Stadion narodowego wstydu

30-letni mężczyzna zginął w poniedziałek przy wykonywaniu prac montażowych dachu Stadionu Narodowego. To już trzeci pracownik, który stracił życie podczas budowy tego obiektu.

1 grudnia 2009 r. z wysokości 18 metrów spadł podnoszony przez żurawia kosz, w którym znajdowało się dwóch robotników. Państwowa Inspekcja Pracy ustaliła, że kosz nie nadawał się do podczepienia pod żuraw – ostatnie ogniwo łańcucha, na którym wisiał, było za wąskie i nie wchodziło na hak żurawia. Robotnicy włocławskiej firmy PPW Safety (sic!) przyczepili kosz prowizorycznie, wykorzystując łańcuchy, które miały uszkodzone karabińczyki. Zresztą nie powinni do niego wsiadać także dlatego, że nie mieli badań lekarskich dopuszczających ich do pracy na wysokościach. Co więcej, operacji nie nadzorował tzw. hakowy – robotnik odpowiedzialny za prawidłowe podczepienie ładunku do żurawia.

Wreszcie, dźwig w ogóle nie powinien podnosić kosza, bo żaden z żurawi dostarczonych przez gdańską firmę Żuraw Grohman nie został dopuszczony przez Urząd Dozoru Technicznego do przenoszenia takiego ładunku. Jak stwierdził podczas konferencji prasowej Wiesław Bakalarz, ekspert w Głównym Inspektoracie Pracy kierujący zespołem badającym okoliczności tragedii: Do wypadku mogło dojść już wcześniej, albowiem ten sam zestaw urządzeń był używany na budowie od października, czyli na dwa miesiące przed wypadkiem!

Zdaniem inspektorów szczególnie naganne było to, że pozostawiono ludzi bez nadzoru. Powstaje pytanie, czy inspekcja pracy to nie część systemu nadzoru? Wygląda na to, że służba, która cały czas chwaliła się swoim nadzorem nad budową i starała się przekonać ludzi, że wszystko jest w porządku, sama nie wypełniła swoich obowiązków wobec pracowników, skoro często pracowali na niedozwolonym sprzęcie i bez odpowiednich badań i kwalifikacji. Teraz doszło do kolejnej tragedii.

Zmarły wczoraj mężczyzna był prawdopodobnie pracownikiem firmy Mostostal, odpowiedzialnej za montaż poszycia dachu – powiedziała rzeczniczka budowy Karolina Szydłowska. Według Doroty Tietz z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji mężczyzna spadł z wysokości ok. 30 metrów. Trwają prace komisji, która ma wyjaśnić okoliczności zdarzenia.

Według polskiego prawa, generalny wykonawca nie jest jednak za nic odpowiedzialny. Na styczniowym posiedzeniu Rady ds. Bezpieczeństwa Pracy w Budownictwie jeden z inspektorów PIP powiedział, że należałoby się zastanowić nad włączeniem odpowiedzialności inwestora za bezpieczeństwo pracy. Zbigniew Janowski, wiceprzewodniczący Rady dodał, że kluczem do rozwiązania problemu jest przede wszystkim zmiana ustawy o zamówieniach publicznych, która powoduje obecnie to, że wykonawcy tną koszty pracownicze, materiałowe, a także te związane z ochroną i bezpieczeństwem pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>