Wyautować auta z centrów miast!

Wyautować auta z centrów miast!

Wrocław będzie pierwszym miastem w Polsce, które wyrzuci samochody ze ścisłego centrum. W jego ślady pójdą kolejne – zapowiada „Metro”.

Urzędnicy z wrocławskiego ratusza w przyszłym roku wyłączą całkowicie tamtejszy plac Solny z ruchu kołowego. Potem zakaz wjazdu aut zostanie rozszerzony na ulice Krupniczą, Kazimierza Wielkiego, a za cztery lata na cały teren między fosą a Odrą. Wjeżdżać tam będą mogli tylko pracownicy służb miejskich, mieszkańcy i auta dostawcze. Za złamanie zakazu grozić będzie mandat w wysokości 500 zł i pięć punktów karnych.

Do wyrzucenia aut z centrum miasta przymierza się także Gdańsk. Dziś zakaz wjazdu obowiązuje tam zaledwie na kilku uliczkach starówki (ul. Długa, Mariacka, w lecie zamykana jest także ul. Ogarna, uliczki między Długą a Piwną oraz Grobla I), ale władze w przeciągu najbliższych pięciu lat chcą zamknąć cały teren między Podwalem Przedmiejskim, Okopową, Świętojańską i Pobrzeżem. W tym czasie zbudują parkingi podziemne oraz stworzą alternatywną infrastrukturę rowerową, złożoną nie tylko ze ścieżek i stojaków, ale także wypożyczalni dwukołowców. – W sumie do wypożyczenia będzie tysiąc rowerów – mówi Michał Piotrowski z gdańskiego ratusza. – Po jednej stronie centrum będzie można wypożyczyć rower, a oddać go na drugim końcu. Pierwsza godzina będzie za darmo, druga za symboliczną złotówkę – dodaje.

Z kolei władze Warszawy chcą do 2015 r. wprowadzić opłaty za wjazd do centrum, na które i tak będzie stać większość klientów Magdy Gessler i innych stołecznych przybytków luksusu.

Co ciekawe, antysamochodowe rozwiązania cieszą się poparciem społecznym. Władze Kielc, w których trwa właśnie rewitalizacja Starego Miasta, zapytały mieszkańców o opinię. – Byliśmy przekonani, że ludzie chcą podjeżdżać autami pod sklep, tymczasem bardzo wielu domaga się kategorycznie zakazu wjazdu aut do centrum – mówi Jarosław Skrzydło, rzecznik Miejskiego Zarządu Dróg.

Rafał Muszczynko z warszawskiej Masy Krytycznej mówi, że polskie miasta dopiero zaczynają dostrzegać potrzebę ograniczania ruchu samochodowego w swoich centrach, tymczasem Europa dawno już to zrobiła. – Takie strefy są już w większości europejskich miast. Niektóre miasta, jak Londyn, pobierają opłaty za wjazd do centrum, inne – jak Amsterdam, Kopenhaga, Bratysława – po prostu zakazują wjazdu samochodów, ale np. w Berlinie do centrum mogą wjeżdżać tylko auta spełniające określone wymogi o niskim zanieczyszczaniu powietrza – mówi. I dodaje, że takie strefy to najlepsza zachęta do wybierania rowerów i komunikacji miejskiej oraz najbardziej skuteczny sposób na odkorkowanie centrów.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Prognoza dla Bałtyku na rok 2030

Prognoza dla Bałtyku na rok 2030

Morze Bałtyckie jest coraz bardziej zatłoczone, a presja ze strony ludzi na Bałtyk wciąż będzie rosła. Dlatego rządy państw nadbałtyckich powinny zarządzać Bałtykiem w sposób zaplanowany, uwzględniając zdolność tego akwenu do regeneracji i w sposób przyjazny dla środowiska – donosi raport „Przyszłość Morza Bałtyckiego”, przygotowany przez organizację ekologiczną WWF.

Raport WWF analizuje obecną sytuację Bałtyku oraz to, co może się z nim stać do 2030 r. Zwraca uwagę na zagrożenia związane z planowanymi inwestycjami, wzrostem ruchu morskiego, rybołówstwem i innymi rodzajami presji ludzkiej na ekosystem morza.

Uczestnicy międzynarodowej konferencji zorganizowanej w Gdańsku z okazji Europejskich Dni Morza powinni wyciągnąć wnioski z tego raportu – mówi Anna Marzec z WWF Polska. – Bałtyk jest bowiem morzem wyjątkowo wrażliwym, i to co planuje jeden z nadbałtyckich krajów może mieć wpływ na cały akwen tego morza. Dlatego tak ważne jest, aby wszelkie inwestycje i działania były konsultowane między zainteresowanymi stronami i uwzględniały kwestie ochrony środowiska.

