Pracodawcy robią, co chcą

Pracodawcy robią, co chcą

Sąd Rejonowy w Elblągu umorzył postępowanie w sprawie złośliwego niewypłacania pensji przez właścicieli cukierni, mimo że dysponował opinią grafologa, która potwierdzała fałszowanie listy płac przez pracodawcę. Pracodawca z Krosna nie wypłacił pracownikom należnych wynagrodzeń w kwocie 17,8 tys. zł. Nie stawiał się w siedzibie firmy, gdy inspekcja pracy miała zjawić się na zapowiadaną wcześniej kontrolę, nie upoważnił żadnego pracownika do reprezentowania go podczas nieobecności, uporczywie unikał kontaktu z inspektorem pracy i nie odbierał kierowanej od niego korespondencji. W takiej sytuacji inspektor złożył do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa udaremniania kontroli i uporczywego łamania praw pracowniczych. Prokurator zawiesił jednak dochodzenie w tej sprawie. W sierpniu tego roku sytuacja się powtórzyła. Pracodawca nie wydał świadectwa pracy i nie wypłacił pracownikom ekwiwalentu za urlop. Znowu unikał spotkania z inspektorem, nie udostępnił dokumentacji i nie stawiał się na wezwania. PIP znowu złożyła zawiadomienie do prokuratury. Firma, która od ponad roku łamie prawa pracowników, nadal funkcjonuje.

To niestety nie jedyne przykłady tego typu nieuczciwych praktyk. W okresie od stycznia do listopada 2010 r. PIP złożyła 1082 zawiadomienia do prokuratury, na podstawie których prokuratorzy wnieśli do sądu jedynie 70 (!) aktów oskarżenia, z czego tylko 12 spraw zakończyło się ukaraniem pracodawców (stan na 13 grudnia 2010 r.).

33% spośród inspektorskich zawiadomień dotyczyło udaremniania lub utrudniania pracownikom PIP wykonywania czynności służbowych, 25% – złośliwego lub uporczywego naruszania praw pracowniczych, 13% – fałszowania dokumentów lub poświadczania nieprawdy, 12% – narażania pracowników na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. 
Pomimo tego, że powyższe cztery kategorie zgłoszeń podlegają kodeksowi karnemu, prokuratorzy odmawiali wszczęcia postępowania lub je umarzali, tłumacząc się zwykle brakiem wystarczających dowodów do sporządzenia aktu oskarżenia, niską społeczną szkodliwością czynów (sic!) czy nieumyślnym zachowaniem pracodawców.

W najbliższym czasie zapaść ma wyrok w toczącej się od 6 lat sprawie Tomasza Jochana, tragicznie zmarłego pracownika łódzkich zakładów Indesitu. Szerzej o sprawie – w naszym artykule.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Służba zdrowia, że zęby bolą…

Służba zdrowia, że zęby bolą…

Lekarze zarzucają Funduszowi, że oferowane stawki są zbyt niskie, by umożliwić im realizację usług (w innych województwach bywają wyższe), natomiast urzędnicy mówią o zmowie cenowej stomatologów i nie zamierzają ustępować. Nowy konkurs zostanie rozstrzygnięty (?) dopiero pod koniec lutego. Oznacza to w praktyce, że usługi dentystyczne w ramach publicznej służby zdrowia, w tym działalność gabinetów szkolnych, zostaną przywrócone najwcześniej w marcu. Gazeta pisze, że najboleśniej uderzy to w społeczności lokalne w powiatach przemyskim, jarosławskim, przeworskim, łańcuckim, leżajskim, mieleckim, niżańskim, strzyżowskim, brzozowskim, jasielskim, leskim, krośnieńskim, sanockim, kolbuszowskim i tarnobrzeskim, gdzie ludzi często nie stać na prywatne wizyty u dentysty. 

– „Pacjenci mają pretensje do nas, stomatologów, tymczasem to nie nasza wina. Ceny idą w górę: gaz, energia elektryczna, VAT, a u nas wszystko stoi w miejscu. Brak kontraktu z NFZ oznacza, że będę musiał zwolnić cztery osoby do domu, bo nie jestem w stanie opłacać ani pensji, ani ZUS” – tłumaczy Marek Dorożyński, którego gabinet w Dubiecku w ramach ubezpieczenia z NFZ obsługuje 80 proc. pacjentów z terenu. – „Ci lekarze, którzy podpisali umowy, nie zrobili tego z przekonania, że jest to dobry kontrakt, ale w obawie o byt swoich rodzin. Większość powiatów jest przeciwna przyjęciu stawki 1,02 zł za punkt proponowanej przez NFZ. Jest to stawka, która nie odzwierciedla naszych kosztów. NFZ z pułapu monopolisty dyktuje nam warunki, które są nie do zaakceptowania” – przekonuje Aleksander Kubit, prezes Podkarpackiego Oddziału Związku Lekarzy Dentystów.

Tymczasem pacjenci z bólem zęba muszą szukać pomocy w gabinetach prywatnych, a kogo nie stać, ratować się w Pogotowiu Stomatologicznym w Krośnie, Tarnobrzegu, Przemyślu bądź Rzeszowie – pisze gazeta.

