Chleb nasz drożejący

Chleb nasz drożejący

Dlaczego drożeje żywność? Czy stoją za tym globalni spekulanci? Jaki wpływ wzrost cen ma na realia społeczne?

Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) ostrzega, że warunki atmosferyczne mogą zmniejszyć zbiory kukurydzy i pszenicy w Ameryce Północnej i Europie, a ograniczenia w zapasach żywności będą miały niekorzystny wpływ na światowe dostawy.

Zdaniem „The Guardian”, rosnące koszty artykułów spożywczych przyczyniły się do wybuchu tegorocznych śmiertelnych zamieszek w Algierii i Tunezji. W ubiegłym roku przynajmniej trzynaście osób zginęło w Mozambiku w trakcie protestów przeciw planom podniesienia cen pieczywa. Na początku tego roku ceny żywności na całym świecie skoczyły do poziomów z lat 2007-08. Wówczas globalny kryzys żywnościowy spowodował niepokoje w trzydziestu krajach, m.in. w Egipcie, Kamerunie i Haiti.

Pojawiają się pytania, czy mamy do czynienia z nasileniem się aktywności spekulacyjnej na rynku towarowym. Wszak w ostatnich ośmiu latach nastąpił duży wzrost aktywności spekulacyjnej na rynku żywności. Rolnicy i przetwórcy wykorzystują giełdy towarowe, by zabezpieczyć się np. przed niebezpieczeństwem złych zbiorów. Za ostatni wzrost spekulacji w znacznym stopniu odpowiadają nowe instrumenty finansowe wymyślane przez banki i oferowane inwestorom. W 2000 roku dzięki intensywnemu lobbingowi banki uzyskały deregulację rynków towarowych w Stanach Zjednoczonych, co pozwoliło im na wprowadzanie nowych produktów. Goldman Sachs – informuje „The Guardian” – był pionierem funduszy opartych na indeksach towarowych, dających inwestorom możliwość śledzenia zmian w rozpiętości cen towarów, w tym również kluczowych produktów rolnych. W latach 2003-08 inwestycje w tego typu fundusze wzrosły z 13 miliardów do 317 miliardów dolarów.

Ministrowie rolnictwa, którzy spotkali się na początku tego roku w Berlinie, wyrazili obawę, że spekulacje i nadmierna niestabilność cen na międzynarodowych rynkach towarów rolnych mogą zagrażać bezpieczeństwu światowych dostaw żywności. Przedstawiciele czterdziestu ośmiu krajów wezwali państwa z grupy G20 do walki z nadużyciami i manipulacjami cenowymi na rynkach rolnych.

Menadżerowie funduszy hedgingowych przekonują, że gdy na rynki towarów rolnych trafią miliardy dolarów, wówczas nieuchronnie dochodzi do zwiększenia niestabilności i umocnienia cen. Jeśli przepływy finansowe umacniają ceny żywności i energii, skutki są bardziej bezpośrednie niż w przypadku nieruchomości czy akcji. Konsekwencją podwojenia cen żywności jest głód.

Ponadto, zdaniem ekspertów, jeśli przy tych samych odmianach ziaren temperatury nadal będą rosły, wówczas należy spodziewać się dalszego wzrostu cen żywności. Badania naukowe, przeprowadzone z wykorzystaniem modeli komputerowych w oparciu o dane z lat 1980-2008, pokazują, że światowa produkcja pszenicy była o 33 milionów ton (5,5 proc.) niższa niż mogłaby być bez globalnego ocieplenia. Produkcja kukurydzy była niższa o 23 miliony ton (3,8 proc.).

___

Polecamy także nasze teksty poświęcone produkcji żywności, zamieszczone w Magazynie „Obywatel”, nr 2/2010(49), w tym artykuł Macieja Muskata „Uprawa głodnych i otyłych”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Tezy miejskie na drzwiach ratuszy!

Tezy miejskie na drzwiach ratuszy!

W środę, 29 czerwca 2011 r., o godz. 12.00, w Gdańsku, Sopocie, Rumi, Poznaniu, Łodzi, Warszawie i Wrocławiu uczestnicy „Kongresu Ruchów Miejskich” symbolicznie przybiją na drzwiach miejskich ratuszy opracowane przez siebie „Tezy o Mieście”.

