Propozycje „Nowego Obywatela” ws. dotowania czasopism

Propozycje „Nowego Obywatela” ws. dotowania czasopism

* * *

Najważniejsza jest transparentność procesu przyznawania ministerialnych dotacji: przede wszystkim jasne i jednoznaczne kryteria, zmniejszające do minimum pole do interpretacji i dowolności (uznaniowości), a także, w konsekwencji, stworzenie systemu odpornego na roszady polityczne. Dotowanie czasopism powinno być rozpatrywane w kategoriach: pisma ogólnopolskie i regionalne. W grę również mogłyby wchodzić inne kryteria przyznawania dotacji, np. projekty „duże” i „małe”.

O dofinansowanie czasopism powinny wnioskować: samorządowe instytucje kultury (wkład własny 30%), organizacje non profit (wkład własny 20%), wydawnictwa akademickie (wkład własny 20%), podmioty prowadzące działalność w sferze kultury (wkład własny 40%). Podmioty gospodarcze też powinny mieć możliwość ubiegania się o dotacje (wówczas proponujemy większy wkład własny). Uważamy również, że warto spróbować zdefiniować co jest, a co nie jest pismem niszowym (kwestia nakładu? zasięgu?). Wyeliminuje to sytuację, w której dofinansowanie otrzymuje ogólnopolski tygodnik, będący własnością wielkiego koncernu medialnego, nie otrzymują zaś pisma niewielkie, pozbawione zaplecza finansowego i instytucjonalnego, a nierzadko ważne w swoich działkach tematycznych (twórczość ludowa, muzyka poważna itp.).

Według naszej opinii w kwestii dofinansowywania powinny być preferowane organizacje pożytku publicznego, ponieważ zapewnia to transparentność wydawanych pieniędzy – OPP mają obowiązek publicznego przedstawiania corocznych szczegółowych sprawozdań ze swojej działalności i obrotu finansowego. Nie musi to być warunek sine qua non, ale można by wprowadzić dodatkowe punkty „za OPP”.

Podmioty, które dostaną dotacje na czasopisma, powinny udostępniać numery archiwalne za darmo w Internecie po określonym czasie (np. kwartał po zakończeniu sprzedaży danego numeru).

Dotacje powinny dostawać pisma o przynajmniej dwuletnim okresie edycji, licząc od daty wydania pierwszego numeru, co zapobiegnie finansowaniu efemerycznych projektów i takich, których „przydatności” nie zweryfikowali jeszcze czytelnicy.

Co do kryterium oceny wniosków, to widzimy konieczność wprowadzenia bardziej szczegółowej karty oceny wniosków, zdefiniowania i sprecyzowania poszczególnych kategorii oceny. Karta oceny jest obecnie zbyt lakoniczna, konieczne jest ustalenie w pewnej skali co znaczy „wysoki/niski poziom publikowanych treści”. Uznajemy za istotne przyjęcie bardziej precyzyjnej i przejrzystej oceny wszystkich wniosków.

Ważny jest także przejrzysty i sprawiedliwy model dofinansowywania przez państwo poszczególnych pism, np. wedle schematu przyjmującego, że każdy pozytywnie oceniony wniosek oznacza dofinansowanie w wysokości równowartości dwóch etatów redakcyjnych (o wysokości pensji urzędnika średniego szczebla, ustalane wg średniej dla danego województwa) oraz  50% kosztów druku. Model taki gwarantuje bardziej egalitarne zasady podziału środków, nie zaś czysto uznaniowe, eliminując przypadki, że pisma o podobnym nakładzie, zasięgu i kosztach edycji otrzymują dotacje różniące się nawet 10-krotnie. Niezbędne wydaje się również wprowadzenie do systemu dotacji „widełek minimum i maksimum”. Wewnątrz tych widełek dotacje powinny być zróżnicowane ze względu m.in. na merytoryczność projektu, jego znaczenie, potrzeby finansowe itp. kryteria, jednak jasno należy określić, ile wynosić może najwyższa i najniższa dotacja, co zmniejszy skalę uznaniowości.

Widzimy także konieczność wprowadzenia jawnej listy asesorów, którzy sprawdzają wnioski i jawnej listy ekspertów z Komisji Konkursowej, którzy rozdzielają pieniądze, oraz logicznego uzasadnienia ministra co do wybranych wniosków z punktu widzenia polityki kulturalnej państwa; zwiększenia liczby ekspertów w Komisji Konkursowej do 9-11 osób (do tej pory wnioski są oceniane uznaniowo przez trzy osoby, nieznane szerszemu gronu wydawców, uzasadniające bardzo lakonicznie swój wybór). Proponujemy także wprowadzenie możliwości odwołania się od ostatecznej decyzji ministra o dofinansowaniu.

Ponadto postulujemy zdecydowanie mniej biurokracji. Należy uprościć etap formalny składania wniosków. Obligatoryjnym załącznikiem powinien być ostatni numer czasopisma. Należy na pierwszym etapie, przed przyznaniem dotacji zrezygnować z konieczności dostarczania KRS, statutów i innych zaświadczeń.

Załączniki typu KRS, NIP etc. składane byłyby obligatoryjnie do Ministerstwa przez organizacje po otrzymaniu dofinansowania. Naszym zdaniem może to zapobiec sytuacji, gdy wartościowe wnioski odpadają „z przyczyn formalnych”, bo np. na jednej stronie któregoś z dokumentów zabrakło pieczątki „Za zgodność z oryginałem”. Obowiązkowe byłoby za to (już na etapie składania wniosków) dołączenie ostatniego numeru czasopisma. Dodatkowo dobrze by było, aby każdy oceniający dane czasopismo asesor mógł je wziąć do ręki, naocznie zapoznać się z jego treścią (Ministerstwo musiałoby dostawać odpowiednią liczbę egzemplarzy od składającego wniosek i rozsyłać do asesorów). Zapobiegłoby to sytuacji w której asesor ocenia czasopismo jedynie po jego opisie we wniosku. Jak wiemy, papier jest cierpliwy.

Powyższe propozycje mają służyć zwiększeniu równości szans i przejrzystości w przyznawaniu środków publicznych, które uznajemy za dobro wspólne, stąd instytucje państwowe powinny wykazywać jak największą pieczołowitość i rzetelność w dysponowaniu nimi. Także w tej stosunkowo skromnej dziedzinie, jaką jest finansowanie czasopism niszowych, których rolę kulturotwórczą uznajemy za dość istotną dla dobrostanu sfery publicznej w Polsce.

Łódź, 27 marca 2011 r.
_____

O systemie dotowania czasopism oraz działaniach na rzecz jego zmiany już pisaliśmy – czytaj tutaj.

Dodatkowe, ciekawe informacje na ten temat znaleźć można w komentarzu Pawła Rojka oraz relacji z debaty pism niszowych.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Nie ma zgody na antyspołeczną politykę

Nie ma zgody na antyspołeczną politykę

Marsz Pustych Garnków, Gdańsk, 27 marca 2011 r.

Liczymy na to, że tego dnia na Starówce pojawią się lokatorzy mieszkań komunalnych z całego Gdańska, jak również wszystkie inne osoby sprzeciwiające się polityce zadłużania miasta i wprowadzania kolejnych podwyżek dotykających coraz to nowe grupy społeczne. Jeśli już dziś głośno nie powiemy temu „stop”, to długi zaciągnięte przez ekipę Pawła Adamowicza spłacać będą jeszcze nasze wnuki, o ile w międzyczasie jako „patologia” nie wylądują na podmiejskim osiedlu kontenerowym. Dlatego 27 marca warto pojawić się na marszu razem z dziećmi, rodziną i sąsiadami – im więcej nas będzie, tym większa szansa na zatrzymanie podwyżek. Niech dźwięk pustych garnków otrzeźwi włodarzy miasta! – piszą organizatorzy, prosząc o rozesłanie informacji o Marszu do jak najszerszego grona znajomych.

Agencje o wielu kantach

Agencje o wielu kantach

Najbardziej niepokojącym zjawiskiem jest nieuzasadnione zatrudnianie pracowników tymczasowych na podstawie umów cywilnoprawnych oraz dyskryminacja pracowników tymczasowych w warunkach pracy i zatrudnienia w porównaniu z pracownikami firmy- użytkownika.

Liczne nieprawidłowości wykryto również przy zawieraniu pisemnych umów z osobami kierowanymi do pracy za granicą u pracodawców zagranicznych (w 2010 r. umów takich nie otrzymało 55 proc. osób objętych kontrolą) oraz zatrudnianiu cudzoziemców przez agencje pracy tymczasowej.

Agencje pośrednictwa pracy starają się poprawić swój wizerunek, organizując szkolenia czy przygotowując specjalne programy dla swoich „klientów”. – Prowadzimy szkolenia ułatwiające integrację, oferujemy pewne świadczenia socjalne, np. paczki, a nawet pomagamy w uzyskaniu kredytu – mówi Agnieszka Zielińska z Polskiego Forum HR. Ciężko jednak nie zauważyć w tej strategii kolejnej patologii, albowiem pomoc pracownikom tymczasowym w zadłużaniu się w bankach może okazać się kręceniem dla nich jeszcze mocniejszego powrozu.

W ub. roku Państwowa Inspekcja Pracy skontrolowała 427 agencji zatrudnienia, w tym 227 świadczących usługi w zakresie pracy tymczasowej. Odsetek agencji łamiących prawo wyniósł 49 proc.

Oferta last minute: Grecja na sprzedaż

Oferta last minute: Grecja na sprzedaż

Na sprzedaż pójdą m.in. państwowe spółki oraz należące do administracji nieruchomości. Tym sposobem Ateny próbują odzyskać zaufanie inwestorów do własnych papierów dłużnych.

Sytuacja robi się napięta, ponieważ pieniądze, które Grecja otrzymała od Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, wyczerpią się w przyszłym roku. Zakładane wpływy do budżetu z prywatyzacji mają wynieść 15 mld euro w latach 2012-2013, by podskoczyć do 35 mld w następnych dwóch latach.

Straty będą liczone zapewne dużo później. Póki co, rządowi greckiemu uda się wypełnić swoją część umowy zawartej na ostatnim szczycie państw UE. Zezwolono wtedy, by najbardziej zadłużone kraje eurostrefy mogły sprzedawać własne obligacje poprzez Europejski Fundusz Stabilności Finansowej (ETSF). Postawiono jednak wtedy jeden warunek: Grecja miała się zobowiązać do przeprowadzenia programu prywatyzacji, co też właśnie czyni.