Bałtyk jest jednym z najmniejszych mórz świat i jednocześnie najbardziej zatłoczonym akwenem. Obecnie bałtycki transport morski stanowi 15% globalnego transportu morskiego. Co miesiąc od 3 500 do 5 000 statków kursuje po Morzu Bałtyckim. Średnio około 2 000 statków znajduje się na morzu w danym momencie, w tym tankowce, statki przewożące niebezpieczne i potencjalnie zanieczyszczające substancje, jak również ogromne promy pasażerskie. Prognozy na najbliższe 10 i 20 lat wskazują na intensywny rozwój tego sektora. Do roku 2030 liczba statków może się podwoić, a ich wielkość też znacznie wzrośnie.

Transport ropy naftowej, liczony w tonach, zwiększy się o 64% do roku 2030. Ten ogromny wzrost w sektorze transportu morskiego spowodowany jest budową kolejnych terminali naftowych w Zatoce Fińskiej, jak również wzrostem gospodarczym w regionie. Biorąc pod uwagę już istniejące zagrożenia związane z ewentualnymi wypadkami statków – obecnie na Bałtyku ma miejsce średnio 150 kolizji rocznie – w najbliższych latach zwiększy się ryzyko wycieku ropy naftowej.

Podobnie rośnie zainteresowanie wydobyciem ropy naftowej na obszarze Morza Bałtyckiego. Wzrost liczby platform spowoduje wzrost ryzyka wycieków ropy do morza. Tak jak dzieje się to w przypadku rosyjskiej platformy na złożu D-6, usytuowanej 22,5 km od Kaliningradu, z której rocznie wycieka 140 ton ropy. 1/3 tych wycieków dociera do brzegu, co powoduje degradację środowiska. Również budowa rurociągów i kabli, których liczba w Bałtyku rośnie, wywiera negatywny wpływ na jego środowisko. W następnych 20 latach przewiduje się położenie kabli i rurociągów, w tym Gazociągu Północnego, o całkowitej długości ok. 3 810 km. Zakłada się, że jeśli zostanie utrzymane tak szybkie tempo rozwoju podwodnej infrastruktury, to do roku 2030 w Morzu Bałtyckim sieć rurociągów i kabli podwoi się osiągając długość 7 000 km. Dlatego tak ważne jest żeby przy planowaniu tych inwestycji i w trakcie ich realizacji uwzględniać względy środowiskowe, interesy rybaków i negatywny wpływ tych inwestycji na inne sektory gospodarki związane z morzem.

Pod znakiem zapytania stoi też przyszłość bałtyckiego rybołówstwa. Podlega ono prawodawstwu wspólnotowemu oraz krajowym aktom wykonawczym. Rada Unii Europejskiej podejmuje decyzje o wysokości kwot połowowych dla poszczególnych krajów. Im więcej statków prowadzi połowy, im mniej jest ryb w morzu, tym większej powierzchni potrzebują rybacy do wykorzystania przyznanych im limitów. Jednocześnie liczba profesjonalnych rybaków i statków rybackich uległa w ostatnich latach zmniejszeniu, ze względu na potrzebę dostosowania zdolności połowowej do liczebności stad ryb.

Dlatego wszystkim stronom, w tym rybakom, powinno zależeć na wprowadzeniu takiego zarządzania zasobami ryb, które pomoże zachować stan stad ryb w Bałtyku na stabilnym poziomie. Nie odbędzie się to bez gruntownej, prośrodowiskowej reformy Wspólnej Polityki Rybackiej – mówi Piotr Prędki, specjalista ds. rybołówstwa w WWF Polska.

Według raportu WWF, do 2030 r. spodziewany jest gigantyczny wzrost energetyki wiatrowej na Bałtyku, o 6000%. Planowanie elektrowni wiatrowych musi zatem uwzględniać ich oddziaływania na środowisko. Wzrasta też wydobycie żwiru i piasku, zwłaszcza w Finlandii i w Danii. Wydobycie piasku i żwiru z morza ma wpływ na zmianę prądów, sedymentację osadów oraz powoduje lokalne niedotlenienie. To z kolei wpływa na populacje ryb i innych organizmów morskich, roślinność morską oraz na skalę erozji. Wszystkie te czynniki oddziałują negatywnie na rybołówstwo, przyrodę, turystykę i rekreację.