W Łodzi przybicie tez odbędzie się w Pasażu Schillera.

Będzie to zaproszenie dla prezydentów, burmistrzów i radnych miast do współpracy przy reformowaniu miejskiej polityki i realizacji idei prawa do miasta, czyli prawa do decydowania o tym, jak miasto ma wyglądać, czemu ma służyć i jak ma funkcjonować.

Dzięki staraniom stowarzyszeniu „My-Poznianiacy” i ponad 50 innym organizacjom działającym na rzecz zwiększenia udziału mieszkańców w decydowaniu o kierunkach rozwoju ich miast w czerwcu 2011 r. uchwalone zostały tezy o mieście. Jest to nasz wspólny apel o podjęcie merytorycznej debaty na temat problemów polskich miast skierowany zarówno do władz miejskich, jak i mieszkańców.

Zapraszamy do wspólnego działania wszystkich, którzy podzielają naszą troskę o miasta i chcą urzeczywistnienia idei miasta, które będzie rozwijać się w oparciu o mądrą politykę, w sposób zrównoważony i sprawiedliwy, przeciwdziałający wykluczeniom i umożliwiający mieszkańcom aktywny udział w lokalnej polityce do poparcia naszych tez i udziału w naszym wydarzeniu. Zapraszamy przede wszystkim mieszkańców, przedstawicieli organizacji pozarządowych, instytucji kultury, twórców i animatorów przestrzeni publicznej oraz media.

Więcej informacji: www.kongresmiejski.pl

___

„Tezy o Mieście” zamieściliśmy tutaj.

Przypominamy, że w bieżącym numerze „Nowego Obywatela” (nr 2/2011) opublikowaliśmy artykuł Marcina Mutha poświęcony działalności Stowarzyszenia My-Poznaniacy (współorganizatora Kongresu), „My-Pyrrusowie, czyli fiasko demokracji lokalnej”.

Wszyscy artyści to hipokryci?

Wszyscy artyści to hipokryci?

Znany z troski o Trzeci Świat rockowy zespół U2 unika płacenia podatków w dotkniętej kryzysem Irlandii. Na festiwalu w Glastonbury lidera U2 przywitało kilkadziesiąt tysięcy fanów i hasła: „Bono, zapłać!”.

Jak informuje portal „Gazeta.pl” protest zainicjowała brytyjska organizacja Art Uncut, specjalizująca się m.in. w ochronie budżetu kultury przed cięciami podatkowymi.

Nad kilkudziesięciotysięcznym tłumem w Glastonbury wyrósł ogromny dmuchany balon z napisem „U pay tax 2?”. Art Uncut twierdzi, że znany zespół rockowy unika płacenia podatków w rodzimej Irlandii. Od czasu, gdy zniesiono tam przywileje dla artystów, U2 postanowiło przenieść swoją działalność do Holandii.

Irlandia zmaga się dziś z kryzysem gospodarczym. Według organizatorów happeningu kwoty jakimi operuje zespół, oraz możliwe podatki od nich płacone mogą mieć znaczny wpływ na gospodarkę kraju. Szef festiwalu Michael Eavis twierdzi natomiast, że protest był niesprawiedliwy, bo, jak podkreśla, zespół regularnie przekazuje pieniądze na cele charytatywne.

Skoro Bono prowadzi publiczną kampanię przeciwko nędzy, powinien się przejąć kryzysem we własnym kraju, który wpędził w biedę tysiące jego rodaków – mówił w rozmowie z prasą jeden z aktywistów Art Uncut.

Zdaniem „Timesa” członkowie U2 są najlepiej zarabiającymi muzykami na świecie. Ich łączny majątek wycenia się na 455 milionów funtów. Zeszłoroczną trasę koncertową zespołu obejrzało około 3 mln osób, zarobili na niej przeszło pół milarda dolarów. Do tego trzeba doliczyć pieniądze z płyt, pamiątek, praw autorskich – łącznie ok. 6 mln funtów rocznie.

