Więcej „Obywatela”, obywatele!

·

Więcej „Obywatela”, obywatele!

·

Rok „Obywatela” i jego czytelników toczy się nieco innymi kolejami, niźli rok konsumentów pierwszych stron gazet, zaprzyjaźnionych z władzą telewizji, popularnych serwisów informacyjnych.

W „Obywatelu” przez ten rok czytaliście inne teksty aniżeli „jedynie słuszne”, którymi raczą swoich odbiorców sformatowane na jedno kopyto tygodniki opinii. I sami wiecie najlepiej, co z tego, co przeczytaliście, przemyśleliście, w czym współuczestniczyliście – było dla Was ważne i najważniejsze.

Koniec roku 2010, przed nami nowy czas do wypełnienia. Sami też wiecie najlepiej, co w Waszym życiu osobistym, zawodowym, co w społecznych zaangażowaniach było dobre, porządnie zrobione. Może to, czym żyliście, nie było godne okładek kolorowych pism. Pewnie nie zapraszano Was do telewizji śniadaniowych, gdyście pracowali, marzyli, snuli plany. Może skrzętnie podsumowujecie swój rok 2010, a może jak gdyby nigdy nic idziecie dalej, bo już gonią następne terminy, plany, zadania. Czytacie „Obywatela”, jesteście obywatelami, działacie; nie siedzicie z założonymi rękoma czekając, aż ktoś za Was uczyni świat nieco innym, nieco lepszym.

Czego Wam wszystkim życzyć? Przecież jesteśmy tak różni. Różne doświadczenia życiowe, przebogate światopoglądy, koncepcje polityczne, społeczne i gospodarcze. A jednak razem czytamy „Obywatela”, razem go współtworzymy. Dlaczego? I tu odpowiedzi będą rozmaite. Anarchiści, etatyści, lewacy, prawicowcy, wierni różnych wyznań chrześcijańskich i religii, agnostycy, ateiści, społecznicy, naukowcy, działacze polityczni, studenci, matki, żony, a pewnie i kochanki, przykładni ojcowie i niebieskie ptaki, entuzjaści i malkontenci, miłośnicy piw z niszowych browarów, niuchacze tabaki i palacze fajki, feministki i „męskie szowinistyczne świnie”, domatorzy i wagabundy, biznesmeni i urzędnicy państwowi, lekkoduchy-artyści i zwykli zjadacze chleba – wszyscy mieliśmy w mijającym roku swoje powody, by sięgać po „Obywatela”, by go wspierać.

Jesteśmy obywatelami. Szukamy sposobów, motywów, ludzi wespół z którymi zrealizujemy idee i koncepcje znane nam z „Obywatela”. Tak, czas obywateli płynie inaczej niż czas mainstreamowych mediów, rządząc się często innymi prawami. Nie znaczy to, że sprawy Polski są dla nas nieistotne. Inna jest perspektywa, nierzadko poruszają nas inne zagadnienia. Ale przecież tutaj żyje większość z nas, a pozostali – wracają myślami.

Ideą naczelną „Obywatela” jest dobro wspólne. Tworzymy zatem, często się nie znając, pewien rodzaj wspólnoty. „Obywatel”, w mniejszym lub większym stopniu, jest częścią naszej tożsamości, albo przynajmniej źródłem wiedzy, które uznajemy za rzetelne, warte poznania. A przecież – różnimy się. Nawet jeśli większość z nas uznaje się za ludzi lewicy, to przecież nie maszerujemy w karnym szeregu, w rytm i pod dyktando werbli. Jesteśmy raczej partyzantami wielkiej, niekończącej się konspiracji obywatelskiej. I obyśmy chcieli, mogli walczyć dalej: niekoniecznie na plażach, lądowiskach, polach i ulicach, na wzgórzach… I co najistotniejsze: obyśmy nigdy się nie poddali.

Tego Wam wszystkim w 2011 roku szczerze życzę: sił, zdrowia, szczęścia i okazji do obywatelskiego knucia i konspirowania… Więcej obywatela w obywatelach, obywatele! Więcej „Obywatela”! 

Krzysztof Wołodźko

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie