Grozi nam degradacja środowiska!

Grozi nam degradacja środowiska!

Rada Ministrów zadecydowała, że rządowy projekt zmiany ustawy o ochronie przyrody, nad którą prace trwały od 2008 r., trafi pod obrady Sejmu. – Nareszcie – komentują związkowcy z Krajowej Sekcji Pracowników Parków Narodowych NSZZ „Solidarność”. – Inaczej grozi nam degradacja środowiska.

Projekt zakłada, że parki narodowe zyskałyby osobowość prawną. Wówczas wypracowane przez parki dochody pozostawałyby w ich dyspozycji, co pozwoliłoby na bieżące funkcjonowanie – w tej chwili nie ma na to środków. Problemy zaczęły się wraz ze zmianą ustawy o finansach publicznych. Zlikwidowano gospodarstwa pomocnicze, które przynosiły parkom dochody. – Pieniądze wypracowane przez parki odprowadzane są do budżetu państwa. Niestety nie wracają do nas – mówi Stanisław Skupień, przewodniczący Krajowej Sekcji Pracowników Parków Narodowych NSZZ „S”. Brak pieniędzy w kasach parków oznacza wstrzymanie wszystkich remontów szlaków, dróg dojazdowych, a w ostateczności zamknięcie szlaków turystycznych w wyższych partiach gór. Oznacza również niemożność pozyskiwania środków z funduszy UE, bo przy funduszach unijnych wymagany jest wkład własny. Bez pieniędzy nie da się również utrzymać parków w dobrym stanie.

Na razie nie odwołujemy planowanej akcji protestacyjnej, czyli blokady na Zakopiance – tłumaczy Zbigniew Kuszlewicz, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Zasobów Naturalnych, Ochrony Środowiska i Leśnictwa NSZZ „S”. – Choć cieszy nas, że ustawą nareszcie zajmie się Sejm, będziemy się przyglądać, co dalej.

Rada Krajowa Związku Leśników Polskich Parków Narodowych w wydanym 19 maja komunikacie poparła akcje protestacyjne i informacyjne przygotowywane przez „Solidarność” oraz wyraziła nadzieję na współpracę i jedność w działaniu wszystkich organizacji związkowych działających w parkach narodowych dla wspólnej sprawy.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Szkodliwa ustawa o systemie oświaty

Szkodliwa ustawa o systemie oświaty

Oświatowa „Solidarność” zaapelowała do Prezydenta o niepodpisywanie ustawy o systemie informacji oświatowej. Zdaniem związkowców narusza ona prawa obywatelskie.

W apelu wystosowanym do Bronisława Komorowskiego związek zwraca uwagę, że ustawa wprowadza również restrykcje wobec pracowników oświaty zbierających dane statystyczne o uczniach i nauczycielach. System informacji oświatowej będzie ogromnym zbiorem danych, których zabezpieczenie będzie trudne i kosztowne. Nieprzewidywalne są również skutki wycieku danych dla dzieci i młodzieży, której może to dotyczyć.

W czasie ostatniego posiedzenia Rada Sekcji Krajowej Oświaty NSZZ „Solidarność” zwróciła się również do przedstawicieli samorządów o zaprzestanie masowej likwidacji szkół i placówek oświatowych oraz przekazywania placówek innym podmiotom. Tak szkodliwe w wymiarze społecznym działania powodują, iż w wielu miejscowościach znikają ośrodki życia edukacyjnego, kulturalnego i społecznego, jakimi są szkoły publiczne. Poprzez takie działania państwo polskie traci kontrolę nad jakością edukacji i siecią szkół gwarantującą w całym kraju równy dostęp do edukacji publicznej – czytamy w apelu skierowanym do jednostek samorządu terytorialnego.

Związkowcy protestują również przeciwko propozycji przedstawicieli ogólnopolskich organizacji samorządowych, wchodzących w skład Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, dotyczącej zwiększenia pensum nauczycieli. – Ewentualne rozmowy i ustalenia w tej sprawie są zasadne dopiero po zakończeniu i ogłoszeniu ostatecznych wyników badania dotyczącego czasu i warunków pracy nauczycieli – mówi Wojciech Jaranowski, rzecznik prasowy Sekcji Krajowej Oświaty.

Oświatowa „Solidarność” zapowiada również dalsze działania na rzecz odwołania ministra edukacji narodowej Katarzyny Hall. Związkowcy zebrali 150 tys. podpisów pod petycją w tej sprawie.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Skąd wziąć więcej sprawiedliwości?

Skąd wziąć więcej sprawiedliwości?

Szacuje się, że na bezpłatnych studiach na uczelniach publicznych mamy najwyżej 2% studentów z uboższych rodzin. W tej sytuacji pojawiają się różne propozycje zmian.

Takim rozwiązaniem mogłyby być „punkty za wykluczenie” – sposób prosty, niepowodujący dodatkowych kosztów, sprawiedliwy, realnie wyrównujący nierówności, które przecież nie powstały z winy dzieci „gorzej urodzonych”. To, jak miałyby one docelowo wyglądać, jest kwestią do dyskusji. Nie ma jednak żadnych przeszkód, by np. dzieci z rodzin, które w ciągu ostatnich pięciu lat osiągały dochody znacząco poniżej średniej (weryfikowane na podstawie zeznań podatkowych), otrzymywały punkty dopisane do wyniku maturalnego – pisze autor jednej z nich.

Więcej na temat wspomnianego problemu – tutaj, nasz głos (m.in.) w tej sprawie – pod tym adresem.

Wyautować auta z centrów miast!

Wyautować auta z centrów miast!

Wrocław będzie pierwszym miastem w Polsce, które wyrzuci samochody ze ścisłego centrum. W jego ślady pójdą kolejne – zapowiada „Metro”.

Urzędnicy z wrocławskiego ratusza w przyszłym roku wyłączą całkowicie tamtejszy plac Solny z ruchu kołowego. Potem zakaz wjazdu aut zostanie rozszerzony na ulice Krupniczą, Kazimierza Wielkiego, a za cztery lata na cały teren między fosą a Odrą. Wjeżdżać tam będą mogli tylko pracownicy służb miejskich, mieszkańcy i auta dostawcze. Za złamanie zakazu grozić będzie mandat w wysokości 500 zł i pięć punktów karnych.

Do wyrzucenia aut z centrum miasta przymierza się także Gdańsk. Dziś zakaz wjazdu obowiązuje tam zaledwie na kilku uliczkach starówki (ul. Długa, Mariacka, w lecie zamykana jest także ul. Ogarna, uliczki między Długą a Piwną oraz Grobla I), ale władze w przeciągu najbliższych pięciu lat chcą zamknąć cały teren między Podwalem Przedmiejskim, Okopową, Świętojańską i Pobrzeżem. W tym czasie zbudują parkingi podziemne oraz stworzą alternatywną infrastrukturę rowerową, złożoną nie tylko ze ścieżek i stojaków, ale także wypożyczalni dwukołowców. – W sumie do wypożyczenia będzie tysiąc rowerów – mówi Michał Piotrowski z gdańskiego ratusza. – Po jednej stronie centrum będzie można wypożyczyć rower, a oddać go na drugim końcu. Pierwsza godzina będzie za darmo, druga za symboliczną złotówkę – dodaje.

Z kolei władze Warszawy chcą do 2015 r. wprowadzić opłaty za wjazd do centrum, na które i tak będzie stać większość klientów Magdy Gessler i innych stołecznych przybytków luksusu.

Co ciekawe, antysamochodowe rozwiązania cieszą się poparciem społecznym. Władze Kielc, w których trwa właśnie rewitalizacja Starego Miasta, zapytały mieszkańców o opinię. – Byliśmy przekonani, że ludzie chcą podjeżdżać autami pod sklep, tymczasem bardzo wielu domaga się kategorycznie zakazu wjazdu aut do centrum – mówi Jarosław Skrzydło, rzecznik Miejskiego Zarządu Dróg.

Rafał Muszczynko z warszawskiej Masy Krytycznej mówi, że polskie miasta dopiero zaczynają dostrzegać potrzebę ograniczania ruchu samochodowego w swoich centrach, tymczasem Europa dawno już to zrobiła. – Takie strefy są już w większości europejskich miast. Niektóre miasta, jak Londyn, pobierają opłaty za wjazd do centrum, inne – jak Amsterdam, Kopenhaga, Bratysława – po prostu zakazują wjazdu samochodów, ale np. w Berlinie do centrum mogą wjeżdżać tylko auta spełniające określone wymogi o niskim zanieczyszczaniu powietrza – mówi. I dodaje, że takie strefy to najlepsza zachęta do wybierania rowerów i komunikacji miejskiej oraz najbardziej skuteczny sposób na odkorkowanie centrów.