Menedżer zespołu U2 Paul McGuinness, komentując protest, stwierdził, że zespół jest międzynarodową organizacją i płaci podatki w wielu miejscach na całym świecie.

Warto odnotować, że PR-owsko dobrze widziana troska o Trzeci Świat jest nierzadko wygodnym pretekstem, by nie zauważać bolesnych problemów na własnym podwórku i nie brać ich na własne barki.

___

Na zbliżony temat czytaj także wywiad z prof. Włodzimierzem Bojarskim „W liberalnej sieci” (nr 1/2011).

Polak – juczny osioł

Polak – juczny osioł

Blisko 60% pracowników „dobrowolnie” i bezpłatnie wykonuje zadania, które nie należą do ich służbowych obowiązków – informuje CBOS.

„5 na 10 badanych przyznaje, że rezygnuje z przerw przysługujących w czasie pracy, a co trzeci że pracował w domu bez dodatkowego wynagrodzenia. 24% pracowników brało nadgodziny, przy czym częściej decydowały się na nie kobiety niż mężczyźni oraz osoby z niewielkim stażem pracy. Za darmo pracują praktykanci i stażyści, którzy często wykonują więcej obowiązków niż etatowi pracownicy. Niestety wielu z nich boleśnie się rozczarowuje, gdy dochodzi do wniosku, że szef potraktował ich jak tanią siłę roboczą” – podaje Wirtualna Polska.

Więcej pracują osoby, które boją się zwolnienia, takie, które chcą udowodnić, że są świetnymi pracownikami. Na przykład matki, które wracają po dłuższej przerwie do pracy. One też często zabierają pracę do domu. Kłopot w tym, że w wielu firmach w ogóle nie istnieje taki termin jak „zapłata za pracę w nadgodzinach”. Szefowie wymagają, by jakieś zadanie zostało zrealizowane, ale nie interesuje ich ile czasu trzeba na nie przeznaczyć. Inspektorzy pracy bardzo często stwierdzają naruszenia czasu pracy w firmach. Trudno jest też dochodzić praw związanych z czasem pracy, gdy pracownik nie ma umowy o pracę i pracuję w oparciu o umowę cywilnoprawną. Wówczas jest rozliczany wyłącznie z efektów a nie tego, ile czasu przeznaczył na pracę – stwierdza Grażyna Orłowska, prawnik, specjalista od prawa pracy.

W Wielkiej Brytanii 12% pracowników spędza w pracy dodatkowe pięć godzin w tygodniu, za które nie dostaje wynagrodzenia. Prawie połowa zabiera swoją pracę na weekendy do domu. W efekcie, Brytyjczycy spędzają prawie 900 milionów godzin rocznie wykonując pracę, za którą nie dostają wynagrodzenia. Zdaniem socjologów wielu pracowników „uprawia” już tzw. pracę permanentną.

Styl pracy coraz częściej jest taki, że trudno oddzielić sprawy zawodowe od prywatnych. Niektóre obowiązki wykonujemy w domu, czasem po prostu w domu pracujemy. Technika sprzyja pracy permanentnej, w każdej chwili może zadzwonić do nas szef i kazać coś zrobić. Sprawy zawodowe, interesy załatwia się często w weekendy, a nawet przy kolacji. Takie mamy czasy. Łatwo wpaść w pracoholizm, łatwo cierpieć z powodu chronicznego zmęczenia – mówi Janusz Warszawski, socjolog, psycholog biznesu.

Nierzadko pracodawcy nie wypłacają pensji na czas. Dwa lata temu co trzeci pracodawca, kontrolowany przez Państwową Inspekcję Pracy, miał z tym problem. Z danych PIP wynika, że 2010 r. nie był pod tym względem lepszy. Podczas kontroli w 2009 r. inspektorzy wykryli 72 tys. przypadków niepłaconych pensji, tj. o prawie 10 tys. więcej niż rok wcześniej. Niektóre firmy nie wypłacały wynagrodzeń w ogóle. Łączna wartość zaległości osiągnęła 144 mln zł, wobec 100 mln w 2008 r. PIP otrzymuje coraz więcej sygnałów o zatrudnianiu na próbę bez wynagrodzenia. Proceder ułatwiają istniejące przepisy.