„Za”, ale częściowo

„Za”, ale częściowo

Rada Ministrów pozytywnie odniosła się do projektu zmiany ustawy o ochronie przyrody w kwestii zastąpienia wymogu uzgadniania projektów tworzących, zmieniających granice lub likwidujących parki narodowe przez lokalne samorządy na rzecz ich opiniowania. Dla Rządu nieuzasadniona jest natomiast propozycja zmiany prawa dotycząca odwoływania dyrektorów parków narodowych z uwagi na jej wybiórcze regulacje.

Pełna treść stanowiska Rady Ministrów

Przedstawione stanowisko daje nadzieję, że w kwestii uniezależnienia polityki państwa (jaką jest realizacja celów ochrony przyrody i dbanie o jej formy) od lokalnego „widzimisię” możliwe są zmiany na lepsze. Ciągle jeszcze pozostało dużo do zrobienia. Nie ma bowiem możliwości sprawnego funkcjonowania parków narodowych jeśli ich gospodarz będzie uzależniony od wpływów i aktualnie panującej sytuacji politycznej.

Od pracy Rządu zależy przyszłość ochrony przyrody. To sprawdzian, który należy zdać. Niezmiennie liczymy, iż posłowie – niezależnie od opcji politycznej – podejmą najlepszą z możliwych decyzję dla polskiej przyrody.

W opinii co najmniej jednej czwartej miliona Polaków obowiązujące prawo jest niesprawiedliwe i niedemokratyczne. Działania zmierzające do objęcia należytą ochroną dziedzictwa przyrodniczego – Jury, Mazur, Pogórza Przemyskiego czy rozszerzenia Białowieskiego Parku Narodowego, od lat były skutecznie torpedowane przez lokalne samorządy. Państwo polskie, pomimo iż obliguje je do tego Konstytucja i ogólnonarodowe strategie, nie ma prawa do skutecznej ochrony przyrody na terenach będących jego własnością!

Więcej o Inicjatywie ustawodawczej „Oddajcie parki narodowi”

_____

Przedruk za Pracownią na rzecz Wszystkich Istot. Tytuł pochodzi od „Nowego Obywatela”.

Czytaj także tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Nie ma zgody na antyspołeczną politykę

Nie ma zgody na antyspołeczną politykę

Marsz Pustych Garnków, Gdańsk, 27 marca 2011 r.

Liczymy na to, że tego dnia na Starówce pojawią się lokatorzy mieszkań komunalnych z całego Gdańska, jak również wszystkie inne osoby sprzeciwiające się polityce zadłużania miasta i wprowadzania kolejnych podwyżek dotykających coraz to nowe grupy społeczne. Jeśli już dziś głośno nie powiemy temu „stop”, to długi zaciągnięte przez ekipę Pawła Adamowicza spłacać będą jeszcze nasze wnuki, o ile w międzyczasie jako „patologia” nie wylądują na podmiejskim osiedlu kontenerowym. Dlatego 27 marca warto pojawić się na marszu razem z dziećmi, rodziną i sąsiadami – im więcej nas będzie, tym większa szansa na zatrzymanie podwyżek. Niech dźwięk pustych garnków otrzeźwi włodarzy miasta! – piszą organizatorzy, prosząc o rozesłanie informacji o Marszu do jak najszerszego grona znajomych.

Agencje o wielu kantach

Agencje o wielu kantach

Najbardziej niepokojącym zjawiskiem jest nieuzasadnione zatrudnianie pracowników tymczasowych na podstawie umów cywilnoprawnych oraz dyskryminacja pracowników tymczasowych w warunkach pracy i zatrudnienia w porównaniu z pracownikami firmy- użytkownika.

Liczne nieprawidłowości wykryto również przy zawieraniu pisemnych umów z osobami kierowanymi do pracy za granicą u pracodawców zagranicznych (w 2010 r. umów takich nie otrzymało 55 proc. osób objętych kontrolą) oraz zatrudnianiu cudzoziemców przez agencje pracy tymczasowej.

Agencje pośrednictwa pracy starają się poprawić swój wizerunek, organizując szkolenia czy przygotowując specjalne programy dla swoich „klientów”. – Prowadzimy szkolenia ułatwiające integrację, oferujemy pewne świadczenia socjalne, np. paczki, a nawet pomagamy w uzyskaniu kredytu – mówi Agnieszka Zielińska z Polskiego Forum HR. Ciężko jednak nie zauważyć w tej strategii kolejnej patologii, albowiem pomoc pracownikom tymczasowym w zadłużaniu się w bankach może okazać się kręceniem dla nich jeszcze mocniejszego powrozu.

W ub. roku Państwowa Inspekcja Pracy skontrolowała 427 agencji zatrudnienia, w tym 227 świadczących usługi w zakresie pracy tymczasowej. Odsetek agencji łamiących prawo wyniósł 49 proc.

Oferta last minute: Grecja na sprzedaż

Oferta last minute: Grecja na sprzedaż

Na sprzedaż pójdą m.in. państwowe spółki oraz należące do administracji nieruchomości. Tym sposobem Ateny próbują odzyskać zaufanie inwestorów do własnych papierów dłużnych.

Sytuacja robi się napięta, ponieważ pieniądze, które Grecja otrzymała od Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, wyczerpią się w przyszłym roku. Zakładane wpływy do budżetu z prywatyzacji mają wynieść 15 mld euro w latach 2012-2013, by podskoczyć do 35 mld w następnych dwóch latach.

Straty będą liczone zapewne dużo później. Póki co, rządowi greckiemu uda się wypełnić swoją część umowy zawartej na ostatnim szczycie państw UE. Zezwolono wtedy, by najbardziej zadłużone kraje eurostrefy mogły sprzedawać własne obligacje poprzez Europejski Fundusz Stabilności Finansowej (ETSF). Postawiono jednak wtedy jeden warunek: Grecja miała się zobowiązać do przeprowadzenia programu prywatyzacji, co też właśnie czyni.