Solidarnie w Budapeszcie

Solidarnie w Budapeszcie

Kilkadziesiąt tysięcy związkowców z całej Europy protestowało w sobotę w Budapeszcie przeciwko cięciom wydatków publicznych i wynagrodzeń oraz postępującemu rozwarstwieniu społecznemu.

Do stolicy Węgier przyjechali przedstawiciele organizacji związkowych afiliowanych w Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych. „Sprawiedliwość społeczna”, „Wasza chciwość – nasz kryzys. Dość!”, „Więcej dobrych miejsc pracy dla młodych Europejczyków”, „Nie dla niesprawiedliwości w strefie euro” – to tylko niektóre z haseł, pod którymi demonstrowali europejscy związkowcy. Manifestacja przebiegła spokojnie.

Protestujący sprzeciwiali się cięciom publicznych wydatków, ograniczaniu dostępu do usług publicznych, niekorzystnym dla pracowników ingerencjom w układy zbiorowe pracy czy postępującej deregulacji rynku pracy. Główne postulaty europejskich związków zawodowych to polityka przemysłowa, która tworzy wysokiej jakości i stabilne miejsca pracy, ochrona siły nabywczej wynagrodzeń, dostępne dla wszystkich usługi publicznych oraz wprowadzenie podatku od transakcji finansowych.

W proteście uczestniczyło kilkuset związkowców z NSZZ „Solidarność”. Do stolicy Węgier zabrali ze sobą nieodłączne solidarnościowe atrybuty – husarskie flagi z logo „S” i związkowe wuwuzele. – „Solidarność” od 1995 roku jest członkiem Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych. Nie mogło dziś nas więc w Budapeszcie – u braci Węgrów – zabraknąć. Zawsze będziemy upominać się o godność ludzi pracy i protestować przeciwko ubożeniu społeczeństwa. Zapraszam naszych europejskich przyjaciół na kolejną euromanifestację, która prawdopodobnie jesienią zostanie zorganizowana w Polsce podczas naszej unijnej prezydencji – mówił do uczestników protestu Tadeusz Majchrowicz, wiceprzewodniczący NSZZ „Solidarność”.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Spółdzielnie mają przyszłość

Spółdzielnie mają przyszłość

Ruch spółdzielczy powinien mieć zagwarantowaną niezależność wobec państwa – przekonuje w wywiadzie dla „Przeglądu” prof. Henryk Cioch.

W wielu krajach istnieje tendencja do „uspółkowiania” spółdzielni, czyli w praktyce do likwidacji ruchu spółdzielczego. Tymczasem spółdzielczość to nie tylko gospodarowanie, lecz także ruch społeczno-gospodarczy – przypomina naukowiec. Krytykuje on ostatnie działania legislacyjne, silnie ingerujące w sektor spółdzielczy, który jego zdaniem ma przyszłość.

Rozmowę przeczytać można tutaj.

Droższe bilety to niższe wpływy do budżetu i większe korki

Droższe bilety to niższe wpływy do budżetu i większe korki

Władze Warszawy planują znaczącą podwyżkę cen biletów komunikacji miejskiej. Przedstawiciele miasta nie ukrywają, że droższe bilety mają pomóc w załataniu deficytu w stołecznym budżecie. Na takim podejściu władze Warszawy mogą się jednak poważnie przeliczyć.

Istnieje już kilka przykładów, gdy przychody ze sprzedaży biletów zwiększano nie za sprawą podwyżek cen biletów, lecz dzięki wprowadzaniu… obniżek. W Gdańsku Zarząd Transportu Miejskiego w 2008 r. aż dwukrotnie obniżał ceny biletów miesięcznych – cena biletu sieciowego w styczniu spadła ze 132 zł do 110 zł, a następnie w październiku do 98 zł. Równocześnie część biletów czasowych pozostawiono w starej cenie, wydłużając jednak czas ich ważności – np. czas ważności biletu za 2,80 zł wydłużono za 30 do 45 min. Dzięki tym „przewrotnym” decyzjom władz Gdańska, podróżowanie komunikacją miejską stało się popularniejsze. W Gdańsku efektem wprowadzenia tańszej taryfy biletowej były zwiększone przychody ze sprzedaży biletów: o ile rok 2007 zamknięto wpływami w wysokości 86 mln zł, to przychody w obfitującym w obniżki cen biletów roku 2008 wyniosły 92 mln zł. Oznacza to, że za sprawą obniżki cen biletów do budżetu Gdańska wpłynęło dodatkowych 6 mln zł.

Podobnie było w Lublinie, gdzie już w 2004 r., dzięki obniżce cen biletów jednorazowych oraz miesięcznych, stratę Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego udało się zmniejszyć o 40%. Nie ma bowiem co ukrywać, że niższe ceny biletów nie tylko przyciągają nowych pasażerów komunikacji miejskiej, ale również zmniejszają liczbę gapowiczów. Im tańsze podróżowanie środkami transportu publicznego, tym mniej osób podejmuje ryzyko niemiłego spotkania z kontrolerami biletów – oto jeden z „sekretów” niższych cen biletów zapewniających wyższe przychody.

Drugi „sekret” to twarda ekonomia. Jedno z podstawowych praw ekonomicznych – zasada cenowej elastyczności popytu – mówi, że im wyższa cena danego dobra, tym mniej jest chętnych do jego zakupu. Droższe bilety skłonią część mieszkańców aglomeracji warszawskiej do rezygnacji z podróżowania komunikacją miejską.

Drastyczna podwyżka może więc przynieść skutki odwrotne do zamierzonych – zamiast planowanego wzrostu wpływów do miejskiego budżetu, w rzeczywistości przychody ze sprzedaży biletów obniżą się. Obniżą się wraz ze spadkiem popularności drożejącej komunikacji miejskiej. Nietrudno również przewidzieć, że podwyżka cen biletów przy utrzymaniu niskich cen parkowania skłonią wielu mieszkańców do poruszania się po mieście samochodami. A to tylko zwiększy korki oraz pogłębi problem samochodów rozjeżdżających chodniki i trawniki.

Karol Trammer
redaktor naczelny dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn”

_____

Przedruk za stroną Zielonego Mazowsza

W eterze o 1%

W eterze o 1%

9 kwietnia jednym z gości „Sobotniego śniadania” na antenie Radia Łódź będzie redaktor „Nowego Obywatela”, Michał Sobczyk.

Audycja, która rozpocznie się o godz. 9.00, poświęcona będzie m.in. finansowaniu organizacji pożytku publicznego z tzw. 1% oraz związanym z tym kontrowersjom.

Radia Łódź można słuchać także w Internecie – kliknij tutaj.