Wpływ na Bałtyk będą też miały zmiany klimatu. Według Międzynarodowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC), temperatura powietrza w regionie bałtyckim wzrosła w ostatnim stuleciu o około 1°C w północnej jego części i o ok. 0,7°C w części południowej. Ocieplenie północnego Bałtyku jest większe niż średnie ocieplenie globalne, które wynosi 0,75°C. Łagodniejszy klimat może wpłynąć na zmniejszenie pokrywy lodowej w Bałtyku od 50 do 80%. Brak pokrywy lodowej jest korzystny dla transportu morskiego, ale zagraża takim gatunkom jak foka obrączkowana, gatunkowi endemicznemu dla Bałtyku, który do rozmnażania wymaga mocnej pokrywy lodowej. Wzrost opadów i dopływu słodkiej wody może wpłynąć na zmniejszenie średniego zasolenia Bałtyku i przyczynić się do zwiększenia eutrofizacji oraz zakwitu sinic.

Próba pogodzenia interesów wszystkich użytkowników Bałtyku w tym nas – turystów wymaga jak najszybszej zmiany w podejściu do zarządzania jego przestrzenią i zasobami – mówi Marzec.

_____

Przedruk za stroną WWF

Ciemna strona luksusu

Ciemna strona luksusu

Za sprawą nowojorskiego skandalu pracownice luksusowych hoteli po raz pierwszy znalazły się w centrum zainteresowania opinii publicznej – pisze „Le Monde”.

Niewielu zdaje sobie sprawę, jaka to ciężka, nieraz także upokarzająca praca. Przykładowo, mało kto myśli o tym, jakim koszmarem dla pokojówek bywa słanie łóżka. Swojego czasu w Sofitelu w Nowym Jorku związkom zawodowym udało się na jakiś czas bojkotować „wspaniały materac My Bed”, który jest bardzo trudny do słania: najpóźniej po sześciu latach pokojówka ma zniszczony kręgosłup.

Cały tekst – tutaj.

Zrobione – niedocenione

Zrobione – niedocenione

Średnia rynkowa wartość nieopłacanej pracy domowej  może być porównywalna do wysokości przeciętnej miesięcznej pensji w Polsce i powiększa PKB o mniej więcej 23 proc. – czytamy w raporcie firmy Sedlak & Sedlak.

Z opracowania, omawianego przez dziennik „Polska” wynika, że kobiet, które rezygnują z pracy zawodowej i zamieniają się w pełnoetatowe matki, gospodynie domowe czy opiekunki, jest w Polsce ponad 1,4 mln. Jednak główny ciężar domowych prac spada także na panie pracujące zawodowo.  – Dla nich utrzymanie domu to niemal drugi etat. Zamężne kobiety z dziećmi poświęcają na zajęcia domowe 4 godziny i 45 minut na dobę – podkreśla Aleksandra Strojek z firmy Sedlak & Sedlak.

By oszacować wartość tej pracy można m.in. posłużyć się średnimi zarobkami osób pracujących jako pomoce domowe, lub uwzględnić rynkowe koszty wynajęcia osób świadczących poszczególne rodzaje usług zawodowo (gotowanie, sprzątanie, pranie itd.). To na tej drugiej metodzie oparli swoje wyliczenia specjaliści z SGGW. Ustalili, że przeciętna kobieta pracująca w domu wciela się w przedstawicieli aż 25 zawodów, m.in. kucharza, kierownika stołówki, kelnera, rzeźnika, magazyniera, sprzątaczkę, praczkę, krawcową, pielęgniarkę i nauczycielkę.

Tymczasem kobiety, które pracują wyłącznie w domu, nie mogą liczyć na emeryturę czy ubezpieczenie zdrowotne, a z badań przeprowadzonych przez MultiBank wynika, że mają również bardzo niewielkie szanse na to, by przebywając z dzieckiem w domu równolegle prowadzić biznes. – Z badań wynika, że niemal połowa kobiet posiadających dzieci do 3. roku życia nie pracuje, bo nie może połączyć obowiązków opiekuńczych z pracą – dodaje Iwona Dziurowicz, ekspert ds. produktów firmowych w MultiBanku.  Przeciętna mama poświęca na opiekę nad dzieckiem ok. 37 godzin w tygodniu (tuż po urodzeniu dziecka nawet ok. 54 godzin). – Do tego dochodzą obowiązki związane z prowadzeniem domu – ok. 16 godzin tygodniowo, tak więc czasu na pracę czy naukę pozostaje już niewiele – dodaje Dziurowicz.

Zdaniem neoliberalnego (!) ekonomisty, Roberta Gwiazdowskiego, kobiety, które pracują jako gospodynie domowe, również powinny mieć prawo do podstawowej emerytury. – Bo to właśnie wychowane przez nie dzieci zapewnią obecnemu pokoleniu emeryturę na starość – argumentuje.

_____

W „Nowym Obywatelu”  nr 2/2011, który obecnie jest w sprzedaży, można przeczytać kilka tekstów o sytuacji społeczno-ekonomicznej polskich matek i w ogóle kobiet.