Konsultacje w sprawie atomu mocno spóźnione

Konsultacje w sprawie atomu mocno spóźnione

Zdaniem WWF, publiczna debata na temat „za i przeciw” inwestowania w atom powinna odbyć się zanim w styczniu 2009 r. rząd bez konsultacji podjął decyzję w tej kwestii.

Uchwała o przygotowaniu i wdrożeniu programu polskiej energetyki jądrowej została przyjęta 13 stycznia 2009 r. WWF, wraz z innymi organizacjami ekologicznymi, wielokrotnie zwracał uwagę, że nie została ona poprzedzona odpowiednimi konsultacjami społecznymi i strategiczną analizą celowości tej decyzji.

Rozwój energetyki jądrowej w Polsce jest całkowicie nieuzasadniony. I to nie tylko ze względu na poważne zagrożenia dla środowiska i zdrowia wynikające z konieczności składowania promieniotwórczych odpadów – mówi Wojciech Stępniewski, kierownik projektu WWF „Klimat i energia”. Jest to inwestycja niezwykle kosztowna i każdy z nas boleśnie ją odczuje, bo przyczyni się do wzrostu naszych rachunków za energię. Okazuje się, że szacunki jej kosztów opracowane przez rząd są mocno zaniżone.

Przekonanie o niskich kosztach energii elektrycznej z elektrowni atomowych w Polsce jest mitem. Zdaniem prof. Mielczarskiego z European Energy Institute będą one ponad dwukrotnie wyższe niż te podawane w programie energetyki jądrowej przygotowanym przez rząd i wyniosą od 95 do 127 euro za 1 MWh, w zależności od długości okresu spłaty kredytu na budowę elektrowni. Oznacza to również znaczący wzrost cen energii dla odbiorców końcowych, czyli po prostu wyższe rachunki za energię.

Początkowo podstawowym argumentem rządu na rzecz energetyki atomowej była ochrona klimatu i dotrzymanie unijnych zobowiązań zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych do roku 2020. Energia pozyskiwana z elektrowni atomowych jest rzeczywiście wytwarzana bez znaczących emisji tych gazów, jednakże nie ma technicznej możliwości wybudowania w Polsce elektrowni atomowej przed rokiem 2020. Ministerstwo Gospodarki podaje, że prace zakończą się dopiero w roku 2022 lub 2024.

Ponadto, Polska jest zobligowana przez unijny pakiet energetyczno–klimatyczny do zwiększenia udziału odnawialnych źródeł w produkcji energii. Jeśli nie wprowadzimy w życie jego zapisów, Polsce grożą kary finansowe. Energetyka odnawialna oparta jest na wietrze, słońcu, biomasie, biogazie rolniczym i gorących wodach geotermalnych. Badania pokazują, że wraz z elektrowniami gazowymi o mniejszej emisji CO2, odnawialne źródła energii i poprawa efektywności jej wykorzystania są w stanie pokryć wzrost zapotrzebowania na energię w naszym kraju i zapewnić nam bezpieczeństwo energetyczne. Dodatkowo, w przypadku biomasy jest to technologia rodzima i nie wymaga od nas kupowania know-how od naszych zachodnich sąsiadów.

Przeznaczenie ogromnych środków na rozwój energetyki atomowej poważnie ogranicza szanse na terminową realizację celów związanych z rozwojem energetyki odnawialnej, do czego Polska jest zobligowana unijnym prawem. Dodatkowo, w sektorze energetyki jądrowej jest znacznie mniej miejsc pracy niż w sektorze energetyki opartej na źródłach odnawialnych. Odnawialne źródła dają od dwóch do trzech razy wyższe zatrudnienie niż dzisiejsze elektrownie na węgiel kamienny czy brunatny. Może to oznaczać aż 300 tys. nowych miejsc pracy. Inwestowanie w atom nas ich pozbawia. Pozbawia nas też środków na kampanię edukacyjną promującą odnawialne źródła – podczas gdy na kampanię promującą atom przeznaczono 40 mln PLN.

Odnawialne źródła energii nie mają tak negatywnych skutków ubocznych jak energetyka atomowa. Elektrownie jądrowe pozostawiają po sobie „spadek”, którego nikt nie chciałby otrzymać – produkowane przez nie odpady radioaktywne muszą być przez kilka tysięcy lat składowane w odizolowanym, niedostępnym dla ludzi, zwierząt i roślin miejscu. Na całym świecie nie ma ani jednej lokalizacji, gdzie można byłoby je bezpiecznie przechowywać. Wszystkie istniejące składowiska są traktowane jako „tymczasowe”, chociaż na razie nie wiadomo, w jaki sposób miałyby zostać zlikwidowane. Poważnym problemem jest również utylizacja samej elektrowni po okresie jej użytkowania.

Decyzję o rozwoju energetyki jądrowej podjęto bez konsultacji, jakby to była prywatna sprawa premiera Tuska, a nie decyzja ważna dla całych pokoleń Polaków – dodaje Stępniewski.

WWF wyraża nadzieję, że pomimo tego, iż rząd już de facto podjął decyzję w sprawie rozwoju energetyki atomowej, polskie społeczeństwo zabierze głos w tych konsultacjach mówiąc zdecydowane NIE atomowi. Jest szansa na to, że politycy słysząc ten sprzeciw uwzględnią go w dalszych pracach nad rozwojem rynku energetyki w Polsce.

_____
Przedruk za stroną WWF

O tym, w jakim kierunku powinna zmierzać polska energetyka, pisaliśmy tutaj

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

W tym roku będzie lepiej?

W tym roku będzie lepiej?

