Berent, Boznańska i Bułhakow uwolnieni

Berent, Boznańska i Bułhakow uwolnieni

Rokrocznie w obręb tzw. domeny publicznej wchodzą tysiące dzieł setek autorów, do których na mocy obowiązującego prawa wygasły ograniczone czasowo prawa autorskie (70 lat od śmierci autora). Od 1 stycznia dzieła takie jak „De profundis” Kazimierza Przerwy-Tetmajera czy „Próchno” Wacława Berenta można wykorzystywać w dowolnym celu – adaptować, przekształcać, wystawiać, remiksować. Ogranicza nas już tylko wyobraźnia.
30 grudnia 2010 r. w Warszawskiej Bibliotece Narodowej odbyły się zorganizowane przez Koalicję Otwartej Edukacji przy wsparciu Open Society obchody Dnia Domeny Publicznej, które upłynęły pod znakiem inicjatyw realizowanych przez instytucje kultury i edukacji. Na szczególną uwagę zasługuje projekt „Wolne Lektury”, realizowany od 2007 r. przez Fundację Nowoczesna Polska, w ramach którego w cyfrowej formie udostępniane są lektury szkolne, które trafiły już do domeny publicznej. Są one opracowane, opatrzone komentarzem i udostępnione w kilku formatach. Najważniejszą innowacją „Wolnych Lektur”, odróżniającą ten projekt od innych bibliotek internetowych, jest możliwość przeszukiwania tekstów z zastosowaniem różnych kryteriów: tradycyjnych, takich jak tytuł, autor, epoka czy gatunek literacki, ale i niespotykanych nigdzie indziej, np. odnoszących się do motywów i tematów literackich. Tym właśnie Wolne Lektury różnią się od licznych stron z opracowaniami lektur szkolnych – dostarczają narzędzi do twórczej pracy z tekstem, a nie gotowych ściąg – czytamy na stronie internetowej projektu.

Bowiem kultura to tradycja, a twórczość to kreatywność. – Książka czy obraz nie są bytami samoistnymi, są one relacją, osią nieskończenie wielu powiązań – pisał Jorge Louis Borges w wydanym również 70 lat temu opowiadaniu „Biblioteka Babel”. Borgesowska Bibliotheci Mundi dobrze ilustruje ideę domeny publicznej jako wspólnej wszystkim skarbnicy wiedzy, kultury i tradycji, niezbędnej dla zapewnienia społeczeństwu kulturowej ciągłości; jest również metaforą Internetu – olbrzymiego, nieustannie rozrastającego się hipertekstu. Rozpowszechnianie utworów za pomocą Sieci jest najtańszą i najprostszą metodą dostępu do kultury i nauki, budowania kapitału społecznego i rozwijania innowacyjności. Dlatego kolejną oddolną inicjatywą, zaprezentowaną w trakcie obchodów Dnia Domeny Publicznej, były społecznościowe Wikiźródła, mające na celu utworzenie wolnego repozytorium tekstów źródłowych oraz ich tłumaczeń w formie stron wiki.

Nikt nie może rościć sobie prawa do oryginalności w literaturze; wszyscy pisarze są mniej lub bardziej kopistami ducha, tłumaczami i tymi, którzy tworzą przypiski do preegzystujących archetypów – przekonywał Borges. Dlatego coroczne obchody Dnia Domeny Publicznej są istotne, ponieważ przypominają użytkownikom kultury, że poprzez dbanie o silną domenę publiczną, budujemy jej prestiż oraz pokazujemy, że jej poszerzanie i ochrona wyzwala kreatywność drzemiącą w nas wszystkich. „Evviva l’arte!” – jak nawołuje poeta Tetmajer, również „uwolniony” 1 stycznia 2011 r. (to, jak długi jest okres oczekiwania na przejście twórczości danego autora do zasobów domeny publicznej, sprawdzić można tutaj).

(na podstawie informacji ze strony Koalicji Otwartej Edukacji)

Nasze działania na rzecz Wolnej Kultury

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

W tym roku będzie lepiej?

W tym roku będzie lepiej?

Polski wolontariusz jest przeważnie osobą wykształconą (1/3 stanowią magistrzy) i młodą (1/5 to uczniowie lub studenci); większość przeznacza na działania społeczne niespełna godzinę tygodniowo. Nie pomagają – głównie bezrobotni, rolnicy i renciści; ludzie starsi i słabiej wykształceni. Obecnie już 42 proc. osób przyznaje, że nie pomaga innym ani datkami pieniężnymi, ani rzeczowymi, ani swoim czasem. Gotowość Polaków do współdziałania spada: osiem lat temu jedynie co czwarty Polak deklarował, że „poza rodziną nie zna nikogo, z kim mógłby współpracować”, obecnie mówi tak co trzeci. Organizacje pozarządowe wskazują też m.in., że wprowadzenie mechanizmu „1 procenta” spowodowało ogromny spadek darowizn.

