Pierwsze urodziny Warszawskiej Kooperatywy Spożywczej

Pierwsze urodziny Warszawskiej Kooperatywy Spożywczej

WKS zgodnie z tradycyjnym modelem spółdzielczości spożywców kupuje towary bezpośrednio od producentów po cenach hurtowych, a marżę (10%) przeznacza na fundusz gromadzki służący celom socjalnym. Przez rok udało nam się regularnie dostarczać naszym członkom i członkiniom produktów spożywczych, których asortyment znacznie się powiększył, i przyciągnąć wielu nowych uczestników. Udało nam się działać sprawnie przy całkowicie demokratycznej i niehierarchicznej organizacji pracy, a także nawiązać trwałą i bezpośrednią współpracę z producentami żywności ekologicznej – cieszą się organizatorzy w oficjalnym komunikacie.

15 stycznia 2011 r. stołeczni spółdzielcy chcą uczcić rok wspólnej owocnej pracy, a także podzielić się wiedzą i doświadczeniem z wszystkimi, którzy są zainteresowani rozwojem kooperatyzmu. Chcemy także pokazać, że ruch spółdzielczy, także w Polsce, ma bogatą historię i tradycję, do której warto się odwoływać. Pragniemy również dyskutować wspólnie o różnych formach współczesnej działalności spółdzielczej – zarówno producentów, jak i konsumentów. Zapraszamy więc do rozmowy i refleksji – czytamy w przesłanym nam zaproszeniu.

Urodziny Warszawskiej Kooperatywy Spożywczej rozpoczną się o godz. 11:00 w Warszawskim Centrum Społecznym Młodych Socjalistów przy ul. Hożej 5/7 lok. 81. Przez cały dzień będą się tam odbywały różne wydarzenia o charakterze otwartym – w planach są m.in.:

– spotkanie z członkami kooperatywy, którzy opowiedzą o praktycznej stronie jej funkcjonowania,
– warsztaty malowania t-shirtów i toreb przy pomocy szablonów,
– wycieczka do mieszczącego się nieopodal Muzeum Historii Spółdzielczości,
– panel dyskusyjny z udziałem działaczy różnych spółdzielni,
– poczęstunek przygotowany z zakupionych przez kooperatywę produktów
– pokaz filmu.

Wieczorem odbędzie się impreza urodzinowa w OSiR Cafe przy ul. Tamka 40.

Najbardziej wartościowa polska książka na temat spółdzielczości spożywców

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Berent, Boznańska i Bułhakow uwolnieni

Berent, Boznańska i Bułhakow uwolnieni

Rokrocznie w obręb tzw. domeny publicznej wchodzą tysiące dzieł setek autorów, do których na mocy obowiązującego prawa wygasły ograniczone czasowo prawa autorskie (70 lat od śmierci autora). Od 1 stycznia dzieła takie jak „De profundis” Kazimierza Przerwy-Tetmajera czy „Próchno” Wacława Berenta można wykorzystywać w dowolnym celu – adaptować, przekształcać, wystawiać, remiksować. Ogranicza nas już tylko wyobraźnia.
30 grudnia 2010 r. w Warszawskiej Bibliotece Narodowej odbyły się zorganizowane przez Koalicję Otwartej Edukacji przy wsparciu Open Society obchody Dnia Domeny Publicznej, które upłynęły pod znakiem inicjatyw realizowanych przez instytucje kultury i edukacji. Na szczególną uwagę zasługuje projekt „Wolne Lektury”, realizowany od 2007 r. przez Fundację Nowoczesna Polska, w ramach którego w cyfrowej formie udostępniane są lektury szkolne, które trafiły już do domeny publicznej. Są one opracowane, opatrzone komentarzem i udostępnione w kilku formatach. Najważniejszą innowacją „Wolnych Lektur”, odróżniającą ten projekt od innych bibliotek internetowych, jest możliwość przeszukiwania tekstów z zastosowaniem różnych kryteriów: tradycyjnych, takich jak tytuł, autor, epoka czy gatunek literacki, ale i niespotykanych nigdzie indziej, np. odnoszących się do motywów i tematów literackich. Tym właśnie Wolne Lektury różnią się od licznych stron z opracowaniami lektur szkolnych – dostarczają narzędzi do twórczej pracy z tekstem, a nie gotowych ściąg – czytamy na stronie internetowej projektu.

