Wolny targ

Wolny targ

Sieć targowisk ma powstać w gminach liczących nie więcej niż 50 tys. mieszkańców. Partnerem dla rządu przy realizacji „Mojego Rynku” mają być lokalne samorządy gminne lub związki międzygminne. Pieniądze na jego wykonanie mają pochodzić z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich i na ten cel będzie wydana równowartość 70 mln euro, czyli ok. 280 mln zł. Tworzenie sieci targowisk potrwa pięć lat, a ministerstwo obiecuje także przygotowanie nowych przepisów, które ułatwią samorządom prowadzenie takiej działalności. – Program dotyczący targowisk został opracowany i rozesłany do konsultacji społecznych w celu uzgodnień. Będziemy chcieli go uruchomić w ciągu najbliższych miesięcy – przekonywał podczas konferencji w Stawiszynie koło Kalisza wiceminister rolnictwa Kazimierz Plocke.

Wszystko wskazuje na to, że „Mój Rynek” sprawdzi się w polskiej rzeczywistości handlowej. Okazuje się bowiem, że nasz kraj na tle innych państw UE to „targowiskowe zagłębie”. W Polsce jest nie tylko najwięcej bazarów, ale i ich klientów. Pod koniec ub. roku Ipsos opublikował badania na temat handlu targowiskowego i wynika z nich, że Polacy najchętniej wśród Europejczyków robią zakupy na bazarach i dotyczy to zwłaszcza jedzenia. Jak wyliczają eksperci, na targowiskach sprzedaje się około 6% żywności, jaką codziennie kupują Polacy. Ten współczynnik może nawet wzrosnąć, jeśli poprawią się warunki handlu na bazarach, czyli małe budki zastąpią zadaszone, klimatyzowane hale, bo właśnie nie najlepsza infrastruktura powoduje, że część potencjalnych klientów omija targowiska. Jak wynika z wielu badań, Polacy robiący zakupy na bazarach są przekonani, że towar jest tu świeży, nieskażony chemią, konserwantami.

Najwięcej targowisk mamy w województwach: mazowieckim, śląskim i wielkopolskim (około 1/3 wszystkich bazarów). I choć z roku na rok ich liczba spada, to jednak udział targowiska w strukturze handlu jest wciąż bardzo wysoki. I taki będzie – miejmy nadzieję – przez wiele lat.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

„Solidarność” stawia na równość szans

„Solidarność” stawia na równość szans

37% członków „Solidarności” to kobiety. Ale badania wskazują, że kiedy panie dotykają problemy związane z dyskryminacją płci, a nawet molestowaniem seksualnym, nie postrzegają one związku zawodowego jako instytucji, która może im pomóc. Dlatego „S” może zmienić swój wizerunek i być postrzegana jako realny sprzymierzeniec kobiet, ich autentyczny reprezentant – mówi Danuta Wojdat, koordynatorka Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” ds. kobiet.

„Solidarność” w Deklaracji programowej z 2007 r. określiła, że broni prawa każdego pracownika do godziwej płacy za pracę wykonywaną w bezpiecznych warunkach, w określonym ustawowo czasie z uwzględnieniem prawa do wypoczynku, szczególnie w niedziele i święta. Dodatkowo związek stoi na stanowisku, że działania władz publicznych i przedsiębiorców powinny ułatwiać pogodzenie życia rodzinnego i pracy zawodowej. W Uchwale programowej z 2010 r. „Solidarność” zwraca uwagę na konieczność monitorowania sytuacji na rynku pracy pod kątem przeciwdziałania dyskryminacji kobiet i realizacji odpowiednich zapisów Kodeksu pracy.

Konstytucja RP i Kodeks pracy stawiają sprawy jasno: kobieta i mężczyzna mają równe prawo do kształcenia, zatrudnienia i awansów. Jednak rozdźwięk między gwarancjami prawnymi a rzeczywistością zawodową w Polsce potwierdzają znaczące nierówności płac między kobietami a mężczyznami. Według danych GUS, w 2008 r. przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto otrzymywane przez kobiety było o 23% niższe niż wynagrodzenie otrzymywane przez mężczyzn.