Warto przypomnieć, że 2011 jest Europejskim Rokiem Wolontariatu.

O kolei – po obywatelsku

O kolei – po obywatelsku

Przeczytać w nim można m.in. o społecznym kontekście planów uczynienia z Łodzi ważnego centrum kolejnictwa dużych prędkości, czy o polityce Kolei Mazowieckich w zakresie nocnych połączeń weekendowych. Zapraszamy do lektury czasopisma, redagowanego przez naszego stałego współpracownika, Karola Trammera.

Stanowisko ws. niepodległości Kosowa

Stanowisko ws. niepodległości Kosowa

Redakcja Magazynu „Obywatel” stanowczo sprzeciwia się planom formalnego uznania niepodległości samozwańczej Republiki Kosowa przez polskie władze.

Jednostronna deklaracja niepodległości wspomnianego regionu, uznawanego przez prawo międzynarodowe za część Serbii, stanowi groźny precedens o trudnych do przewidzenia skutkach. Zgoda na pozbawienie Serbów kolebki ich państwowości oznacza zakwestionowanie wszystkich granic na Bałkanach, których obecny kształt kosztował wiele ofiar i przesiedleń, i stawia pod ogromnym znakiem zapytania losy niezwykle trudnego wyzwania dla licznych narodów Półwyspu, jakim jest wypracowanie zasad pokojowej koegzystencji.

Pierwszym etapem odrywania Kosowa od Serbii było utworzenie z niego międzynarodowego protektoratu. Poprzedziły to haniebne naloty NATO z 1999 r., prowadzone pod sztandarem praw człowieka i uzasadniane kłamliwymi informacjami o skali prześladowań Kosowarów, stworzonego dla celów propagandowych narodu, którego tysiące przedstawicieli miało paść ofiarą etnicznych mordów. Znacznemu wyolbrzymianiu skali prześladowań albańskich mieszkańców Kosowa przez reżim Miloševicia, towarzyszyło niemal całkowite przemilczanie licznych aktów bandytyzmu w wykonaniu terrorystycznej albańskiej organizacji UCK, a także faktu wygnania lub ucieczki z Kosowa wielu Serbów, Romów i przedstawicieli innych nacji (szacunki mówią o nawet 200 tysiącach uchodźców, obawiających się prześladowań ze strony kosowskich Albańczyków). Teraz, również pod osłoną Zachodu, ostatecznie dokonuje się demontaż Serbii. Nie negując odpowiedzialności części Serbów, a zwłaszcza ich klasy politycznej, za bezprawne i niehumanitarne działania wobec przedstawicieli innych narodowości, uważamy, że ani nie usprawiedliwia to rozbiórki tego państwa, ani nie przekreśla prawdy o analogicznych postępkach Kosowarów.

Akceptacja takiego stanu rzeczy będzie mieć dalekosiężne skutki, oznacza bowiem dalszą legitymizację brutalnej i ekspansywnej polityki Stanów Zjednoczonych, która także w Europie odrzuciła prawo międzynarodowe i autorytet Organizacji Narodów Zjednoczonych. Zgoda na niepodległość Kosowa to współudział w ogromnym oszustwie: wsparcie jednego nacjonalizmu, agresywnej idei Wielkiej Albanii, pod pretekstem walki z drugim. W dodatku czyni się to w regionie, w którym podsycanie nacjonalizmów w ostatnich kilkunastu latach oznaczało ogromny rozlew krwi oraz eskalację przemocy na skalę dawno niespotykaną w dziejach Europy. Kolejne próby wzniecania konfliktów i nienawiści na tle narodowościowym oraz tworzenie swoistych gett etnicznych na dziesiątki lat zdestabilizują ten region i stworzą z niego wiecznie tykającą bombę z opóźnionym zapłonem.

Kosowo będzie siłą rzeczy państwem marionetkowym, o gospodarce w pełni opartej – jak dzieje się to już dziś – na handlu bronią, narkotykami i ludźmi, którego jedyną racją istnienia będzie znaczenie dla geopolitycznych kalkulacji Stanów Zjednoczonych. Powstanie państwa kosowskiego nie gwarantuje również w świetle dotychczasowych wydarzeń poszanowania nawet elementarnych praw ludności serbskiej i mniejszości narodowych w tym regionie.

Dla takiego bytu państwowego nie może być w obecnych warunkach miejsca na mapie Europy i chcielibyśmy, żeby polskie władze bardzo wyraźnie to powiedziały, zamiast kontynuować swoją wieloletnią politykę przyzwolenia na siłowe rozwiązywanie konfliktów na całym świecie, w sposób odpowiadający aktualnym potrzebom i ideologii amerykańskiego hegemona.

Redakcja Magazynu „Obywatel”, luty 2008 r.