Bowiem kultura to tradycja, a twórczość to kreatywność. – Książka czy obraz nie są bytami samoistnymi, są one relacją, osią nieskończenie wielu powiązań – pisał Jorge Louis Borges w wydanym również 70 lat temu opowiadaniu „Biblioteka Babel”. Borgesowska Bibliotheci Mundi dobrze ilustruje ideę domeny publicznej jako wspólnej wszystkim skarbnicy wiedzy, kultury i tradycji, niezbędnej dla zapewnienia społeczeństwu kulturowej ciągłości; jest również metaforą Internetu – olbrzymiego, nieustannie rozrastającego się hipertekstu. Rozpowszechnianie utworów za pomocą Sieci jest najtańszą i najprostszą metodą dostępu do kultury i nauki, budowania kapitału społecznego i rozwijania innowacyjności. Dlatego kolejną oddolną inicjatywą, zaprezentowaną w trakcie obchodów Dnia Domeny Publicznej, były społecznościowe Wikiźródła, mające na celu utworzenie wolnego repozytorium tekstów źródłowych oraz ich tłumaczeń w formie stron wiki.

Nikt nie może rościć sobie prawa do oryginalności w literaturze; wszyscy pisarze są mniej lub bardziej kopistami ducha, tłumaczami i tymi, którzy tworzą przypiski do preegzystujących archetypów – przekonywał Borges. Dlatego coroczne obchody Dnia Domeny Publicznej są istotne, ponieważ przypominają użytkownikom kultury, że poprzez dbanie o silną domenę publiczną, budujemy jej prestiż oraz pokazujemy, że jej poszerzanie i ochrona wyzwala kreatywność drzemiącą w nas wszystkich. „Evviva l’arte!” – jak nawołuje poeta Tetmajer, również „uwolniony” 1 stycznia 2011 r. (to, jak długi jest okres oczekiwania na przejście twórczości danego autora do zasobów domeny publicznej, sprawdzić można tutaj).

(na podstawie informacji ze strony Koalicji Otwartej Edukacji)

Nasze działania na rzecz Wolnej Kultury

Konsultacje w sprawie atomu mocno spóźnione

Konsultacje w sprawie atomu mocno spóźnione

Zdaniem WWF, publiczna debata na temat „za i przeciw” inwestowania w atom powinna odbyć się zanim w styczniu 2009 r. rząd bez konsultacji podjął decyzję w tej kwestii.

Uchwała o przygotowaniu i wdrożeniu programu polskiej energetyki jądrowej została przyjęta 13 stycznia 2009 r. WWF, wraz z innymi organizacjami ekologicznymi, wielokrotnie zwracał uwagę, że nie została ona poprzedzona odpowiednimi konsultacjami społecznymi i strategiczną analizą celowości tej decyzji.

Rozwój energetyki jądrowej w Polsce jest całkowicie nieuzasadniony. I to nie tylko ze względu na poważne zagrożenia dla środowiska i zdrowia wynikające z konieczności składowania promieniotwórczych odpadów – mówi Wojciech Stępniewski, kierownik projektu WWF „Klimat i energia”. Jest to inwestycja niezwykle kosztowna i każdy z nas boleśnie ją odczuje, bo przyczyni się do wzrostu naszych rachunków za energię. Okazuje się, że szacunki jej kosztów opracowane przez rząd są mocno zaniżone.

Przekonanie o niskich kosztach energii elektrycznej z elektrowni atomowych w Polsce jest mitem. Zdaniem prof. Mielczarskiego z European Energy Institute będą one ponad dwukrotnie wyższe niż te podawane w programie energetyki jądrowej przygotowanym przez rząd i wyniosą od 95 do 127 euro za 1 MWh, w zależności od długości okresu spłaty kredytu na budowę elektrowni. Oznacza to również znaczący wzrost cen energii dla odbiorców końcowych, czyli po prostu wyższe rachunki za energię.

Początkowo podstawowym argumentem rządu na rzecz energetyki atomowej była ochrona klimatu i dotrzymanie unijnych zobowiązań zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych do roku 2020. Energia pozyskiwana z elektrowni atomowych jest rzeczywiście wytwarzana bez znaczących emisji tych gazów, jednakże nie ma technicznej możliwości wybudowania w Polsce elektrowni atomowej przed rokiem 2020. Ministerstwo Gospodarki podaje, że prace zakończą się dopiero w roku 2022 lub 2024.

