. Przez długi czas podziały te nie przenosiły się bezpośrednio na debatę na temat stosunków międzynarodowych. Niestety, druga dekada XXI wieku przyniosła w tej materii wyraźną zmianę na gorsze. Ideologiczne podziały zaczęły być wprost przenoszone na dyskusje o polityce zagranicznej Polski, a ideologiczne argumenty – odgrywać w tej debacie pierwszorzędną rolę. Prym pod tym względem wiedzie prawa strona, która przez lata chciała uchodzić za pragmatyczną zwolenniczkę realpolitik, w odróżnieniu od lewicowych idealistów. Tymczasem od pewnego momentu zaczęła gremialnie kibicować niebezpiecznym dla polskiego interesu prorosyjskim politykom z zagranicy, takim jak Le Pen we Francji, Hofer w Austrii czy ugrupowanie Alternatywa dla Niemiec. Zaczęła też fetować zdarzenia i procesy groźne dla Polski, takie jak Brexit czy dezintegracja UE. Kulminację tego absurdalnego procesu przyniosło zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA. Fakt, że prezydentem został kandydat jawnie prorosyjski oraz podważający bezwarunkowość NATO, będącego fundamentem polskiej architektury bezpieczeństwa, przestał mieć większe znaczenie – istotniejsze, że „liberalne elity” dostały po głowie. Tak, jakby szczęście lub nieszczęście CNN albo „New York Timesa” miało dla Polski większą wagę niż zgodnie działające NATO. Czytaj więcej