Do przemyślenia przy posiłku

Do przemyślenia przy posiłku

Poniżej zamieszczamy je w całości.

* * *

STANOWISKO ORGANIZACJI POZARZĄDOWYCH WS. SPEKULACJI ŻYWNOŚCIĄ

Z niepokojem zauważamy, że działające w Polsce instytucje finansowe coraz częściej oferują klientom „produkty” inwestycyjne związane ze spekulacją cenami produktów rolnych. Nordea Bank Polska S.A. wprowadził subskrypcję na Nordea Gwarant – Surowcowy Kwartet oparty m.in. na cenach kukurydzy, kawy i cukru, Raiffeisen Bank Polska S.A., we współpracy z UNIQA Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie S.A., proponuje obecnie roczne ubezpieczenie strukturyzowane – DARY ZIEMI – oparte na koszyku 4 surowców rolnych: pszenicy, cukru, soi i kukurydzy, zaś Alior Bank udostępnił klientom ubezpieczenie inwestycyjne Agro Koszyk Plus II […] dzięki któremu klienci banku otrzymują możliwość zaangażowania na rynku surowców spożywczych […]. Zysk klienta uwarunkowany jest wzrostem wartości koszyka, w skład którego wchodzą: kukurydza, soja, cukier.

Zastanawiamy się, czy klienci pragnący bezpiecznie ulokować swoje pieniądze, oraz pracownicy instytucji finansowych oferujących produkty oparte o płody rolne, mają świadomość, skąd się biorą przewidywane zyski? Otóż proponowane „inwestycje” nie polegają na lokowaniu nadwyżek pieniężnych w tworzenie nowych dóbr, np. w poprawę dystrybucji żywności czy zwiększenie jej produkcji. Bazują one natomiast na istniejącym niedoborze, i to niedoborze dóbr tak podstawowych jak żywność. Jak bowiem pisze na swej stronie Nordea: kawa, bawełna, cukier i kukurydza to produkty, na które zapotrzebowanie stale rośnie. Jednocześnie z powodu słabych zbiorów w roku ubiegłym, obecnie ich zapasy są niewielkie, co pozwala prognozować dalsze wzrosty [cen] w 2011 roku. Jeśli ceny bawełny, kawy, cukru i kukurydzy wzrosną lub utrzymają się na tym samym poziomie, Klienci, którzy zainwestują w Nordea Gwarant – Surowcowy Kwartet, mogą liczyć na wysokie zyski. Zdarza się, że spekulanci, aby utrzymać wrażenie niedoboru i podbijać ceny, gotowi są nawet wstrzymać się od sprzedaży posiadanych zapasów towarów. Lokując pieniądze w fundusze grające na wzrost cen żywności przyczyniamy się więc do biedy, głodu i niedożywienia.

Oczywiście obecny wzrost cen żywności może być usprawiedliwiany kataklizmami klimatycznymi na terenach największych producentów zbóż (susza w Rosji, Kazachstanie i Ukrainie, ulewy w Australii), wzrostem konsumpcji w Chinach i Indiach (gospodarki te odnotowują kilka lat z rzędu odpowiednio wzrost 10% i 7% PKB), subsydiowaniem agropaliw, słabnącym dolarem, w którym wyrażana jest część cen żywności na rynkach itp. Z drugiej jednak strony, podczas gdy przez ostatnie miesiące zwyżkował indeks cen żywności Organizacji ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) i osiągnął najwyższy poziom od 1990 r., na świecie nie zdarzyło się nic szczególnego mogącego wyjaśnić ten wzrost. Nie nastąpił drastyczny wzrost liczby ludności, społeczeństwa nie wzbogaciły się tak szybko, a kataklizmy pogodowe o różnym natężeniu zawsze były, są i będą. Wszystko wskazuje na to, iż rozpoczęła się właśnie kolejna, najbardziej niemoralna i nieetyczna bańka spekulacyjna wszech czasów.

Nabywając produkty finansowe w postaci funduszy czy lokat strukturyzowanych bazujących na produktach rolnych, pośrednio przyczyniamy się zatem do wzrostu ich cen. Za wyższe ceny produktów żywnościowych zapłacą jednak finalni konsumenci, czyli także my sami. Ponadto, zważając na to, iż mieszkańcy ubogich krajów Afryki i Azji ok. 60% swoich wydatków konsumpcyjnych przeznaczają na żywność, światowy wzrost cen podstawowych płodów rolnych już teraz coraz bardziej wpływa na zwiększenie głodu i niedożywienia w tych rejonach. Wskutek spekulacji pieniądze najuboższych trafią do stosunkowo bogatych osób, które stać na ulokowanie swych nadwyżek finansowych w bankach i na giełdach. Nierzadko jednak ubodzy zapłacą za wzrost cen nie swymi pieniędzmi, ale własnym zdrowiem i życiem.

Głównymi beneficjentami wzrostów cen żywności nie są jej producenci, a instytucje finansowe pośredniczące między rolnikami a coraz biedniejszymi konsumentami. Zwyżki giełdowe tylko w minimalnym stopniu powodują wzrost zarobków producentów żywności, zwłaszcza drobnych rolników. Giełdowe wzrosty są niestabilne i trudno przewidywalne, a często krótkotrwałe. Nie jest więc możliwe trwałe stymulowanie nimi produkcji żywności, gdyż zależy ona m.in. od cyklu wzrostu roślin, klimatu, przemian pór roku, dostępności ziemi uprawnej. Gra giełdowa żywnością nie ma nic wspólnego z zapewnianiem żywności konsumentom, ani samowystarczalnością żywnościową krajów i kontynentów.

