Ignoranci czy hipokryci?

Ignoranci czy hipokryci?

Amerykanie, korzystający z różnych form programów pomocy rządowej w USA, w dobrej lub złej wierze zaprzeczają temu, pisze na swoim blogu Trystero.

Trystero analizuje wyniki badania przeprowadzonego w formie sondażu przez profesor Suzanne Mettler. Respondentów najpierw zapytano czy korzystali z jakiegoś programu społecznego amerykańskiego rządu a następnie pytano czy byli indywidualnymi beneficjentami jednego z 19 programów polityki społecznej amerykańskiego rządu.

Bloger konkluduje: „Zastanawiam się jak to możliwe, że 25% beneficjentów kartek żywnościowych czy ponad 40% beneficjentów zasiłków dla bezrobotnych czy publicznej służby zdrowia dla seniorów mogło dojść do wniosku, że nie korzysta z rządowej pomocy.

To samo pytanie dotyczy 53% beneficjentów subsydiowanych (bezpośrednio albo przez rządowe gwarancje) kredytów studenckich. Co sprawia, że ci ludzie są w stanie wyprzeć się korzystania z rządowych programów pomocy społecznej?„.

Ponadto, jak się okazuje „jedna z największych przeciwniczek Obamy i »socjalizmu w USA«, wschodząca gwiazda Partii Republikańskiej, Michele Bachmann otrzymała w latach 1995-2005 ponad ćwierć miliona dolarów rządowej pomocy w ramach subsydiów dla rolnictwa (Bachmann jest współwłaścicielką rodzinnej farmy)”.

Cała notka tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Przeciw gettom kontenerowym

Przeciw gettom kontenerowym

W ubiegły wtorek w Poznaniu anarchiści protestowali przeciw budowie kontenerowego osiedla, reagując na arbitralną decyzję miejscowego Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych.

Dyrektor ZKZL, Jarosław Pucek, z początkiem lipca ogłosił swoją decyzję o tym, że rusza realizacja budowy kontenerowego osiedla przy ul. Średzkiej. Spowodowane jest to rzekomo faktem, że Rada Miasta do końca czerwca 2011 roku nie rozpoczęła debaty na temat kontenerów. Stanowisko takie ze zdumieniem przyjął przewodniczący Komisji Gospodarki Komunalnej i Polityki Mieszkaniowej Rady Miasta, który stwierdził w wypowiedzi dla prasy, że ma pisemne zapewnienie prezydenta miasta, iż na potrzeby debaty zostaną przedstawione odpowiednia opracowania, które nigdy do rąk radnych nie trafiły.

W związku z tym poznańska Federacja Anarchistyczna przypomina:

1. W osiedla kontenerowych będą mieszkać ostatecznie nie tylko tzw. „trudni lokatorzy”, ale kobiety i dzieci, co w dalszym ciągu ignorują zarówno władze miasta, jak też częściowo codzienna prasa. Strona społeczna przedstawiła wystarczająco dużo dowodów na to, że kontenerowe osiedla, początkowe budowane pod hasłem walki z wandalizmem, stają się miejscem pobytu ludzi o bardzo zróżnicowanym składzie społeczny jeżeli chodzi o wiek i płeć.

2. Zgodnie z ekspertyzami budownictwo kontenerowe nie może być traktowane jako mieszkalne zarówno w sensie prawnym, budowlanym jak też społecznym.

3. Sami przedstawiciele władz miasta i urzędnicy stwierdzają, że budowa osiedla kontenerowego na Średzkiej nie rozwiązuje problemu tzw. „trudnych lokatorów”. Dodatkowo nieznane są społeczne, ekonomiczne i prawne konsekwencje takiego kroku, a ewentualni lokatorzy Średzkiej nie będą wsparci żadnym programem socjalnym. Ostatnio projekt jest najczęściej uzasadniany względami penitencjarnymi i dyscyplinującymi. Z tych względów, gdyby został wprowadzony, byłby kuriozalnym przejawem nadużycia ze strony technokratycznej władzy.

4. Projekt ten niesie za sobą niebezpieczeństwo ustanowienia nowych standardów mieszkaniowych dla najuboższych warstw społecznych, przy jednoczesnym marnotrawieniu ogromnych środków z kasy samorządu na projekty o wątpliwym znaczeniu dla mieszkańców miasta.

5. ZKZL i jego dyrektor nie jest właściwym organem do prowadzenia polityki społecznej w mieście i rozwiązywania problemów społecznych do których należy zaliczyć problem tzw. „trudnych lokatorów”. ZKZL nie ma do tego odpowiednich narzędzi prawnych oraz, co najważniejsze, kompetencji.

