Służba zdrowia potrzebuje pieniędzy, nie spółek

Służba zdrowia potrzebuje pieniędzy, nie spółek

17 marca w Sejmie odbyło się drugie czytanie ustaw z tzw. pakietu ustaw zdrowotnych. Sekretariat Ochrony Zdrowia NSZZ „S” wystosował do wszystkich parlamentarzystów list, w którym zaapelował o odrzucenie zawartych w projektach zmian.

Nie wolno wprowadzać mechanizmów, które ostatecznie uderzą w najsłabszych i spowodują, że konstytucyjna zasada równego – bez względu na sytuację materialną obywatela – dostępu do opieki zdrowotnej stanie się pustym zapisem – piszą związkowcy.

Nasza służba zdrowia jest dramatycznie niedofinansowana. Zamiast forsowania rozwiązań, które na długie lata zdestabilizują system ochrony zdrowia, oczekujemy działań nastawionych w pierwszym rzędzie na poprawę finansowania służby zdrowia – mówi Maria Ochman, przewodnicząca Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność”.

Tymczasem forsowane w Sejmie zmiany ukierunkowane są przede wszystkim na przekształcanie zakładów opieki zdrowotnej w spółki prawa handlowego. Zgodnie z prawem spółka musi przynosić zysk. W przeciwnym razie po prostu upada. – W naszych realiach ujemny wynik finansowy występować będzie często w sposób niezawiniony przez placówki służby zdrowia, które otrzymują zbyt niskie środki na działalność. Albo przestawią się na opłacalną działalność, rezygnując z tych nieopłacalnych, albo zaczną upadać. W jednym i drugim przypadku straci pacjent – dodaje Ochman.

W liście do parlamentarzystów, związkowcy zwracają również uwagę, iż wyposażenie samorządów w możliwość nieograniczonego zbywania udziałów w spółkach prowadzących działalność leczniczą, zwalnia je z obowiązku kreowania bezpieczeństwa zdrowotnego. Żadne cywilizowane państwo nie dopuszcza do niekontrolowanej prywatyzacji ochrony zdrowia. Wszędzie publiczna służba zdrowia stanowi podstawę, a jednostki niepubliczne pełnią jedynie funkcję uzupełniającą dla oferty publicznej – czytamy w liście.

Posiedzenie Sejmu obserwowali przedstawiciele NSZZ „Solidarność”.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Do przeczytania przed zakupami

Do przeczytania przed zakupami

Poradnik zaprezentowano na konferencji prasowej zorganizowanej w restauracji „Piąta Ćwiartka”, należącej do znanej warszawskiej restauratorki i publicystki kulinarnej – Agnieszki Kręglickiej.

W konferencji wziął również udział inny znany dziennikarz kulinarny i kucharz – Grzegorz Łapanowski. Publikacji towarzyszył, zorganizowany na Placu Zamkowym, pokaz trójwymiarowego obrazu, prezentującego wiejski pejzaż i tradycyjną produkcję żywności, stworzonego przez Kurta Wennera, światowej sławy artystę, prekursora trójwymiarowego malarstwa ulicznego.

Poradnik powstał na podstawie pisemnych deklaracji 65-ciu głównych producentów żywności w Polsce (wytypowanych na podstawie „Listy 500” Rzeczpospolitej), którzy wypełnili kwestionariusz dotyczący swojej polityki w zakresie stosowania genetycznie modyfikowanych organizmów. 59-ciu z nich złożyło deklarację o niestosowaniu GMO w swoich produktach. Wyniki te są zbieżne z danymi z poprzedniej edycji poradnika, którego publikacja miała miejsce w 2006 r. Porównanie danych z obu wydań pokazuje także, że część dużych firm, w przeciwieństwie do tych mniejszych, wciąż lekceważy niechęć konsumentów wobec GMO i nie kształtuje swojej polityki w zgodzie z ich preferencjami.

Te sześć firm, które nie złożyły deklaracji o niestosowaniu GMO, to o sześć firm za dużo. Producenci muszą zrozumieć, że konsumenci mają prawo do zdrowej, sprawdzonej żywności, a nie genetycznie modyfikowanych wynalazków, których długofalowy wpływ na ludzie zdrowie i ekosystem do tej pory nie został prawidłowo zbadany. Istnieją natomiast badania na zwierzętach pokazujące, że GMO mogą być szkodliwe dla żywych organizmów – mówi Grzegorz Łapanowski.