Polski wolontariusz jest przeważnie osobą wykształconą (1/3 stanowią magistrzy) i młodą (1/5 to uczniowie lub studenci); większość przeznacza na działania społeczne niespełna godzinę tygodniowo. Nie pomagają – głównie bezrobotni, rolnicy i renciści; ludzie starsi i słabiej wykształceni. Obecnie już 42 proc. osób przyznaje, że nie pomaga innym ani datkami pieniężnymi, ani rzeczowymi, ani swoim czasem. Gotowość Polaków do współdziałania spada: osiem lat temu jedynie co czwarty Polak deklarował, że „poza rodziną nie zna nikogo, z kim mógłby współpracować”, obecnie mówi tak co trzeci. Organizacje pozarządowe wskazują też m.in., że wprowadzenie mechanizmu „1 procenta” spowodowało ogromny spadek darowizn.

Warto przypomnieć, że 2011 jest Europejskim Rokiem Wolontariatu.

O kolei – po obywatelsku

O kolei – po obywatelsku

Przeczytać w nim można m.in. o społecznym kontekście planów uczynienia z Łodzi ważnego centrum kolejnictwa dużych prędkości, czy o polityce Kolei Mazowieckich w zakresie nocnych połączeń weekendowych. Zapraszamy do lektury czasopisma, redagowanego przez naszego stałego współpracownika, Karola Trammera.

Stanowisko ws. niepodległości Kosowa

Stanowisko ws. niepodległości Kosowa

Redakcja Magazynu „Obywatel” stanowczo sprzeciwia się planom formalnego uznania niepodległości samozwańczej Republiki Kosowa przez polskie władze.

Jednostronna deklaracja niepodległości wspomnianego regionu, uznawanego przez prawo międzynarodowe za część Serbii, stanowi groźny precedens o trudnych do przewidzenia skutkach. Zgoda na pozbawienie Serbów kolebki ich państwowości oznacza zakwestionowanie wszystkich granic na Bałkanach, których obecny kształt kosztował wiele ofiar i przesiedleń, i stawia pod ogromnym znakiem zapytania losy niezwykle trudnego wyzwania dla licznych narodów Półwyspu, jakim jest wypracowanie zasad pokojowej koegzystencji.

Pierwszym etapem odrywania Kosowa od Serbii było utworzenie z niego międzynarodowego protektoratu. Poprzedziły to haniebne naloty NATO z 1999 r., prowadzone pod sztandarem praw człowieka i uzasadniane kłamliwymi informacjami o skali prześladowań Kosowarów, stworzonego dla celów propagandowych narodu, którego tysiące przedstawicieli miało paść ofiarą etnicznych mordów. Znacznemu wyolbrzymianiu skali prześladowań albańskich mieszkańców Kosowa przez reżim Miloševicia, towarzyszyło niemal całkowite przemilczanie licznych aktów bandytyzmu w wykonaniu terrorystycznej albańskiej organizacji UCK, a także faktu wygnania lub ucieczki z Kosowa wielu Serbów, Romów i przedstawicieli innych nacji (szacunki mówią o nawet 200 tysiącach uchodźców, obawiających się prześladowań ze strony kosowskich Albańczyków). Teraz, również pod osłoną Zachodu, ostatecznie dokonuje się demontaż Serbii. Nie negując odpowiedzialności części Serbów, a zwłaszcza ich klasy politycznej, za bezprawne i niehumanitarne działania wobec przedstawicieli innych narodowości, uważamy, że ani nie usprawiedliwia to rozbiórki tego państwa, ani nie przekreśla prawdy o analogicznych postępkach Kosowarów.

Akceptacja takiego stanu rzeczy będzie mieć dalekosiężne skutki, oznacza bowiem dalszą legitymizację brutalnej i ekspansywnej polityki Stanów Zjednoczonych, która także w Europie odrzuciła prawo międzynarodowe i autorytet Organizacji Narodów Zjednoczonych. Zgoda na niepodległość Kosowa to współudział w ogromnym oszustwie: wsparcie jednego nacjonalizmu, agresywnej idei Wielkiej Albanii, pod pretekstem walki z drugim. W dodatku czyni się to w regionie, w którym podsycanie nacjonalizmów w ostatnich kilkunastu latach oznaczało ogromny rozlew krwi oraz eskalację przemocy na skalę dawno niespotykaną w dziejach Europy. Kolejne próby wzniecania konfliktów i nienawiści na tle narodowościowym oraz tworzenie swoistych gett etnicznych na dziesiątki lat zdestabilizują ten region i stworzą z niego wiecznie tykającą bombę z opóźnionym zapłonem.

Kosowo będzie siłą rzeczy państwem marionetkowym, o gospodarce w pełni opartej – jak dzieje się to już dziś – na handlu bronią, narkotykami i ludźmi, którego jedyną racją istnienia będzie znaczenie dla geopolitycznych kalkulacji Stanów Zjednoczonych. Powstanie państwa kosowskiego nie gwarantuje również w świetle dotychczasowych wydarzeń poszanowania nawet elementarnych praw ludności serbskiej i mniejszości narodowych w tym regionie.

Dla takiego bytu państwowego nie może być w obecnych warunkach miejsca na mapie Europy i chcielibyśmy, żeby polskie władze bardzo wyraźnie to powiedziały, zamiast kontynuować swoją wieloletnią politykę przyzwolenia na siłowe rozwiązywanie konfliktów na całym świecie, w sposób odpowiadający aktualnym potrzebom i ideologii amerykańskiego hegemona.

Redakcja Magazynu „Obywatel”, luty 2008 r.