Jak zaznaczają poznańscy anarchiści,  władze stolicy Wielkopolski składały deklaracje, że kwestia kontenerów zostanie rzetelnie przeanalizowana i przedyskutowana. Okazuje się, że były to czcze deklaracje, które przekreślono decyzją jednego urzędnika.

Brawo „Solidarność”!

Brawo „Solidarność”!

Nie chcemy, aby płaca minimalna była uzależniona od widzimisię polityków, ale od wielkości PKB – mówi Piotr Duda, pełnomocnik Komitetu Obywatelskiego Inicjatywy Ustawodawczej ustawy o zmianie ustawy z dnia 10 października 2002 r. o minimalnym wynagrodzeniu za pracę.

W poniedziałek 18 lipca do sejmu trafią listy z podpisami 300 tysięcy obywateli popierających projekt ustawy o podniesieniu płacy minimalnej. Projekt przygotowała „Solidarność”. O godz. 10.00 pełnomocnik Komitetu Piotr Duda wraz z delegacją przekażą Marszałkowi Sejmu RP Grzegorzowi Schetynie zebrane przez „Solidarność” podpisy. W skład delegacji wejdą: zastępca przewodniczącego KK Jerzy Wielgus i zastępca pełnomocnika Komitetu Henryk Nakonieczny.

Związek miał 3 miesiące na zebranie 100 000 podpisów pod projektem uchwały. Zabrano ich około 300 000 podpisów. – Nie chcemy, żeby rosło pokolenie młodych ludzi, którzy pracują za grosze, za które nie da się wyżyć – podkreśla Duda. – Ilość zebranych podpisów świadczy o tym, że Polacy chcą faktycznych zmian w tej kwestii – dodaje.

Celem przygotowanej przez związek ustawy jest stopniowe podwyższanie minimalnego wynagrodzenia, do wysokości 50% przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w tempie zgodnym z tempem wzrostu gospodarczego. Dokładniej: wysokość minimalnego wynagrodzenia będzie ulegała szybszemu zwiększaniu w przypadku wzrostu PKB o co najmniej 3%, natomiast jeśli wzrost gospodarczy będzie niższy lub będzie miał wartość ujemną, minimalne wynagrodzenie będzie ustalane według dotychczas przyjętych zasad. Ustawa nie zagraża budżetowi państwa, nie wpłynie również na sytuację na rynku pracy. Za to sprawi, że faktyczne wpływy do budżetu będą wyższe.

Pierwsze czytanie obywatelskiego projektu ustawy powinno zostać przeprowadzone w terminie 3 miesięcy od daty wniesienia projektu ustawy do Marszałka Sejmu.

Kara za podwójną ewidencję

Kara za podwójną ewidencję

Prowadzenie podwójnej ewidencji czasu pracy może drogo kosztować firmy, które w nieuczciwy sposób chcą obniżyć koszty pracy. Przekonał się o tym właściciel zakładu produkcji drzewnej z województwa warmińsko-mazurskiego.

Kontrola przeprowadzona w jego firmie wykazała, że pracodawca prowadził dwie listy obecności pracowników, informuje „Dziennik Gazeta Prawna”. Oficjalna wykazywała pracę od poniedziałku do piątku, po osiem godzin dziennie – od godziny 6 do 14 i od 14 do 22. Wynikało z niej też, że pracownicy mają wolne soboty. Lista nieformalna wskazywała natomiast, że podwładni faktycznie wykonywali pracę od godziny 6 do 15 i od 15 do 24 w dni powszednie oraz w soboty. Do programu kadrowo-płacowego wprowadzana była fikcyjna liczba godzin. To na tej podstawie naliczane były między innymi składki na ubezpieczenie społeczne oraz podatki.

Inspektor pracy z okręgowego inspektoratu w Olsztynie skierował w tej sprawie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 219 kodeksu karnego.

Na jego podstawie może być nałożona kara za prowadzenie podwójnej ewidencji czasu pracy – tłumaczy Katarzyna Grzybowska-Dworzecka, prawnik z Kancelarii Michałowski, Stefański Adwokaci.

Podlega karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch pracodawca, który narusza przepisy o ubezpieczeniach społecznych. Naruszeniem prawa jest niezgłaszanie – nawet za zgodą zainteresowanego – wymaganych danych albo zgłaszanie nieprawdziwych informacji. Dotyczy to sytuacji, gdy fałszerstwo ma wpływ na prawo do świadczeń albo ich wysokość.

W omawianej sprawie na pracodawcę już została nałożona grzywna za inne nieprawidłowości dotyczące czasu pracy. Kontrola wykazała między innymi, że w 2010 roku pracodawca nie wypłacił 299 pracownikom dodatku za pracę w godzinach nadliczbowych, a w marcu 2011 roku 49 osób wykonywało pracę bez zachowania 11-godzinnego odpoczynku dobowego.