Giełdowe wzrosty cen produktów rolnych nie stymulują więc realnych inwestycji w sektor rolnictwa i nie zwiększają dostępności żywności. Prowadzą natomiast do wzrostu cen najbardziej podstawowych produktów zapewniających ludzką egzystencję, tym samym również w dużej mierze wpływają na głód, niedożywienie i wzrost niepokojów politycznych.

Problem spekulowania żywnością dostrzegają ekonomiści. Prof. Andrzej Kowalski, dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej potwierdza, że przyczyną wzrostu cen żywności w ostatnich miesiącach na świecie są spekulacje na rynkach rolnych („Gazeta Wyborcza”, 14.02.2011).

Spekulacje giełdowe, obok niesprawiedliwych relacji handlowych, błędnej polityki rolnej, niewłaściwie zaprojektowanej pomocy rozwojowej, czynników pogodowych, klimatycznych, erozji gleby, wzrostu cen ropy, chybionych inwestycji w agropaliwa, konfliktów zbrojnych i wzrostu liczby ludności przyczyniają się do pogłębiania głodu i ubóstwa na świecie.

Apelujemy więc do instytucji finansowych, by kierowały się zasadami społecznej odpowiedzialności biznesu i powstrzymały się od oferowania „produktów” finansowych bazujących na spekulacji żywnością, a do klientów – o nie nabywanie ich.

16 marca 2011 r.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

O luksus chorowania w weekend

O luksus chorowania w weekend

Przez ponad dwie godziny lokalna społeczność blokowała przebiegającą w pobliżu miasta drogę krajową nr 1. Mieszkańcy chcieli w ten sposób zamanifestować swój sprzeciw wobec obowiązujących od 1 marca nowych kontraktów podpisanych przez NFZ. W ich wyniku poza godzinami pracy miejskich przychodni muszą szukać pomocy lekarskiej w oddziale Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w oddalonym o 15 kilometrów Zgierzu – lub płacić za przyjazd prywatnej karetki. Jednym ze skandowanych haseł było „Oddajcie nam lekarza!”. Ozorkowianie zapowiadają protesty aż do skutku, deklarują gotowość konfrontacji z samą minister zdrowia.

NFZ twierdzi, że zgierska placówka powinna zabezpieczyć nocną pomoc medyczną dla Ozorkowa, jednak w podpisanym z nią kontrakcie Fundusz nie przeznaczył na ten cel żadnych środków, zaś sama umowa mówi o zabezpieczeniu świadczeń z siedzibą w Zgierzu. Warto dodać, że wcześniej próbowano drastycznie ograniczyć możliwości oddziału Stacji, pozostawiając do jego dyspozycji jedynie jedną karetkę i jeden zespół lekarsko–pielęgniarski, jednak po protestach społecznych zawieszono realizację tego pomysłu.

Łódzcy anarchiści podkreślają, że w nocy nie kursuje komunikacja publiczna łącząca oba miasta, zaś koszt podróży taksówką to około 150 zł, z kolei w ramach prywatnej opieki medycznej samo wykonanie zastrzyku to koszt 40 zł. Niekorzystne, z punktu widzenia pacjentów i pracowników publicznej służby zdrowia, decyzje na poziomie regionu wpisują się doskonale w politykę Ministerstwa Zdrowia pod kierownictwem Ewy Kopacz, której celem jest z jednej strony komercjalizacja placówek publicznej opieki zdrowotnej w oparciu o zasady wolnego rynku usług medycznych, z drugiej zaś dalsze ograniczenie świadczeń gwarantowanych w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego – alarmują w swoim stanowisku. Federacja zareagowała nim m.in. na samorządowe plany komercjalizacji szpitala położniczego im. Rydygiera w Łodzi oraz utworzenia prywatnej kliniki kardiologicznej w zgierskim szpitalu wojewódzkim.

Zapamiętamy tę rozmowę

Zapamiętamy tę rozmowę

W wywiadzie z Krzysztofem Kwiatkowskim poruszonych zostało sporo fundamentalnych problemów, jak traktowanie przypadków łamania prawa pracy przez polskich prokuratorów, instytucja pozwu zbiorowego czy dyskryminacja polskich pracowników za granicą.

Cała rozmowa – tutaj.

Skoro dialog zawodzi…

Skoro dialog zawodzi…

Kilkaset osób wyrażało swoje poparcie dla protestu zorganizowanego przez Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych. Demonstracja zgromadziła związki zawodowe pielęgniarek, ale również przedstawicieli kolejarzy oraz Młodych Socjalistów. Przewodniczący Forum Związków Zawodowych Tadeusz Chwałka uzasadniał demonstrację słowami: Jeśli nie ma dialogu przy stole, to będziemy przenosić go na ulice

W imieniu Młodych Socjalistów przemawiała Aleksandra Bilewicz. Odczytała uchwałę popierającą protesty pielęgniarek, zwracając uwagę, że praca pielęgniarek w szpitalach powinna być uznana w ramach stosunku pracy, ponieważ jej charakter definiuje umowa o pracę. Podkreślono również niedogodności, jakie spotykają pielęgniarki zatrudnione w ramach kontraktów.

Tego samego dnia pięć z protestujących w Sejmie pielęgniarek rozpoczęło protest głodowy.

_____

Przedruk za stroną Młodych Socjalistów. Tytuł pochodzi od „Nowego Obywatela”.