Lotnisko w Tykocinie zatrzymane

Lotnisko w Tykocinie zatrzymane

Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Warszawie właśnie podpisał decyzję o uchyleniu środowiskowej zgody na budowę podlaskiego lotniska regionalnego w okolicy Tykocina. Była ona długo oczekiwana przez środowiska ekologiczne i mieszkańców nadnarwiańskich miejscowości. Lotnisko w bezpośrednim sąsiedztwie ostoi przyrody groziłoby katastrofą lotniczą w wyniku zderzeń z licznie występującymi tam ptakami. Miałoby ono także destrukcyjny wpływ na chronione, cenne przyrodniczo obszary tego regionu.

GDOŚ argumentuje swoją decyzję względami bezpieczeństwa ludzi i ochrony unikatowej przyrody. Stwierdza, co było również kluczowym zarzutem organizacji pozarządowych, że nie przeprowadzono oceny oddziaływania na obszary Natura 2000. Brakowało też analizy prawdopodobieństwa zaistnienia kolizji samolotów z ptakami. GDOŚ wymienia również szereg innych przyczyn przemawiających za uchyleniem decyzji Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Białymstoku, m.in. brak rzetelnej oceny oddziaływania na ssaki oraz przeprowadzenie „pierwotnej” oceny oddziaływania na środowisko bez analizy wykonywanych procedur lotniczych.

GDOŚ podzielił argumenty podnoszone przez organizacje pozarządowe. Mamy nadzieję, że przyjmie je w końcu i inwestor. Lokalizacja w otoczeniu cennych przyrodniczo, rozległych obszarów wodno-błotnych nie jest lokalizacją dla lotniska – mówi Marta Wiśniewska z WWF Polska.

Już wcześniej organizacje pozarządowe alarmowały, że raport o oddziaływaniu na środowisko planowanego lotniska nie pozwala na wykluczenie znaczącego negatywnego oddziaływania tej inwestycji i związanego z nią ruchu lotniczego na obszary Natura 2000 w okolicy, ani na wskazanie lokalizacji, która byłaby akceptowalna ze względu na brak takiego zagrożenia dla przyrody i dla bezpieczeństwa ruchu lotniczego. Pomimo tego RDOŚ w Białymstoku wydała decyzję dla lotniska nad Narwią. Wczoraj, po przeanalizowaniu licznych odwołań, GDOŚ uchylił w całości decyzję RDOŚ zgadzając się z argumentacją m.in. WWF Polska. Teraz białostocka RDOŚ musi całą sprawę ponownie przeanalizować.

WWF ma nadzieję, że analiza ta będzie rzetelna. Lotnisko we wskazanej lokalizacji nie powinno bowiem powstać. Okolice Tykocina nie są dobrym miejscem dla tego rodzaju inwestycji. W sąsiedztwie znajdują się doliny Narwi i Biebrzy, oraz dwa parki narodowe, koncentrują się tam też trasy migracji ptaków. Chodzi więc nie tylko o oddziaływanie na cenną przyrodę, ale bezpieczeństwo pasażerów. W praktyce, co niemożliwe, lotnisko musiałoby być m.in. zamykane na okres ptasich wędrówek, aby uniknąć ryzyka kolizji z samolotami i tragicznych w skutkach wypadków lotniczych.

_____

Przedruk za stroną WWF Polska

Niewesołe nastroje w oświacie

Niewesołe nastroje w oświacie

– „Wiadomo już, że w śląskim kuratorium oświaty pracę utrzyma tylko 1/3 z dotychczas zatrudnionych tam pracowników” – informuje Lesław Ordon, przewodniczący Regionalnego Sekretariatu Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”. 

W całej oświacie nastroje są niewesołe. Symboliczne podwyżki, coraz więcej obowiązków i lawina kolejnych ministerialnych rozporządzeń. Ordon wskazuje, że przedstawiciele Ministerstwa Edukacji Narodowej podczas spotkań ze stroną związkową odżegnują się od rewolucyjnych zmian w statusie zawodowym nauczycieli, ale media wciąż informują o przeciekach z resortu, dotyczących m.in. zwiększenia w nowym roku nauczycielskiego pensum, wydłużenia czasu pracy w oświacie i narzucenia nauczycielom dodatkowych obowiązków. Te informacje sprawiają, że nauczyciele tracą poczucie stabilizacji zawodowej. – „Powodem stresu jest także niż demograficzny, który w oświacie oznacza zwolnienia tysięcy osób rocznie w skali całego kraju” – podkreśla Lesław Ordon.

Akcje protestacyjne, organizowane przez oświatową „Solidarność” i próby zainteresowania sytuacją oświaty parlamentarzystów wszystkich opcji politycznych nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. – „Wielokrotnie prosiliśmy premiera o rozmowę, a odpowiedź zawsze była negatywna. Premier zasłaniał się pluralizmem i zasadami dialogu społecznego. O jego obłudzie świadczy fakt, że kiedy odmawiał spotkania się z nami, to spotykał się z przedstawicielami ZNP. Podobnie byliśmy traktowani przez MEN, które np. na zaopiniowanie projektu rozporządzenia dawało nam jednodniowy termin” – mówi Ordon.

_____

Przedruk za Śląsko-Dąbrowską „Solidarnością”