61% Europejczyków opowiada się przeciw stosowaniu GMO w produktach spożywczych. W całej Unii Europejskiej popyt na produkty ekologiczne, wolne od GMO rośnie, podczas gdy areał upraw roślin transgenicznych maleje. 69% Polaków także nie chce spożywać GMO. Chociaż polskie prawo nakazuje znakowanie produktów zawierających GMO w ilości przekraczającej 0,9%, rzeczywistość często bywa inna.

Chcielibyśmy wierzyć, że deklaracje producentów żywności odzwierciedlają rzeczywisty stan rzeczy. Nie sposób jednak przebadać wszystkie dostępne na rynku produkty. Niestety w przeszłości zdarzało nam się znaleźć np. nieoznakowany, genetycznie modyfikowany ryż, który nie miał prawa pojawić się w polskim sklepie. By mieć pewność, że kupujemy żywność wolną od GMO, najlepiej robić zakupy w sklepach ze zdrową żywnością. Pamiętajmy, że popyt kreuje podaż. Im więcej zdrowej żywności będziemy kupować, tym niższe będą jej ceny – mówi Joanna Miś, koordynatorka kampanii „Stop GMO” w polskim Greenpeace.

Niestety, sytuacja prawna genetycznie modyfikowanych organizmów wciąż jest w Polsce w wielu aspektach niejasna, co przy braku rejestru pól uprawnych z transgeniczną kukurydzą sprzyja potencjalnemu zanieczyszczeniu produktów spożywczych przez GMO. Kolejne rządy nie stworzyły do tej pory przepisów, które regulowałyby np. wysiew roślin modyfikowanych genetycznie.

Zarówno minister środowiska, jak i minister rolnictwa zdają się lekceważyć ten problem i nie podejmują żadnych kroków, żeby ochronić polskich obywateli i środowisko przed niechcianymi i niepotrzebnymi GMO. W tym momencie jedynie premier Tusk może zapanować nad sytuacją i wprowadzić – wzorem wielu innych krajów UE – zakazy uprawy poszczególnych odmian GMO. Dlatego zwracamy się z apelem do premiera o podjęcie natychmiastowych kroków na rzecz ochrony polskich konsumentów i rolników przed tą niesprawdzoną technologią – dodaje Miś.

_____

Przedruk za stroną Greenpeace Polska. Tytuł pochodzi od „Nowego Obywatela”.

Rodzicom często wiatr w oczy

Rodzicom często wiatr w oczy

Z raportu PIP, będącym pokłosiem „prześwietlenia” 660 pracodawców wynika, że najczęstszą nieprawidłowością (wykrytą w 166 przypadkach) było nieopracowanie wykazu prac zabronionych kobietom, jego nieaktualność lub niedostosowanie do specyfiki zakładu pracy. Pracodawcy naruszali także przepisy dotyczące wypłacania świadczeń pieniężnych związanych z macierzyństwem i ciążą oraz udzielania urlopu wychowawczego (tutaj m.in. nieudzielanie urlopu we wskazanym przez pracownicę terminie i nierespektowaniu prawa do wcześniejszego zakończenia urlopu i podjęcia pracy w obniżonym wymiarze czasu pracy).

Inspekcja podkreśla także, że wielu rodziców nie korzysta z uprawnień, które wprowadziła tzw. ustawa prorodzinna. Mowa m.in. o wykorzystywaniu przez ojca części urlopu macierzyńskiego, z którego zrezygnowała matka dziecka, oraz łączenia dodatkowego urlopu macierzyńskiego z wykonywaniem pracy u pracodawcy udzielającego tego urlopu.

Gazeta informuje przy okazji, że w latach 2009–2010 do prokuratury zgłoszonych zostało zaledwie osiem spraw, które dotyczyły przestrzegania uprawnień pracowniczych związanych z rodzicielstwem.

_____

W „Nowym Obywatelu” nr 2/2011 przeczytać będzie można m.in. o problemach pracowniczych rodziców.

Strzał w plecy Temidy

Strzał w plecy Temidy

Rozporządzenie w powyższej sprawie podpisał już minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski. Związki zawodowe stanowczo sprzeciwiają się takiej polityce. Przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych Jan Guz napisał w tej sprawie do premiera. Podkreśla, że planowana „reforma” uderzy w zaufanie do państwa prawa oraz znacznie ograniczy dostęp do wymiaru sprawiedliwości.

Związkowcy zwracają uwagę, że już teraz sprawy dotyczące prawa pracy ciągną się latami, co zachęca pracodawców do lekceważenia przepisów, a pracownikom odbiera wiarę w sens walki o ich przestrzeganie.