Euromanifestacja w Budapeszcie coraz bliżej

Euromanifestacja w Budapeszcie coraz bliżej

Do stolicy Węgier z całej Europy przyjadą przedstawiciele organizacji związkowych afiliowanych w Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych, by zaprotestować przeciwko polityce obciążania pracowników kosztami kryzysu. „To nie my wywołaliśmy kryzys” – to jedno z haseł kwietniowej manifestacji. Tego samego dnia o sposobach walki z kryzysem będą dyskutować ministrowie finansów krajów UE.

Kryzys finansowy, który uderzył w realną ekonomię, wpędził Europę w poważne kłopoty. Ponad 23 miliony bezrobotnych, wysokie bezrobocie wśród młodych ludzi, brak stabilizacji i niepewność jutra – to wszystko powoduje coraz większe napięcie społeczne. Tymczasem polityka, którą europejskie instytucje i rządy krajów unijnych wdrażają po kryzysie finansowym, skupia się na cięciach wydatków publicznych. To pogłębia rozwarstwienie społeczne i narusza spójność społeczną, co było podstawą europejskiego modelu społecznego – ostrzegają związkowcy.

W Budapeszcie związkowcy zaprotestują przeciwko cięciom publicznych wydatków, ograniczaniu dostępu do usług publicznych, niekorzystnej dla pracowników ingerencji w układy zbiorowe pracy czy postępującej deregulacji rynku pracy. EKZZ domaga się polityki przemysłowej, która tworzy wysokiej jakości i stabilne miejsca pracy. Związkowcy upomną się również o ochronę siły nabywczej wynagrodzeń, dostępnych dla wszystkich usług publicznych oraz wprowadzenie podatku od transakcji finansowych.

Na Węgry pojadą również przedstawiciele „Solidarności”, która od 1995 r. jest członkiem Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych. EKZZ powstała w 1973 r. Obecnie zrzesza 83 organizacje związkowe z 36 krajów oraz 12 organizacji branżowych. EKZZ reprezentuje 60 mln pracowników na forum Unii Europejskiej.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Nie ma zgody na antyspołeczną politykę

Nie ma zgody na antyspołeczną politykę

Marsz Pustych Garnków, Gdańsk, 27 marca 2011 r.

Liczymy na to, że tego dnia na Starówce pojawią się lokatorzy mieszkań komunalnych z całego Gdańska, jak również wszystkie inne osoby sprzeciwiające się polityce zadłużania miasta i wprowadzania kolejnych podwyżek dotykających coraz to nowe grupy społeczne. Jeśli już dziś głośno nie powiemy temu „stop”, to długi zaciągnięte przez ekipę Pawła Adamowicza spłacać będą jeszcze nasze wnuki, o ile w międzyczasie jako „patologia” nie wylądują na podmiejskim osiedlu kontenerowym. Dlatego 27 marca warto pojawić się na marszu razem z dziećmi, rodziną i sąsiadami – im więcej nas będzie, tym większa szansa na zatrzymanie podwyżek. Niech dźwięk pustych garnków otrzeźwi włodarzy miasta! – piszą organizatorzy, prosząc o rozesłanie informacji o Marszu do jak najszerszego grona znajomych.

Agencje o wielu kantach

Agencje o wielu kantach

Najbardziej niepokojącym zjawiskiem jest nieuzasadnione zatrudnianie pracowników tymczasowych na podstawie umów cywilnoprawnych oraz dyskryminacja pracowników tymczasowych w warunkach pracy i zatrudnienia w porównaniu z pracownikami firmy- użytkownika.

Liczne nieprawidłowości wykryto również przy zawieraniu pisemnych umów z osobami kierowanymi do pracy za granicą u pracodawców zagranicznych (w 2010 r. umów takich nie otrzymało 55 proc. osób objętych kontrolą) oraz zatrudnianiu cudzoziemców przez agencje pracy tymczasowej.

Agencje pośrednictwa pracy starają się poprawić swój wizerunek, organizując szkolenia czy przygotowując specjalne programy dla swoich „klientów”. – Prowadzimy szkolenia ułatwiające integrację, oferujemy pewne świadczenia socjalne, np. paczki, a nawet pomagamy w uzyskaniu kredytu – mówi Agnieszka Zielińska z Polskiego Forum HR. Ciężko jednak nie zauważyć w tej strategii kolejnej patologii, albowiem pomoc pracownikom tymczasowym w zadłużaniu się w bankach może okazać się kręceniem dla nich jeszcze mocniejszego powrozu.

W ub. roku Państwowa Inspekcja Pracy skontrolowała 427 agencji zatrudnienia, w tym 227 świadczących usługi w zakresie pracy tymczasowej. Odsetek agencji łamiących prawo wyniósł 49 proc.

Oferta last minute: Grecja na sprzedaż

Oferta last minute: Grecja na sprzedaż

Na sprzedaż pójdą m.in. państwowe spółki oraz należące do administracji nieruchomości. Tym sposobem Ateny próbują odzyskać zaufanie inwestorów do własnych papierów dłużnych.

Sytuacja robi się napięta, ponieważ pieniądze, które Grecja otrzymała od Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, wyczerpią się w przyszłym roku. Zakładane wpływy do budżetu z prywatyzacji mają wynieść 15 mld euro w latach 2012-2013, by podskoczyć do 35 mld w następnych dwóch latach.

Straty będą liczone zapewne dużo później. Póki co, rządowi greckiemu uda się wypełnić swoją część umowy zawartej na ostatnim szczycie państw UE. Zezwolono wtedy, by najbardziej zadłużone kraje eurostrefy mogły sprzedawać własne obligacje poprzez Europejski Fundusz Stabilności Finansowej (ETSF). Postawiono jednak wtedy jeden warunek: Grecja miała się zobowiązać do przeprowadzenia programu prywatyzacji, co też właśnie czyni.