NSZZ „Solidarność” w ostatnim roku przeprowadzała szkolenia na temat równego traktowania kobiet i mężczyzn. Negocjatorów i działaczy związkowych szkolono tak, aby uczulić ich na pogłębiające się dysproporcje. Odbyły się też warsztaty organizowane razem z organizacjami pracodawców na temat realizowania europejskiego projektu dotyczącego równego traktowania kobiet i mężczyzn.

Dzięki szkoleniom w krajowych sekretariatach branżowych coraz częściej powoływane są osoby, które mają się zajmować równością szans. Również i w tych strukturach, które dotychczas kojarzone były tylko z „męską” pracą, np. w Krajowym Sekretariacie Górnictwa i Energetyki. Jest to nowy obszar działań Sekretariatu, gdyż wraz z przyjęciem w 2008 r. przez rząd polski dyrektywy unijnej dopuszczającej kobiety do pracy pod ziemią pojawił się szereg nieuregulowanych w tej materii kwestii prawnych. Rada ds. Kobiet, która działa przy Sekretariacie, powstała z inicjatywy jego przewodniczącego. – Kobiety pracujące w przemyśle ciężkim mają sporo problemów, m.in. wynikających z tego, że dotychczas była to praca zarezerwowana tylko dla mężczyzn – mówi Kazimierz Grajcarek, przewodniczący KSGiE. – Rada ds. Kobiet to pomoc dla pań, które nie chcą i nie mogą rozmawiać z mężczyznami o kłopotach wynikających z pracy. Związek wychodzi im naprzeciw, chce pomagać.

W 2008 r. trójstronne delegacje (rząd – pracodawcy – związki zawodowe) państw członkowskich podpisały Deklarację Międzynarodowej Organizacji Pracy dotyczącą sprawiedliwości społecznej i uczciwej globalizacji. Polska jest wśród 182 krajów, które przyjęły ten dokument. Efektem działań MOP jest powstanie Agendy na rzecz Godnej Pracy, która ma czuwać nad wdrażaniem równości praw w krajach członkowskich.

Zadaniem „Solidarności” jest naciskanie na rząd, aby przygotowywał i wdrażał rozwiązania prawne dążące do zrównania praw kobiet i mężczyzn na rynku pracy – podsumowuje Danuta Wojdat. – Mamy dokument, na który możemy się powoływać, mamy narzędzia, czyli dialog trójstronny, możemy więc śmiało działać dalej. Wierzę, że w tej sferze też dogonimy Europę.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

O kobietach w związkach zawodowych przeczytać będzie można w nr 2/2011.

Nielekko być pracownicą

Nielekko być pracownicą

W Unii Europejskiej panie zarabiają przez całe życie średnio o 17,5 proc. mniej niż mężczyźni. Na średnią tą składają się wyniki z krajów takich jak Włochy, gdzie płace obu płci różnią się tylko o 5 proc., ale i takich jak Estonia czy Polska, gdzie różnice te są bardzo znaczące. Średnia wyliczona dla wszystkich zawodów wskazuje, że zarobki Polek są o 1/3 niższe niż Polaków. W Krakowie mężczyznom płacono średnio o 38 proc. więcej, w Warszawie o 1/3, w Poznaniu i Katowicach różnica wyniosła 30 proc., a o 1/5 więcej od kobiet zarabiali panowie pracujący w Łodzi i Lublinie. Wiele mówiący, bo dotyczący zawodów z najwyższej półki, jest przykład stanowiska dyrektora generalnego, na którym mężczyźni zarabiali aż o 76 proc. więcej niż kobiety! – czytamy w tekście.

artykułu można się także dowiedzieć m.in., że w III kwartale 2010 r. panie stanowiły zaledwie 37 proc. wszystkich menedżerów i wyższych urzędników w naszym kraju.

Podwójnie zapracowane

Podwójnie zapracowane

Mowa o nieopłacanej pracy domowej i opiekuńczej. Dokument zawiera wiele danych potwierdzających większe obciążenie kobiet pracą na rzecz ich domów, niezależnie od tego, że przecież większość z nich pracuje także zarobkowo. Przykładowo, na opiekę nad dziećmi poświęcają one średnio ponad dwukrotnie więcej czasu niż panowie.

Z opracowaniem zapoznać się można tutaj.

_____

W numerze 2/2011 ukaże się blok tekstów poświęconych sytuacji społeczno-ekonomicznej kobiet, także w kontekście obowiązków domowych.