Ponadto, Polska jest zobligowana przez unijny pakiet energetyczno–klimatyczny do zwiększenia udziału odnawialnych źródeł w produkcji energii. Jeśli nie wprowadzimy w życie jego zapisów, Polsce grożą kary finansowe. Energetyka odnawialna oparta jest na wietrze, słońcu, biomasie, biogazie rolniczym i gorących wodach geotermalnych. Badania pokazują, że wraz z elektrowniami gazowymi o mniejszej emisji CO2, odnawialne źródła energii i poprawa efektywności jej wykorzystania są w stanie pokryć wzrost zapotrzebowania na energię w naszym kraju i zapewnić nam bezpieczeństwo energetyczne. Dodatkowo, w przypadku biomasy jest to technologia rodzima i nie wymaga od nas kupowania know-how od naszych zachodnich sąsiadów.

Przeznaczenie ogromnych środków na rozwój energetyki atomowej poważnie ogranicza szanse na terminową realizację celów związanych z rozwojem energetyki odnawialnej, do czego Polska jest zobligowana unijnym prawem. Dodatkowo, w sektorze energetyki jądrowej jest znacznie mniej miejsc pracy niż w sektorze energetyki opartej na źródłach odnawialnych. Odnawialne źródła dają od dwóch do trzech razy wyższe zatrudnienie niż dzisiejsze elektrownie na węgiel kamienny czy brunatny. Może to oznaczać aż 300 tys. nowych miejsc pracy. Inwestowanie w atom nas ich pozbawia. Pozbawia nas też środków na kampanię edukacyjną promującą odnawialne źródła – podczas gdy na kampanię promującą atom przeznaczono 40 mln PLN.

Odnawialne źródła energii nie mają tak negatywnych skutków ubocznych jak energetyka atomowa. Elektrownie jądrowe pozostawiają po sobie „spadek”, którego nikt nie chciałby otrzymać – produkowane przez nie odpady radioaktywne muszą być przez kilka tysięcy lat składowane w odizolowanym, niedostępnym dla ludzi, zwierząt i roślin miejscu. Na całym świecie nie ma ani jednej lokalizacji, gdzie można byłoby je bezpiecznie przechowywać. Wszystkie istniejące składowiska są traktowane jako „tymczasowe”, chociaż na razie nie wiadomo, w jaki sposób miałyby zostać zlikwidowane. Poważnym problemem jest również utylizacja samej elektrowni po okresie jej użytkowania.

Decyzję o rozwoju energetyki jądrowej podjęto bez konsultacji, jakby to była prywatna sprawa premiera Tuska, a nie decyzja ważna dla całych pokoleń Polaków – dodaje Stępniewski.

WWF wyraża nadzieję, że pomimo tego, iż rząd już de facto podjął decyzję w sprawie rozwoju energetyki atomowej, polskie społeczeństwo zabierze głos w tych konsultacjach mówiąc zdecydowane NIE atomowi. Jest szansa na to, że politycy słysząc ten sprzeciw uwzględnią go w dalszych pracach nad rozwojem rynku energetyki w Polsce.

_____
Przedruk za stroną WWF

O tym, w jakim kierunku powinna zmierzać polska energetyka, pisaliśmy tutaj

W Biedronce zwalniają za „Solidarność”

W Biedronce zwalniają za „Solidarność”

– „Biedronka dyskryminuje pracowników ze względu na przynależność związkową. W ostatnich dniach nie przedłużono umów o pracę kilkudziesięciu pracownikom. Wszystkim z jednego powodu – przynależności do »Solidarności«” – mówi Alfred Bujara, przewodniczący Sekcji Krajowej Handlu NSZZ „Solidarność”.

Przewodniczący podkreśla, że ma na to konkretne dowody – podpisane imieniem i nazwiskiem oświadczenia osób, które z końcem roku straciły pracę. – „Ludzie są bardzo rozczarowani, bo sumiennie wykonywali swoją pracę, nie było na nich skarg, nie brali zwolnień lekarskich. Ale należeli do »Solidarności«. Niektórzy zostali nawet ustnie poinformowani, że tracą pracę właśnie z powodu członkostwa w związku” – mówi Bujara.

Przeciwko tym praktykom „Solidarność” organizuje w poniedziałek 3 stycznia pikietę przed siedzibą Jeronimo Martins Dystrybucja – właściciela sieci Biedonka. Protest odbędzie się w Warszawie przy ul. Postępu 17D o godz. 12.00. Weźmie w nim udział kilkadziesiąt osób, również ci pracownicy, którym nie przedłużono umów o pracę z powodu przynależności do „Solidarności”.

– „Nie możemy milczeć w tej sprawie. Biedronka od lat próbuje zatrzeć negatywny wizerunek sieci łamiącej prawa pracowników. Musimy więc pokazać, że tak naprawdę niewiele się tam zmieniło” – mówi Bujara.

_____

Przedruk za NSZZ „Solidarność”