Ojciec – do budy!

Ojciec – do budy!

W ocieplanym blaszaku, kupionym przez miasto za 100 tysięcy złotych, jest miejsce na cztery małe pokoje, wspólny prysznic, muszlę klozetową, dwie umywalki i mały aneks kuchenny. Każdy z lokali ma ok. 5 m2 powierzchni. Kontener stoi na uboczu, w pobliżu izby wytrzeźwień. Dyrektor miejskiego Centrum Usług Socjalnych i Wsparcia, Leszek Falis, ironizuje na łamach „Gazety Wyborczej”: Mieszkańcy będą mogli powiesić sobie w oknach kolorowe firanki albo zasadzić kwiatki przed kontenerem, ale prawdę mówiąc niespecjalnie mnie obchodzi, jak oswoją sobie to miejsce. W bardziej rzeczowym, ale podobnym tonie, wypowiadają się także miejscy urzędnicy: Dopiero po skutecznym rozdzieleniu katów od pokrzywdzonych możemy planować jakąkolwiek terapię – wyjaśnia naczelniczka Ochęduszko-Ludwik. Zgodnie z prawem skazany będzie miał wybór: jeśli odrzuci lokum w kontenerze, zostanie mu miejsce pod mostem.

Tego, jak to rozwiązanie będzie się miało do przypadków rodzin, w których pary stać na rozdzielnie bez pomocy miasta, urzędnicy nie mają odpowiedzi.  Demagogiczna argumentacja radnych, odwołujących się do walki o dobro i spokój ofiar, tak naprawdę ma oswoić mieszkańców miasta z kontenerami w jego przestrzeni. Pewnych granic przekraczać nie wolno.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Happeningiem w łobuzów

Happeningiem w łobuzów

Happening będzie protestem przeciwko łamaniu praw pracowniczych: bezprawnemu zatrudnianiu na umowy o dzieło, stosowaniu mobbingu, nierespektowaniu prawa do przerw w czasie pracy, dyskryminacji ze względu na czas pracy (różnicowanie stawek godzinowych). Umowy o dzieło umożliwiają pracodawcy m.in. zwolnienie pracownika w ciągu jednej chwili, co ostatnio spotkało m.in. Maćka Łapskiego, lewicowego aktywistę współpracującego także z „Obywatelem” (sprawa trafiła do sądu).

Chcemy zwrócić uwagę opinii publicznej, obecnych i potencjalnych klientów Banku Millennium na to, w jaki sposób traktuje swoich pracowników i czy wobec tego warto taki bank wspierać? – piszą organizatorzy.

Informacja o miejscu happeningu, którego przebieg będzie niespodzianką, pojawi się dzień przed wydarzeniem, w tym miejscu.

Happening jest częścią kampanii pracowniczej związku zawodowego Konfederacja Pracy. Osoby zainteresowane walką o swoje prawa w miejscu zatrudnienia zachęcamy do kontaktu: kontakt@demokratyczne.pl lub 505 580 045.

Kredyt albo niebyt

Kredyt albo niebyt

Z sondażu TNS OBOP przeprowadzonego na zlecenie Krajowego Rejestru Długów wynika, że najczęstszym powodem zaciągania pożyczek jest „ogólne życie”. Na comiesięczne rachunki za czynsz, prąd, gaz, wodę czy usługi telefoniczne i internetowe pieniądze pożycza aż 36% ankietowanych. Oprócz tego Polacy wspierają się zewnętrznym finansowaniem w celu wyremontowania domu lub mieszkania (32%), zakupu nowego sprzętu RTV/AGD (29%) bądź samochodu (17%). Na samym dole listy znalazły się wakacyjne podróże – przypłacić kilkunastomiesięcznymi nerwami, związanymi ze spłatą kredytu, za dwa tygodnie relaksu, gotowych jest jedynie 3% spośród wszystkich respondentów.

Pieniądze pożyczamy najczęściej z banku (79%), znacznie rzadziej od rodziny (37%) bądź znajomych (32%). Od 14 czerwca 2010 r. osoby fizyczne mogą dopisywać swoich dłużników do Krajowego Rejestru Długów, korzystając z Serwisu Ochrony Konsumenta. 2/3 wpisanych przez nich dłużników to inne osoby fizyczne. Tylko bankom z tytułu kredytów gotówkowych i ratalnych zalegamy ze spłatą 20,6 mld zł. Nikt nie liczy, ile pieniędzy jesteśmy winni rodzinie oraz znajomym, a przecież bardzo znaczna część pożyczek pochodzi z tego źródła.

Z badania OBOP wynika również, że najczęściej pożyczają pieniądze osoby w wieku 40-49 lat, oraz 30-39. W tych grupach wiekowych robi to odpowiednio 72% i 65% ankietowanych.

W Krajowym Rejestrze Długów na koniec ub. roku notowanych było 1,931 mln dłużników. Tylko między 1 stycznia 2010 r. a 31 grudnia 2010 r. przybyło ich 970 tysięcy.

Jak naprawić finanse publiczne?

Jak naprawić finanse publiczne?

W skład pakietu propozycji, zaprezentowanych na niedawnej konferencji prasowej, wchodzi m.in. zwiększenie podatków dla najlepiej zarabiających i zniesienie limitu zarobków, od którego nie płaci się składek, wprowadzenie podatku od transakcji między instytucjami finansowymi, zwiększenie ściągalności zaległych składek i podatków, opodatkowanie diet parlamentarzystów i samorządowców, podniesienie płaconej przez pracodawcę części składki rentowej oraz powiązanie składki na ubezpieczenie społeczne rolników i prowadzących działalność gospodarczą z rzeczywistymi przychodami. Wprowadzenie ww. zmian mogłoby zasilić budżet państwa o co najmniej 100 mld zł rocznie. Sama kwota nieściągniętych składek i podatków przekracza 21 mld zł, co stanowi połowę deficytu budżetu państwa. Dlaczego państwo ich nie ściąga, a zamiast tego sięga do kieszeni obywatela? – pytał przewodniczący związkowej centrali, Jan Guz.

Szef OPZZ mówił też o uzależnieniu wysokości składki na ubezpieczenie społeczne rolników i przedsiębiorców od ich rzeczywistych przychodów: Nie ma uzasadnienia, by przedsiębiorcy uzyskujący bardzo wysokie dochody nie łożyli na solidaryzm społeczny. Dodał, że 98 proc. z 3 mln podmiotów gospodarczych płaci minimalne składki.

OPZZ domaga się też likwidacji Funduszu Kościelnego, likwidacji świadczeń z pomocy społecznej nieuzależnionych od dochodów (jak np. becikowe) i walki z szarą strefą w zatrudnieniu, m.in. przez bardziej intensywne kontrole czy likwidację fikcyjnego samozatrudnienia.

Duża część konferencji poświęcona była naprawie systemu emerytalnego. Rządowe zmiany zostały ocenione jako zbyt płytkie i niewystarczające. Wiceprzewodnicząca OPZZ Wiesława Taranowska mówiła, że w rządowych propozycjach związkowi podoba się przesunięcie części składki do ZUS, ale zaznaczyła, iż niejasne są sposoby waloryzacji składki i dziedziczenia zgromadzonych środków. Ponadto, Jan Guz postulował prawo do emerytury po 35 i 40 latach pracy.